Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyaa! - magazyn o animacji, mandze i kulturze japońskiej

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 8/10 grafika: 7/10
fabuła: 7/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 36
Średnia: 7,17
σ=1,52

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Ginga e Kickoff!!

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2012
Czas trwania: 39×24 min
Tytuły alternatywne:
  • 銀河へキックオフ!!
Gatunki: Sportowe
Widownia: Shounen; Postaci: Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Powieść/opowiadanie; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Realizm
zrzutka

Sympatyczna opowieść o chłopcu, który rzucił wyzwanie piłkarskiemu światu i całkiem nieźle na tym wyszedł.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Shou Oota to energiczny szóstoklasista, a jego największą pasją jest piłka nożna. Niestety, lokalna drużyna, w której gra, Momoyama Predators, zostaje rozwiązana z powodu zbyt małej liczby zawodników. Jednak Shou nie poddaje się – postanawia znaleźć nowych graczy, tak by zespół został przywrócony do życia. Wybór pada na spotkaną przypadkowo dziewczynę, uzdolnioną Erikę, oraz znane z paskudnego charakteru trojaczki, Kotę, Ryuujiego i Ozou Furuya. Do nowo powstałej drużyny Drapieżników dołączają również koledzy ze szkoły i jeszcze jedna dziewczynka, otyła, ale uparta Reika. W wyniku szczęśliwego zbiegu okoliczności udaje się nawet znaleźć trenera, Masaru Hanashimę, byłego piłkarza, który lata świetności dawno ma za sobą i obecnie pędzi raczej żałosny żywot, dzieląc czas między szukanie pracy i przesiadywanie na ławce z piwem w dłoni.

Chyba nie będzie dla nikogo niespodzianką, jeśli napiszę, że protagonista odnosi sukces, drużyna zostaje sformowana na nowo, a nawet zaczyna odnosić pierwsze zwycięstwa. Warto jednak podkreślić, że Ginga e Kickoff!! nie ma nic wspólnego z produkcjami typu Kapitan Jastrząb czy Inazuma Eleven – bohaterowie to dzieciaki z podstawówki, obdarzone większym lub mniejszym talentem, ale na pewno nie supermocami. Piłka nożna zaprezentowana w serii od początku do końca pozostaje sportem, jaki mamy okazję oglądać w telewizji, dlatego nie zobaczymy tu żadnych kosmicznych zagrań. Co więcej, Momoyama Predators borykają się z wieloma problemami, bo przecież dobre chęci to zbyt mało, by od razu znaleźć się na szczycie, a doświadczonych i utytułowanych przeciwników nie brakuje.

Tym, co najbardziej mnie zaskoczyło, jest wszechobecny realizm, czasem lekko podkolorowany, ale mający wiele odnośników do rzeczywistości. Zawodnicy Drapieżników bardzo różnią się poziomem, na przykład Shou, mimo całej swojej miłości do futbolu, gra mocno przeciętnie. Jego największymi zaletami są donośny głos, znakomity wzrok i spostrzegawczość, ale kuleją podstawowe dla piłkarza umiejętności – chłopak nie radzi sobie z piłką, kiepsko drybluje, jako obrońca nie przedstawia większej wartości. Nieco lepiej wypada Erika, szybka i dobrze wyszkolona, potrafiąca nawiązać walkę nawet z dobrymi zawodnikami. Jednak największym wsparciem są bracia Furuya, świetni technicznie i inteligentni, ale mający za to problemy z grą zespołową. Co więcej, zdarza im się grać ryzykownie czy nie do końca czysto, co w rozgrywkach na tym szczeblu nie jest dobrze widziane. Najsłabszym ogniwem jest Reika, która dopiero uczy się grać i ze względu na tuszę brakuje jej szybkości oraz refleksu. Inna sprawa, że dziewczynka była wychowywana w sterylnych warunkach, pod bacznym okiem nadopiekuńczej mamy – stąd poważne kłopoty z pewnością siebie. Wracając jednak do realizmu – zaprezentowane mecze to lokalne rozgrywki między drużynami młodzików, dlatego nie zobaczymy tu wielkich, nowoczesnych stadionów, a raczej osiedlowe i przyszkolne boiska, bez wygodnych foteli czy zadaszenia. Dzieciaki ćwiczą w parku, koło bloku lub na jakimś nieużytku, co wcale nie odbiera widowisku atrakcyjności.

Niestety seria nie trzyma równego poziomu, o ile początek ogląda się naprawdę wspaniale, o tyle końcówka daje nieco mniej radości, chociaż pokazane w niej rozgrywki niosą ze sobą znacznie większy prestiż. Anime liczy trzydzieści dziewięć odcinków, ale nie sposób pozbyć się wrażenia, że w końcówce zabrakło miejsca i pewne wydarzenia potraktowano po łebkach. Mecze prezentowane są w telegraficznym skrócie – ot, kilka migawek plus narracja Shou zza kadru. Pomijam już bajkowe założenia finału i szalenie nieprawdopodobny przebieg wydarzeń. Ale nie widzę sensu czepiać się zbyt mocno, ponieważ jakby nie patrzeć, jest to produkcja skierowana do młodszych odbiorców i takie animowane spełnienie marzeń wpisuje się w konwencję. Nie można natomiast zapomnieć o całej masie nawiązań do historii prawdziwej piłki nożnej. Jest to o tyle ciekawe, że twórcy najchętniej wspominają niedawno zmarłego Johana Cruyffa i jego olbrzymi wpływ na współczesny futbol. W ogóle w anime często wspomina się mistrzostwa świata czy znanych zawodników, także tych, którzy dawno temu zakończyli karierę, a obecnie mają status legendy. Na przykład jeden z bohaterów jest wielkim fanem Maradony, wykonuje nawet identyczny trening jak jego idol. To również wielka zaleta Ginga e Kickoff!! – bohaterowie nie biegają tylko bezmyślnie za piłką, futbol interesuje ich także w teorii, znają historię tego sportu i jego największe gwiazdy. Mecze odbywają się według ogólnie przyjętych zasad, a na boisku zawsze obecny jest sędzia. To wyjątkowo miła odmiana po wolnej amerykance, znanej z Inazuma Eleven.

Ciepłe uczucia wzbudzają także bohaterowie, acz należy pamiętać, że mamy do czynienia z grupą małolatów, energicznych i często głośnych. Shou jest szalenie sympatycznym protagonistą, doskonale zdaje sobie sprawę z własnych słabości, dlatego ćwiczy z zapałem i do tego samego zachęca kolegów z drużyny. Nie poddaje się łatwo i zawsze stara się walczyć do końca. To dusza i serce Momoyama Predators, dlatego właśnie pełni funkcję kapitana. Równie udaną postacią jest Erika, pewna siebie i nielubiąca przegrywać. Tutaj chciałabym pochwalić twórców za zmysł obserwacji – bardzo ładnie pokazali wątpliwości ją dręczące, a związane z faktem, że jako dziewczyna jest słabsza od chłopców i przyjdzie taki dzień, kiedy nie będzie w stanie już z nimi współzawodniczyć. Najciekawiej wypadają jednak trojaczki, chłopcy są nad wiek rozwinięci intelektualnie, ale nie emocjonalnie. Co ważne, każdy z nich jest inny: Ryuuji to urodzony analityk i strateg, zawsze opanowany, lubi działać według planu; Kota to największy miłośnik futbolu, ma ognisty temperament i jest urodzonym atakującym; Ouzou za to jest zawzięty i doskonale sprawdza się jako ofensywny pomocnik. Najgorzej wspominam Reikę, bynajmniej nie dlatego, że dziewuszka dopiero się uczyła, ale z powodu jej osobowości. Dopiero w finale pokazuje, na co ją stać i że nie brakuje jej charakteru. Do tego czasu jest zahukaną, skrajnie nieśmiałą panienką z dobrego domu. Może nie irytowałaby tak okrutnie, gdyby nie jej głos – świszczący, wysoki, anemiczny do bólu. Słuchanie jej to męka dla uszu!

Wracając jednak do osobowości dziewczynki, zapewne nie wkurzałaby tak bardzo, gdyby nie mamusia – osoba pretensjonalna i nadopiekuńcza. Wiele razy dziwiłam się trenerowi i zawodnikom, że wytrzymują kaprysy pani Saionji, która podczas ważnego meczu potrafi nawrzucać trenerowi i zabrać córkę z boiska, bo ta się przewróciła! Oderwanie od rzeczywistości tej damy było porażające, w ogóle nie zwracała uwagi na fakt, że sport to cudowne lekarstwo na otyłość i brak pewności siebie jej pociechy. Na szczęście w końcu się uspokoiła i przestała wtrącać, dzięki czemu Reika odrobinę zyskała w moich oczach. Ale to tylko niechlubny wyjątek od zasady, ponieważ reszta dorosłych postaci wypada świetnie. Nie są to chodzące ideały, mają swoje wady i przywary, są zaskakująco ludzcy, co widać zwłaszcza po Hanashimie. Mimo to sprawdzają się w roli opiekunów i mentorów, interesują się zawodnikami, a także tym, co dzieje się na boisku, co wcale nie jest takie częste w japońskich seriach sportowych. Relacje między bohaterami są naturalne, niewymuszone – zawodnicy Momoyama Predators kolegują się, niektórzy nawet przyjaźnią, ale nie czuć tu wszechmocnej woli scenarzysty. Podobnie ma się kwestia przeciwników, przecież trudno, żeby grupa małolatów pałała do siebie szczerą niechęcią. Nie zobaczymy w Ginga e Kickoff!! nic ponad sportową rywalizację, przyjemną i wciągającą dlatego, że pełną dziecięcej niewinności i szczerości. Shou i jego koledzy twierdzą, że chcą być najlepsi w całej galaktyce, ale nie jest to równoznaczne z posłaniem innych drużyn do piekła, i to jest piękne w tej serii.

Technicznie seria wypada przeciętnie, acz widać, że budżet nie do końca sprawdził się przy tak długiej i dynamicznej w założeniu produkcji. Projekty postaci są raczej typowe, wielkookie i smukłe, chociaż zwracam uwagę na Reikę i jej obfite kształty, potraktowane zupełnie serio. W ogóle twórcy postawili na różnorodność – jak to z dziećmi bywa, jedne są bardziej wyrośnięte i dojrzałe, drugie mniej, nie zabrakło też postaci z domieszką krwi innej niż japońska. To barwny kalejdoskop osobowości i typów urody, urozmaicający obsadę. Mecze zostały dobrze zanimowane, przynajmniej do pewnego momentu – ponieważ nie mamy do czynienia z supermocami, wykorzystane zagrania nie należą do szczególnie efektownych. Gole są zaskakująco zwyczajne, chociaż zdarzają się piękne zagrania głową czy przewrotki, jak w prawdziwym meczu, co zapewne docenią fani realistycznie pokazanego sportu. Duże znaczenie ma ustawienie zawodników, dlatego sporo miejsca poświęcono na omówienie strategii. Niestety, wszystko to sypie się pod koniec – widać, że próbowano zaoszczędzić czas i pieniądze, stąd nieruchome migawki z meczy i krótkie sprawozdania zza kadru na temat przebiegu spotkania. Trochę szkoda, bo te zabiegi nasilają się, kiedy robi się najciekawiej. Nie mam żadnych zastrzeżeń do anatomii czy tła – większość krajobrazów jest dopracowana i przyjemna dla oka, dodatkowo stawiam ogromny plus za wierność rzeczywistości. Otóż w pewnym momencie bohaterowie wyjeżdżają do Hiszpanii, gdzie mają okazję trochę pozwiedzać, zaś graficy dopilnowali, by oglądane przez dzieciaki miejsca były autentyczne i oddane jak najwiarygodniej. Kolorystyka jest żywa, ale dobrze dobrana, więc nie trzeba się obawiać o wzrok. Jak już pisałam, kuleje animacja, nie jakoś straszliwie, ale jednak widać, kiedy studio przykręciło kurek finansowy.

Powstrzymam się od ocenienia muzyki, ponieważ nieszczególnie zapadła mi w pamięć. To element anime, na który zwracam najmniej uwagi i musi być naprawdę interesujący, by wybić się na pierwszy plan. Czołówka, czyli utwór Across my World w wykonaniu Knotlamp, jest co najwyżej średnia, nie porywa ani nieco chaotyczna melodia, ani przeciętny wokal. Znacznie lepiej wypadają piosenki towarzyszące napisom końcowym, Ame Tokidoki Hare Nochi Niji i Jinsei wa Haha!!, obydwie grupy Fudanjuku. Są odpowiednio energiczne, całkiem dobrze zaśpiewane i ładnie współgrają z tematyką oraz nastrojem serii. Równie ciepłe słowa należą się seiyuu, którzy solidnie wywiązali się z powierzonego im zadania, co moim zdaniem wcale nie było łatwe, biorąc pod uwagę, że musieli grać dzieci z podstawówki.

Ginga e Kickoff!! jest miłą odmianą po seriach sportowych, które ze sportem mają niewiele wspólnego. Jakość rozgrywek, tempo oraz pomysł na fabułę są bardzo udane i sprawiają, że anime wciąga i emocjonuje nie gorzej, niż prawdziwy mecz. Sporo ciekawostek z piłkarskiego światka urozmaica seans i uświadamia widzowi, że twórcy naprawdę przyłożyli się do powierzonego im zadania. Poza tym istotną zaletą jest fakt, że Ginga e Kickoff!! jest dziełem skończonym, mającym nawet zgrabny epilog. Owszem, trafiają się tu czasem naiwne stwierdzenia, a podkreślanie, jak ważne są marzenia i że wszystko jest możliwe, bywa irytujące, ale tego typu zabiegi wynikają z dopasowania treści do konkretnej grupy docelowej. Pomijając drobne niedociągnięcia, niewielkie problemy animacyjne i czasami nadmiernie optymistyczny przekaz, seria jest wyjątkowo sympatycznym wypełniaczem czasu, idealnym dla osób lubiących sport, którym nie przeszkadzają smarkaci, za to uroczy bohaterowie.

moshi_moshi, 30 kwietnia 2016

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: TYO Animations
Autor: Hiroto Kawabata
Reżyser: Kounosuke Uda
Scenariusz: Takashi Yamada