Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Forum Kotatsu

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

9/10
postaci: 9/10 grafika: 8/10
fabuła: 9/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 25
Średnia: 7,92
σ=1,44

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Ariel-chan)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Saiyuuki Gaiden

Rodzaj produkcji: seria OAV
Rok wydania: 2011
Czas trwania: 3×30 min
Tytuły alternatywne:
  • 最遊記外伝
Postaci: Kapłani/kapłanki innych religii, Youkai; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Świat alternatywny; Inne: Magia
zrzutka

Prequel do serii telewizyjnych z cyklu Saiyuuki, czyli krótka rzecz o poprzednich wcieleniach, przewrotnym przeznaczeniu i byciu dla kogoś „słońcem”.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Meganekko

Recenzja / Opis

Akcja tej trzyodcinkowej OAV rozgrywa się pięćset lat przed wydarzeniami znanymi z trzech serii telewizyjnych. Ktoś by pomyślał: „Ale zaraz? Ale jak? Przecież bohaterowie Saiyuuki nie są nieśmiertelni, a jaki ma sens tworzyć anime o kimś innym?”. Otóż to nie do końca tak. Konzen Douji, Tenpou Gensui oraz Kenren Taishou są bogami żyjącymi w Niebiosach i poprzednimi wcieleniami znanych z serii telewizyjnej podróżników jadących na Zachód, odpowiednio: Genjou Sanzou, Cho Hakkaia oraz Sha Gojou. Każdy, kto zna Gensou Maden Saiyuuki, Saiyuuki Reload oraz Saiyuuki Reload Gunlock, może się łatwo domyślić, jak skończy się ta seria. Powiem tylko tyle, że serce mnie bolało na końcu ostatniego odcinka.

Jest to historia opowiadająca o tym, jak trójka bogów – jeden „szklarniowy kwiat”, będący siostrzeńcem/bratankiem znanej z serii telewizyjnej Litościwej Bogini, Kanzeon Bosatsu, oraz dwóch wojskowych, marszałek i jego generał – poznaje Son Goku, istotę sprowadzoną ze Świata Poniżej, heretycką, bo niebędącą ani człowiekiem, ani demonem. O przyjaźni Konzena, który dopiero przy Goku poznaje prawdziwe znaczenie tego słowa. O przyjaźni Tenpou, Kenrena i chłopaków z ich oddziału. O tym, jak ta przyjaźń pokonała czas i przestrzeń, przeciwności losu i niejako odżyła pod nową postacią, jednego człowieka i trzech demonów. O tym, jak ta przyjaźń doprowadziła ich do tragedii.

„Bądź pewien, że następnym razem to ja wyciągnę do ciebie rękę” – Konzen Douji.

Co takiego mogło spotkać trójkę najwyższych istot, jakimi są bogowie, że zostali „zdegradowani” do człowieka i demonów? Otóż z pewnych powodów zbuntowali się przeciw Niebu. I właśnie od tego buntu zaczyna się prawidłowa akcja tejże OAV­‑ki – widzimy Tenpou i Kenrena barykadujących się w biurze tego pierwszego i Konzena zajmującego się nieprzytomnym Goku. Mówię „prawidłowa”, ponieważ sam początek jest dosyć chaotyczny i wygląda bardziej jak streszczenie poprzednich odcinków niż normalna akcja. Tym w sumie jest, tyle że owych poprzednich odcinków nie ma. Najwyraźniej twórcom zabrakło czasu, aby w całości pokazać tę historię, a szkoda. Jej początek znajdziemy w Gensou Maden Saiyuuki, a reszty można się dowiedzieć, czytając mangę, choć sądzę, że i bez tego da się obejść – to, co najważniejsze, zostało tutaj zawarte.

„Nieważne co, dopóki pamiętasz cokolwiek… jest dobrze” – Tenpou Gensui.

Muszę przyznać, że dopóki nie poznałam Saiyuuki Gaiden, nie przepadałam za poprzednimi wcieleniami bohaterów. Zawsze liczyli się tylko Hakkai i Sanzou, Sanzou i Hakkai (specjalnie powtórzone dwa razy, bo to moi zdecydowani faworyci!). Przy obu seriach Saiyuuki Reload polubiłam również Gojou i Goku i w ostateczności w przypadku tej serii wyszło mi coś, co nazywam „wyjątkiem od reguły”. Nie lubię głównych bohaterów z zasady, w 90% tego, co czytam lub oglądam, liczą się tylko postaci drugoplanowe i/albo „ci źli”. Saiyuuki jest pod tym względem wyjątkiem, tej czwórki bohaterów po prostu nie sposób nie lubić. Tak samo jest w Saiyuuki Gaiden. Nie mówię, że fabuła jest zła, o nie, wyciska łzy z oczu – zarówno ze śmiechu, jak i ze smutku, ale główną siłą napędową serii są bohaterowie. Zabawni, jak na bogów wyjątkowo ludzcy, ze swoimi małymi wadami i rozkwitającą, uroczą wręcz przyjaźnią. Goku jest prawie taki sam jak w seriach telewizyjnych, jedynie trochę mniejszy, głupiutki i momentami uroczy. Pozwolę sobie również westchnąć nad wyglądem Konzena i Tenpou, którzy są jeszcze śliczniejsi niż ich ziemskie odpowiedniki. Długowłosi i piękni niczym, nomen omen, młodzi bogowie, czy też bardziej po mojemu – dziewczęta. Konzen (alias Sanzo) w tych długich, złotych włosach, opadających po bokach twarzy i związanych w koński ogon, naprawdę wygląda jak uosobienie Słońca. Dawno stwierdziłam, że powinien być bogiem Słońca, a nie zwykłym niebiańskim biurokratą. Wszak podtytuł tej serii brzmi „Czy potrafisz stać się czyimś słońcem?”...

„Jeśli jesteś głodny, to jedz. Jeśli jesteś ranny, walcz. Jeśli cierpisz, krzycz. Na tym właśnie polega życie” – Kenren Taishou.

Mankamentem serii może być najwyżej oprawa wizualna, choć też nie do końca. Kreska i animacja są dużo lepsze niż w seriach telewizyjnych, gdzie wręcz wołały o pomstę do nieba (czy może raczej Nieba z wielkiej litery?). Tutaj widać, że twórcy się postarali, mieli odpowiedni budżet i jest po prostu tak, jak powinno być od początku. Trochę koślawe te twarzyczki, owszem, dokładnie takie, jak w mandze, lecz wszystko wygląda płynnie, sceny akcji są w porządku, a Konzen i Tenpou… Ach, Konzen i Tenpou dla mnie zawsze będą bishounenami! Może nie jest to dzieło animacji, ale na pewno majstersztyk w porównaniu z Gensou Maden Saiyuuki i oboma seriami Saiyuuki Reload. W tej OAV, w przeciwieństwie do poprzednich części, nie ma też żadnej cenzury – jest brutalnie, tak jak miało być, krew tryska, a trup ściele się gęsto.

Muzyka jest prześliczna i pasuje do serii, jak już wspominałam – wyciska łzy z oczu. Sam opening i ending sprawiały, że odechciewało mi się oglądać to anime, tym bardziej że wiedziałam, jak się kończy. Seiyuu są – chwała wszelkim bogom – tacy sami, jak w seriach telewizyjnych, a więc genialny Akira Ishida jako Tenpou Gensui i nie mniej genialni Toshihiko Seki jako Konzen Douji, Souichirou Hoshi jako Son Gokuu oraz Hiroaki Hirata jako Kenren Taishou.

Seria jest przeznaczona oczywiście dla fanów Saiyuuki i tych, którzy znają wszystkie poprzednie serie. Oglądanie tej OAV­‑ki osobno, bez znajomości chociażby tylko Gensou Maden Saiyuuki, mija się z celem. Można to zrobić, jeśli chce się historię poznać niejako „chronologicznie”, w końcu stanowi ona prolog do serii telewizyjnych, ale wówczas mogłaby być mało zrozumiała i przede wszystkim… nie tak piękna.

Ariel-chan, 23 czerwca 2015

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Anpro
Autor: Kazuya Minekura
Projekt: Minefumi Harada
Reżyser: Naoyuki Kuzuya
Scenariusz: Hajime Yoyogi