Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Forum Kotatsu

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

5/10
postaci: 6/10 grafika: 6/10
fabuła: 5/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 93
Średnia: 6,52
σ=1,98

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Bloody Fang)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Kaibutsu Oujo

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2007
Czas trwania: 25×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Monster Princess
  • Princess Resurrection
  • 怪物王女
Gatunki: Horror, Komedia
zrzutka

Nie do końca nieśmiertelny gimnazjalista w roli ochroniarza Księżniczki Potworów. W walce z potworami tygodnia najbardziej obrywa się fabule…

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: bumbler

Recenzja / Opis

„Ładne zwłoki” – to ostatnie słowa, jakie Hiro Hiyorimi słyszy przed śmiercią. Przynajmniej jednak padają one z ust jasnowłosej, kruchej, odzianej w czerń piękności, którą ocalił przed zgnieceniem przez obsuniętą z rusztowania metalową belkę, pod którą sam teraz spoczywa. A jeszcze moment temu zaś gimnazjalista przemierzał miasto w poszukiwaniu siostry, która dostała pracę pokojówki w okolicznej rezydencji…

Denat budzi się w kostnicy, którą – zaskoczony takim obrotem spraw – naprędce opuszcza. Kieruje swe kroki ku wyżej wspomnianej posiadłości, pod którą zastaje napotkaną niedawno dziewczynę, aktualnie rozwiązującą problem z wilkołakiem oraz towarzyszącą mu watahą wilków. Po udanych negocjacjach i, jak by na to nie patrzeć, odejściu gości, Hiro dostaje wyjaśnienie od dziewczyny, która przedstawia się jako Księżniczka Potworów oraz właścicielka posesji. Królewna zaangażowana jest w wielki konflikt między królewskim rodzeństwem, którego większość ma aspiracje do objęcia tronu – po trupach całej reszty. Rola Hiro zaś, odkąd ten wykazał do niej predyspozycje, ocalając Księżniczkę przed zgnieceniem, polega na służeniu jej aż do śmierci… w której przypadku ta bez problemu przywrócić mu może życie. Królewna bowiem tuż po incydencie, w którym odszedł z tego świata obdarzyła go w nagrodę za ratunek nieśmiertelnością – nietrwałą, ale zawsze nieśmiertelnością – co, zważywszy na ten haczyk, zobowiązuje, nieprawdaż?

Trudno nie zauważyć, że nakreślona powyżej intryga szybko została zepchnięta na dalszy plan i zastąpiona ciągiem historyjek opartych na schemacie jedno starcie z potworem – jeden odcinek (jedynie wampirom i wilkołakom zarezerwowano nieco więcej czasu). Dopiero pod koniec wyraźniej odznacza się główny wątek, o którym w zasadzie przez całą serię prawie nie było mowy. Potwory przewijające się przez serię odpowiadają wzorcom wykreowanym przez stare filmy grozy – od największej klasyki, tj. wampirów i wilkołaków, poprzez ożywione mumie, aż po maziowaty, zdolny wniknąć w ludzkie ciało i przejąć nad nim kontrolę twór. Nie wszystkie z napotkanych monstrów to wysłannicy krewnych królewny – niektórzy goście rezydencji mają w spotkaniu z Księżniczką własny cel…

Na schemacie „potwora tygodnia” ucierpiały też wątki poboczne dotyczące poszczególnych postaci. Owszem, jest kilka odcinków, w których poświęcono danym bohaterkom nieco więcej uwagi, nie rozwijając jednak szerzej ich motywów. Wraz z końcem serii żaden z nich, z głównym na czele, nie zostaje konkretnie zamknięty. Samo zakończenie Kaibutsu Oujo jest urwane. Ma postać pojedynczego odcinka wciśniętego po tym, który wygląda na rzeczywiste zakończenie (nie zamyka w zasadzie żadnych wątków, jednakże w pewnym sensie ma formę właściwą zakończeniu) i zostawia otwartą furtkę do kontynuacji. Czymkolwiek by nie był i w jakichkolwiek celach by go nie „doklejono” do w zasadzie ukończonej historii, jego poziom jest żenujący. Ostatecznie seria, która miała szansę być co najmniej dobrą czarną komedią (strzępek takiej konwencji prezentuje jedynie znakomity ending), okazuje się być luźno powiązanym ciągiem historyjek okraszonych niezbyt wyrafinowanym humorem sytuacyjnym, ocierającym się chwilami o fanserwis.

Postacie posiadają zalążki charakteru, podobnie jak wyżej opisany przypadek obejmuje zalążek dobrej fabuły, przekształcony w rzecz niezbyt ciekawą. Bohaterowie niemniej dają… dawaliby radę, gdyby uczestniczyli w czymś lepszym. Okoliczności sprawiają, że liczba mieszkańców rezydencji z czasem wzrasta, więc wokół Hiro tworzy się grupka na kształt haremu potworzyc. Na jej czele stoi, naturalnie, Księżniczka, budząca respekt i trzymająca zbędne emocje na wodzy, co dobrze sprawdza się w sytuacjach kryzysowych (których, dzięki licznym gościom „od krewnych” jest niemało). Królewna z wprawą posługuje się wszelkim orężem, co pomaga jej niewątpliwie w załatwianiu spraw ze znajomymi rodziny. Podejmowane przez nią decyzje i wydawane rozporządzenia zawsze są sprawiedliwe i oparte na honorze, a swych służących nie traktuje wyniośle. Posiada zatem cechy czyniące ją naprawdę dobrą następczynią tronu, lecz czy ma w sobie coś takiego, że na kolana powinny padać przed nią wszystkie monstra? Zabrakło jej takiej „aury potworności” – jest po prostu dziewczyną o beznamiętnym głosie obdarzoną czerwonymi oczami, ostrymi ząbkami i mocą przywracania życia. Na dodatek Księżniczka potrzebuje czasem wsparcia słabowitego, nieporadnego Hiro w walce z nieprzyjaciółmi, bo ci nieraz z łatwością zyskują nad nią przewagę w potyczkach. Generalnie jej postać wypada dosyć niewyraźnie, choć nie da się zaprzeczyć, że na tle reszty wyróżnia się jako jedna z bardziej interesujących.

Królewnie towarzyszy nieodłączna Flandre – gynoid o ciele małej dziewczynki – pełniąca funkcję łączącą służącą i osobistego ochroniarza. Jej nieludzka, jak to u cyborgów, siła w zestawieniu ze słowem „huga”, którym lakonicznie porozumiewa się ze światem, tworzy połączenie, które sprawiło, że spośród wszystkich postaci to ona najbardziej przypadła mi do gustu w swej skromnej roli. Kolejną domowniczką rezydencji jest Liza Wildman, półkrwi wilkołaczka, impulsywna, niegrzesząca błyskotliwością chłopczyca lubująca się w sporcie, motocyklach i mająca obsesję na punkcie tzw. męskiej rywalizacji. Każdy przedstawiony w Kaibutsu Oujo potwór ukazany jest w stereotypowy sposób, dlatego Liza nie znosi wampirzycy Reiri od pierwszego wywąchania. Krwiopijczyni owa, wraz z Księżniczką, zalicza się do wąskiego kręgu bohaterów z nieco bardziej rozbudowaną osobowością – choć potencjał z lekka próżnej, sprytnej, skłonnej do niecnych intryg w imię zdobycia krwi szkolnej gwiazdy został zmarnowany, ponieważ przydzielono jej, tak jak pozostałym postaciom, rolę opartą na schematach (niemniej lepsza schematyczna rola niż taki charakter). Jak nadmieniłam, pani Liza wilkołak i pani Reiri wampir darzą się czystą niechęcią, wynikającą ponoć z odwiecznej wojny między ich gatunkami. Wyznają ją sobie co spotkanie, przeprowadzając właściwie ten sam dialog, co po kilku razach stało się nader irytujące. W pewnej chwili zaczęłam się zastanawiać, kiedy w końcu Liza, słysząc wciąż te same obelgi, usiądzie i na spokojnie pomyśli nad ciętą ripostą, czy może Reiri w postępowaniu przyjmie zasadę „szkoda czasu na tych, za którymi nie przepadasz”.

Wracając do opisywanego haremu, „na odległość” należy do niego Sherwood, młodsza siostra Księżniczki, składająca jej częste wizyty. Bywa, że rozwydrzenie i kapryśność dziewczynki identyfikują ją z tytułem Księżniczki Potworów celniej niż siostrę. Pod dachem samej posiadłości mieszka też rzecz jasna Sawawa, słynąca z ogromnego biustu starsza siostra Hiro, której ślicznej główki, prócz parfaitów oraz pamięci o solidnym wywiązywaniu się z obowiązków pokojówki, nie zaprząta ni krztyna problemu czy myśli. W zachowaniu Lizy, Reiri, Sherwood, a być może nawet i, o zgrozo, Księżniczki zaakcentowano – mniej lub bardziej wyraźne – zainteresowanie Hiro, prostodusznym nieudacznikiem o powierzchowności cherlawego dwunastolatka, którego cechują co najwyżej przeciętne walory intelektualne (choć, w porównaniu z siostrzyczką, miewającym pewne przebłyski pomyślunku) – jako przedstawicielem przeciwnej płci. Powiem krótko: przez seans nie gasła we mnie nadzieja, że być może dziewczyny po prostu w ten sposób okrutnie nabijają się z niego. Są przecież potworami, wolno im!

Podłożone głosy pasują do poszczególnych postaci. Pod tym względem wyróżnia się Reiri – bardzo przyjemnie słuchało mi się jej głosu, w którym przeplatały się miękkość i ni to stoicki spokój, ni to beznamiętność. Ścieżka dźwiękowa, choć różnorodna pod względem gatunkowym, nie obfituje w zbyt wiele utworów – nieraz motyw muzyczny towarzyszący danej sytuacji nie do końca z nią współgra. Mimo to muzyka przyzwoicie oddaje klimat anime. Opening jest miłym dla ucha utworem w rockowych klimatach, choć mi nie zapadł w pamięć. Ending (Hizamazuite Ashi wo Oname w wykonaniu Ali Project) zaś, stanowiący najmocniejszy punkt anime, urzekł mnie niezmiernie – zarówno w przedstawianej animacji o z lekka groteskowym klimacie, jak i idealnie w nią wkomponowanym utworem, który w wyśmienity sposób łączy atmosferę przepychu z nutą grozy. Szkoda tylko, że tekst piosenki oraz nastrój animacji mają się nijak do akcji Kaibutsu Oujo i bliżej im do realiów znanych z mangowej wersji historii. Serial bardzo by zyskał, gdyby został zrealizowany w konwencji, w której wykonano animację kończącą – wówczas „potwór tygodnia” byłby jedynie jego mikroskopijną wadą, a widz miałby do czynienia z pełnokrwistą Księżniczką Potworów…

Mimo uproszczeń, grafika prezentuje się przyzwoicie. Postaciom brak dysproporcji, choć ich twarze narysowane są odrobinę kanciasto, a te postaci żeńskich różnią się jedynie stopniem upodobnienia oczu do „złośliwych szparek” i fryzurami. Większość bohaterów paraduje niezmiennie w tym samym odzieniu (choć może raz czy dwa udało im się przemknąć nieśmiało w strojach kąpielowych), czego przykładem jest Hiro, którego ubiór codzienny wydaje się pełnić też rolę mundurka, a także Księżniczka nie rozstającą się ze swą czarną sukienką niezależnie od warunków i miejsca. Na tym tle wyróżnia się Liza – prócz codziennego zestawu odzieży i bikini obdarowano ją bluzą.

Potwory, którym los poskąpił łudząco człowieczego wyglądu, prezentują się kiczowato i nieciekawie. Okropności z głębin czy maziowate straszydła aż proszą się o detale, które z pewnością choćby graficznie uczyniłyby je godnymi uwagi (skoro stanowią główną atrakcję fabuły). W podobnym stopniu nijako prezentują się wyblakłe tła. W ramach cech pozytywnych warto wspomnieć o urokliwym podobieństwie rodzinnym między Księżniczką a jej rodzeństwem – u każdego z nich napotykamy tak samo blond włosy, zwężone, zarezerwowane w kanonach anime dla „tych złych” oczy (u Sherwood są odrobinę bardziej „otwarte”, ponieważ – jak przystało na dziecko – „potworne” cechy jeszcze się u niej wykształcają) i manierę zachowania.

Kaibutsu Oujo zalicza się do grupy anime spod znaku „zmarnowany potencjał”. Przyznam jednak, że niewiele brakowało serii do uzyskania wyższej o stopień oceny – choćby wysilenia się na bardziej kreatywną otoczkę nieszczęsnej fabuły, by reprezentowała sobą nieco więcej niż ciąg sytuacji typu „musimy ukatrupić tego potwora”. Możliwe jednak, że przypadnie do gustu odpornym na sztampę, a zainteresowanym zawartymi w niej elementami. Natomiast dla miłośników gry „beznadzieja, ja bym to zrobił lepiej, o właśnie tak…” Kaibutsu Oujo będzie pierwszorzędną, dającą szerokie pole do twórczego popisu rozrywką. Może w ich fantazjach anime to, odpowiednio zmodyfikowane, dorównałoby swemu endingowi.

Bloody Fang, 21 września 2010

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Madhouse Studios
Autor: Yasunori Mitsunaga
Projekt: Kazuya Kuroda
Reżyser: Masayuki Sakoi
Muzyka: Mikiya Katakura

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Podyskutuj o Princess Resurrection na forum Kotatsu Nieoficjalny pl