Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Otaku.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

5/10
postaci: 4/10 grafika: 7/10
fabuła: 4/10 muzyka: 5/10

Ocena redakcji

4/10
Głosów: 10 Zobacz jak ocenili
Średnia: 4,00

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 363
Średnia: 5,74
σ=1,95

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Costly)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Akaneiro ni Somaru Saka

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2008
Czas trwania: 12×25 min
Tytuły alternatywne:
  • Hill Dyed Rose Madder
  • あかね色に染まる坂
Gatunki: Komedia, Romans
zrzutka

Wyjątkowo wierna schematom komedia romantyczna. Tylko dla fanów gatunku.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Jeżeli rozpoczniemy seans Akaneiro ni Somaru Saka wiedząc, iż jest to szkolna komedia romantyczna, możemy dość mocno się zdziwić. Zamiast szkolnych mundurków i wielkookich moé panienek zobaczymy połączenie Jamesa Bonda z Stevenem Seagalem w środku akcji typowej dla obu panów. A wszystko zakończone wielką eksplozją i brawurową ucieczką bohatera. Potem możemy już tylko zastanawiać się, po co to nam pokazano – bo oto natychmiast przechodzimy do tego, czego można było się spodziewać. Z mundurkami, moé i całym dobrodziejstwem inwentarza włącznie.

Historia zaczyna się od spotkania Yuuhi Katagiri, filigranowej srebrnowłosej dziewczyny, z Junichim Nagase, słynącym w okolicy jako „Geno Killer” ekschuliganem i eksbuntownikiem. Spotkanie takie naturalnie nie mogło być zwyczajne, Junichi ratuje bezbronną dziewczynę z rąk natrętów. Wystarcza mu do tego sama jego sława, która odstrasza napastników równie skutecznie, co błyskawicznie. Spotkanie równie szybko jak się zaczęło, tak się skończyło – a nasi bohaterowie nie poznali nawet swoich imion. Nic straconego. Bo oto już następnego dnia klasie Nagasego przedstawiona zostaje nowa uczennica. Tak, świat jest naprawdę mały.

Fabuła Akaneiro ni Somaru Saka skupia się właśnie na tej dwójce, a także siostrze Junichiego, Minato. Tutaj od razu dygresja, celem ostrzeżenia. Relacje między postaciami mogą zdecydowanie odbiegać od tych, które zazwyczaj uznaje się za właściwe dla rodzeństwa. Jeżeli ktoś takiego rozwiązania zaakceptować nie umie, radzę mu darować sobie tę serie już teraz. Na samym początku poznamy też szerokie grono postaci drugoplanowych – Shiinę Mitsuki, charyzmatyczną przewodniczącą szkoły, Karen Ayanokouji, obrzydliwie bogatą szlachciankę, Seijirou Sugishitę, prawdopodobnie najbardziej bishounenowatego nauczyciela na świecie, Tsukasę Kiryuu, marzącą o karierze seiyuu, Fuyuhiko Nishino, wiernego przyjaciela naszego Geno Killera i wiele innych. Biorąc pod uwagą, że w trakcie trwania historii nie dowiemy się prawie niczego o bohaterach pobocznych, ich liczba może dziwić. Zwłaszcza że rola wielu z nich polega na staniu w tle i robieniu min odpowiednich do zaistniałej sytuacji.

Skoro mówimy już o fabule. Jest epizodyczna, choć możemy obserwować stopniową ewolucję uczuć pomiędzy głównymi bohaterami. Proszę nie spodziewać się po tym stwierdzeniu głębokiego romansu. Seria ta nim nie jest. Jest lekką, niewymagającą od widza większego skupienia komedią romantyczną, nieodbiegającą w żaden sposób od przyjętych dla tego gatunku schematów. Postaci, które tutaj widzimy, są przeraźliwie przewidywalne, rozwój zdarzeń – do pewnego momentu – oczywisty i jasny jak słońce. Główni bohaterowie równie prości i typowi, co przeciętny poseł. Bohaterów drugoplanowych prawie nie poznajemy. Naturalnie dostaniemy solidną ilość fanserwisu, dawkowanego dzięki Bogu w miarę rozsądnie. Dostajemy też gratis sporo scen, które nie są ani śmieszne, ani nie mają żadnego wpływu na fabułę. Przykładem niech będzie wstawka przytoczona na wstępie tej recenzji. Dostajemy takową w każdym odcinku. Jak się zresztą niemal od razu okazuje, pokazani tam bohaterowie są rodzicami naszego słodkiego rodzeństwa.

Jako romans tytuł więc nie wyróżnia się niczym. Twórcy najwyraźniej szybko zdali sobie z tego sprawę i postanowili urozmaicić swoją produkcję szczyptą kontrowersyjności – do czego nawiązywałem, pisząc „do pewnego momentu”. Chodzi o wspomniane relacje pomiędzy rodzeństwem Nagase. Twórcy w pewnym momencie dość naiwnie starają się zasugerować, że kwestia ich pokrewieństwa nie jest taka oczywista. Robią to jednak na tyle nieprzekonująco, aby w żaden sposób nie zmniejszyło to niesmaku ludzi, którzy takowych faktów akceptować nie zamierzają. Za to wystarczająco, aby w razie potrzeby fani mogli odpierać ataki. Dla mnie ten zabieg nie zmienia zgoła nic.

Cóż więc tytuł wart jest jako komedia? Praktycznie tyle samo. Nikt nie wymaga od takiej produkcji oryginalnych gagów czy rewolucyjnych rozwiązań. Wszelakie absurdalne gagi typowe dla takich produkcji widzimy co chwilę, a jakoś potrafimy się z nich często śmiać. Ale nie tu. Większość żartów jest najzwyczajniej w świecie nudna i nieprzekonująca. Sytuacja co prawda poprawia się trochę wraz z rozwojem serii. Albo to ja zacząłem rozpaczliwie obniżać poprzeczkę swojej tolerancji pod wpływem kolejnych odcinków.

O seiyuu słów kilka. Głosu Minato użycza Aya Hirano, którą pamiętam głównie jako Haruhi Suzumiyę. Z ust Yuuhi płynie głos Rie Kugimiyi, która zgodnie z tradycją przydzielona została panience z charakterem – wcześniej grała między innymi Louise z Zero no Tsukaima i tytułową bohaterkę Shakugan no Shana. W roli Junichiego wystąpił Wataru Hatano (Yuuto Ayase z Nogizaka Haruka no Himitsu czy Solan z Fantastic Children). Mamy też Rie Tanakę jako Mitsuki (dziesiątki świetnych ról, w tym Lacus Clyne z Gundam Seed), która po raz kolejny udowadnia, że umie wiarygodnie wcielić się w absolutnie każdy rodzaj charakteru. Do tego Emiri Katou (Kagami Hiiragi z Lucky Star czy Blair z Soul Eatera) jako Karen, Marina Inoue (Youko z Tengen Toppa Gurren Lagann czy Iku Kasahara z Library War) jako Tsukasa, Ryou Hirohashi (Kyou z Clannada czy Rakka z Haibane Renmei) jako Nagomi Shiraishi. I mógłbym tak dalej. Szczerze mówiąc, gdyby nie doświadczenie tej załogi, która starała się nadać postaciom jakiś charakter, to pewnie o większości z nich nie mógłbym nic powiedzieć. Ale z pustego i Salomon nie naleje, więc choć trudno mi coś zarzucić pracy seiyuu, to stworzone tu postacie są po prostu nieciekawe i nawet najlepszy głos tego nie zmieni.

Jakość kreski w zestawieniu z resztą produkcji wypada wręcz idealnie. Niestety, nie będę taki miły dla twórców i takowego zestawienia nie dokonam. Postacie wykonane są starannie, nie rzuciły mi się w oczy żadne poważniejsze błędy w animacjach. Tła prezentują się poprawnie, całość jest miła dla oka. Nie powiem, kreska jest w porządku. Choć nie wybija się z ogółu, to jednocześnie broni się skutecznie. Trochę gorzej z muzyką. Mamy całkiem przyjemny i lekki opening, który należy policzyć na plus. Usłyszymy też w sumie 10 różnych endingów, śpiewanych przez seiyuu występujących w serii. Osobiście najbardziej polubiłem pojawiający się w 10. i 11. odcinku utwór Mezamenai Wish… wykonywany przez Ayę Hirano, ale o wszystkich można napisać, że słucha się ich przyjemnie. O muzyce lecącej w tle mogę powiedzieć tyle, że jest.

Mimo wszystko muszę serii przyznać, że ciągle posiada ten charakterystyczny dla gatunku lekki i optymistyczny charakter. Dlatego właśnie fani komedii romantycznych mogą zapewne obejrzeć tę produkcję z przyjemnością, mimo jej wad. Ale obawiam się, że tylko oni, innym radzę się trzymać od tego tytułu z daleka.

Costly, 24 stycznia 2009

Recenzje alternatywne

  • Morg - 12 lutego 2009
    Ocena: 2/10

    Mimo pierwszego wrażenia – nihil novi sub sole, czyli jak nie należy robić komedii haremowych. więcej >>>

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: TNK
Autor: feng
Projekt: Kumi Horii, Madoka Hirayama
Reżyser: Keitarou Motonaga
Scenariusz: Makoto Uezu