Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Forum Kotatsu

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 7/10 grafika: 8/10
fabuła: 6/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,00

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 8
Średnia: 7
σ=1

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Bianca)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Z.O.E. Dolores,i

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2001
Czas trwania: 26×25 min
Tytuły alternatywne:
  • Zone of the Enders Dolores,i
Tytuły powiązane:
Widownia: Shounen; Rating: Przemoc; Pierwowzór: Gra (inna); Miejsce: Inne planety, Statki/Stacje kosmiczne; Czas: Przyszłość; Inne: Mechy
zrzutka

Umysł małej dziewczynki w wielkim ciele mecha to połączenie bardzo nietypowe. Jak bardzo – o tym przekonał się pewien twardziel, który, ku swojemu zaskoczeniu, znienacka został wujkiem.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Czy kiedykolwiek zastanawialiście się, jaki byłby efekt umieszczenia sztucznej inteligencji o charakterze nastolatki w ciele wielkiego robota? Z.O.E. Dolores,i jest doskonałą okazją do takich rozważań, bowiem jedną z głównych bohaterek tego anime jest tytułowa Dolores, czyli połączenie najnowocześniejszej technologii wojskowej i dziecinnej psychiki. Efekt jest, że tak to określę, niespotykany. James Links, kosmiczny najemnik, którego żona zginęła w niewyjaśnionych okolicznościach w wypadku na Marsie, nieoczekiwanie staje się towarzyszem Dolores. Jedno ze zleceń, które przyjął, zaczęło brzydko pachnieć już od momentu, kiedy jego statek objął kurs z Marsa na Ziemię. Dziwaczny robot, zwracający się do niego per „wujek”, kilka zabójstw i aresztowanie przez policję to bardzo ciekawy, ale i nie najlepszy początek roboty. Jakby tego było mało, we wszystko zostaje wplątana dwójka dzieci Jamesa. Sprawy toczą się tak szybko, że bohaterowie niespecjalnie potrafią się w tym wszystkim odnaleźć. Kiedy jednak okazuje się, że w całym tym bałaganie można znaleźć odpowiedź na pytanie, co tak naprawdę stało się z zaginioną żoną Jamesa i matką ich dzieci, determinacja ekipy bardzo wzrasta. Zaczyna się wspólna przygoda, nieuchronnie prowadząca do iście epickich wydarzeń, które zaważą na losach całej ludzkości…

Zone Of the Enders Dolores,i to anime łączące science­‑fiction z kinem przygodowym oraz, pod koniec, elementami space opery. Jest to seria raczej lekka, niewymagająca wielkiego skupienia i analizy faktów. Mimo sporej ilości akcji można przy niej odpocząć, zwłaszcza jeśli właśnie ktoś ma za sobą cięższy seans. Początek przywołuje na myśl legendarne anime Cowboy Bebop, szybko jednak okazuje się, że to zupełnie inna liga (głównie jeśli chodzi o charakter obu tytułów). Specyficzna mieszanka akcji i kosmicznych przygód na pewno niejednego widza przyciągnie do ekranu. Fabuła do szczególnie odkrywczych nie należy i taka miała być od samego początku – może i oparta na oklepanych motywach, ale za to dynamiczna i ciekawa. Niestety mniej więcej w połowie serii sytuacja w tym względzie trochę się zmienia. Przygody bohaterów na Marsie są znacznie mniej ciekawe, tempo spada, momentami po prostu wieje nudą – a te momenty czasem rozciągają się na cały odcinek. Psuje to bardzo dobre początkowe wrażenie. Typowy przykład braku inwencji twórców, w wyniku którego dorabia się kolejne epizody bez wyraźnej koncepcji i polotu. Na szczęście fabułę ratuje trochę końcówka, kiedy intryga nabiera rozpędu i kolorytu. Niestety muszę z przykrością stwierdzić, że mniej ciekawe, „marsowe” odcinki utkwiły mi w pamięci znacznie bardziej niż finał, który nawiasem mówiąc, również nie jest idealny ze względu na sporą ilość banału, i wrażliwi na ów banał widzowie będą musieli jakoś go przetrawić. Tym razem nie będę się jednak mocno czepiał ze względu na lekki klimat całości.

Tempo pierwszych odcinków jest dość żwawe i szybko zapoznajemy się z ekipą głównych bohaterów, czyli rodzinką Linksów. James to typowy twardy gość, który radzi sobie ze wszystkim z wyjątkiem własnych dzieci. Mówiąc krótko, rola samotnego ojca trochę go przerasta. Nie jest typowym osiłkiem, pod warstwą jego mięśni kryje się serce pełne uczuć. W wolnej chwili, kiedy jest czas na odpoczynek, lubi rozsiąść się wygodnie i „strzelić” piwko. Kontakt Jamesa z rodziną jest bardzo ograniczony – żona opuściła go dla kariery, dzieciaki się usamodzielniły, ale brak dostatecznej opieki ze strony ojca odpłacają niechęcią do jakichkolwiek kontaktów. Noel to typowa dziewczyna z rozbitej rodziny – nie mając oparcia wśród najbliższych, stała się prawie tak twarda jak jej ojciec. Zresztą widok pani kierownik na budowie, nie dającej wytchnienia swoim pracownikom, mówi sam za siebie. Z kolei jej brat jest dużo bardziej stonowany w swoich działaniach, brakuje mu jednak przebojowości i charyzmy. Jego bliscy uważają, że do kobiet nie ma on ani szczęścia, ani odpowiedniego podejścia. Relacje między trójką bohaterów zacieśniają się w wyniku rozwoju wydarzeń – wplątani w tę samą aferę i ścigani przez policję, mają dużo czasu, aby odbudować rodzinne stosunki. Są to postaci bardzo sympatyczne, które brak oryginalności i rozbudowanych osobowości nadrabiają tym, że bardzo szybko można je polubić. Nieco gorzej wygląda sprawa z bohaterami drugoplanowymi. Ich charaktery są sztucznie zaprogramowane na konkretny sposób działania przypisany do danej postaci. Flagowym tego przykładem jest szef ziemskiej policji, ale i reszta nie grzeszy zbytnio wielotorowym myśleniem. W serii występuje spora liczba istotnych postaci, którym poświęcono jednak zbyt mało uwagi i są one po prostu kiepsko, że tak to brzydko określę, zaprojektowane.

Kilka słów należy się oczywiście Dolores, bo nieczęsto zdarza się, aby mechy były obdarzane przez twórców osobowością i zdolnością kojarzenia oraz zapamiętywania. Dla wielu sporym zaskoczeniem okaże się również widok wielkiego robota, który zamiast maszyną do zabijania okazuje się naiwnym i uczuciowym olbrzymem. Taki ruch, przynajmniej dla mnie, wydawał się dość ryzykowny. W pierwszej chwili pomyślałem, że jeśli coś ma zepsuć przyjemność oglądania, to właśnie gadający słodkie głupoty nierozgarnięty robot. Na szczęście autorzy nie przesadzili i zachowali umiar, pakując kolejne ilości lukru w osobowość „pociesznego” mecha, co momentami ma nawet swój urok. Dolores jest zresztą zdecydowanie najbardziej rozpoznawalnym i charakterystycznym elementem serii. Wokół niej zresztą kręci się cała akcja. Jaka jest? Miłująca pokój, zabawę i wszelkie istoty, nie tylko ludzkie. Nie jest świadoma swoich możliwości, jednak jej zdolności bojowe, niczym ukryty instynkt myśliwego, same dają o sobie znać. Czy Dolores wniosła pozytywny wkład w serię, trudno mi orzec, ale przynajmniej nie popsuła całości, więc jest dobrze.

Grafika jest niezła, mimo upływu lat na serię patrzy się przyjemnie. Postaci są narysowane porządnie, ważniejsze jednostki bojowe prezentują się odpowiednio okazale. Generalnie kreska wywarła na mnie pozytywne wrażenie, podobnie jak muzyka. Utwory wykorzystane w serii są klimatyczne i naprawdę wzbogacają akcję. Jedyny minus oprawy muzycznej to mała ilość kompozycji do dyspozycji autorów. Co prawda jakość zawsze jest ważniejsza od ilości, ale na potrzeby ponaddwudziestoodcinkowej serii można było stworzyć kilka dodatkowych kawałków. Ich powtarzalność jest mocno zauważalna już po paru odcinkach. Poza „elektroniką” usłyszymy trochę rocka – hard­‑rockowy opening zapowiada klimat muzyki wykorzystanej podczas scen walk. Spokojny, melodyjny ending szybko wpada w ucho. Tak więc podsumowując muzykę w wielkim skrócie – jest bardzo dobrze.

Miłośnicy lekkiego science­‑fiction powinni być tą serią usatysfakcjonowani. Trzeba jednak pamiętać, że udany początek trochę rozbudza apetyt, a zdecydowanie mniej ciekawe przygody na Marsie i generalnie słabe (w niektórych przypadkach wręcz denerwujące) postaci drugoplanowe nie są w stanie tego apetytu w pełni zaspokoić. Gdyby serię skrócić do – dziś już standardowych – 12­‑13 odcinków, prawdopodobnie największy minus tego anime straciłby rację bytu. Wszystkie pozostałe niedociągnięcia (a w sumie, choć nie są duże, to jednak jest ich sporo) można bez większego problemu puścić w niepamięć. Zone of the Enders Dolores,i to pozycja solidna, z powodzeniem zasługująca na siódemkę. Nie powinni się za nią zabierać tylko ci, którzy nie lubią science­‑fiction z wielkimi robotami oraz wszyscy, którzy oczekują głębi, artyzmu i powagi, choć zapewne po przeczytaniu poprzednich akapitów takowe osoby już dawno seans sobie odpuściły.

kapplakk, 2 września 2011

Recenzje alternatywne

  • Eltanin - 14 lutego 2005
    Ocena: 7/10

    Któż jest w stanie poznać serce robota, zwłaszcza nastoletniego? więcej >>>

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Sunrise
Autor: Konami
Projekt: Kumi Horii, Madoka Hirayama, Tsutomu Miyazawa, Tsutomu Suzuki
Reżyser: Tetsuya Watanabe
Scenariusz: Masanao Akahoshi, Shin Yoshida
Muzyka: Hikaru Nanase