Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Dango

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 7/10 grafika: 5/10
fabuła: 8/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 10 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,10

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 59
Średnia: 6,78
σ=1,44

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Eire)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

W osiemdziesiąt dni dookoła świata z Willym Fogiem

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 1987
Czas trwania: 26×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Hachijunichikan Sekai Isshuu
  • アニメ八十日間世界一周
Gatunki: Przygodowe
Postaci: Zwierzęta; Pierwowzór: Powieść/opowiadanie; Czas: Przeszłość
zrzutka

Przez nasz ogromny świat, ten piękny wielki świat, przejść w 80 dni to rekord. Słowa już nieco przestarzałe, ale przy odpowiedniej melodii – nadal dobre.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Jeśli recenzowanie seriali dla dzieci uznamy za niewdzięczne zadanie, to recenzowanie klasyków własnego dzieciństwa jest szczytem recenzenckiego masochizmu. Starczy katuszy starym wyjadaczom próbującym w mękach wbić się w percepcję grupy docelowej, ale rozgrzebać własne przeżycia, zburzyć stare wspomnienia i nadpisać je już nie sercem, a szkiełkiem i okiem?

Wszedłszy w posiadanie płyt z omawianą tu serią odwlekałam seans jak mogłam. Od czasu, kiedy jako przedszkolak zobaczyłam W osiemdziesiąt dni dookoła świata, zdążyłam przeczytać oryginał i obejrzeć wiele adaptacji. Czy jest w ogóle sens oceniać stare animacje, zwłaszcza operujące zgranym do cna motywem? Hiszpańsko­‑japońska koprodukcja powstała w latach 80., dzieci przyzwyczajone są już do innych standardów. Z drugiej strony chyba nie tylko ja to lubiłam, skoro kreskówka doczekała się dwóch kontynuacji. Ostrożnie wypuściłam balon próbny. Eksperyment przeprowadzony na całkowicie niereprezentatywnej próbie zaprzyjaźnionych kilkulatków przyniósł nadspodziewanie dobre rezultaty. Płyty odzyskałam po długich pertraktacjach, by rozpocząć część drugą – testowanie serii in vivo na własnych oczach, uszach i mózgu. Ku chwale mojego dzieciństwa i pożytkowi rodziców szukających wartościowej rozrywki dla pociech. Niestety wyrosłam już z czasu, kiedy za recenzję starczyło entuzjastyczne machanie kończynami i parę urwanych zdań – więc com widziała, opisuję.

Spokojny poranek w domu XIX­‑wiecznego angielskiego dżentelmena od innych poranków różnił się jedynie tym, że pan Willy Fog śniadanie musiał zrobić sobie sam. Starego kamerdynera zwolnił, a nowy jeszcze się nie zgłosił. Punkt jedenasta krótka rozmowa kwalifikacyjna, przyjęcie służącego i nic nie stoi na przeszkodzie, by o dwunastej jak co dzień stawić się w klubie „Reforma”. Tymczasem świeżo przyjęty Rigodon wraz z przyjacielem rozpakowują walizki i cieszą się, że po długich podróżach znaleźli spokojny dom, w którym mają nadzieję zatrzymać się na dłużej. Nie wiedzą jeszcze, że mniej więcej w tej właśnie chwili ich nowy chlebodawca zawiera z kolegami z klubu niezwykły zakład – planuje okrążyć Ziemię w 80 dni. W czasach, kiedy na mapie wciąż istniały białe plamy, kolej dopiero się budowała, a transport powietrzny istniał w powieściach science­‑fiction. Pan każe, sługa musi – czas ruszać na spotkanie Indian, słoni i złowieszczych kapłanów w tajemniczych dżunglach. Tymczasem miły kolega z klubu zdecydował, że szanse przegranej zminimalizuje wynajęcie agenta, który za wszelką cenę ma przeszkodzić bohaterowi w osiągnięciu celu. Jakby tego było mało, na skutek pomyłki Scotland Yardu pan Fog zostaje uznany za podejrzanego o napad na bank, a jego tropem wyrusza dwójka policjantów z nakazem aresztowania. Czego jeszcze dusza zapragnie? Wątek romansowy pojawia się w szóstym odcinku.

Serial stanowi dość luźną adaptację klasycznej powieści Juliusza Verne’a W osiemdziesiąt dni dookoła świata. Książki z popularnego w XIX wieku, ale dziś niemal wymarłego nurtu podróżniczego, gdzie postacie zazwyczaj pełniły służebną rolę względem fabuły, która z kolei miała służyć pokazaniu świata. 150 lat temu sam opis przemieszczenia się z punktu A do B wydawał się czytelnikom atrakcyjny. Przy ekranizacji, gdy akapity opisów zastąpiły obrazki, materiału zostało zbyt mało – trzeba się było wziąć do nadpisywania i poprawiania, by sprostać gustom dziecięcej widowni.

Postaciom pozmieniano imiona, kilka z nich usunięto, bądź rozdzielono na dwie, sama fabuła też nieco odbiega od pierwowzoru – nieco zmieniono przyczyny wielu wydarzeń, dopisano też parę nowych przygód, jak przymusowy postój na Hawajach. Co ciekawe, twórcy nie zdecydowali się na pominięcie żadnego z ważnych książkowych wątków. Kontrowersje wzbudza zwłaszcza odcinek poświęcony indyjskiemu zwyczajowi sati, nakazującemu owdowiałej kobiecie umierać na stosie pogrzebowym małżonka. Sceny z tym związane, choć niezbyt obrazowe, nawet po latach wzbudzają silne emocje. Nie uważam tego jednak za powód, by nie pokazywać tej bajki młodszym dzieciom – po każdej emocjonującej scenie jeszcze w tym samym odcinku następuje szczęśliwe rozwiązanie, a silne emocje równoważy duża dawka wzruszenia i humoru. To pierwsze niespodziewanie atakuje w przedostatnim odcinku, podczas pięknej rozmowy naszego bohatera z ukochaną. Bez wielkich słów, przy składanym stoliku, z usychającym kwiatkiem doniczkowym w tle, mamy chyba jedno z najlepszych wyznań miłości, jakie miałam okazję zobaczyć jako dziecko. Humoru dostarczają nam przede wszystkim służący Willy’ego i gapowaty inspektor policji. O ile występy tego drugiego mogą trochę nudzić, o tyle duet Rigodon i Tico – jak na byłych cyrkowców przystało – zawsze potrafi rozśmieszyć widownię.

Starszy, znający książkę widz zauważy, że przy zachowaniu książkowych wydarzeń nastąpiła łagodna, ale stanowcza zmiana akcentów. Książkowy świat do okrążenia był miejscem pełnym dzikusów kultywujących straszne i niebezpieczne obyczaje. O ile kreskówkowy świat wcale nie stał się bardziej bezpieczny, to zamieszkują go przeważnie dobrzy ludzie. Wspomniany zwyczaj sati wg serialu to zabobon religijnych fanatyków i jest to właściwie jedyna spotkana na drodze grupa, z którą bohaterowie nawet nie próbują nawiązać bliższego kontaktu. Pozostali przeciwnicy zazwyczaj okazują się ofiarami machinacji czarnego charakteru, stereotypów lub uprzedzeń, które w najgorszym razie rozwiąże wyciągnięcie pomocnej dłoni. Spore złagodzenie, ale jednocześnie rozwinięcie względem pierwowzoru. Nawet po latach ta optymistyczna wersja bardziej do mnie przemawia niż suche książkowe wyjaśnienia.

Jeśli chodzi o obsadę, jako pierwsze rzuca się w oczy przetasowanie bohaterów. Książkowy Obieżyświat (Passepartout) został rozdzielony na postacie Rigodona i Tico. Ten pierwszy zostaje na początku przyjęty jako kamerdyner głównego bohatera, a drugi niejako stawia pracodawcę przyjaciela przed faktem dokonanym, zabierając się w podróż na gapę. Ta dwójka jest dla dzieci ze wszystkich postaci najatrakcyjniejsza i nic dziwnego, że szybko zaczyna grać pierwsze skrzypce. Odnaleźć pracodawcę w japońskim mieście portowym, nie mając pieniędzy i nie znając języka? Sterować balonem? Uratować księżniczkę z rąk fanatycznych wyznawców bogini śmierci? Dwójce obieżyświatów z francuskim akcentem żadna sytuacja nie wydaje się rozpaczliwa, a żadne zadanie zbyt trudne. Drugą postacią, która znacznie (a chyba nawet więcej) zyskała w adaptacji, jest właśnie uratowana księżniczka Romy (Auda) – ukłon w stronę żeńskiej części widowni. W oryginale była typową „damą w opałach”, pojawiła się w środku książki, miała jedną scenę pod koniec, a pomiędzy łatwo było zapomnieć, że istnieje. Z taką osobą ma utożsamiać się współczesna dziewczynka? Serialowa Romy zyskuje nie tylko historię, ale także umiejętności medyczne, a jej stanowczość i opanowanie ocala skórę nie tylko głównym bohaterom.

Postacią, która przyczyniła się do największych zmian w fabule, był bez wątpienia Transfer – osobnik spod ciemnej gwiazdy, wynajęty przez biorącego udział w zakładzie członka klubu „Reforma”, dyrektora banku Sullivana. Zleceniodawcy Transfera bardzo zależy, by Fog nie dotarł do celu na czas, opryszek dostaje więc wolną rękę i duże środki mające mu pomóc w zatrzymaniu bohaterów. Oprócz paru wyjątków okazuje się on sprawcą większości nieszczęść, które na naszych bohaterów pozornie zsyłał ślepy los. O ile jednak Transfer i Sullivan to czarne charaktery, to dla kolejnych antagonistów można mieć wiele sympatii. Książkowy porucznik Fix rozdwoił się tutaj na oficera­‑służbistę Dixa i jego partnera, gapowatego Bully'ego. Co prawda ścigają oni głównego bohatera przez cały glob, ale trudno nie podziwiać poświęcenia, z jakim starają się aresztować osobę podejrzaną o napad na bank i przywłaszczenie pieniędzy obywateli. Pan Willy Fog na tle tej galerii wypada trochę blado – przez większość czasu trudno powiedzieć o nim cokolwiek więcej, poza tym, że jest Modelowym Angielskim Dżentelmenem z Obsesją Na Punkcie Czasu. Trochę szkoda, ale książkowy pierwowzór też miał tylko jedną czy dwie żywsze sceny i dwie zabawne wypowiedzi.

Rysunek to element pozornie kontrowersyjny – „gadające zwierzaki”, popularne w latach 80., ostatnio coraz rzadziej pokazują się w telewizji. Osobiście uwielbiałam i uwielbiam takie postacie i chyba nie spotkałam dziecka, któremu taki pomysł się nie podobał. Dorosły widz może dostrzec pewne szufladkowanie gatunków, ale nie przeszkadza to w oglądaniu. Mamy tu do czynienia z tradycyjną animacją, ze wszystkimi jej wadami i zaletami. Ładna, miękka kreska z jednej strony, z drugiej dość ubogie tła i duża ilość stopklatek. Udźwiękowienie to praktycznie kilka motywów, ale dobranych umiejętnie i zgrabnie. W wydaniu polskim seria została zdubbingowana razem z piosenkami, nie zaś zohydzona smęceniem lektora. Dubbing na VCD jest dobry, ale jednak tęsknię za starą wersją, z nieodżałowanym Krzysztofem Kołbasiukiem. Rigodon w nowej interpretacji Jacka Kopczyńskiego wymaga pewnego osłuchania – jego francuski akcent początkowo balansuje na granicy autoparodii, ale szybko się przyzwyczaiłam.

Seans skończony, recenzja napisana. Jeśli tak ma wyglądać uwspółcześnianie klasyków i przerabianie ich na dziecięce gusta jestem jak najbardziej za. Jeśli trafią tu jacyś zbłąkani rodzice, niech wiedzą, że istnieje taka seria, przy której dziecko nie zaśnie i nie oszaleje. Wszystkich pozostałych czytelników Tanuki zapraszam na wycieczkę sentymentalną.

Eire, 1 stycznia 2012

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Asahi Productions, Nippon Animation
Autor: Juliusz Verne
Projekt: Isamu Kumada
Reżyser: Fumio Kurokawa
Scenariusz: Ryuuzou Nakanishi
Muzyka: Shunsuke Kikuchi

Wydane w Polsce

Nr Tytuł Wydawca Rok
1 Willy Fog - W 80 dookoła świata vol. 01 Ross Media 2007
2 Willy Fog - W 80 dookoła świata vol. 02 Ross Media 2007
3 Willy Fog - W 80 dookoła świata vol. 03 Ross Media
4 Willy Fog - W 80 dookoła świata vol. 04 Ross Media
5 Willy Fog - W 80 dookoła świata vol. 05 Ross Media
6 Willy Fog - W 80 dookoła świata vol. 06 Ross Media