Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

3/10
postaci: 3/10 grafika: 5/10
fabuła: 3/10 muzyka: 4/10

Ocena redakcji

2/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 2,00

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 387
Średnia: 6,36
σ=2,42

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Costly)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

To Love-Ru -Trouble-

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2008
Czas trwania: 26×24 min
Tytuły alternatywne:
  • To LOVEる -とらぶる-
Gatunki: Komedia, Romans
Postaci: Obcy, Uczniowie/studenci; Rating: Nagość; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Ecchi, Harem, Trójkąt romantyczny
zrzutka

Piękna kosmitka ląduje w wannie fartownego nastolatka. Czyli powtórka z dobrze znanej rozrywki w słabym, nieciekawym i obrzydliwie fanserwisowym wydaniu.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Zacznę z grubej rury – To Love­‑Ru jest najbardziej drażniącym anime, jakie obejrzałem do końca. Było sporo tytułów, przy których sztuka ta mi się nie udała, nie jest więc zapewne najgorszym, z jakim miałem kontakt, ale z pewnością uplasuje się na „imponującej” pozycji w owym zacnym rankingu. A najgorszy w tym wszystkim jest fakt, że taki efekt twórcy osiągnęli na własne życzenie, gdyż krótkimi chwilami pokazują tu, że potrafią stworzyć coś lepszego. Gdy im się chce.

Nie chciało im się przy tworzeniu fabuły. Lala Deviluke, córka Władcy Wszechświata, Gida Deviluke’a, ucieka z domu. Zamknięta w złotej klatce księżniczka chce poznać świat. Ścigana przez ludzi ojca dociera na Ziemię, a tam w wyniku splotu przypadkowych zdarzeń ląduje w wannie Rito Yuukiego, nastoletniego Japończyka, którego życie wywróci się przez owe spotkanie do góry nogami.

Scena z wanną znajoma? Nie bez podstaw, wygląda niemal dokładnie tak, jak analogiczna w Onegai Teacher. Także Lala wyglądem przywodzi na myśl odmłodzoną o kilka lat bohaterkę przytoczonej serii. I jak nietrudno się domyślić – bohaterowie już w pierwszym odcinku zostają zaręczeni. Całość zdaje się sugerować, że scenarzysta rozpisał scenariusz w jakieś 20 minut, z przerwami na szukanie zapożyczeń i drapanie się po tyłku. Fabuła zresztą jest zupełnie nieistotna – jest tylko pretekstem do rozbierania wszelakich postaci kobiecych pojawiających się na ekranie.

Twórcom nie chciało się przy tworzeniu postaci. Albo inaczej – nie chciało im się przy tworzeniu głównych bohaterów, bo postacie poboczne posiadają całkiem niezły potencjał komediowy. W większości niewykorzystany. Tak więc Lala, choć włosy ma różowe, stanowi fizyczną manifestację wszystkich kawałów o blondynkach. Jest pusta jak bęben maszyny losującej przed zwolnieniem blokady. Gdyby zmieszać ją z betonem, to otrzymalibyśmy pustaka. Nie, ja się nie staram jej obrazić. Staram się jak najwierniej ją opisać. Jest słodka, głupia, nie rozumie zupełnie nic z tego, co się dzieje naokoło niej i jest zupełnie ślepa na zaloty swojego narzeczonego względem innych dziewczyn. Trudno coś powiedzieć o Rito. Zależnie od potrzeb sceny jego charakter zmienia się zupełnie. Tak więc raz jest odważnym i przebojowym bohaterem walczącym o swoje, raz jest fajtłapą nieumiejącym zrobić najprostszej rzeczy. Czasami jest niezwykle uprzejmy i empatyczny wobec otoczenia, istny altruista. Innym razem z kolei cechuje go poziom zrozumienia świata go otaczającego równy kamieniowi. Jedno o nim można powiedzieć na pewno – jest strasznym palantem. Będąc zaręczonym z jedną bohaterką, biega non stop za inną, prawie nigdy nie czując z tego tytułu żadnego dyskomfortu ani nie poświęcając temu w ogóle żadnej myśli.

Bohaterowie poboczni są w zasadzie ciekawi. Piszę w zasadzie, bo ich cechy charakterystyczne, które czynią ich całkiem ciekawymi, są wykorzystywane rzadko, a jak już, to w kilka schematycznych sposobów, mimo istnienia sporej ilości innych rozwiązań. Paradoksalnie najsłabsza postać drugoplanowa to wielka miłość Rito i najważniejsza spośród nich figura, Haruna Sairenji, będąca zupełnie typową nieśmiałą moé panienką. Jest także Zastin, obrońca Lali, chodzący cały czas w pełnej zbroi płytowej, o wyglądzie sugerującym przeniesienie jej prosto z jakiegoś heroic fantasy. Jak na strażnika przystało, w 90% przypadków, gdy przychodzi co do czego jest całkowicie bezużyteczny. Mamy nietypowego kosmitę, Rena. Specyfika jego rasy sprawia, że za każdym razem, gdy kicha, zmienia się jego płeć. Całkiem, nie tylko fizycznie, ale też psychicznie. Tak więc w postaci kobiecej szaleje za Rito, a w męskiej za Lalą. Jest to chyba najmniej wykorzystana przez twórców postać, a szkoda, bo nietrudno sobie wyobrazić niezłe gagi, jakie można z jej udziałem zbudować. Wyróżnić wypada jeszcze Golden Darkness, zabójczynię, która przybywa na Ziemię w celu zabicia wybranka Lali – czyli Rito właśnie. Bije przy tym wszelakie granice braku logiki, gdyż już po krótkiej chwili staje się częścią haremu głównego bohatera, a jednocześnie nadal twierdzi, że zamierza go zabić. Drażniącym elementem jest Saki Tenjouin, samozwańcza rywalka Lali, stanowiąca idealną kalkę Martiny ze Slayersów. Ma taki sam charakter, takie same loki, taki sam śmiech i nawet bardzo zbliżoną sytuację rodzinną.

Jest jeszcze kilka często pojawiających się postaci, które mogą zostać opisane dwoma słowami. Za to jest jedna, którą specjalnie zostawiłem sobie na koniec i której poświęcę trochę uwagi, z sympatii. Chodzi o młodszą siostrę głównego bohatera, Mikan Yuuki. Oto jest kropla rozsądku i normalności w jeziorze idiotyzmu. Gdy wszystkich bohaterów cechuje alogiczność, kretynizm i ewidentny brak piątej klepki, ona jest zdumiewająco normalna i rozsądna. Żeby to podkreślić – nie na tle innych bohaterów tutaj, tylko na tle ogółem całego gatunku. To zdumiewające, jak czystą i szczerą sympatią można zapałać do takiej postaci, gdy odnajdzie się ją w takim otoczeniu. Przykładowa scena, która pojawia się w zasadzie w każdej haremówce – bohaterowie płci przeciwnej wpadają na siebie w łazience, gdy jedno z nich akurat jest nagie. Co robi Mikan, zastając brata w takowym stanie? Zamyka oczy, puszcza kąśliwy tekst, wrzuca przyniesione do łazienki ubrania do pralki i wychodzi. Bez krzyku, awantur, rzucania czym popadnie, ani innych scen tego rodzaju. Aż mi oczy wyszły ze zdumienia – oto normalna dziewczyna, nareszcie! Skąd się wzięła w takiej serii – nie mam pojęcia. Ale nie może być tak różowo. Jej naturalność trochę nadwyręża fakt, że bez najmniejszego drgnięcia powieki akceptuje cały otaczający ją idiotyzm. No i co najgorsze, twórcy bardzo rzadko dają jej pokazać się na ekranie. Pisanie o relacjach między postaciami byłoby kopaniem leżącego. Wystarczy powiedzieć, że Haruna głównego bohatera kocha za to, że zawsze podlewał kwiatki w ich szkolnej klasie. A owa dwójka, wzajemnie w sobie zakochana, od trzech lat nie jest w stanie wyznać sobie własnych uczuć i krążą tak koło siebie zupełnie nieświadomi wzajemności drugiej strony. Biorąc pod uwagę, że non stop starają się to zrobić, zaprawdę zagadką wielką jest fakt, jak im się to nie udało w ciągu tak absurdalnie długiego czasu.

Twórcom nie chciało się, gdy opracowywali gagi. Bohaterów pobocznych jest od groma, a choć oryginalność przejawia tylko kilku, to nadal dałoby się z ich udziałem zbudować całkiem przyzwoitą komedię. I tego tu nie ma. Rozwijające się wątki skręcają w zupełnie nielogiczne kierunki, jakby na siłę starano się zaskoczyć widza. Efektem jest skrajna głupota większości odcinków, która nijak nie bawi, co najwyżej może uwolnić łzy wściekłości. Wszystko podporządkowane jest wszechogarniającemu fanserwisowi. Na scenie co chwila pojawiają się jakieś potwory, obowiązkowo wyposażone w macki i obowiązkowo używające ich na wszelakich damskich postaciach. Nieważne, co robią bohaterowie – czy idą na zakupy, czy walczą z kosmicznym zabójcą, na pewno skończy się to pozbawieniem odzieży wszystkich uczestniczących w scenie pań. Ewentualnie odsłonięciem ich bielizny. Lala nie ubiera się w normalne ubrania. Ma robota, który zamienia się w wybrany przez nią strój. Po co to udziwnienie? W celu ukazania erotycznie sugestywnej sceny transformacji – obowiązkowo z mackami. Nawet w momencie, gdy akcja ma być z założenia poważniejsza, wszystkie damskie postacie nałogowo tracą odzież.

Zdarzają się też jednak przebłyski, o czym pisałem we wstępie. Ren starająca się – lub starający, w przypadku tej postaci obie formy są adekwatne – zostać idolem jest doprawdy świetna. Nie mówiąc już o uczestniczącym w tym nauczycielu. Przenoszący się do ery Edo Saruyama, przyjaciel Rito, także nieźle mnie rozbawił. Takich przebłysków jest kilka, najczęściej jednak dotyczą pojedynczych motywów, a nie całych odcinków. I zdarzają się tak raz na 3­‑4 odcinki. Zdecydowanie za rzadko, aby poprawić ogólne wrażenie. Zirytowało mnie to tylko jeszcze bardziej – bo zobaczyłem, że dało się lepiej przy odrobinie wysiłku. Pojawiają się też pojedyncze przypadki, gdy wszechogarniający idiotyzm zastępowany jest całkiem ciepłą atmosferą, jak choćby podczas organizacji szkolnego festynu przez naszych bohaterów. Aż chce się wyjątkowo brzydko zakląć pod adresem twórców – dlaczego tak rzadko, dlaczego to tylko nieliczne przerwy w męczarni, jaką jest oglądanie tego „dzieła”? Co stało na przeszkodzie, aby częściej tak było? Zamiast tego mamy przez większość czasu naszego bohatera pakującego się w biust tudzież inne newralgiczne części ciała wszelakich otaczających go przedstawicielek płci pięknej. Non stop, nieustannie, do znudzenia. No i tak górnolotne gagi jak stratowanie Rito przez stado słoni w środku miasta.

Grafika w serii jest przeciętna. Nie wyróżnia się ani pozytywnie, ani negatywnie. Postacie są przyjemne dla oka, tła też nie przeszkadzają, a czasami trafi się nawet coś ładnego. Widzimy mniej więcej to, co w innych produkcjach tego rodzaju. Nie wiem, czy to z sympatii do owej postaci, czy to faktycznie prawda, ale jakoś szczególnie ładnie narysowana wydawała mi się Mikan. Muzyka w serii to zestaw standardowych melodyjek, słyszanych wcześniej setki razy w różnych wariacjach. Opening i ending, jak nietrudno się domyślić, to jeden wielki fanserwis. Ten pierwszy przynajmniej okraszony jest przy tym prostym, ale całkiem przyjemnie brzmiącym utworem. I tu moje zdumienie – gdzieś tak w połowie serii ending się zmienia. Na wersje zdumiewająco mało fanserwiśną, w której oglądamy głównie twarz bohaterki. Dziwny jest dobór za to postaci tam występującej. Cóż, powiedzieć więcej, to byłby spoiler.

Seria jest głupia. Mało konkretne stwierdzenie? Przykro mi, szukam lepszego określenia, analizuję negatywne aspekty serii, staram się to zsumować w bardziej konkretny zarzut. Ale i tak cały czas wracam non stop do tego samego wniosku – seria jest głupia. Lala jest tępa jak konstrukcja żyletki, Rito tworzy tao kretynizmu, postacie drugoplanowe wraz z fabułą dzielnie im asystują. Choć twórcy zasłaniają w większości newralgiczne punkty golizny, to nadal serię oddziela cienka czerwona linia od hentaia. Tylko względnie poprawny poziom techniczny i kilka nielicznych przebłysków – na czele z Mikan – dają To Love­‑Ru ocenę 3. Do oglądania nadaje się to tylko dla fanów serii ecchi, którym do szczęścia wystarczy fakt, że mogą pogapić się na cycki licznych bohaterek. Jeżeli ktoś ma większe wymagania, to srodze się zawiedzie.

Costly, 19 marca 2009

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: XEBEC
Autor: Kentarou Yabuki, Saki Hasemi
Projekt: Yuuichi Oka
Reżyser: Takao Kato
Scenariusz: Akatsuki Yamatoya
Muzyka: Takeshi Watanabe