Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Dango

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

9/10
postaci: 9/10 grafika: 7/10
fabuła: 9/10 muzyka: 10/10

Ocena redakcji

9/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 9,00

Ocena czytelników

9/10
Głosów: 15
Średnia: 8,53
σ=0,96

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (The Beatle)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Ginga Eiyuu Densetsu Gaiden: Sen'oku no Hoshi, Sen'oku no Hikari

Rodzaj produkcji: seria OAV
Rok wydania: 1998
Czas trwania: 24×25 min
Tytuły alternatywne:
  • Legend of the Galactic Heroes: A Hundred Billion Stars, A Hundred Billion Lights
  • 銀河英雄伝説外伝 千億の星、千億の光
zrzutka

Pierwsze kroki na drodze militarnej kariery Reinharda von Müsela i Siegfrieda Kircheisa, czyli doskonały dodatek do doskonałej serii.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Gwazdka

Recenzja / Opis

Pierwsza seria Gaiden, o podtytule Sen'oku no Hoshi, Sen'oku no Hikari („sto miliardów gwiazd, sto miliardów świateł”), miała premierę niecały rok po skończeniu się głównego anime. Wydaje się więc, że zamysłem twórców było, żeby widz sięgnął po nią zaraz po Ginga Eiyuu Densetsu. Faktycznie, w roli uzupełnienia nadrzędnej serii tytuł sprawdza się bardzo dobrze, gdyż wypełnia luki między jej głównym wątkiem a pojawiającymi się sporadycznie retrospekcjami z dzieciństwa Reinharda i Siegfrieda. Ponieważ jednak seria Gaiden występuje w charakterze dodatku, nałożone na nią zostały pewne ograniczenia, które sprawiają, że jako osobne dzieło nie może równać się z głównym anime. Byłoby zresztą absolutnie niezwykłym przypadkiem, gdyby sprawy miały się inaczej – w końcu siła cyklu leży w przedstawieniu wielopłaszczyznowego starcia dwóch potęg reprezentowanych przez dwie postacie i nie może zostać w pełni osiągnięta przy poświęceniu uwagi tylko jednej stronie konfliktu.

Trudno fabułę tego anime rozpatrywać całościowo, gdyż mamy tu do czynienia z czterema odrębnymi historiami. Pierwsza z nich przenosi akcję na mroźną planetę Kapche­‑Lanka, gdzie główni bohaterowie dostali swój pierwszy przydział po opuszczeniu akademii wojskowej. Niesprzyjający klimat to najmniejsze z ich zmartwień – nie dość, że na dalekim końcu linii frontu mają mało okazji do wykazania się zdolnościami przywódczymi, to jeszcze stają w obliczu niebezpieczeństwa za sprawą spisku markizy Beenemünde, zazdrosnej o miejsce siostry Reinharda u boku Kaisera. Druga historia zabiera nas na teren alma mater dwójki bohaterów dwa lata później. Składają tam wizytę, korzystając z wolnego czasu, jednak nieoczekiwanie przeradza się ona w policyjne dochodzenie. Reinhard ma szansę zaprezentować swoje umiejętności dedukcyjne, działając z ramienia Policji Wojskowej. Trzecia część ma miejsce krótko przed wydarzeniami z głównej serii i nietypowo poświęcona jest wyłącznie Kircheisowi. Jego wypoczynek w ośrodku wczasowym na satelicie Kreuznach III zostaje przerwany napaścią ze strony narkomana. Po tym zdarzeniu bohater próbuje wyjaśnić sprawę nielegalnego handlu używką, pomagając miejscowym władzom. Ostatnia, najdłuższa, bo dwunastoodcinkowa (poprzednie liczyły sobie po cztery odcinki) historia cofa się do początków kariery Reinharda w korpusie flagmanów floty. Młody komodor w bitwie o Strefę Van­‑Fleet zostaje przydzielony do floty wiceadmirała Grimmelshausena, co bardzo go frustruje, gdyż dowódca okazuje się starcem, nieporadnym w kwestiach taktycznych i utrzymującym swoją pozycję głównie dzięki sentymentowi Kaisera. W czasie bitwy Reinhard wpada w konflikt charakterów z równym mu stopniem Hermannem von Lüneburgiem – później ma się okazać, że to coś więcej niż jednorazowy spór.

Nie wyobrażam sobie, żeby tytuł mogła oglądać osoba niezaznajomiona z poprzednią serią. Pominę już pojawiające się kilkukrotnie bezpośrednie odniesienia do przyszłych wydarzeń; zwyczajnie brakuje tu choćby szczątkowego wprowadzenia w przedstawione realia. Nawet widzom będącym wielkimi zwolennikami zachowania chronologii odradzałbym więc oglądanie cyklu w kolejności zgodnej z Kalendarzem Imperialnym, bądź Kosmicznym – części rzeczy nie mają szans zrozumieć, a część zdradzi im wydarzenia mające miejsce kilkadziesiąt godzin seansu później.

Jeśli natomiast chodzi o ocenę fabuły, to mogę z pewnością poświadczyć, że wszystkie części pierwszej serii Gaiden skonstruowane są zgodnie z duchem poprzedniczki. Widać w nich dbałość o szczegóły, jasne, ale w żadnym razie banalne przedstawienie celów i motywów postaci oraz wyjątkowo konsekwentnie utrzymaną atmosferę nieco wyidealizowanej wojny międzygwiezdnej. Głównemu anime ustępują tylko pod względem szerszego spojrzenia na przedstawiane wydarzenia. Zaskoczeniem może wydać się zmieniona konwencja gatunkowa. Chociaż dzięki ostatniej części nie zabraknie tu kosmicznych bitew, pozostałe historie odchodzą od anime wojennego, stając się kryminałem, czy może nawet serią przygodową. Najbardziej dziwi tu płynność, z jaką odbywa się zmiana, oraz niezwykłe wyczucie innego stylu – przykładowo przedstawione tu zagadki kryminalne mają wszystkie cechy niezbędne dla dobrego reprezentowania gatunku.

Zarys fabuły nie pozostawia wątpliwości, że główną rolę w każdej części odgrywa dwójka przyjaciół z dzieciństwa, mająca w przyszłości znacząco wpłynąć na losy Galaktycznego Imperium. Pomimo tego prezentacja ich charakterów w anime nie wydaje się szczególnie odkrywcza; może dlatego, że w głównej serii zostało to już zrobione w wystarczającym stopniu. Reinhard przypomina nam o swoim dumnym i burzliwym usposobieniu, znanym z początków Ginga Eiyuu Densetsu. Nieco więcej uwagi poświęcono Kircheisowi, który dzięki epizodom stawiającym go na pierwszej pozycji pokazał trochę niezależności, do czego nie miał wcześniej okazji. Jak zwykle cykl błyszczy jednak dzięki postaciom drugoplanowym, które w krótkim czasie jest w stanie wyjątkowo wiarygodnie nakreślić. Moją uwagę przykuli przede wszystkim superintendent Hoffmann – osoba odpowiedzialna na swoim stanowisku, a przy tym cechująca się sprytem, inteligencją i niespotykaną szczerością, nawet w oficjalnych rozmowach, oraz admirał Grimmelshausen, który wbrew pozorom może uchodzić za obdarzonego mądrością i wyjątkowo świadomego, co dzieje się wokół. Nieco blado wypadł jedynie Lüneburg, który do końca pozostał przy swoich kontrowersyjnych poglądach. Z drugiej strony trudno oczekiwać, aby prezentowane były wyłącznie wielowymiarowe postacie dynamiczne – realizm dopuszcza obecność ludzi wysoko postawionych, ale prostych. Poza tym na ekranie pojawia się ponownie Kessler, który zostaje pokazany z nowej perspektywy, udowadniając, że jest kimś więcej niż jednym z przyszłych podwładnych Reinharda, Schönkopf, którego karierze w Rosen Ritter poświęcono sporo uwagi i ostatecznie Yang Wen­‑li, mający tu epizodyczny występ – dużo większą rolę odegra w drugiej serii Gaiden. Odrobinę żałuję, że nie zdecydowano się na retrospekcję dotyczącą Obersteina, chociaż biorąc pod uwagę, ile jeszcze postaci mogłoby na taką zasługiwać, pozostaje cieszyć się z tego, co zostało pokazane.

Pod względem technicznym seria nie różni się znacząco od późnych odcinków poprzedniczki. Wciąż mamy tu do czynienia z klasyczną metodą fotografowania kolejnych klatek animacji, a nie w pełni skomputeryzowanym montażem. Anime jest jednak bardziej konsekwentne pod względem grafiki niż główna seria – nie występują tu zmiany w projektach postaci, czy całym stylu rysowania. Miejscami postarano się też o „podrasowanie” tutejszego science­‑fiction, tak aby wiarygodniej przedstawiało bardziej aktualne wyobrażenia o przyszłości – przy porównaniu do początków serii z 1988 roku, okazuje się, że uniwersum wzbogacono np. o komputery przenośne. Wciąż jednak jest to wizja nastawiona na praktyczność, nie efektowność, i to sprawia, że jest przekonująca – anime chce osadzić akcję historycznie w przyszłości, ale nie jest jego celem poświęcanie uwagi niemożliwemu do dokładnego przewidzenia postępowi technologicznemu, wybiera więc i wdraża tylko te jego elementy, które mu sprzyjają. Jeśli chodzi o resztę aspektów graficznych, to pozostały one praktycznie bez zmian. Większość akcji rozgrywa się wewnątrz budynków i statków kosmicznych, animacja postaci jest konsekwentna, lecz oszczędna, co widać szczególnie przy walkach wręcz (choć nie da się im odmówić zachowania praw fizyki), a zewsząd wychodzi realizm, zapewniający odpowiednią różnorodność i sprawiający, że nie wątpimy w to, co się dzieje na ekranie. Nie ulega wątpliwości, że warstwa wizualna służy tu tylko przekazowi treści i stara się nie zwracać większej uwagi widza. Jest od tej reguły jeden wyjątek – kosmiczne bitwy. Choć pojawiają się tu rzadziej niż w głównej serii, zdecydowanie zaspokajają potrzebę obejrzenia taktycznych manewrów i wystrzałów. Spektakularne eksplozje statków kosmicznych nie zawdzięczają jednak swojej widowiskowości wzmożonej pracy animatorów (choć ich rola jest warta wspomnienia), ale świetnemu rozplanowaniu ujęć, pozwalającemu uzyskać odpowiedni efekt niewielkim kosztem.

Nawet największy laik (nie wspominając o laiku umiarkowanym) jest w stanie rozpoznać, że ścieżka dźwiękowa Ginga Eiyuu Densetsu to wielkie dzieło samo w sobie. Jeśli natomiast chodzi o dopasowanie utworów do akcji i do atmosfery serii, to nie potrafię zachować tu nawet śladów obiektywizmu – dla mnie anime to nie jest „epickimi bitwami w kosmosie”, lecz „epickimi bitwami w kosmosie przy akompaniamencie wybitnych symfoników”. Bez genialnej muzyki, starszej niż dowolny widz, a przez to ponadczasowej i nieśmiertelnej, seria utraciłaby ważną część swojej istoty. Gaiden nie porzuca tej konwencji i kontynuuje wplatanie kolejnych utworów w swoje tło muzyczne. Skoro mowa o udźwiękowieniu, powinienem wspomnieć o jeszcze jednej rzeczy. W postać Yanga wcielił się nowy aktor – Keia Tomiyamę zastąpił Hozumi Gouda. Choć nowemu odtwórcy nie sposób zarzucić niekompetencji, dopiero teraz można uświadomić sobie, jak dobra była gra wcześniejszego seiyuu, nie wspominając już o zwykłym, ludzkim przyzwyczajeniu do jednego głosu. Potencjalną krytykę studzą okoliczności, w których zdecydowano się na zmianę: Tomiyama zmarł pod koniec ukazywania się Ginga Eiyuu Densetsu. W wydawanym na przestrzeni prawie dziesięciu lat anime, zatrudniającym paręset seiyuu, coś takiego było statystycznie nieuniknione. Pech chciał, że trafiło na jedną z dwóch najważniejszych w serii postaci.

Nie ma co się rozwodzić nad ostatecznym polecaniem lub odradzaniem serii. Jeśli ktoś ukończył oglądanie głównego anime i nie musiał się przywiązywać do fotela, to przy zapewnieniu, że to jest wciąż to samo, powinien prędzej czy później sięgnąć po Gaiden. Pozostaje dodać, iż może to uczynić bez większej zwłoki, nawet jeśli zmęczyły go kosmiczne bitwy, bowiem nie występują one w pierwszej połowie serii.

The Beatle, 14 czerwca 2016

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Kitty Films
Autor: Yoshiki Tanaka
Projekt: Keizou Shimizu, Kiyomi Tanaka
Reżyser: Noboru Ishiguro
Scenariusz: Shimao Kawanaka