Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Komikslandia

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 8/10 grafika: 7/10
fabuła: 8/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

8/10
Głosów: 16 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,88

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 841
Średnia: 8,01
σ=1,58

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Nanami)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Pandora Hearts

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2009
Czas trwania: 25×24 min
Tytuły alternatywne:
  • パンドラハーツ
Tytuły powiązane:
Pierwowzór: Manga; Miejsce: Świat alternatywny
zrzutka

Trzymetrowy królik z kosą? Lalki mordujące ludzi? Wyprawy do Otchłani? Alicja? XIX­‑wieczna Europa? Dziwne to wszystko? A pewnie, że tak! Ale przy tym znakomite i niezwykle wciągające.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: hakman4

Recenzja / Opis

Baśni wymienić można od groma. Najczęściej z morałem, opowiadające o walce pięknego dobra z obrzydliwym złem. Lekkie, nieraz słodkie i prawie zawsze szczęśliwe i wzruszające. Każdy to zna, niektórzy to lubią, a niektórzy nie trawią. A jeśli odwrócimy tę konwencję? A jeśli baśń będzie mroczna, poważna, nawet krwawa, a dodamy do tego jeszcze bardzo dobry humor i ciekawych bohaterów? Co z tego wyjdzie? A nic innego, jak Pandora Hearts. Od razu zaznaczam, to nie horror ani „wizyta u rzeźnika”. To baśniowe anime, gdzie nikt nie jest bez skazy, a bohaterowie nie są ludźmi o czystym, niczym nieskalanym wnętrzu.

Każdy młody człowiek wyczekuje z niecierpliwością momentu, gdy z prostych ścieżek dziecka przejdzie na kręte drogi dorosłości. No dobra, nie każdy. Piętnastoletni Oz Vessalius, dziedzic jednego z czterech rodów książęcych, z pewnością nie cieszy się z czekającej go wystawnej ceremonii, w której uczestniczyć będzie grono dystyngowanej arystokracji. Ku utrapieniu własnej służby, Oz zamiast przygotowaniom, poświęca się zabawie ze swoją młodszą siostrą, Adą, i wiernym służącym, Gilbertem. Podczas wygłupów na terenie posiadłości bohater odnajduje tajemniczy grobowiec, a w nim złoty zegarek­‑pozytywkę. Ruszanie go nie okazuje się najlepszym pomysłem… W każdym razie ceremonia tuż, tuż, zaś wystrojony Oz dzielnie wkracza do rodzinnej kaplicy (wielkości katedry), aby zostać uznany za dorosłego. Ceremonia przebiega sprawnie, dopóki młodzieniec nie dotyka podstawy potężnego zegara, żeby wygłosić ostateczną przysięgę. Zegar niespodziewanie wydaje przeciągły jęk, a czas staje w miejscu. Dla wszystkich, prócz Oza. Do kaplicy wkraczają tajemnicze zamaskowane postacie, otulone w czerwone jak krew szaty. Ich celem zaś jest wtrącenie chłopaka do Otchłani. Rytuał zostaje jednak przerwany pojawieniem się wielkiego, demonicznego królika z kosą w ręku i nienawiścią w gorejących, czerwonych ślepiach. Potężnym przybyszem okazuje się B­‑Rabbit (Black Rabbit), jeden z najsilniejszych bytów Otchłani. Wywiązuje się zażarta walka między nim a zamaskowanymi napastnikami, nazywanymi shinigami. Mimo przewagi, B­‑Rabbit zmuszony jest wycofać się z powodu utraty sił. Porzuca przy tym dotychczasową, króliczą postać i pod maską demona okazuje się normalną, śliczną, choć pyskatą dziewczyną, o imieniu Alice. Tuż przed zniknięciem Alice ogłasza z uśmiechem, że Oz jest od tej pory jej własnością. Pozbywszy się wszelkich przeszkód, jeden z odzianych w szkarłat napastników kończy rytuał i powołując się na nieznany młodemu bohaterowi jego własny grzech, zsyła go do Otchłani (Abyss). Oz budzi się w mrocznym, przerażającym miejscu. Oto Otchłań. Teraz będzie musiał znaleźć drogę powrotną do swojego świata, a także dowiedzieć się, na czym polegał jego grzech. Na poszukiwania nie wyruszy jednak sam. Wierna swym słowom Alice czeka na niego w samym sercu tego koszmaru.

Nie wiem jak wam, dla mnie jednak fabuła rozpoczęła się niezwykle wręcz interesująco. Pierwszy odcinek wciągnął mnie i zaciekawił, a ja modliłem się w duchu, by te odczucia nie opuściły mnie wraz z dalszymi odcinkami. Dzięki Bogu, nie stało się tak. Im dalej, tym było tylko lepiej, a po każdym kolejnym odcinku miałem na twarzy pełen radości i satysfakcji uśmiech. Ale od początku. Wszyscy wiedzą, że podstawą każdej dobrej serii jest fabuła i konstrukcja świata. Oba elementy muszą być oryginalne, wciągające i, tu ważne, klimatyczne. I tak właśnie prezentuje się Pandora Hearts. Fabuła jest dynamiczna, wciągająca, a przy tym sprawnie i ładnie poprowadzona. Anime trzyma w napięciu, buduje niezwykłą atmosferę, piętrzy coraz to nowe pytania, zagadki i tajemnice, chociaż udziela też odpowiedzi. Dzięki temu na długie godziny zapominamy o czymś takim jak nuda. Naturalnie nie jest to historia, przy której z wrażenia nie będziemy mogli wykrztusić słowa. Anime jest pod względem gatunkowym typową baśnią, opowiadającą o poszukiwaniu wspomnień i odpowiedzi na pytanie, co wydarzyło się w przeszłości, a także próbie zrozumienia i zwalczenia własnych słabości. Akcja toczyć się będzie zarówno w naszym świecie, jak i w Otchłani. Choć anime nie jest kryminałem, zawiera jednak elementy rozwiązywania zagadek i odkrywania tajemnic. Jest to seria zdecydowanie przygodowa, rzucająca nas w wir akcji, wciągająca w ciekawe wątki i prezentująca różnorakie miejsca. Pechowy wyjątek od wyżej wymienionych zalet stanowią jednak ostatnie dwa odcinki, które są po prostu słabsze od całej reszty. Zupełnie, jak gdyby zrobił je inny reżyser. Być może spowodowane to było tym, że manga wciąż jest wydawana i chciano dodać odpowiednie zakończenie. Ale wyszło dosyć kulawo. Nie byłbym sobą, gdybym nie wspomniał również o niewielkim wątku romantycznym. Proszę nie spodziewać się miłosnych przełomów i wyznań, albowiem manga wciąż idzie do przodu. Niemniej wątek jest miły, subtelny i rozwija się w ładnym, równomiernym tempie. Dzięki Bogu, nie zmienia nam się to w żaden harem, zaś do bohaterów nie przysysa się co odcinek nowy bishounen lub nadmiernie rozwinięta panienka.

Świat, w którym rozgrywają się wydarzenia, jest stylizowany na XIX­‑wieczną Europę. Pomysł bardzo dobry, gdyż ta epoka znakomicie współgra z gatunkiem, jakim jest baśń. Tworzy się też przy tym unikalny klimat, który zawdzięczamy między innymi ekscentrycznym, stylizowanym na XIX­‑wieczne strojom, charakterystycznej architekturze, czy kulturze tamtych czasów. Żeby potencjalny widz wiedział, czego może się spodziewać, pozwolę sobie na krótki opis zasad rządzących w tym świecie. Otóż istnieje w nim także inny wymiar, zwany właśnie Otchłanią. Jest to wyjątkowo niemiłe miejsce, ukryte przed śmiertelnikami. Zamieszkują ją demoniczne byty, zwane chains („łańcuchy”), przypominające albo różnorakie zwierzęta, albo wyjątkowo paskudne i zdeformowane lalki. Istoty te, żeby wydostać się z tego piekła, muszą znaleźć człowieka, który zechce zawrzeć z nim kontrakt. W zamian za możliwość pożerania niewinnych ludzi w naszym świecie mogą podobno zmienić przeszłość swojego partnera. Walkę z tymi istotami i związanymi z nimi ludźmi toczy organizacja Pandora. Jednakże kontrakt ma także całkiem inne, bardzo niemiłe, skutki. Ale tego dowiecie się już oglądając anime.

Tym, co w Pandora Hearts jest najwspanialsze, jest klimat. XIX wiek, magia, a przede wszystkim Otchłań. Mroczna, pełna powykrzywianych kolorowych elementów i przestrzeni, drzwi, renesansowych mebli i podłóg, zepsutych zabawek, elementów domków dla lalek, tajemniczych dźwięków, a wszystko rodem z psychodelicznych dziecięcych koszmarów. Całość jest zatopiona w gęstej, ponurej czerni. Nieraz czułem, jakbym oglądał obrazy Salvadora Dalego, wprost hipnotyzujące swoim surrealizmem. I właśnie cały ten surrealizm, nieraz wręcz obrzydliwie karykaturalny, nadaje tej serii piekielną nutę i mroczny klimat. Komuś baśń o lalkach może wydać się śmieszna lub dziecinna. Zapewniam jednak, że tak nie jest. Owszem, z pełną odpowiedzialnością nazwę to baśnią, ale poważną, pełną dwulicowych postaci i trudnych decyzji. Na szczęście całą tę ponurość równoważy pierwszorzędny humor. Tutaj wszystko zależy od oceny widza, ja jednak nieraz śmiałem się do rozpuku i szczerzyłem radośnie do ekranu. Humor jest naturalnie tylko dodatkiem, nie należy traktować serii jako komedii. Gagi się zdarzają, nie na tyle jednak często, by zdominować w jakimkolwiek stopniu wydarzenia. Widać, że zadbano o odpowiednie wyważenie.

No i pora na esencję klimatu. Pandora Hearts zawiera liczne wątki i czerpie mnóstwo elementów z książki autorstwa Lewisa Carrolla, w Polsce znanej pod tytułem Przygody Alicji w Krainie Czarów. Wiele postaci występujących w Pandora Hearts jest wzorowanych na bohaterach tej powieści, lub też jest ich alternatywnymi wersjami. Tak więc wśród pojawiających się tu postaci zauważyć można nawiązania między innymi do Kota z Cheshire, Kapelusznika, Gąsienicy, naturalnie samej Alicji, czy też Białego Królika. Jest to z pewnością dodatkowy smaczek serii, więc widzowie, którzy znają książki Carrolla, z pewnością poczują się jak ryba w wodzie.

Jeśli najpierw są fabuła i klimat, to co jest po nich? Oczywiście bohaterowie, kolejna integralna część dobrego anime. Pandora Hearts także pod tym względem wypada dobrze. Bohaterów jest dość dużo, a następni dochodzą wraz z kolejnymi wątkami. Ale pochwalę ich przede wszystkim za wyraziste, wyeksponowane i zróżnicowane charaktery. Każde z nich, owszem, można podciągnąć pod odpowiednie schematy. Ale byłby to zabieg przeprowadzony trochę na siłę, albowiem każda postać ma indywidualne cechy, które ją określają i budują jej osobowość. Jest to na tyle widoczne i wyraźne, że wszelkie utarte schematy zostają głęboko pogrzebane. Każdy z bohaterów ma problemy i dylematy, z którymi musi się uporać. I nie są to bynajmniej problemy banalne. Owszem, niektóre są trochę przerysowane (ale to anime, nie?), jednak na tyle realistycznie przedstawione, że reakcje bohaterów i ich emocjonalne podejście do nich nie wzbudza irytacji czy niesmaku. Nieraz skłania wręcz do głębszego przemyślenia sytuacji i refleksji. Każdy ma swoje tajemnice i każdy poznał na własnej skórze ból odzywającego się sumienia. Przeszłość człowieka zawsze obfituje w błędy, więc dobrze, że o tym pamiętano.

Z całej plejady postaci najbardziej polubiłem głównego bohatera. Dlaczego? Dlatego, że mimo iż ma 15 lat, cechuje go zaskakująco trzeźwe podejście do życia i świata. Jasne, znajdziemy tutaj rzeczy typu „aby chronić przyjaciół” i „nie chcę mieszać w to nikogo”, ale nie przesadzono z tego typu motywami. Oz prezentuje w wielu przypadkach umiejętność dojrzałego myślenia, zachowania zimnej krwi i dobrego humoru wobec niezwykłych zdarzeń. Potrafi przyjąć rzeczywistość taką, jaka jest i nie użalać się nad sobą. Jest też szczery wobec innych i stara się być taki wobec siebie. Nie zapomniano jednak, że to wciąż dziecko. Nieraz problemy i wydarzenia go przerastają, nie daje sobie rady psychicznie z trudnymi sytuacjami. A wtedy może liczyć na swoich starszych przyjaciół, którzy pomogą mu, gdy tego potrzebuje. Inni bohaterowie również są niezwykle udani. Wyróżnić tutaj można Breaka, który, mimo że jest postacią drugoplanową, zwraca uwagę widza, łącząc w sobie specyficzny, czarny humor z oryginalną, wyniosłą i dość skomplikowaną osobowością. Jeśli zaś chodzi o kwestie wyglądu, to żeńską część widowni z pewnością ucieszy znaczna liczba przystojnych protagonistów i antagonistów. Nie nazwałbym ich czystej krwi bishounenami, ale panie narzekać nie powinny. Pokazana w anime płeć piękna jest absolutnie urocza, prezentując typowy model kawaii panienek.

I ostatni składnik serii, czyli sprawy techniczne. Zróżnicowanie strojów, fryzur, wzorów i miejsc robi bardzo dobre wrażenie. Zaletą jest bogactwo wnętrz, wyposażenie pomieszczeń, dobry poziom rysunku mebli i innych przedmiotów. Czasami irytują pewne elementy, takie jak nieruchome wzory na sukniach, sprawiające wrażenie, jakby ktoś je wyświetlał na materiale, używając rzutnika, albo nieruchome postacie w otoczeniu bohaterów. Problemem serii jest jednak animacja, która często kuleje, jest mocno ograniczona, nieraz wręcz sztywna, co staje się szczególnie widoczne podczas pojedynków, które jednak nie stanowią jednego z głównych elementów serii, więc nie powinno to wywierać zbyt negatywnego wrażenia. Parę razy, bez specjalnego przyglądania się, rzucał mi się w oczy efekt rozmycia, co chyba nie powinno mieć miejsca. Same walki, choć nieliczne, nie są zaś specjalnie urozmaicone, ot, kilka cięć, dwa podskoki i po krzyku. Zauważymy też kilka razy efekty deformed, aczkolwiek muszę przyznać, że zostały ładnie dopasowane do komediowych gagów. Cieszy zróżnicowanie twarzy postaci i to, że nie różnią się od siebie tylko fryzurą i kolorem oczu. Wszelkie zbliżenia to zwykle nieruchome kadry, zaś mimika postaci jest bardzo skąpa. Tła nie zachwycają, są mało wyraźne i pozbawione szczegółów, ale za to budynki, a także zielone tereny na bliższych planach są bardzo ładne. Poza tym, mimo że wiele scen dzieje się w Otchłani bądź w mrokach nocy, seria nie powieliła częstego błędu wielu produkcji, to znaczy nie przesadziła z przyciemnianiem obrazu. Dzięki temu wyraźnie widać, co dzieje się na ekranie. Kreska nie przedstawia sobą nic wyjątkowego, jest ostra i wyraźna, jak przystało na produkcję roku 2009. Nie ma się co prawda czym zachwycać, ale grafika sprawia pozytywne wrażenie. Muzyka to osobna sprawa. Wspaniała ścieżka dźwiękowa, na którą będę polował równie wytrwale, jak myśliwy ma dorodną sarenkę. Klimatyczna, idealnie pasująca do serii. Sama w sobie nie jest być może dziełem, przy którym powinniśmy padać na kolana, ale zdecydowanie jest to jedna z najlepiej dobranych opraw muzycznych, jakie spotkałem w anime. Bardzo dobrze uzupełnia się i współgra z klimatem serii.

Pandora Hearts to bardzo dobre anime, którego nie boję się nazwać oryginalnym i wyjątkowo wciągającym. Nie jest to dramatyczna, pełna rozpaczy historia. Nie jest to też krwawy horror, więc jeśli tak myśleliście, to zawód gwarantowany. To baśń z krwi i kości, w najlepszym stylu, ale o mroczniejszym klimacie, pełna surrealistycznych motywów. Ciekawi bohaterowie, dobra fabuła i nowe pomysły. Polecam przede wszystkim amatorom baśni, ale także każdemu fanowi anime, bo warto rzucić okiem na ten tytuł. I choć myślę, że seria najlepiej trafi do młodzieży, dorośli widzowie, którzy lubią baśniowe klimaty w poważniejszym wydaniu, powinni znaleźć tutaj coś dla siebie.

Mitsurugi, 17 listopada 2009

Recenzje alternatywne

  • Nanami - 5 listopada 2009
    Ocena: 8/10

    Wciągająca historia, nawiązująca do Alicji w Krainie Czarów, o trójce kompanów, poszukujących prawdy o wydarzeniach sprzed stu lat. Czyli kolejne urwane anime oparte na niezakończonej mandze. więcej >>>

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: XEBEC
Autor: Jun Mochizuki
Projekt: Chizuru Kobayashi, Shin'ichi Yamaoka
Reżyser: Takao Kato
Scenariusz: Mayori Sekijima
Muzyka: Yuki Kajiura

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Pandora Hearts – opisy odcinków na Anime-Chronicle Nieoficjalny pl
Pandora Hearts - recenzja na Chibi Arigato Nieoficjalny pl
Podyskutuj o Pandora Hearts na forum Kotatsu Nieoficjalny pl