Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Dango

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 6/10 grafika: 6/10
fabuła: 5/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

5/10
Głosów: 6
Średnia: 4,83
σ=1,86

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Szaman Fetyszy)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Mutant Turtles: Choujin Densetsu Hen​

Rodzaj produkcji: seria OAV
Rok wydania: 1996
Czas trwania: 2×30 min
Tytuły alternatywne:
  • Teenage Mutant Ninja Turtles: Legend of the Supermutants
  • Teenage Mutant Ninja Turtles: Superman Legend
  • ミュータント タートルズ 超人伝説編
Postaci: Samuraje/ninja, Zwierzęta; Miejsce: Ameryka; Czas: Współczesność; Inne: Supermoce
zrzutka

Wojownicze Żółwie Ninja w wersji super sentai? Cóż, Japończycy zdolni są do wszystkiego. Pomimo sporych różnic w porównaniu do pierwowzoru i reklamowego charakteru całkiem przyzwoita OAV.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Yumi Mizuno

Recenzja / Opis

Czwórka żółwi: Leonardo, Michelangelo, Donatello i Raphael mają szczęście do przemian – niekoniecznie życiowych. Najpierw wykąpali się w mutagennym szlamie zmieniając się w Żółwie Ninja. Jakby tego było mało, po kilku latach spotykają wróżkę o wdzięcznym imieniu Crys Mu, która daje im magiczne kryształy umożliwiające przemianę w Super Żółwie Ninja. Jednak ich odwieczni wrogowie, Shredder, Bebop i Rocksteady nie śpią i zdobywają Mroczne Kryształy, dzięki którym zyskują moce podobne do żółwiowych. Jakby tego było mało, sprzymierzony z nimi Krang postanawia uwolnić mroczną wróżkę o jakże oryginalnym imieniu Dark Mu. Jako że chce ona zniszczyć świat, żółwie muszą powstrzymać Kranga. I nie mają zbyt wiele czasu.

Pierwszy komiks o Wojowniczych Żółwiach Ninja, stworzony w roku 1984 przez Kevina Eastmana i Petera Lairda, był parodią czterech popularnych we wczesnych latach 80. tytułów: Daredevil, Ronin, Cerebus i New Mutants. Obecnie zbliżające się do trzydziestki żółwie z nowojorskich kanałów dorobiły się dwóch serii animowanych (i planowanej przez stację Nickelodeon na 2012 rok trzeciej), czterech filmów, licznych gier i gadżetów, serialu live action oraz będącej przedmiotem recenzji serii OAV. W Polsce szczyt popularności czwórki mutantów i ich szczurzego mentora przypadł na pierwszą połowę lat 90., kiedy to TM­‑Semic i Egmont wydały komiksy z nimi w roli głównej, a w telewizji emitowano pierwszą serię animowaną. Wówczas to nastała również moda na hodowanie… żółwi. W Japonii natomiast wypuszczono dwie ekskluzywne serie zabawek, TMNT Supermutants, które były żółwiami w wersji super sentai, oraz Metal Mutants, w których bohaterowie przywdziewali zbroje rodem z Saint Seiya. Jak wiadomo, nowe zabawki trzeba jakoś wylansować, zatem oprócz telewizyjnych reklam Japończycy dokręcili w celach promocyjnych dwuodcinkową serię OAV.

Pewnie niejeden z czytelników zastanawia się, w jakim stopniu Japończycy zgwałcili amerykański pierwowzór. Koniec końców, japoński rynek jest, delikatnie rzecz ujmując, ciut odmienny. Owszem, niejednokrotnie się zdarzały w Kraju Kwitnącej Wiśni emisje hitów od Wuja Sama, że wspomnę choćby pierwszą serię Żółwi Ninja czy Transformery. Jednak jak już za produkcję zabierali się Japończycy, to w większym lub mniejszym stopniu przerabiali je na swoją modłę (jak chociażby trzy japońskie serie telewizyjne o przygodach Transformerów). Podobnie rzecz się ma w przypadku Teenage Mutant Ninja Turtles: Legend of the Supermutants, co zresztą nie powinno dziwić z jeszcze jednego powodu – to animacja promocyjna.

Pierwszy odcinek opowiada o tym, jak żółwie zdobyły moce super sentai. Osadzony jest, podobnie jak pierwowzór, w Nowym Jorku i – nie licząc kawaii wróżek oraz rzeczonych transformacji, stara się trzymać klimat amerykańskiej wersji. Ba, nawet April O’Neill nie przerobiono na lolitkę czy nawet licealistkę, co cieszy. Owszem, bardziej hardkorowi fani mogą mocno zwątpić podczas fuzji Żółwi Ninja w Superżółwia, który niczym Megazord z Power Rangers ma miecz i Wszechmocny Atak Ostateczny, ale zapewniam, mariaż popkultury japońskiej z amerykańską nie wyszedł w tym wydaniu źle. W drugim odcinku nasze zielone gadziny wybierają się natomiast do Japonii, gdzie muszą strzec Kamieni Przemiany, przyzywających zbroje w stylu tych z Saint Seiya. Obydwa epizody fabularnie prezentują podobny poziom, co w amerykańskim pierwowzorze, czyli antagoniści knują, bohaterowie walczą, wpadają w tarapaty, ale ostatecznie wygrywają. Brakowało mi tylko końcowego konsumowania pizzy w kanałach i kultowego okrzyku „Cowabunga!”, ale to już po prostu sentyment.

Większość postaci pierwszoplanowych, zarówno pozytywnych, jak i negatywnych, została przeniesiona z amerykańskiej wersji. Mamy zatem naszych gwiazdorów, czyli Leonarda, Michelangela, Donatella i Raphaela, ich szczurowatego mistrza Splintera oraz reporterkę Channel 6 April O’Neill. Po tej złej stronie zobaczymy natomiast dwóch mutantów, guźca (to nie świnia ani dzik) Bebopa, nosorożca Rocksteady’ego, złowieszczego lidera klanu Stopy Shreddera oraz przybyłego z Wymiaru X mózgopodobnego Kranga. Za plus twórcom należy policzyć fakt, że nie eksperymentowali przesadnie z charakterami postaci. Czwórka żółwi wciąż zachowuje się jak nastoletni bracia, aczkolwiek odnoszę wrażenie, że są ciut mniej wyluzowani niż w wersji jankeskiej. Stracili też nieco charakteru, zwłaszcza Donatello i Raphael, ale z drugiej strony mieli zbyt mało czasu ekranowego i odpowiedniego scenariusza, by się wykazać. Splinter wciąż jest starym poczciwym mistrzem, a April „przyjaciółką rodziny” lansującą się dzięki żółwiom na reporterkę zawsze będącą w centrum najciekawszych wydarzeń. Niewiele zmienili się także antagoniści. Shredder to wiecznie sfrustrowany porażkami szef złowieszczego klanu ninja, Bebop i Rocksteady są silni i głupi, a Krang knujący, wredny i przyprawiający Shreddera o ból głowy. Na dokładkę doszły dwie kawaii wróżki, ale ani jedna, ani druga nie są szczególnie godne uwagi, po części dlatego, że sprawiają wrażenie, jakby były z innej bajki.

Kreska jest ciut lepsza niż w wersji amerykańskiej, ale o to akurat nietrudno, biorąc pod uwagę, że OAV powstała niemal 10 lat później. Projekty postaci jedynie podretuszowano, nie licząc Shreddera, który otrzymał zupełnie nowy wygląd. Czy lepszy, czy gorszy – pozostawiam wam do oceny. Osobiście z sentymentu wolę starą wersję złowrogiego przywódcy klanu Stopy. Opening został przerobiony na japońską modłę, ale biorąc pod uwagę charakter serii i przyjętą konwencję, ujdzie w tłoku. Ending jest natomiast żywy i rytmiczny. Z ciekawostek dotyczących seiyuu warto wspomnieć, że April głos podłożyła Emi Shinohara, którą starsi fani słyszeli jako Sailor Jupiter, a Shredderowi – Kiyoyuki Yanada (Tamiya z Oh! My Goddess).

Muszę przyznać, że trudno mi było ocenić Teenage Mutant Ninja Turtles: Legend of the Supermutants. Już z założenia jest to dwuodcinkowy filmik reklamowy dla serii zabawek, więc niczego specjalnego spodziewać się nie należy. Co więcej, połączenie elementów charakterystycznych dla popkultury japońskiej (Żółwie! Transformacja! Żółwiozord!) i amerykańskiej nie każdemu musi się podobać, acz moim zdaniem wyszło całkiem znośnie. Polecam fanom Żółwi Ninja jako ciekawostkę historyczno­‑przyrodniczą, warto obejrzeć choćby z czystej ciekawości, żeby zobaczyć bohaterów w wersji super sentai, a także miłośnikom zabawek i gadżetów z Kraju Kwitnącej Wiśni. Reszta może sobie seans odpuścić.

Szaman Fetyszy, 1 września 2011

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Ashi Productions, Bee Media, Nippon Columbia
Autor: Kevin Eastman, Peter Laird
Reżyser: Shunji Ooga
Muzyka: Takeshi Ike