Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Copernicon 2017 - konwent

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

10/10
postaci: 8/10 grafika: 7/10
fabuła: 10/10 muzyka: 9/10

Ocena redakcji

9/10
Głosów: 21 Zobacz jak ocenili
Średnia: 8,86

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 315
Średnia: 8,37
σ=1,37

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Avellana)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Millennium Actress

Rodzaj produkcji: film
Rok wydania: 2001
Czas trwania: 87 min
Tytuły alternatywne:
  • Sennen Joyu
  • 千年女優
Postaci: Artyści; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Realizm
zrzutka

Historia pewnej miłości, historia kariery zawodowej i historia Japonii przeplatające się ze sobą w produkcji przedstawiającej wywiad z aktorką filmową. Opus magnum Satoshiego Kona.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

24 sierpnia 2010 roku świat japońskiej animacji pogrążył się w żałobie. Po kilkumiesięcznej walce z chorobą odszedł genialny reżyser i scenarzysta, którego nazwisko było i jest jednym z częściej słyszanych w branży. Satoshi Kon zostawił po sobie cztery filmy pełnometrażowe, jeden średni metraż, serię telewizyjną oraz minutową animację w projekcie Ani*Kuri15. Nietrudno zauważyć, że liczba tytułów nie może być przyczyną rozpoznawalności tego twórcy; renomę wyrobiły mu za to uniwersalność jego dzieł, konsekwencja ich wykonania, a przede wszystkim niesłychana kreatywność, ujawniająca się w inteligentnych scenariuszach, nowatorskich technikach montażu oraz reżyserii, która stała się źródłem inspiracji dla wielu filmów, nawet tych nakręconych za oceanem. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że był on drugim, po Hayao Miyazakim, twórcą, któremu udało się ukazać na Zachodzie anime jako pełnoprawne medium, zdolne do poruszania wszelkich tematów i nieprzeznaczone wyłącznie dla dzieci (niestety dotyczy to środowisk krytyków, gdyż w przeciwieństwie do twórcy Spirited Away z tego samego roku, Kon nie odniósł powszechnego sukcesu). Trzeba jednak zaznaczyć, że produkcje Satoshiego Kona obrały zupełnie inną drogę niż te ze Studia Ghibli. Jego twórczość bez wyjątku definiują dwa elementy: ukazanie problemów społecznych w wyjątkowo obiektywny i nienatarczywy sposób oraz pełne dynamizmu przedstawienie przenikających się realiów – snu i jawy, urojeń i rzeczywistości, świata filmowego i prawdziwego. W Millennium Actress szczególnie wyeksponowany jest ten drugi czynnik, całość bowiem zestawia ze sobą nie dwie, ale aż trzy rzeczywistości (co jest moim zdaniem głównym powodem do rozpatrywania tego filmu jako największego dzieła reżysera), a jakby tego było mało, wszystko umieszczone jest w konwencji wywiadu­‑rzeki, który również… ale o tym za chwilę.

Gasnące gwiazdy kina to wysoce specyficzna grupa ludzi. Spędziwszy całe życie w świetle reflektorów, wcielając się w kolejne zadane role sceniczne, po odsunięciu za kulisy są świadkami zburzenia całego znanego im świata. Mogą z tego powodu stać się ofiarami depresji, zgorzknienia, czy też próbować żyć w skonstruowanej przez siebie ułudzie, niczym Norma Desmond z Bulwaru Zachodzącego Słońca. Części problemów tego typu przypuszczalnie doświadczyła Chiyoko Fujiwara, centralna, a zarazem tytułowa postać Millennium Actress. Przez lata odmawiała udzielania wywiadów i żyła w spokojnym odosobnieniu, z dala od niegdysiejszego blasku, aż w końcu metaforycznie trafiła do przeszłości, przekazywanej tylko z pomocą filmów z jej udziałem. Czując na sobie piętno nieubłaganego czasu, postanawia jednak przystać na propozycję Genyi Tachibany, dziennikarza i jej ogromnego fana, i ten jeden, ostatni raz opowiedzieć historię swojego życia. Wychodzi na jaw, że sprawy mają się zupełnie inaczej, niż można by przypuszczać – była aktorka okazuje się miłą, nieco sentymentalną starszą panią. Wyznaje natomiast, że na drodze swojej kariery kierowała się uczuciem z młodzieńczych lat, z którym wiąże się pewien tajemniczy klucz. Tachibana próbuje dotrzeć do sedna tej sprawy, odkrywając przy tym kolejne fragmenty życiorysu swojej odwiecznej idolki.

Istotą tego filmu jest skupienie uwagi na dziejach jednej postaci. To prowadziłoby do jego klasyfikacji gatunkowej jako filmu biograficznego… gdyby tylko nie opowiadał on o postaci fikcyjnej. Możemy stąd wysunąć wniosek, że fabuła dostrzegalna w pierwszej chwili jest jedynie przykrywką… No właśnie, do czego? Odpowiedź na to pytanie staje się kluczem do pełnego zrozumienia tej produkcji.

Pierwszą wskazówkę dostajemy, rozważając przeplatanie się życia zawodowego i osobistego aktorki. Reżyser swoim zwyczajem zadbał o to, żebyśmy nigdy nie mieli pewności, do którego z tych dwóch światów należy zaliczyć daną scenę. Często filmy, w których gra Chiyoko, w niezwykły sposób odzwierciedlają jej prywatną sytuację – poszukiwanie miłości z dawnych lat. Z kolei innym razem coś, co może początkowo wydawać się życiowym dramatem aktorki, okazuje się tak naprawdę mieć miejsce na planie filmowym. Z tego splotu dwóch rzeczywistości wyłaniają się rozmaite pytania. Która tożsamość człowieka, prywatna czy postrzegana przez innych, jest tą prawdziwą? Co wyznacza drogę, którą powinniśmy podążać? Czy w życiu kierujemy się uczuciami oraz emocjami i czy może to prowadzić do samospełnienia?

Przy tej okazji dobrze byłoby wspomnieć o postaciach, które w filmie wykreowane są w wyjątkowo realistyczny sposób. Choć można się wzbraniać przed przyjęciem tego faktu do wiadomości, ogromną rolę odegrały tu ich graficzne projekty. Z wyjątkiem głównej bohaterki, która jako aktorka z założenia powinna dobrze wyglądać, próżno tu szukać postaci, o której moglibyśmy powiedzieć, że uchodzi za urodziwą – Tachibana wyraźnie spotkał się z lekką nadwagą wieku średniego, a asystujący mu kamerzysta, Kyouji Ida, ma w sobie coś, co określiłbym jako pozostałość „studenckiej niechlujności”. Bohaterowie, także drugoplanowi, zachowują jednak pewnego rodzaju „ludzkość”, która sprawia, że po możliwym pierwszym szoku przy zderzeniu z realizmem, którego nie znajdziemy w anime, gdzie wszyscy są chodzącymi ideałami, łatwo nam będzie z nimi sympatyzować; tego niestety zabrakło w Perfect Blue, poprzednim filmie Satoshiego Kona. Jednakże to tylko solidna baza, gdyż głównym środkiem komunikacji między postaciami a widzem są emocje. Poniekąd wydaje się to narzucone przez konwencję – przeprowadzający wywiad nie mają jak wpłynąć na wydarzenia z życia aktorki (choć tu można zostać zaskoczonym), więc ich uzewnętrznienie się jest ograniczone do reakcji na to, co słyszą. Dzięki świetnej mimice te emocje zostały przedstawione w sposób zdecydowanie zasługujący na pochwały – przekaz uczuć odbywa się na poziomie intuicyjnym, nigdzie nie ma przejaskrawień i nawet absurdalne reakcje wyglądają tak, jak wyglądałyby w rzeczywistości, nie tracąc przy tym swojego komizmu.

Druga perspektywa, z której możemy rozumieć film, wymaga zauważenia, że wszystkie produkcje, w których Chiyoko brała udział, są związane z historią Japonii, a w większości nawet chronologicznie ułożone. Na pewno za takim zabiegiem stoi ogromny kunszt fabularny, pozwalający równolegle przedstawiać już nie dwie, ale trzy historie, natomiast jak należy to rozumieć? Być może Millennium Actress to próba określenia sytuacji, w jakiej znajduje się społeczeństwo Japonii na końcu tytułowego tysiąclecia, pod pretekstem przedstawienia życia aktorki filmowej. Bogata historia, niezwykła determinacja, ale czy udało się nie zgubić „klucza” do jak najlepszej przyszłości? A może na całe anime należy spojrzeć pod jeszcze innym kątem i stwierdzić, że filmowe kreacje Chiyoko tworzą jedną opowieść o miłości trwającej przez wieki i ponawianej w kolejnych inkarnacjach, niczym we wschodnich legendach. Film zostawia tę kwestię otwartą na interpretacje, choć nie sposób nie zauważyć pewnych zależności.

Jak już zostało wspomniane, treść nie jest przedstawiona bezpośrednio, ale włożona w ramy wywiadu. Wprowadza to subiektywną perspektywę, która znacznie ułatwia widzowi przyjmowanie do wiadomości tego, że relacjonowane wydarzenia są wyjątkowo plastyczne i nieoczekiwanie przechodzą ze świata filmowego do prawdziwego i na odwrót. Poza tym wystarczy kojarzyć styl reżysera filmu, żeby domyślić się, że wywiad nie polega na siedzeniu i rozmowie. Nie chcę tu psuć niespodzianek, które zostały przygotowane w oparciu o ten pomysł, ale napomknę jedynie, że jest to wywiad wysoce „interaktywny” i postacie czasem znajdują się w samym środku akcji ze wspomnień aktorki. Stwarza to liczne okazje do zaprezentowania wirtuozerii Satoshiego Kona w kwestii montażu. Ujęcia przeplatają się i przenikają ze sobą w rozliczne pomysłowe sposoby, niektóre autorskie dla reżysera. Jak dla mnie nie ulega wątpliwości, przy którym ze swoich tytułów bawił się on najlepiej – widać to przede wszystkim po tym, że część tej zabawy udziela się również widzowi. Tak wspaniały montaż można dołączyć do pochwał dla grafiki, jednakże poza omawianą wcześniej mimiką postaci, nic więcej nie robi wrażenia – tła są odpowiednio szczegółowe, stylistyka może odrobinę ponura, ale raczej stosowna, animacja jest rozważnie rozłożona w czasie, tak że zdarzają się widowiskowe chwile – ale wszystko to należy do filmowego standardu, a nie jest ewenementem.

Inaczej można się wyrażać o muzyce, która jest wyjątkowa pod paroma względami. Po pierwsze pokazuje, że elektronikę z elementami eksperymentalnymi można zgrabnie połączyć z orkiestrowymi aranżacjami i melodyjnym wokalem, po drugie, że można wykorzystać ją jako muzykę filmową, po trzecie, że mimo swojej niezwykłości zachowuje ona nastrojowość. Wszystkie te zasługi należy przypisać Susumu Hirasawie, dla którego Millennium Actress wyznacza początek współpracy z Konem. Ścieżka dźwiękowa anime słuchana niezależnie jest na tyle charakterystyczna, że od razu przywołuje niepowtarzalny klimat filmu. Połączenia nastrojowego fortepianu z ostrą fakturą syntezatorów i natchnionymi popisami wokalnymi zwyczajnie nie da się zapomnieć.

Kon­‑sensei nie nakręci już żadnego filmu. Odszedł, zostawiwszy po sobie dość skromny dorobek, w porównaniu do jego geniuszu i pasji. Jednakże może jest jeszcze jakiś sposób komunikacji z wielkim reżyserem… Inteligentne spojrzenie znad kartek scenariusza. Uśmiech, gdy pomysłowo zaplanowana scena ożywa na ekranie. Satoshi Kon wciąż żyje.

The Beatle, 26 kwietnia 2016

Recenzje alternatywne

  • Avellana - 5 sierpnia 2004
    Ocena: 8/10

    Historia życia gwiazdy filmowej kina japońskiego. Doskonały film, przeznaczony dla wyrobionych widzów. więcej >>>

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Madhouse Studios
Autor: Satoshi Kon
Projekt: Satoshi Kon, Takeshi Honda
Reżyser: Satoshi Kon
Scenariusz: Sadayuki Murai, Satoshi Kon
Muzyka: Susumu Hirasawa

Wydane w Polsce

Nr Tytuł Wydawca Rok
1 Millennium Actress IDG 2008

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Millennium Actress: Recenzja w KZ Nieoficjalny pl