Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Dango

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 9/10 grafika: 6/10
fabuła: 8/10 muzyka: 5/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 6
Średnia: 6,67
σ=2,62

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Slova)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Seisenshi Dunbine

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 1983
Czas trwania: 49×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Aura Battler Dunbine
  • 聖戦士ダンバイン
Pierwowzór: Powieść/opowiadanie; Miejsce: Świat alternatywny; Inne: Mechy
zrzutka

Napędzane magiczną mocą wielkie roboty robią demolkę w baśniowej krainie, czyli jak zmienia się wojna wedle Yoshiyukiego Tomino.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Godofblackmetal

Recenzja / Opis

Wyobraźnia nie zna granic, a zwłaszcza wyobraźnia pionierów i postpionierów japońskiej animacji, tworzących w czasach, gdy każdy pomysł miał szansę być oryginalnym i niepowtarzalnym. Lecz niektóre z idei zaskakują nawet po trzydziestu latach, gdy, wydawać by się mogło, wszystko już widzieliśmy. Takim właśnie dziełem jest Seisenshi Dunbine Yoshiyukiego Tomino, ojca Gundama, stworzone w najlepszym okresie w karierze autora.

Historia to dziwna i zaczynająca się znienacka. Show Zama, utalentowany nastoletni motocyklista, na skutek działania magicznych sił zostaje przeniesiony do baśniowego świata Byston Well, o którym wiemy tyle, że istnieje pomiędzy morzem a brzegiem, na jego niebie świecą nie gwiazdy, lecz ryby pływające w położonym hen wysoko oceanie, a oprócz smoków i innych bestii zamieszkują go uskrzydlone wróżki. I oczywiście ludzie, w dodatku toczący wojnę. Show wraz z dwoma innymi przybyszami z naszego świata, zostaje siłą wcielony w szeregi sił Drake'a Lufta jako pilot wysokiej na kilka metrów maszyny, z wyglądu przypominającej połączenie ludzkiej sylwetki z owadzią aparycją. Jak się okazuje, żołnierze z naszego świata są w tej fantastycznej krainie potrzebni dlatego, że najlepiej potrafią wykorzystać moc Aury, niezbędnej do kierowania stworzonymi w Byston Well maszynami. Ale skąd te wzięły się w świecie, w którym głównym orężem są miecz i kusza, zaś koń stanowi jedyną alternatywę dla siły ludzkich nóg? Otóż wszystkie te nowinki techniczne, określane wspólnym mianem Maszyn Aury, są dziełem przybyłych z Ziemi naukowców – Shota Weapona i Zeta Lighta (tak, to ich nazwiska, nie martwcie się, w Gundamie były ciekawsze). Ich wynalazki wprawdzie nie są jeszcze szeroko rozpowszechnione, lecz coraz częściej pojawiają się na polach bitew, głównie po stronie sił Drake'a, który chce w swojej krainie zaprowadzić pokój przy pomocy wojny.

Jak się wkrótce okazuje, Show i jego kompani nie są jedynymi przybyszami z naszego świata. Zaraz po zaaklimatyzowaniu się w Byston Well młody Japończyk spotyka wojowniczą Amerykankę Marvel Frozen, która wraz z załogą latającego statku „Zelerna” próbuje pokrzyżować plany Drake'a. Kobieta usilnie stara się przekonać nowych gości baśniowej krainy, by ci również przeciwstawili się jego zamiarom. Show, któremu od początku wizja służby pod butem tyrana nie przypadła do gustu, w końcu zmienia stronę, dostrzegając bezpardonowość Drake'a Lufta. Porywa więc tytułowego robota Dunbine'a i od tej pory stale uprzykrza życie swojemu byłemu panu.

Na przestrzeni 49 odcinków serialu widz obserwuje ewolucję kilku jego aspektów. Po pierwsze zmienia się wojna. Z początku prowadzona jest głównie w oparciu o jeźdźców konnych, katapulty i potężne fortyfikacje, skutecznie opierające się jeszcze nielicznym latającym maszynom. Szybko jednak Maszyny Aury stają się coraz powszechniejsze, przybywa najróżniejszego rodzaju mechów, zaś technologię ich produkcji wykrada kilka sąsiednich królestw. W efekcie z biegiem czasu co dwa, trzy odcinki widzowi prezentowane są nowe konstrukcje, które w nomenklaturze wojskowej określono by mianem maszyn przewagi powietrznej. W końcu obecność machin wojennych, zupełnie wymykających się dotychczasowym wyobrażeniom mieszkańców Byston Well, doprowadza do patowej sytuacji. Nie umyka to uwadze sił nadprzyrodzonych, które podejmują własne działania w celu usunięcia plugawych konstrukcji ze swojego świata i tym samym uratowania krainy przed zagładą.

Jednak nawet najciekawsza fabuła nie byłaby interesująca po rozciągnięciu na niemal pięćdziesiąt odcinków, gdyby nie pełni emocji i ambicji bohaterowie, którzy także się zmieniają pod wpływem wydarzeń. Show Zama to z początku buntowniczy nastolatek, który w żaden sposób nie potrafi zaaklimatyzować się w Byston Well. Po przeciwstawieniu się Drake'owi coraz silniej związuje się z nowymi kompanami i mieszkańcami magicznego świata. Próbuje wrócić na Ziemię, lecz niedokończone sprawy dręczą jego sumienie. Wojna, w którą zostaje siłą wciągnięty, przeradza się w jego własną batalię i sprawia, że Show coraz bardziej zżywa się z załogą „Zelerny”. Okrętem dowodzi młody i ambitny Nie Given, przywódca ruchu przeciwstawiającego się zamiarom Drake'a Lufta. Jest to swego rodzaju patriota, lecz także on, mimo silnego kręgosłupa moralnego, boryka się rozterkami. Główną ich przyczyną jest Riml, córka Lufta, także negatywnie usposobiona do poczynań ojca i pałająca odwzajemnionym uczuciem do młodego kapitana „Zelerny”. To właśnie ich miłość sprawia z początku wiele problemów całej grupie i Given będzie zmuszony w końcu wybrać między kochaniem a wojaczką. Lecz na nich galeria wyrazistych bohaterów się nie kończy, bowiem po stronie rewolucjonistów służy także obdarzona duszą amazonki, wspomniana wcześniej Marvel, podobnie do Showa zaangażowana w sprawy Byston Well. Trudy, jakie przeżywają przybysze z naszego świata to jeszcze nic w porównaniu do dramatu, jaki dotknął Keen Kiss, nastoletnią córkę szlachcica, dla utrzymania pozycji rodu decydującego się na służbę u boku Drake'a, a tym samym stającego się wrogiem własnego dziecka.

Po drugiej stronie barykady stosunki międzyludzkie są równie zawiłe. O ile sam Drake Luft jest zwyczajnym żądnym władzy i rozsądnym tyranem, tak jego żona to naprawdę niezłe ziółko. Louser od pierwszego spotkania wydaje się kobietą antypatyczną, zaborczą, siłą chcącą przywołać córkę do porządku i zmusić do posłuszeństwa. Lecz czy grzanie tronu u boku męża zaspokaja jej ambicje?

Drake ma do dyspozycji wiernych i doświadczonych wojowników, z Bernem Bunningsem na czele – ambitnym rycerzem, chcącym wyrównać rachunki z Showem, który nie raz pokrzyżował mu plany i zaszkodził jego karierze. Nie da się ukryć wyraźnego podobieństwa między nim a znaną z Gundama kreacją Chara Aznable, chociaż jego odpowiednicy pojawiają się nie tylko w Seisenshi Dunbine, ale także w innych historiach autorstwa Yoshiyukiego Tomino i studia Sunrise. Bern niezbyt się na tym polu wyróżnia, lecz nadal pozostaje interesującym bohaterem, którego rywalizacja z Showem pochłania do tego stopnia, że ostatecznie staje się ważniejsza od samej wojny i posłuszeństwa władcy. Lecz nie tylko on upatrzył sobie za cel młodego Japończyka, bowiem awersją do niego pała także Todd Guinness, przybyły w tym samym czasie do Byston Well Amerykanin, wciąż wierny Drake'owi i uważający, że skoro nie istnieje sposób na powrót na Ziemię, to należy jak najlepiej wykorzystać swoje możliwości i zwyczajnie się rozgościć. Tod także za wszelką cenę pragnie pokonać Showa, z którym nie dogadywał się od samego początku, a waleczny duch wojskowego pilota tylko podsyca tę ambicję. Oczywiście to nie koniec listy barwnych bohaterów, bowiem przez 49 odcinków na ekranie pojawia się wiele intrygujących postaci, których postępowanie wpływa na całokształt historii.

Na przestrzeni całej serii sytuacja, w jakiej znajdują się bohaterowie ulega wielokrotnie zmianom. W siłę rosną nie tylko oni, lecz także strony konfliktu, co doprowadza do nieoczekiwanych sytuacji. Zwroty akcji w Seisenshi Dunbine nie zdarzają się często, lecz jeśli już zachodzą, to mają wymiar globalny, całkowicie od nowa rozdając karty. Owszem, są niespodziewane, lecz nie wyjęte z kontekstu, jeśli weźmie się pod uwagę poprzedzające je wydarzenia. Cała fabuła została skrupulatnie zaplanowana i każda interakcja bohaterów z innymi postaciami przynosi nowe informacje, a także daje znać, że może wydarzyć się coś niezwykłego. Gdy w końcu widz jest pewien, że do samego końca nie zmieni się nic w sytuacji geopolitycznej Byston Well i pozostało tylko oglądanie premier coraz nowych i lepszych robotów, historia wylewa mu na głowę kubeł zimnej wody i pokazuje, że jeszcze nie wszystkie karty zostały zagrane, a mecz trwa dalej i dopiero się rozkręca. Znużenie okazuje się wtedy niejako zamiarem autorów, którzy chcieli uśpić czujność odbiorcy, podwajając tym efekt zaskoczenia. Mimo to uważam, że anime jest o co najmniej dziesięć odcinków za długie. Nie twierdzę, że powinno się skończyć wcześniej, lecz zwyczajnie szybciej. Impas, w jakim pod koniec znaleźli się bohaterowie i strony, które reprezentują, okazuje się nie do przełamania. Wszystkie próby zdobycia przewagi spalają na panewce czy to z powodu zwyczajnego pecha, zbiegu okoliczności, czy to przebiegłości wroga. Sytuacja taka ciągnie się do samego grand finale, o którym można by napisać, że Yoshiyuki Tomino się powtarza. Czy to na pewno źle? W końcu dzisiaj nikt już nie ma w zwyczaju zamykania fabuły w tak dobitny sposób.

Wizualnie Seisenshi Dunbine prezentuje poziom typowy dla wszystkich anime studia Sunrise z pierwszej połowy lat osiemdziesiątych. Kolorystyka utrzymana jest w ciepłych tonach, co nie powinno dziwić, gdyż akcja serialu rozgrywa się w baśniowym świecie. Nie brakuje malowniczych pejzaży z zamkami, które rzeczywiście spełniają cechy udanej fortyfikacji. Akcja często przenosi się do lasów, faktycznie wyglądających niczym puszcze nietknięte ludzką ręką. Innym razem widzowie śledzą poczynania bohaterów w krainach z kryształu, wśród piasków pustyni i nad morzem. Graficy mieli wielkie pole do popisu i wykazania się wyobraźnią, co zaowocowało różnorodnymi krajobrazami, skutecznie tworzącymi wizerunek Byston Well jako świata wyjętego wprost z dziecięcej opowieści.

Za wygląd bohaterów odpowiada Tomonori Kogawa, który wcześniej pracował przy Densetsu Kyojin Ideon, a później chociażby przy sławnym Ginga Eiyuu Densetsu. Projekty postaci wychodzące spod ołówka Kogawy charakteryzują się przede wszystkim dorosłym wyglądem. Prawdę powiedziawszy, Show i Marvel sprawiają wrażenie dojrzalszych niż w rzeczywistości, a fabularnie mają przecież po osiemnaście lat. Nie można przy tym wykluczyć wpływu ich osobowości, lecz nie zmienia to faktu, że bohaterowie w Seisenshi Dunbine prezentują się dość realistycznie. Próżno tu szukać przerośniętych mięśniaków czy smukłych bishounenów, chociaż Bernowi nie sposób odmówić urody. Mimo tego, że w serialu pojawia się naprawdę wiele różnych postaci, każda z nich jest charakterystyczna i niepowtarzalna z wyglądu, jak chociażby wojownicza Garalia, która na co dzień zachowuje się niczym zaprawiony w bojach żołdak, a jednak od święta wyciągnie z szafy kobiece kiecki. Niestety akurat ona jest na tym polu ewenementem, bowiem większość czasu antenowego bohaterowie paradują w przypominających zbroje kombinezonach. Te nie są już tak różnorodne i, co rzuca się w oczy, rycerze z poszczególnych królestw używają jednakowego ekwipunku. Niekiedy więc trudno jest rozpoznać, kto z kim właśnie walczy, bowiem jedni mają różowe, a inni czerwone odzienie. Od historii fantasy można by wymagać zdecydowanie ciekawszych i bardziej różnorodnych pancerzy.

Ale przejdźmy do sedna, czyli projektów mecha. Tutaj miłośnicy wielkich robotów bez wątpienia nie będą mieli na co narzekać, bowiem Seisenshi Dunbine jest pod tym względem nie tylko unikatowy, ale po dziś dzień oryginalny. Kazutaka Miyatake, zasłużony w dziedzinie głównie dzięki projektom robotów w pamiętnym Top o Nerae!, wykreślił tu maszyny kształtem przypominające sylwetki ludzkie, lecz okryte pancerzem przywołującym na myśl szkielet zewnętrzny owadów, a zwłaszcza chrząszczy. Przede wszystkim Maszyny Aury dysponują wątłymi, przeźroczystymi skrzydłami, ukrytymi pod silnikami kształtem zbliżonymi do schitynizowanej pierwszej pary skrzydeł tęgopokrywych. Niektóre mechy są krępe, z głową w korpusie, inne zaś smukłe niczym ważki lub modliszki. Wszystkie są napędzane mocą Aury, co można równie dobrze uznać za magiczny pyłek. Takie zagranie eliminuje potrzebę zbędnego tłumaczenia, bo czarów nie da się wytłumaczyć. Inną ciekawą cechą jest fakt, że łączą przywleczoną z Ziemi technologię, jak np. układy scalone (wytwarzane na miejscu!) z dostępnymi lokalnie materiałami, jak chociażby przeźroczystym tylko z jednej strony pancerzem pewnego gatunku bestii, w maszynach używanym w roli przedniego wizjera. Takie szczegóły świadczą o tym, jak bardzo cała koncepcja została przemyślana, a dzięki temu widz, zamiast zachodzić w głowę, jak to czy tamto jest możliwe, skupia się na fabule i akcji.

Z animacją samą w sobie bywa różnie. Raczej dominuje ta ze średniej półki i brakuje jej spektakularności znanej z Macrossa czy Gundama. Niektóre ujęcia czy klatki powtarzają się, zwłaszcza w obrębie scen batalistycznych, niekiedy tła są wyraźnie zapętlone, co objawia się nagłą ich zmianą z końca na początek tej samej planszy. Niemniej akcji nie brakuje dynamiki, a na ekranie dzieje się dużo. Co chwilę coś wybucha, maszyny zderzają się i strzelają, walczą na miecze i wykonują spektakularne uniki. Niestety większość z tego dzieje się w jednej płaszczyźnie i perspektywa nieczęsto stara się znaleźć najciekawsze ujęcie, to raczej bohaterowie i mechy zmieniają usytuowanie względem kamery.

Ze ścieżki dźwiękowej w ucho wpadł mi tylko jeden utwór, powtarzający się przy okazji większości scen batalistycznych, czyli bardzo często. Utwory brzmiące w Seisenshi Dunbine raczej nie są gratką dla koneserów muzyki filmowej. Zarówno opening, Dunbine Tobu, jak i ending, Mieru Darou Byston Well, jak wyraźnie wskazują tytuły, zostały napisane specjalnie pod anime przez samego Yoshiyukiego Tomino, mającego w zwyczaju komponowanie słów do motywów muzycznych w swoich serialach.

Seisenshi Dunbine to stara, lecz odświeżająca i pełna udanych pomysłów i rozwiązań fabularnych seria o wielkich robotach, zdradzie, zawiści i wojnie, która wymyka się spod kontroli uczestników. Interesująca koncepcja połączenia typowego dla rozrywkowego science­‑fiction motywu mecha z baśniową otoczką zaowocowała niepowtarzalnym efektem i powinni zwrócić na nią uwagę nie tylko wielbiciele klasycznych animacji o człekokształtnych maszynach, lecz także widzowie poszukujący solidnego anime z gatunku fantasy, jakich wcale nie ma tak wiele. Przerażająca może wydawać się najwyżej liczba odcinków, ale kto powiedział, że serial animowany trzeba pożerać wielkimi kęsami? Nie lepiej czasem w spokoju delektować się tym, co rzeczywiście się autorom udało tak, jak tego chcieli?

Slova, 18 września 2014

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Sunrise
Autor: Hajime Yatate, Yoshiyuki Tomino
Projekt: Kazutaka Miyatake, Tomonori Kogawa
Reżyser: Yoshiyuki Tomino
Scenariusz: Sukehiro Tomita, Yuuji Watanabe
Muzyka: Katsuhiro Tsubonou