Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Dango

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 7/10 grafika: 8/10
fabuła: 5/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

6/10
Głosów: 7 Zobacz jak ocenili
Średnia: 5,71

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 290
Średnia: 6,66
σ=1,6

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (kapplakk)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Denpa Onna to Seishun Otoko

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2011
Czas trwania: 13 (12×25 min, 29 min)
Tytuły alternatywne:
  • Ground Control to Psychoelectric Girl
  • 電波女と青春男
Tytuły powiązane:
Gatunki: Komedia, Romans
Postaci: Obcy, Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Powieść/opowiadanie; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Ecchi
zrzutka

Komedia, która nie jest komedią, romans, który nie jest romansem i brak pomysłów, jak dociągnąć serię do końca. Efekt? O dziwo, całkiem niezła produkcja, której do bycia bardzo dobrą zabrakło wytrwałości i inwencji twórców lub też kilku tysięcy jenów premii.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Gregory111

Recenzja / Opis

SHAFT to studio, które prezentuje ostatnio, delikatnie mówiąc, trochę nierówną formę. Kiedy pojawiły się zapowiedzi Denpa Onna to Seishun Otoko, mając jeszcze w pamięci potworka w postaci Soredemo Machi wa Mawatte Iru, postanowiłem, że nie będę sięgał po tę serię. Jeśli się zastanowić, dlaczego nabrałem ochoty, aby zerknąć na pierwszy odcinek, kierowała mną chyba ciekawość. Ciekawość, czy i tym razem słynny SHAFT polegnie. Ciekawość, która jednak szybko przerodziła się w chęć obejrzenia kolejnych odcinków. Bo oto trafiłem na serię, która zapowiadała się na jedną z większych niespodzianek sezonu.

Czegokolwiek by nie mówić o produkcjach SHAFT­‑u – jedno trzeba przyznać: większość z nich ma charakterystyczny, typowy dla tego studia styl. Specyficzna kreska, dużo zbliżeń i krótkich kadrów ukazujących fragmenty scenerii oraz szereg detali, takich jak sterczące figlarnie kosmyki włosów, to niektóre z jego elementów. W przypadku tytułów, które mają w sobie „to coś”, jakiś pomysł na fabułę i ciekawych bohaterów, tego typu zabiegi graficzne – choć mają oczywiście grono przeciwników – sprawdzają się nieźle. W przypadku serii kiepskich ma się tylko wrażenie przerostu formy nad treścią. Na szczęście Denpa Onna nie należy do tej ostatniej grupy.

Początek historii nie sprawia wrażenia szczególnie zaskakującego. W związku z wyjazdem rodziców za granicę, Makoto przeprowadza się do swojej ciotki Meme. Nic szczególnego? Do czasu. Okazuje się, że Meme to szurnięta czterdziestolatka o dziecinnym charakterze, która mieszka z jeszcze dziwniejszą córką Erio – aspołeczną, niebieskowłosą dziewczynką z obsesją na punkcie życia pozaziemskiego. Oprócz tego, że stale prowadzi poszukiwania kosmitów, sama uważa się za przybysza z kosmosu, prowadzi też dość ekscentryczny tryb życia. Z reguły nie widać jej twarzy, bo jest stale zawinięta w futon, z którego wystają tylko nogi i sterczący kosmyk włosów. Odżywia się głównie pizzą, nie ma znajomych, nie chodzi do szkoły i nie pracuje. Jest nieufna i strachliwa, ma problemy z kontaktami interpersonalnymi i bardzo łatwo naruszyć jej strefę bezpieczeństwa. Nowy lokator w domu to dla niej pewnego rodzaju szok. Zresztą sam Makoto również jest „troszeczkę” zaskoczony całą sytuacją. Nie ma się co dziwić – dziwna kuzynka oraz ciotka, która flirtuje z własnym bratankiem i ma raczej luźniejsze niż wskazywałby na to jej wiek podejście do wielu kwestii, niejednego młodzieńca wprawiłyby w osłupienie. W nowej szkole natomiast Makoto zaprzyjaźnia się z dwiema dziewczynami – porywczą i zazdrosną Ryuuko oraz spokojną i pewną siebie, chociaż mającą kompleksy na punkcie swojego wysokiego wzrostu Maekawą. Ta ostatnia jest znana z dziwnego hobby polegającego na noszeniu całego spektrum różnorakich kostiumów – od zwierząt poczynając, na kanapce kończąc. Wszystkie wymienione postaci mają całkowicie odmienne usposobienie. Makoto i Ryuuko to para bohaterów o raczej „normalnych” osobowościach, dla których przeciwwagę stanowią nietypowe charaktery Erio, Meme i Maekawy. Te trzy przedstawicielki płci pięknej to jedna z głównych atrakcji serii oraz jeden z jej kluczowych elementów.

W teorii Denpa Onna to połączenie komedii i romansu. W rzeczywistości sprawa jest bardziej skomplikowana. Twórcy postawili, nie pierwszy raz zresztą, na nietypowy klimat, mający odróżniać serię od typowych przedstawicieli gatunku. Narzędziem, które ów klimat kreuje, są bohaterowie (poza wymienionymi powyżej występują tu mniej istotne, acz równie „odjechane” postaci, jak choćby babcia Tamura czy Ashiro „Yamamoto”, kolega z dzieciństwa Meme), dziwne pomysły oraz typowe dla SHAFT­‑u zabiegi graficzne. Muszę przyznać, że efekt końcowy jest bardzo przyzwoity, poza pewnym dość istotnym drobiazgiem. Tak bardzo skupiono się na oryginalności serii, że kompletnie zapomniano o podstawach. Całość – jako komedia – jeszcze jakoś się broni. Po prostu amatorzy śmiechu są zmuszeni do przetrzymywania poważniejszych momentów w oczekiwaniu na kolejne sceny humorystyczne. Gorzej z tymi, którzy nastawią się na wątki romansowe. Makoto otoczony trzema dziewczynami, spośród których dwie ewidentnie starają się skupić na sobie jego uwagę (a w przypadku trzeciej w zasadzie wychodzi na to samo), to jasny sygnał, że mamy do czynienia z romansidłem. Tymczasem okazuje się, że pomimo sporej ilości czasu antenowego poświęconego tym kwestiom, nic ciekawego właściwie się nie dzieje. Na domiar złego, jeśli ktoś się spodziewa, że wątki miłosne zostaną w jakikolwiek sposób rozwiązane czy choćby podsumowane, to grubo się myli. W dodatku element science­‑fiction w postaci niewiadomego pochodzenia Erio zostaje szybko porzucony, jak gdyby nigdy nic. Cała koncepcja anime wygląda tak, jakby podczas tworzenia scenariusza jego nie do końca poczytalny autor z radosnym uśmiechem wołał co jakiś czas do reszty ekipy: „A może tak? A teraz może inaczej?”.

Fabuła jest więc momentami nieprzewidywalna (z wyjątkiem wątków romansowych) i sprawia wrażenie nie do końca przemyślanej. Na początku nie jest źle, bo nikt w połowie serii nie wymaga stuprocentowej konsekwencji. Poza tym scenariusz i tak jest naprawdę przyzwoity. Seria wciąga i daje sporą frajdę z oglądania. Do czasu. Po zakończeniu wraz z ósmym odcinkiem roku szkolnego, skończyły się również pomysły na ciąg dalszy. Część „wakacyjna”, trwająca jedną trzecią serii, całkowicie niszczy pierwsze – ogólnie dobre – wrażenie i rozkłada całe anime na łopatki. Nagle z serii robi się jeden wielki mecz baseballowy (jeśli chodzi o anime sportowe, nie jestem ekspertem, ale poziom tego wątku nie jest specjalnie wygórowany), całość traci swój urok i walory, tak że ma się wrażenie oglądania zupełnie innego tytułu. Jakby tego było mało, zakończenie nie istnieje, bo ze względu na marcowe trzęsienie ziemi odwołano emisję trzynastego odcinka, który zostanie wydany na Blu­‑ray dopiero w grudniu. Efekt jest taki, że praktycznie wszystkie wątki zostają nierozwiązane. Pomijając fakt, że trudno oceniać fabułę, która znajdzie swój finał dopiero po pół roku, trzeba jeszcze raz podkreślić, że ostatnie cztery odcinki to naprawdę duży spadek formy i nie wiem, czy emisja finału byłaby w stanie zmienić coś na lepsze. Mam twardy orzech do zgryzienia: bo co tu napisać o serii, która przez osiem odcinków zasługiwała na ocenę rzędu 7­‑8 punktów, a zaledwie cztery odcinki burzą to wszystko z wielkim hukiem?

Tak ewidentnie sknoconego fabularnie anime nie da się wysoko ocenić, ale trzeba obiektywnie przyznać, że wiele innych aspektów udało się zrealizować bardzo przyzwoicie. Postaci, które pobieżnie już omówiłem, stanowią całkiem udany element – choć i tu seria nie błyszczy. Istotnym minusem są mało skomplikowane charaktery. Nie można odmówić postaciom oryginalności, zróżnicowania, trzeba przyznać, że są one sympatyczne, a w niektórych przypadkach – wręcz intrygujące. Trzeba jednak również uczciwie napisać, że okazują się po prostu płytkie. Nie dziwiłoby to, gdyby seria była typową komedią (zaznaczam, że moje zrzędzenie nie dotyczy Meme, bo jej funkcja jako uczestniczki scen z gagami jest oczywista). Ale do typowej komedii daleko temu anime. Mimo wszystko postaci uznaję za udane (z wyjątkiem Erio, która jest przesadnie – nawet jak na standardy anime – słodka i nieporadna, a jej charakter jest niekonsekwentnie wykreowany i rozwijany). Również sama koncepcja (do czasu oczywiście) broni się, pomimo zagadkowych zmian i niespójności w niektórych aspektach. Wpleciono tu sporo dialogów, które może miejscami są zbyt poważne w stosunku do oczekiwań względem tego anime, ale wprowadzają przyjemny, momentami melancholijny wręcz klimat. Seria ta nie jest ani komedią przez duże K, ani typowym romansem. To po prostu Denpa Onna to Seishun Otoko. Nie spodoba się to wszystkim, ale mnie się spodobało. Gdyby tylko seria trzymała formę do końca…

Dużym plusem jest również oprawa techniczna. Kreska naprawdę trzyma poziom i stanowi element, dla którego można oglądać serię, kiedy fabuła zacznie dawać się we znaki. Przeszkadzały mi tylko lekko kiczowate gwiazdki i rozbłyski pojawiające się w rozwiewanych przez wiatr włosach (niekoniecznie na świeżym powietrzu) cudownie pięknych Erio i Meme. Bardzo udana jest również ścieżka dźwiękowa. Nawet utwory z zasady mniej ambitne, które towarzyszą scenom lżejszym, prezentują dobry poziom i brzmią na miarę obecnych czasów i trendów. Kiedy klimat robi się poważniejszy, muzyka pokazuje pazur i niejeden raz dodaje dodatkowych punktów scenom, przy których rozbrzmiewa. Ciekawie prezentują się opening (śpiewany przez Asukę Oogame, która użyczyła głosu Erio) i ending – nie są to może arcydzieła, ale do serii pasują jak ulał.

Mimo wszystkich swoich plusów Denpa Onna to anime ewidentnie zmarnowane. Nie zmienia to jednak faktu, że obejrzałem je z przyjemnością i przez większą część czasu bawiłem się świetnie. Seans odradzam jednak amatorom romansów i osobom, które na nierozwiązane wątki reagują atakami agresji, bo będą ich doświadczać aż do grudnia, a może i dłużej. Jednocześnie serii nie polecam nikomu i oświadczam, że sięgając po nią, wszelkie ryzyko bierze na siebie widz. Miłośnicy tytułów nietypowych, lekko kontrowersyjnych i po prostu dziwnych (do których sam należę), którym kiepskie zakończenia (tudzież ich brak) są obojętne, prawdopodobnie będą się nieźle bawić, oglądając to anime. Pozostałym radzę trzymać się z daleka.

SHAFT poległ, nie po raz pierwszy zresztą. W tym wypadku stał się ofiarą własnego sukcesu, bo swego rodzaju sukcesem można określić dwie trzecie serii. Niestety, końcowe cztery odcinki to porażka praktycznie na całej linii. Otrzymujemy serię ze słabą i nieciekawą końcówką, źle rozplanowaną fabułą i jasno określoną grupę docelową (fani SHAFT­‑u? Czy są jeszcze takowi?). Moja ocena jest taka, jaka jest. Za pierwsze osiem odcinków dałbym ósemkę, za pozostałe – tróję. I tak powinno to wyglądać, ale Denpa Onna nie jest warta tego, żeby specjalnie dla niej wprowadzać podwójne oceny na Tanuku. Pozostaje czekać na trzynasty odcinek, który może tyle samo naprawić, co zepsuć – pożyjemy, zobaczymy.

kapplakk, 13 sierpnia 2011

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: SHAFT
Autor: Hitoma Iruma
Projekt: Asako Nishida
Reżyser: Akiyuki Shinbou
Scenariusz: Yuniko Ayana
Muzyka: Franz Maxell I