Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Komikslandia

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

3/10
postaci: 2/10 grafika: 5/10
fabuła: 3/10 muzyka: 5/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 1
Średnia: 7
σ=0

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Enevi)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Toufu Kozou

Rodzaj produkcji: film
Rok wydania: 2011
Czas trwania: 86 min
Tytuły alternatywne:
  • Little Ghostly Adventures of the Tofu Boy
  • 豆富小僧
Widownia: Kodomo; Postaci: Dzieci, Youkai; Rating: Przemoc; Pierwowzór: Powieść/opowiadanie; Miejsce: Japonia; Czas: Przeszłość, Współczesność; Inne: Magia
zrzutka

Pamiętacie przyjaznego duszka Kacpra? Poznajcie małego Tofu, który ma podobny problem i nie bardzo wie, jak sobie z nim poradzić.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Musicie pamiętać. Kto mógłby zapomnieć o duszku, który nie chciał straszyć? Jak się okazuje, nie tylko duchy mają takie problemy. Wszystkie szanujące się youkai z pasją i przekonaniem straszą napotykanych ludzi. Cóż, zawsze zdarzają się wyjątki, które nie tyle nie do końca są do swojego fachu przekonane, a po prostu nie potrafią nikogo do przysłowiowego zawału serca doprowadzić. Tym razem padło na Tofu, pyzatego, mało rozgarniętego stworka, który nie tylko jest obiektem żartów wśród kolegów, ale również przysparza zmartwień tacie, dumnemu przywódcy youkai.

Po kolejnej nieudanej próbie straszenia Tofu kłóci się z ojcem i obrażony ucieka, postanawiając odnaleźć zaginioną matkę. Wiernie towarzyszy mu Daruma, mały i pękaty demon, który jest od bohatera starszy i znacznie mądrzejszy. Ich podróż jednak nie trwa zbyt długo, gdyż Tofu pada ofiarą okrutnego żartu ze strony przebiegłych tanuki i wraz z Darumą zostaje zapieczętowany w świątyni. Minie sporo czasu, zanim obaj się wydostaną, ale czy odnajdą się we współczesnej Japonii? I jak te dwieście lat wpłynęło na konflikt pomiędzy youkai a tanuki?

Czyżby tak zaczynała się urocza przygodówka, tym razem skierowana do najmłodszych widzów? Przygodówka na pewno, ale czy urocza? Kwestia gustu, aczkolwiek mam wrażenie, że nie wszystkim się spodoba. Po pierwsze i najważniejsze: to nie jest film dla całej rodziny. Już samo zawiązanie akcji daje wyraźnie do zrozumienia, że starsi widzowie nie znajdą tu nic dla siebie. Fabuła będzie dla nich prosta i przewidywalna, dziury i niedomówienia widoczne jak na dłoni, a bohaterowie w większości zwyczajnie irytujący. No dobrze, jest kolorowo i momentami nawet zabawnie, ale na pewno nie ciekawie. Tak naprawdę, jakby się przyjrzeć scenariuszowi, to pod grubą linią wyznaczającą teoretycznie znany kierunek kryje się niesamowity burdel. Bo owszem, starszy widz bez problemu dopowie sobie pewne rzeczy, ale nie wszystkie dzieci będą w stanie przetrawić niejasne wydarzenia, z których większość podano bez jakiegokolwiek komentarza.

Teoretycznie obsada jest bardzo wyraźnie podzielona na dobrą i złą stronę, ale antagonistom brak tak naprawdę konkretnej motywacji, oprócz chęci uprzykrzania życia głównemu bohaterowi, bo tak. Wraz z kolejnymi scenami pojawia się masa pytań, na które odpowiedzi widzowie w ogóle nie otrzymują, a co gorsza, niektóre początkowe wątki rozpływają się w powietrzu (tu prym wiedzie wątek matki Tofu, który ostatecznie nie doczekał się rozwiązania). Widać wyraźnie kompletny brak konsekwencji i zdecydowania, o czym właściwie chciało się opowiedzieć. To tak naprawdę film bardzo kontrastowy. Z jednej strony mamy banały i stereotypy, a z drugiej masę niedomówień, które mniej bystrym maluchom mogą sprawić nie lada problem, bo co jak co, ale nawet najmłodszym należą się wyjaśnienia, nieważne jak proste czy umowne by one nie były. Dorosły może na to spokojnie przymknąć oko, dziecko raczej nie będzie tego kwestionowało i wszyscy będą zadowoleni. A tu nie ma nawet na co oka przymykać i nawet najmłodszy może mieć problem ze znalezieniem sensu w całej tej „zabawie”. Jest to o tyle dziwne, że za oryginał w postaci powieści odpowiada Natsuhiko Kyougoku, fanom anime znany głównie z mrocznego Hundred Stories i zagadkowego Mouryou no Hako. Bez znajomości pierwowzoru trudno mi powiedzieć, czy problem stanowi on sam, czy to twórcy anime zgubili po drodze sens, próbując dopasować scenariusz do gustu najmłodszych.

No dobrze logika logiką, sens sensem, ale najważniejsze, czego zabrakło, to przesłanie. Nam, dorosłym, nie zawsze jest do szczęścia potrzebne, a i zwykle bez problemu dajemy sobie radę bez łopatologii. Z bajkami sprawa ma się nieco inaczej, gdyż nieraz to właśnie one kształtują poglądy małych widzów i dobrze by było, żeby zostawiały po sobie jakąkolwiek wiadomość. Tymczasem Toufu Kozou teoretycznie gdzieś tam przemyca przesłanie, że dobre serduszko jest ważne, że przede wszystkim trzeba żyć w zgodzie ze sobą i tak dalej, ale nie robi tego wystarczająco wyraźnie, bo niestety film zostaje zdominowany przez pretensjonalne przedstawienie współczesnej rzeczywistości, w której większość dorosłych jest zła i obchodzą ich tylko pieniądze, ci nieliczni sprawiedliwi to sieroty, którymi bez problemu można manipulować, a tylko dzieci widzą Prawdę. W efekcie coś, co chyba miało stanowić podstawę przesłania, zostaje zgniecione przez natłok bzdur i nieumiejętność wyważenia wątków.

Obsada to równie twardy orzech do zgryzienia, bo o ile jeszcze postaci drugoplanowe mają jakieś charaktery i można by je sensownie rozwinąć, o tyle już protagoniści (minus jeden wyjątek) wołają o pomstę do nieba. Zacznę może od nieszczęsnego Tofu, który zamiast zyskać swoją niewinnością sympatię, ma szansę wzbudzić najwyżej irytację ślamazarnością i głupotą. Jest dobry, grzeczny i wiecznie uśmiechnięty, ale co z tego, skoro jest niemożliwie ufny i w ogóle nie uczy się na błędach, a gdy je popełnia, to brak ze strony pozostałych jakichkolwiek refleksji czy upomnienia. Jeśli nawet jakieś się pojawiają, zostają przesłonięte dobrocią głównego bohatera. Zupełnie jakby twórcy mówili: „nieważne, co robisz, zawsze ktoś wyciągnie cię z kłopotów i nie będzie miał do ciebie pretensji, jeśli coś sknocisz – wystarczy przecież, że chcesz dobrze”. Natomiast gdy trzeba coś zrobić lub podjąć jakąkolwiek decyzję, stworek stoi bezczynnie, zupełnie jakby nie rozumiał, że dzieje się coś istotnego.

Tofu poznaje we współczesnej Japonii małą dziewczynkę Ai, która pomaga mu odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Cóż, dziewczynka jest sympatyczna, więcej robi niż mówi, ale w ostatecznym rozrachunku zostaje zredukowana do roli katalizatora lub „ratownika” głównej sieroty. Rola marudy i „upominacza” należy teoretycznie do Darumy, który cały czas rozprawia, jaki to Tofu jest nierozważny, ale co z tego, skoro w ogóle nie ma siły przebicia, a do głowy tytułowego bohatera generalnie nic nie trafia. Pojawia się również inny mały youkai, który trochę broi, do końca nie zmienia swoich poglądów i nie przeprasza, a i tak główny bohater mu wybacza, bo ma dobre serduszko. Niejednoznaczność czy konflikt interesów jest mile widziany, ale nie powinien być podawany w tak nieudolny sposób.

Jakże inaczej prezentowałby się film, gdyby wyrzucić obowiązkowy motyw ratowania dnia (na szczęście nie świata) i dać trochę więcej czasu barwnym kompanom Tofu, którzy mają znacznie więcej charakteru niż on, a pełnią tylko rolę ozdoby lub wrednego i nieczułego tłumu, nierozumiejącego odmienności biednego bohatera. Jakby jeszcze dać antagoniście porządną motywację, byłoby całkiem nieźle. A tymczasem wiemy tyle, że magiczne jenoty są wredne, bo tak i niby coś tam gdzieś tam wspomniano o tym, że są dyskryminowane przez youkai. Problem polega na tym, że w ogóle tego nie pokazano. Główny zły działa według jakiegoś tajemniczego planu, który wyklucza logikę i pozwala protagonistom na wszystko. Acz to akurat nie nowość, więc można na to przymknąć oko.

To kto choć odrobinę ratuje całą sytuację? Uroczy i lubiący żartować, ale wyraźnie po macoszemu potraktowany Kostucha, który jako jedyny ma szansę sprawiać wrażenie nie na siłę wprowadzanego elementu komediowego.

Oprawa techniczna ma się co najwyżej średnio. A szkoda, bo dobra grafika mogła choćby w nieznacznym stopniu umilić oglądanie tego koszmarka. Przeciwnicy grafiki 3D będą zapewne zgrzytać zębami, bo film jest wypełniony nią po brzegi, a nie oszukujmy się, anime nie wyprodukowali ludzie odpowiedzialni za Final Fantasy. Ta cała sztuczność trochę w oczy kole, ale w ostatecznym rozrachunku tragicznie nie jest, acz dobrze też nie. Owszem, tła są w miarę szczegółowe, poszczególne kadry barwne, a animacja stworków całkiem płynna, ale ludzie poruszają się tak jak zwykle w tym przypadku – jakby byli przywiązani do sznurków. Ich fryzury są… no, kwadratowe. Kompletnie nijaka okazuje się również ścieżka dźwiękowa, z której, szczerze przyznaję, zapamiętałam kilka j­‑popowych pioseneczek lecących w trakcie. Reszta melodyjek jest praktycznie niezauważalna, a piosenki do charakterystycznych też nie należą. Trzeba się naprawdę dobrze wsłuchać, by oprawę muzyczną „zauważyć”.

Duszek Kacper swoją drogą, ale jego japoński kolega ma poważny problem, gdyż wyraźnie za jego pomocą starano się przekazać dzieciom prawdę uniwersalną, wałkowaną przez wszystkie bajki: „dobro jest zawsze w cenie”. Zrobiono to jednak tak nieudolnie, że mali widzowie w ogóle jej nie wychwycą, a starsi będą ziewać z nudów i zastanawiać się, czemu w scenariuszu brakuje odpowiedzi na najbardziej oczywiste pytania (zadane zresztą przez samych bohaterów). Również obsada nie zachęca do obejrzenia, bo sam Tofu jest tak koszmarnie ślamazarny, że nawet mniej zaradnemu maluchowi trudno będzie się z nim identyfikować, a co dopiero przeciętnemu dziecku. Twórcy zebrali do kupy ograne motywy i niestety stworzyli z nich taki bałagan, że naprawdę nie warto tracić prawie półtorej godziny na kolorowe, ale mało interesujące przygody małego youkai, który zamiast poznawać nowy świat, musi go uratować… w gruncie rzeczy nic konstruktywnego nie robiąc. Dziurawy scenariusz i nijacy bohaterowie są? Są. Niczym niewyróżniająca się oprawa techniczna? Też jest. I morał, nieważne jak banalny, ale jest obecny, prawda? Teoretycznie tak… ale w praktyce to jak szukanie igły w stogu siana.

Enevi, 2 sierpnia 2012

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: EXACT 3D, Lapis
Autor: Natsuhiko Kyougoku
Reżyser: Shinmei Kawahara
Scenariusz: Gisaburou Sugii, Kiyomi Fujii, Mao Aoki
Muzyka: S.E.N.S. Project