Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Festiwal Fantastyki Twierdza - konwent

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 9/10 grafika: 5/10
fabuła: 8/10 muzyka: 5/10

Ocena redakcji

8/10
Głosów: 23 Zobacz jak ocenili
Średnia: 8,39

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 131
Średnia: 7,73
σ=1,37

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Tilk, Slova)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Crest of the Stars

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 1999
Czas trwania: 13 (12×24 min, 40 min)
Tytuły alternatywne:
  • Seikai no Monshou
  • 星界の紋章
Postaci: Obcy; Pierwowzór: Powieść/opowiadanie; Miejsce: Inne planety; Czas: Przyszłość
zrzutka

Wojna międzygalaktyczna z perspektywy dwojga młodych ludzi. Dobre.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

W roku 172 (945 według kalendarza Imperium) planeta Martine została podbita przez Imperium Abhów. Aby być precyzyjnym, należy dodać, że do walki jako takiej nie doszło – prezydent planety, Rock Lin, przystał na kapitulację, w zamian utrzymując stanowisko przywódcy oraz zyskując tytuł hrabiowski. Dla jego dziesięcioletniego syna Jinto oznacza to wyjazd do szkoły na innej planecie, gdzie uczy się języka Abhów. Siedem lat później wkracza w kolejny etap edukacji – musi zostać odeskortowany do stolicy Imperium, by tam rozpocząć naukę w szkole oficerskiej. Oddelegowana do tej misji młodziutka kadetka Lafiel jest pierwszym prawdziwym Abhem, jakiego chłopak w życiu spotyka. A Abhowie nie są zwykłymi ludźmi. Jest to rasa długowiecznych, pięknych i wiecznie młodych istot, często porównywanych do elfów. Jinto musi zmierzyć się z zupełnie inną kulturą, obyczajami i sposobem myślenia. Jakby tego było mało, Imperium grozi wielka wojna, w którą oczywiście bohaterowie zostaną uwikłani.

Nie, wbrew pozorom to nie jest historia o dwójce małolatów zmieniających losy wojny. Bohaterowie są zbyt zajęci ratowaniem własnych skór. Crest of the Stars to przede wszystkim historia podróży, która oczywiście nie obędzie się bez problemów. Zawirowania polityczne – zarówno te obejmujące całą galaktykę, jak i lokalne – wywierają bardzo konkretny wpływ na działania bohaterów. Lafiel i Jinto są jednak w stanie zrobić naprawdę wiele, aby tylko dotrzeć do celu. Dzięki ich determinacji widza czekają pościgi, ucieczki, strzelaniny, większe i mniejsze bitwy w kosmosie oraz Lafiel w krótkiej sukience. Jednakże sama akcja nie czyni tej serii dobrą. Częste przemyślenia i poważne rozmowy bohaterów umożliwiają zbalansowanie tempa w obrębie serii, dzięki czemu widz nie ma wrażenia, że akcja pędzi na łeb na szyję, ale też nie zanudzi się przy niekończących się rozważaniach o naturze wszechświata czy planach strategicznych. Ot, pełna harmonia.

Do głównych zalet serii należy z pewnością świetnie skonstruowany świat. Dzięki krótkim wprowadzeniom w języku Abhów przed każdym odcinkiem widzowie mogą poznać pewne szczegóły, dotyczące zarówno mechanizmów rządzących tym uniwersum, jak i sposobów myślenia poszczególnych nacji. Co ważne, strony konfliktu są naprawdę zróżnicowane. To nie tylko wojna o wpływy, to starcie zupełnie odmiennych światopoglądów – co widać w reakcjach bohaterów. Przyznam, że niezwykłą przyjemność sprawiło mi poznawanie wspólnie z Jinto zwyczajów i poglądów Abhów. Zestawienie „Ziemianina” z rasową obywatelką Imperium daje wiele możliwości prześledzenia tych różnic. Warto też zaznaczyć, że twórcy postarali się w miarę sensownie pokazać bitwy w kosmosie. Zachwyciło mnie, że wojskowi myślą. Ba, planują! Stosują taktyki, mające zminimalizować straty, a w dodatku te taktyki zdają się mieć ręce i nogi – przynajmniej dla takiego laika militarnego jak ja. To naprawdę miła odskocznia po bitwach prowadzonych metodą „na hurra!” i herosach w pojedynkę zwyciężających przeważające siły wroga.

Również bohaterom należą się słowa uznania. Lafiel to nieodrodne dziecko swojej rasy – dumna, odważna i rzadko miewająca wątpliwości. Idealny kontrast z nią stanowi Jinto, który jest raczej typem spokojnego myśliciela i niechętnie podejmuje działania (co może denerwować). Istotne jest, że postacie poboczne są różnorodne i niepozbawione charakterów. Ich zachowania i reakcje są prawdopodobne, a sami bohaterowie potrafią wzbudzić sympatię (ale i irytować, bo wad pozbawieni też nie są). Twórcom należy się pochwała za tak dokładne przedstawienie charakterów postaci w stosunkowo krótkiej serii.

Nieco gorzej sprawa ma się w przypadku oprawy technicznej. No dobrze, czepiam się. Animacji naprawdę niewiele można zarzucić, ale ta kreska… Bohaterowie zdają się cierpieć na wodogłowie – mają przerażająco szerokie czoła, co sprawia dosyć dziwne wrażenie. Gdyby anime powstało na podstawie mangi, podejrzewałabym, że to wynik nieudanego przeniesienia komiksowej kreski na ekran, ale przecież pierwowzorem Crest of the Stars była książka! Trudno mi znaleźć wytłumaczenie dla tak ryzykownego zabiegu. Muzyka dobrze spełnia swoją funkcję – podkreśla klimat tam gdzie trzeba. Wyjątkiem jest opening. Owszem, ładny, nawet bardzo… Raz. No dobrze, może dwa. Ale na dłuższą metę może nudzić.

Crest of the Stars z pewnością jest godne polecenia. Spodoba się osobom wymagającym od science­‑fiction czegoś więcej niż tylko dzielnych bohaterów w lśniących maszynach i dużej ilości wybuchów. Oczywiście wybuchy są – ale to przede wszystkim seria o dość problematycznej podróży dwojga młodych ludzi. Warto też zaznaczyć, że, pomimo istnienia kontynuacji, nie należy obawiać się niedomkniętych wątków. Każda seria z tego uniwersum stanowi zamkniętą całość – pewien rozdział z dziejów wojny.

Mai_chan, 16 lutego 2008

Recenzje alternatywne

  • Crack - 23 czerwca 2004
    Ocena: 9/10

    We wszechświecie są dwie potęgi militarne. Jedna z nich właśnie szykuje się do wojny… więcej >>>

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Sunrise
Autor: Hiroyuki Morioka
Projekt: Keisuke Watabe, Masanori Shino, Shinobu Tsuneki, Yasuhiro Moriki
Reżyser: Yasuchika Nagaoka
Scenariusz: Aya Yoshinaga
Muzyka: Katsuhisa Hattori