Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Komikslandia

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 7/10 grafika: 6/10
fabuła: 5/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,33

Ocena czytelników

5/10
Głosów: 7
Średnia: 5
σ=2

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Avellana)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Madara

Rodzaj produkcji: seria OAV
Rok wydania: 1991
Czas trwania: 4×30 min
Tytuły alternatywne:
  • Mouryou Senki MADARA
  • 魍魎戦記MADARA
Tytuły powiązane:
Widownia: Shounen; Postaci: Androidy/cyborgi; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Świat alternatywny; Inne: Magia
zrzutka

Po raz kolejny ratowanie świata w konwencji (pseudo)fantasy. Sztampowe, ale za to krótkie i całkiem sympatyczne.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Świat, przez który nasz tytułowy bohater podróżuje wraz z dziadkiem – wędrownym kowalem i mechanikiem – zdecydowanie nie jest sympatyczny. Potężny władca demonów Miroku zagarnia kolejne ziemie, a na już podbitych terenach sieją terror jego potworni słudzy, mouki. Z drugiej strony nadal istnieją spokojne enklawy, chronione przez nieprzepuszczającą mouki barierę, więc może warto byłoby po prostu osiąść w jednej z nich i cieszyć się spokojnym życiem? Ostatecznie Madara to zupełnie normalny chłopak, jeśli pominąć to, że całe jego ciało jest mechaniczne – co jest niezwykłe nawet w świecie, gdzie wielu ludzi jest częściowo zmechanizowanych.

Oczywiście, nie ma tak dobrze. Jak można bez trudu zgadnąć, Madara w dramatycznych okolicznościach zderzy się ze swoim przeznaczeniem i pozna szokującą (dla niego, widzowie mogą się domyślać od pierwszej sceny) prawdę. Oto bowiem jest on synem… samego Miroku, który płodzi potomstwo tylko po to, by pochłaniać jego energię życiową. Jakim cudem Madara przeżył? A, to już zostawiam do samodzielnego sprawdzenia. Ważne zresztą jest co innego: że zdeterminowany chłopak wyrusza, by raz na zawsze rozprawić się z Miroku, nawet jeśli jego szanse w tym zakresie wydają się raczej niewielkie. W podróży towarzyszy mu Kirin, dziewczyna ocalała ze zniszczonej wioski, a później także dwóch potężnych, ale niepewnych sprzymierzeńców – wojownicy Kaos i Seishinja, zbiegli z armii Miroku.

Cóż można napisać o fabule… W linii podstawowej jest oczywiście rozpaczliwie sztampowa. Proszę nie oczekiwać tutaj oryginalnych rozwiązań czy powiewu świeżości. Nawet włączenie w cały koktajl techniki – w postaci tychże mechanicznych ciał – niczego nie zmienia. Technika nie jest bowiem niczym uzasadniona i ze względu na zakres działania i możliwości właściwie najrozsądniej jest uznać ją za rodzaj magii – gdyby nie kabelki, złudzenie byłoby pełne. Jeśli więc ktoś poszukuje opowieści fantasy przełamującej skostniałe ramy gatunku i wytyczającej nowe szlaki – niech poszuka gdzie indziej.

Pytanie jednak, czy akurat fantasy jest gatunkiem, od którego wymaga się oryginalności. Ja przyznam, że nie mam problemów z potraktowaniem tego typu historii jak bajek – takich, w których rycerz zabija smoka i żeni się z księżniczką. I jeśli zamiast tego rycerz zabije księżniczkę i ożeni się ze smokiem albo też cała trójka wda się w filozoficzną debatę nad marnością życia, poczuję się trochę oszukana. Od rozrywkowego fantasy wymagam podstawowej spójności fabuły i akcji – a pod tym względem nie byłam rozczarowana.

Przede wszystkim, co samo w sobie jest ewenementem, kwalifikującym się do zapisania czerwoną kredą w kominie, przedstawiona tu historia jest skończona. Oczywiście istnieje pytanie „co dalej”, pojawiające się zawsze, jeśli tylko nie została wybita cała obsada, ale wątek główny zostaje zamknięty raczej definitywnie, a pobocznych zwyczajnie nie ma. Fabuła toczy się na tyle wartko, że na ewentualne zastrzeżenia przychodzi czas już po seansie. Najpoważniejszą wadą – poza wyciąganymi z kapelusza technologiami, latającymi statkami i chwilami zbyt szybkimi zmianami poglądów niektórych postaci – pozostaje, jak to często bywa, słabe rozplanowanie ról poszczególnych członków drużyny w kolejnych perypetiach. Szkoda tym bardziej, że akurat tym razem cały zespół (tak, wliczając w to dziewczynę) ma wystarczająco duże możliwości, żeby odgrywać znaczącą rolę, a nie tylko kibicować bohaterowi.

Postaci zaliczam do zdecydowanie udanych – znowu, nie ze względu na ich oryginalność, ale zgrabne rozegranie ich charakterów. Madara jest, jaki powinien być bohater, ale jakimś cudem udaje mu się z jednej strony uniknąć bycia „rycerzem bez skazy”, a z drugiej – gwałtownych rozterek i wyborów moralnych. Szczególnie to ostatnie mogłoby bardzo łatwo spowodować, że przez większą część czasu musielibyśmy oglądać go siedzącego w kącie i desperującego nad swym ciężkim położeniem – a wystarczająco wiele razy widziałam coś takiego, by wiedzieć, o czym mówię. Nie jest też miotany przypadkiem przez kaprysy scenarzystów – dąży do celu po w miarę prostej linii. A w miarę normalny chłopak, który idzie sprać wielkiego złego, budzi moją zdecydowanie większą sympatię niż świetlany ideał czy inny emo­‑psychopata. Pozostaje tylko żałować, że ze względu na szczupłość czasu nie zostały rozbudowane pozostałe postaci. Ku mojemu zdumieniu Kirin okazała się czymś więcej niż tylko „dziewicą w opałach”, pętającą się za bohaterem wyłącznie po to, by miał kogo w krytycznych momentach ratować (acz ten aspekt nie jest całkiem zaniedbany). Panna bowiem zyskuje w pewnym momencie władzę nad czymś o bardzo dużej wartości bojowej… A jeśli pozostaje to nie do końca wykorzystane, to z winy scenariusza, a nie możliwości. Jednak moimi zdecydowanymi faworytami stali się Kaos i Seishinja. Jakimś przedziwnym cudem nie zrobiono z nich ponurych bishounenów, przytłoczonych tragiczną przeszłością – co więcej, do samego końca trudno zaliczyć ich do postaci jednoznacznie pozytywnych. A nie da się ukryć, że właśnie tego typu bohaterowie nieidealni najłatwiej zyskują sympatię większości widzów.

Pod względem wizualnym jest to przyzwoita rzemieślnicza robota – oczywiście biorąc pod uwagę rok powstania. Projekty postaci bywają podobne dla podobnych „typów” (np. wszyscy trzej wojownicy mają niemal identyczne oczy), ale mimo wszystko nie ma problemów z ich odróżnianiem. Wprowadzono za to całkiem sporo rozmaitych potworów – owszem, część to wariacje na temat wilkołaków i innych obowiązkowych mrocznych stworów, ale w kilku sekwencjach pojawiają się potwory znacznie bardziej zróżnicowane i ciekawsze – polecam uwadze początkową scenę pościgu za Kaosem. Animacja jest poprawna, a walki niezłe, ale jednak nie poleciłabym nikomu tej serii wyłącznie ze względu na sekwencje bitewne. Muzyka jest dobrze dopasowana, ale ona także nie miała w żadnym momencie być odrębnym dziełem sztuki – sprawdza się jako tło obrazu, a większych ambicji nie ma.

Madara to jeden z tych tytułów, które aż prosiłyby się o rozwinięcie w dłuższą serię – chętnie popatrzyłabym jeszcze na tych bohaterów, przemierzających niebezpieczny świat. Zostałam jednak uświadomiona, że manga, której adaptację stanowi OAV, nie uchodzi, łagodnie mówiąc, za szczególnie dobrą. Być może więc w tym przypadku owo skrócenie, które zaowocowało gwałtownymi przeskokami w czasie i przestrzeni, było błogosławieństwem, nie pozwalając nadmiernie rozbudować motywów, które łatwo stałyby się ciężko idiotyczne. Pozostanę jednak przy swoim zdaniu – chciałabym dłuższą serię, zachowującą zalety tego tytułu, za to rozbudowującą jego wątki. Dla amatorów starszych serii i fantasy to propozycja w sam raz, pod warunkiem, że nie będą oczekiwali oryginalności. Tego nie dostaną, ale przygodowa historia, która ma początek i koniec, też jest coś warta.

Avellana, 8 kwietnia 2008

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Bandai Visual
Autor: Eiji Outsuka, Shouu Tajima
Projekt: Jun'ichi Watanabe, Yuuji Moriyama
Reżyser: Yuuji Moriyama
Scenariusz: Akinori Endou
Muzyka: Kaoru Wada