Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyuu.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 5/10 grafika: 9/10
fabuła: 5/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

6/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,33

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 17
Średnia: 6,76
σ=1,59

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Avellana)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Project Blue: SOS dla Ziemi!

Rodzaj produkcji: seria OAV
Rok wydania: 2006
Czas trwania: 6×45 min
Tytuły alternatywne:
  • ProjectBLUE Chikyuu SOS
  • ProjectBLUE 地球SOS
  • Project Blue Earth SOS
Postaci: Obcy; Miejsce: Świat alternatywny
zrzutka

Przygodowa seria w stylu fantastycznych powieści Verne'a. Kolejny przykład na to, jak Japończycy rozumieją Europejczyków.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Podana liczba odcinków i czas ich trwania dotyczą oryginalnej, wydanej w Japonii OAV. W wersji angielskiej, a także polskiej, zdecydowano się na podzielenie każdego odcinka, tworząc dwunastoodcinkową serię.

Jest rok 2000, ale świat, w którym rozgrywa się akcja, w którymś momencie musiał wyruszyć inną drogą technologiczną niż ten znany nam współcześnie. Większość urządzeń wygląda raczej staroświecko, podobnie zresztą jak moda… Ale za to coraz powszechniej produkowane są pojazdy z pozwalającym osiągać ogromne prędkości napędem antyprzeciążeniowym. Wszystko jednak wskazuje na to, że zaginięcie pięć lat wcześniej w tajemniczych okolicznościach prototypowego myśliwca nie było przypadkiem. Coraz wyraźniej widać, że pojazdy z napędem antyprzeciążeniowym – samoloty, statki, nawet pociągi – stają się celem ataków. Czyich? Trudno uwierzyć w bajki o wrogich UFO, ale niebawem rzeczywistość pokaże, że pewne bajki trzeba pilnie przepisać na nowo. Ziemia jest zagrożona, a nieprzyjazna, bezosobowa siła bez żadnej litości zaczyna niszczyć ludzkość. Czy istnieje jakaś szansa na przetrwanie?

W tych nieprzyjaznych okolicznościach splatają się losy dwóch chłopców – syna potężnego przemysłowca, Billy'ego Kimury, oraz bardzo skromnie sytuowanego Penny'ego Cartera, dla którego całą rodziną jest ukochany pies. Wydawałoby się, że wszystko ich różni – i rzeczywiście, początkowo stosunki między nimi trudno nazwać przyjaznymi. Jednak coś ich także łączy: nieprzeciętny talent techniczny i pasja naukowa, które mogą okazać się nieocenione w obliczu niebezpieczeństwa. Wydaje się, że Ziemia nie ma szans z przytłaczającą przewagą militarną najeźdźcy, ale są tacy, którzy zamierzają walczyć do końca. Agencja Labirynt, prowadzona przez profesora Bresta (ojca przyjaciółki Billy'ego, Lotty), ma jeszcze niejednego asa w rękawie. Najważniejsze jednak jest odkrycie, kim właściwie są Obcy i skąd przybyli. Tutaj kluczem mogą okazać się badania profesora Steamsona, jednak on sam zmarł wiele lat temu, a jego wnuczka, Margaret, nie jest szczególnie chętna do współpracy…

Akcja nie zwalnia niemal w ogóle, przysypując widza lawiną efektownych potyczek, zwrotów akcji i objaśnień naukowych. Niestety jednocześnie pozostaje zdumiewająco mało wciągająca. Wynika to z przyjętej formuły: Tensai Okamura na podstawie serii pocztówek autorstwa Shigeru Komatsuzakiego postanowił stworzyć serię będącą hołdem dla klasycznego, starego science­‑fiction. Pomysł godny pochwały, a sama geneza serii nie jest aż tak wyjątkowa – w podobny sposób powstało Haibane Renmei. Coś jednak paskudnie zawiodło, a jako wierna czytelniczka powieści Verne'a, Conan Doyle'a i Wellsa umiem chyba powiedzieć, co takiego. Otóż te stare powieści rządziły się pewnymi prawami i regułami, przy całej swojej naiwności pozostając spójne pod względem klimatu i nastroju. Tutaj przepuszczono je przez typowo japońską „wrażliwość”, do naiwnej i pełnej cudownych zwrotów akcji (oraz jeszcze cudowniejszych wynalazków konstruowanych na kolanie) fabuły dokładając hałdy trupów w tle, rzeź postaci drugoplanowych i tragiczne traumy bohaterów. Powoduje to przykry i nieznośny dysonans w opowiadanej historii: chwilami jest to niemal realistyczna opowieść o wojnie (każdy atak Obcych to praktycznie masakra), ale chwilami siląca się na lekki ton opowieść o rywalizacji dwóch „genialnych chłopców” i o ich Wielkiej Przygodzie.

Nie odmówię sobie przytoczenia konkretnego przykładu. Oto w pewnym momencie jeden z głównych bohaterów doprowadza swoimi nieprzemyślanymi działaniami do śmierci niewinnych ludzi. Akurat w tym momencie jego upór przy przeprowadzeniu planu, o którym w zasadzie wiadomo, że nie może się udać, jest usprawiedliwiony silnym wzburzeniem i względami osobistymi. Jednakże nikt nie umie go skutecznie powstrzymać, a ww. przyjaciel po kłótni odchodzi, wzruszając ramionami i mówiąc coś w rodzaju „rób, jak uważasz”, co wydaje się reakcją (łagodnie mówiąc) trochę nieadekwatną do sytuacji. Najlepsze jednak są dwie sceny, stanowiące puentę tego epizodu. W pierwszej syn jednej z ofiar (Amerykanin, rzecz jasna) potrząsa bohaterem jak szczurem, wygłaszając płomienną przemowę, zakończoną „ale nie możesz się teraz poddawać, ponieważ śmierć mojego ojca nie może iść na marne”. W kolejnej oglądamy pojednanie obu chłopców, zakończone wspólnym śmiechem nad błędami przeszłości i spuentowane jakimś akcentem komediowym. Nie, proszę panów twórców: Verne nie działał w taki sposób. Co więcej, jak pisałam wyżej, szkodzi to poważnie fabule, zwracając uwagę na wszystkie jej naciągnięcia i nieprawdopodobieństwa. Nie pomaga też niestaranność odwzorowania realiów amerykańskich (a w takiej serii powinno to być dopieszczone do ostatniego szczegółu), najwyraźniej widoczna w „angielskawych” imionach (chłopiec imieniem Penny…) i nazwiskach.

Billy i Penny na początku sprawiają całkiem sympatyczne wrażenie i ich najpoważniejszym problemem jest po prostu to, że nie pasują do fabuły, w której zostali umieszczeni. Widać zresztą, że sami twórcy nie bardzo mieli pomysł, jak ich wykorzystać i musieli zwykle dokonywać cudów ekwilibrystyki ze scenariuszem, aby zapewnić im odpowiednią rolę w kluczowych wydarzeniach. Każdy z chłopców w którymś momencie zostaje poddany gwałtownej traumie – niestety jednak nie po to, by mógł przejść jakąś przemianę czy trochę dojrzeć. Po (krótkim) okresie siedzenia w kącie i obrażania się na świat wracają do poprzedniego sposobu bycia, a ich zachowanie w zasadzie w niczym się nie zmienia. Muszę natomiast napisać, że trudno wyobrazić sobie postać bardziej denerwującą niż Lotta. W jej przypadku nawet pomysłów na zastosowanie w fabule wyraźnie brakowało, więc jej rola została sprowadzona do… mdlenia w odpowiednich momentach. Po kilka razy na odcinek. Zaiste, wcielenie kobiecości. Postaci drugoplanowe, szczególnie starsze, prezentują się ciekawiej, ale także w ich przypadku szybko toczące się wydarzenia nie pozwalają na bardziej zróżnicowane ich przedstawienie czy jakikolwiek rozwój.

Jeśli Project Blue: SOS dla Ziemi! może się podobać, to przede wszystkim ze względu na oprawę graficzną. Pokazany świat jest może mało prawdopodobny, ale niesamowicie efektowny, a „retro­‑futurystyczny” wygląd pojazdów i budynków zachwyca pomysłowością i spójnością wizji. Odpowiednie do tego są projekty postaci, w większości mało przypominające „typowe anime” i stylizowane na komiks amerykański – bardzo stosowny zabieg w tym przypadku, podkreślający klimat. Animacja jest dobra, uwagę zwraca bardzo płynne wtopienie elementów renderowanych komputerowo w resztę obrazu, a sceny walk doskonale bronią się dzięki właśnie staroświeckiej stylizacji, w której nie przeszkadza pewna kiczowatość efektów towarzyszących wystrzałom i wybuchom. Inna sprawa, że widać dyskretne oszczędności, na przykład w ujęciach nieruchomego tłumu albo opustoszałych miast (które jednak można tłumaczyć okolicznościami). Muzyka nie zwraca na siebie szczególnej uwagi, warto jednak podkreślić, że została ładnie dopasowana do ogólnego klimatu. Bardzo udana jest instrumentalna czołówka, stylizowana na stare seriale amerykańskie.

Niestety w ogólnym rozrachunku jest to jeden z tych tytułów, w których pozostaje żałować zmarnowanego niesamowitego potencjału. Dla starszych widzów jest to historia zbyt naiwna, żeby mogła zostać wzięta na poważnie, ale zbyt daleka od klimatu klasycznych powieści dla młodzieży, żeby mogła się podobać jako „powrót do dzieciństwa”. Młodsi raczej nie docenią wszystkich smaczków i nie będą im odpowiadać bardzo odległe od dzisiejszych standardów sposób prowadzenia i stylizacja fabuły. Jeśli polecam – to tylko starszym widzom, jako ciekawostkę o nietypowej, bardzo udanej grafice.

Avellana, 16 lutego 2009

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: A.C.G.T
Autor: Shigeru Komatsuzaki
Projekt: Hitoshi Fukuchi, Shinji Aramaki, Tokuyuki Matsutake
Reżyser: Tensai Okamura
Scenariusz: Ryouta Yamaguchi
Muzyka: Michiru Ooshima

Wydane w Polsce

Nr Tytuł Wydawca Rok
1 Project Blue: SOS dla Ziemi! vol. 1 Anime Gate 2008
2 Project Blue: SOS dla Ziemi! vol. 2 Anime Gate 2008
3 Project Blue: SOS dla Ziemi! vol. 3 Anime Gate 2009