Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

5/10
postaci: 7/10 grafika: 7/10
fabuła: 4/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 9 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,00

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 224
Średnia: 7,36
σ=1,94

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Dżul)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Hanasakeru Seishounen

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2009
Czas trwania: 39×24 min
Tytuły alternatywne:
  • 花咲ける青少年
Tytuły powiązane:
zrzutka

Jak upośledzić prawidłowo działającą niezależność młodej kobiety używając do tego romantycznej otoczki? Nie próbujcie tego w domu!

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Michiyo

Recenzja / Opis

Całe swoje czternastoletnie życie Kajika, pół­‑Amerykanka, spędziła na wyspie, na której umieścił ją troskliwy ojciec, z obawy, iż źli ludzie mogą skrzywdzić jego córeczkę po tym, jak pozbyli się jej matki. Kiedy wreszcie pozwala dziecku wrócić do cywilizacji, wysyła je do rodzinnego kraju matki, Japonii, by tam mogło się edukować. Szybko jednak sprowadza Kajikę z powrotem do Stanów, gdzie nakazuje nieletniej wzięcie udziału w „miłosnej grze” polegającej na wybraniu przez nią męża spośród kandydatów, których on sam uprzednio upatrzył. Kajika nie wie, kim są delikwenci, zaś pierwsze spotkania mają zostać sprytnie zaaranżowane, a dziewczyna „na pewno zorientuje się, o kogo chodzi”.

Dopiero kiedy pisałam ten wstęp, objawiło się moim oczom stężenie absurdu w tej historii. Gdyby przyszło mi go czytać przed obejrzeniem całości, nie czułabym się nawet minimalnie zachęcona. Ale przejdźmy dalej, jest ciut normalniej, ale tylko ciut. Pan numer 1 to masochista, który z wyglądu bardzo przypomina Kajice jej wielką miłość, leoparda Mustafę, toteż uparcie jego imieniem nazywa rzeczonego Eugene’a, bez wątpienia człowieka. Pod numerem 2 ukrywa się kandydat, bez którego ta opowieść nie byłaby pełna – prawdziwy książę, Rumati. Osobnik numer 3, Carl…gdyby nie głos Juna Fukuyamy, cierpienie na pewną fobię i seksualne niezdecydowanie, byłaby to postać niemal niewidoczna. Cała trójka jest oczywiście obrzydliwie bogata, wpływowa i jednomyślnie, choć na szczęście nie równocześnie, zakochuje się w naszej zoofilce (po pewnych wahaniach zgadzam się z tym określeniem, znalezionym na jednym z for). Wszystkiemu przygląda się ochroniarz i przyjaciel pięknookiej panny, pominięty w preselekcji przez ojczulka, Li Ren (również bogaty i potężny). Pytanie kluczowe nasuwa się samo, prawda?

Kiedy po kilku pierwszych odcinkach straciłam zainteresowanie fabułą, mogłam przerzucić uwagę na bohaterów, którzy wejścia mieli obiecujące. Panowie zaprezentowali się na tyle intrygująco, by można było oczekiwać, że zwiastuje to niebanalne rozwinięcie zarówno ich indywidualnych historii, jak i relacji z Kajiką. Ona sama zaś okazała się o wiele bardziej energiczną i szczerą postacią niż wiele z tych, którym przyszło dzielić los bohaterek obdarzonych przez naturę wszystkim, co miała w magazynach. Miło było popatrzeć na tak zaradną, niezadzierającą nosa pannę, uroczo zamotaną między dziecięcym rozmarzeniem a dorosłym racjonalizmem. Dopóki nie wplątała się w wątek walki z pałacowymi intrygami w królestwie Rumatiego, wydawała się na swoim miejscu, więc niepotrzebnie przyjęła takie „nadgodziny”. Przykro mi, ale ja nastolatkom, którzy zbawiają i pomagają w zbawianiu świata czy nawet maleńkiego kraju, bez pomocy sił nadprzyrodzonych, nie wierzę (nawet Light Yagami potrzebował do tego długopisu i kawałka boskiej kartki). Inna rzecz, że sam wątek walki o tron był tak nudny i w ostatecznym rozwiązaniu – bezsensowny, że nie zasługiwał na tyle czasu antenowego, ile mu poświęcono. Wolałabym, żeby w to miejsce wskoczyła opowieść o klaustrofobiku Carlu, potraktowana przez twórców zbyt marginalnie, podczas gdy potencjał tej historii był chyba największy ze wszystkich postaci. Podobnie wyglądało to w przypadku specyficznej osobowości Eugene’a, której najciekawszy fragment został ujawniony raptem raz i to jeszcze w formie nieco karykaturalnej (scena w parku, słowa o rodzajach miłości). Rozumiem, że fabuła miała być naznaczona zaledwie muśnięciem psychologizmu, ale jednak szkoda, że podsunięto coś widzowi i pośpiesznie to zabrano. Najbardziej „wdzięcznie” została potraktowana postać Rumatiego, któremu pozwolono na wiarygodną, a niezbyt gwałtowną ewolucję. Z nadętego paniczyka wyrósł odpowiedzialny, choć nadal spontaniczny, następca tronu.

Niestety jednak, wszyscy zakochani w dziewczynie mężczyźni odkładają w pewnym momencie swoją indywidualność na bok i grzecznie wpasowują się w zamysły potencjalnego teścia (tytuł „Władcy Marionetek” znajduje właściciela). Wątkowi „gry miłosnej” przytrafił się (obok kilku większych błędów, o czym za moment) mały falstart, którego uniknięcie możliwe było przy wykazaniu większej powściągliwości: już na samym początku można było domyślić się, kto zostanie wybrankiem Kajiki. I całą zabawę diabli wzięli. Poza tym cały czas nurtuje widza pytanie, jak to możliwe, aby troskliwy tatuś był aż tak zboczony, żeby kazać czternastoletniej córce wybrać mężczyznę, który ma ją chronić na wszystkie możliwe sposoby? Jakim cudem ten sam tatuś nagania jednego z kandydatów do całej tej akcji, choć wie, że związek z jego córką może być z pewnych przyczyn niemożliwy? Dlaczego ci dorośli i prawie dorośli faceci nie zrobili nic, kiedy dowiedzieli się, że zabawiono się ich uczuciami? Prawda, wtedy byłoby zbyt dramatycznie, a ta seria zdaje się cały czas mieć na celu utrzymywanie średniej temperatury emocji, co jednak odbija się na jej wiarygodności. Pojawiają się również dwie okazje do potężnego, choć niekoniecznie brzmiącego serdecznie, śmiechu – język angielski w wykonaniu Eugene’a (bezcenne) i sposób, w jaki ukochany Kajiki bieży (!) w jej stronę w finałowej scenie.

W kwestii grafiki jestem odbiorcą specyficznym – nie uznaję jej poziomu za kryterium mogące znacząco wpłynąć na odbiór całości. Kreska może być niechlujna, tła ubogie, kolory dobrane losowo. W związku z tym w przypadku omawianego tytułu nie przeszkadzały mi liczne niedopracowania postaci widzianych z odległości. A jeśli wspomnę, że zasadniczo nie zachwycam się nigdy jasną paletą barw, widać będzie wyraźnie, że mogę być w tej ocenie stronnicza. Myślałam też, że nie przepadam za słodkimi brzmieniami zaprezentowanymi w openingu i endingu, ale widać długo nie aktualizowałam sobie tej gałęzi gustu, bo okazało się, że jednak nie czułam potrzeby omijania tychże elementów.

Lubię romanse, naprawdę. Właściwie jedyną rzeczą, jakiej nie mogę wybaczyć niektórym ich reprezentantom, jest przeciętność, niemożność orzeczenia, czy są fatalne, wybitne, czy chociaż nierówne, ponieważ są wzorowo nijakie. Rozpoczynanie pewnych wątków obiecująco i koncertowe ich spłycanie należy – według mnie – do najcięższych przewinień. Już wolę, kiedy fabuła nie obiecuje nawet minimum dobrej historii i jest później konsekwentna, niż kiedy więdnie w pół drogi – można wtedy skupić się na wyłapywaniu detali, które umykają w przypadku dobrze skonstruowanej akcji. Będąc wierna swojej zasadzie nieporzucania rozpoczętych serii (choćbym miała ukończyć ich oglądanie po pół roku) dobrnęłam i do zakończenia tej, ale nic wielkiego kroniki „Doznań po obejrzanych anime” nie straciłyby, gdybym nie dała się zwabić kadrem z głównymi bishounenami.

aotoge, 6 kwietnia 2011

Recenzje alternatywne

  • yuzuyu - 17 lutego 2011
    Ocena: 8/10

    Kajika Burnsworth, córka milionera, nie wiedzie życia typowej nastolatki. Przeprowadzka do spokojnej Japonii wydaje się więc dla niej idealnym rozwiązaniem. Dziewczyna nie wie jednak, że dopiero tam zacznie się przygoda jej życia. więcej >>>

  • Dżul - 5 marca 2011
    Ocena: 8/10

    Nastolatka w świecie wielkiej polityki, czyli jest może nadzieja dla gatunku shoujo. więcej >>>

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Studio Pierrot
Autor: Natsumi Itsuki
Projekt: Yuuko Kusumoto
Reżyser: Chiaki Kon
Scenariusz: Mamiko Ikeda
Muzyka: Tetsuya Saitou