Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyaa! - magazyn o animacji, mandze i kulturze japońskiej

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

5/10
postaci: 6/10 grafika: 5/10
fabuła: 4/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

4/10
Głosów: 5 Zobacz jak ocenili
Średnia: 4,20

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 318
Średnia: 6,75
σ=2,06

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Hagure Yuusha no Estetica

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2012
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Aesthetica of a Rogue Hero
  • はぐれ勇者の鬼畜美学 [エステティカ]
Gatunki: Przygodowe
zrzutka

Krwotok, zawstydzenie, odwracanie wzroku na widok gołego biustu? Zapomnijcie! Oto Akatsuki Ousawa, facet wyłamujący się z wszelkich kanonów anime.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Syndrom Samon to paranormalne zjawisko, które odkryto 30 lat temu. Od tamtego czasu kilka tysięcy dziewcząt i chłopców zostało wezwanych do magicznego świata, jednak tylko połowa zdołała powrócić. Zauważono, iż takie osoby zachowują moce służące do walki, nabyte w tamtym świecie, w tym magię. Aby ich dodatkowo przeszkolić i nauczyć odpowiedzialnego używania tychże mocy, powołano specjalną placówkę edukacyjną – Babel. Trudno nazwać to szkołą, uczestnictwo jest przymusowe, a klasy uszeregowane są zgodnie z hierarchią, ustalaną według siły i umiejętności. Każdy uczeń zostaje przebadany, a po teście przydzielony do odpowiedniej grupy.

Akatsuki Ousawa, który właśnie ocalił magiczny świat, po ucieczce przed haremem pokojówek i ckliwym rozstaniu z piękną blondyną przemyca przez bramę międzywymiarową tajemniczy worek. Okazuje się, iż w paczce wyniósł z Alazzard, bo tak ów świat się nazywał, córkę króla demonów. Razem rozpoczynają naukę w Babel, udając rodzeństwo.

Początek jest dość typowy. Widz zostaje zapoznany z akademią, przedstawiani są kolejni bohaterowie, jednak z każdym kolejnym odcinkiem w oczy rzuca się brak zdecydowania, jeśli chodzi o przebieg fabuły. Dostajemy tuzin pomysłów wymieszanych ze sobą lub też zmieniających się co chwilę. Już w pierwszym odcinku główny bohater i przewodniczący czegoś w rodzaju rady uczniowskiej rzucają sobie wyzwanie i wygląda na to, że fabuła skoncentruje się na podboju przez Akatsukiego rankingu szkolnego, uwieńczonym efektownym pojedynkiem o władzę. Po chwili jednak akcja przeistacza się w przypominającą „okruchy życia” opowieść o miłości, przyjaźni i poszukiwaniu miejsca w życiu, tylko po to, by zaraz wepchnąć wątek intrygi w Alazzardzie. Następnie reżyser ponownie zapomina o temacie, który co dopiero poruszył i powraca do poprzedniego scenariusza albo przechodzi do epizodycznej historii o zakupie bielizny. I tak jest do samego końca – pomysłów tu pełno, ale twórcy nie mogą się zdecydować, który z nich chcieliby rozwinąć i nawet finałowa historia wydaje się okrojona. Nie ma też szans na wprowadzenie widza w – niewątpliwie istotne – tajemnice drugiego świata, jego postaci, obowiązujące tam reguły czy choćby sposób działania mechanizmu przywoływania ludzi z Ziemi. Nie starczyło na to po prostu czasu. Gdyby dodać porządne wyjaśnienia do wszystkich pomysłów autora, z serii wyszedłby prawdziwy tasiemiec. Anime stanowi zapewne wierne odzwierciedlenie początku cyklu powieściowego, który rządzi się własnymi prawami – autor ma możliwość poruszyć wszystkie wątki w odpowiednim momencie, nie ogranicza go limit czasu antenowego. I tutaj pojawia się pytanie – czy jest sens robić tego typu adaptacje. Według mnie lepszym pomysłem byłoby wyodrębnienie z pierwowzoru jednego wątku i oparcie na nim fabuły serii. Tym sposobem zyskano by spójność, sens i – przy odpowiedniej konstrukcji zakończenia – możliwość ewentualnego kontynuowania serii w oparciu o ten sam materiał źródłowy. Dobrym przykładem jest tutaj Hunter x Hunter, gdzie wszystko ma swoje miejsce, dzieje się z logiczną kolejnością, a kolejne to wątki i wydarzenia są rozbudowane i naprawdę ciekawe, dzięki czemu otrzymujemy fascynującą, długą historię, która nie nudzi widza ani nie zarzuca stosem niepowiązanych ze sobą faktów, zbędnych w danym momencie.

Najmocniejszą stroną produkcji są jej bohaterowie, a zwłaszcza główny – Akatsuki Ousawa. Jego charakter świetnie oddaje przydomek Hagure Yuusha, czyli w wolnym tłumaczeniu z japońskiego „Zbłąkany Bohater” (wersja angielska odrobinę zmienia znaczenie tego przydomku). Chłopak o tysiącu twarzy, któremu daleko do ideału, a mimo to nie sposób go nie lubić. Silny, odważny, pewny siebie. Nie zostawia nikogo w potrzebie, a zwłaszcza płaczących dziewczyn. Troskę o innych potrafi przejawiać na tysiąc sposobów, czasem będąc delikatnym i troskliwym niczym nadopiekuńczy ojciec, innym razem drażniąc czy wręcz molestując seksualnie dziewczynę, aby ta w chwili strachu i zażenowania zdała sobie sprawę z własnych słabości czy błędów. Tak, Akatsuki z tematem seksualności jest na ty, można nazwać go nawet zboczeńcem, tylko takim z krwi i kości, a nie niestabilnym emocjonalnie dzieciakiem. Widok gołej kobiety nie przyprawia go o krwotok z nosa, zasłanianie wzroku czy inne objawy zażenowania pokazywane w seriach ecchi. Prawdziwy ekspert w tej dziedzinie. Momentami bardzo przypominał mi starszego brata Akuto Saia z Ichiban Ushiro no Daimaou. Nie ukrywam, że to mój typ bohatera i głównie ze względu na niego obejrzałem to anime. Ratował fabułę w wielu momentach, kiedy robiło się naprawdę nudno. Wprowadzał dynamikę, elementy komediowe, jak również przesłaniał wszystko swoją wspaniałością. Prawdziwy Bohater z krwi i kości, takich postaci często się nie widuje w seriach ecchi.

Drugą istotną postacią jest Miu Ousawa, przyszywana siostra Akatsukiego, która przyjęła jego nazwisko. W przypadku jej osoby jednak kilka elementów zgrzyta. Niemalże dorosła córka Władcy Demonów zachowuje się początkowo jak zawstydzona panienka, zamartwia się o całe otoczenie i nie chce nikomu sprawiać problemów. Tatuś widocznie kiepsko ją wychowywał, ponieważ charakterem nie pasuje kompletnie do przypisanej jej roli. Jednakże te wady dość szybko zanikają: Miu pokazuje, że ma zarówno siłę, jak i odwagę, i potrafić używać ich do obrony własnej i nowych koleżanek, z którymi szybko nawiązała przyjaźń. Zupełnie inaczej wyglądały jej relacje z „bratem” – początkowa niechęć (nie bez znaczenia były tu jego nieprzyzwoite wybryki) zaczęła się dopiero z czasem zmieniać w przyjaźń, a potem wręcz zauroczenie. Jej sentymenty i wdzięczność przerodziły się w pewnym momencie w absurd – chodziła na okrągło w jednej parze bielizny, którą wybrał dla niej Akatsuki. Ponieważ od samego początku jest jasno podkreślane, że tej dwójki nie łączy żadne pokrewieństwo, nie ma tu mowy o wykorzystywaniu fetyszu „kazirodztwa”. Jedna nutka fanserwisu tego rodzaju i nie pisałbym tej recenzji, a seria wylądowałaby w kategorii „porzucone”.

Niewątpliwą zaletą jest też obecność masy bardzo ciekawych postaci drugoplanowych. Wspominałem już, że Miu dorobiła się przyjaciółek, a mianowicie Kazuhy Doumoto i Chikage Izumi. Ta pierwsza, choć młodsza o kilka lat od reszty, pełni funkcję przewodniczącej drugiej w szkolnej hierarchii klasy B, do której przydzielono bohaterów. Jest osobą niezwykle odpowiedzialną, ale jej nieśmiałość, zamknięcie i różnica wieku sprawiają, że wcześniej nie bardzo potrafiła stać się częścią klasowej społeczności. Początkowo sprawia wrażenie dumnej i pozbawionej uczuć i dopiero po zaprzyjaźnieniu się z Miu, Chikage i Akatsukim zaczyna się otwierać na świat. O Chikage wiemy niestety niewiele, zdążono jedynie przedstawić jej orientację seksualną. Na co dzień jest pogodna i przyjazna, w trakcie walki nie waha się zaatakować przeciwnika w obronie własnej lub przyjaciół. Cała wyżej wymieniona czwórka tworzy zgraną paczkę, dość naturalnie połączoną przyjacielskim relacjami.

Jednakże to dalece nie wyczerpuje postaci tej serii. Poznajemy na przykład członków samorządu uczniowskiego, z Kyouyą Hikamim na czele. Pojawia się on już w pierwszym odcinku, dowiadujemy się, że jest silny, odważny i przebiegły – i w sumie to wszystko, ze względu na brak czasu, a raczej zarzucenie wątku jego rywalizacji z Akatsukim. Pozostałymi osobami „trzymającymi władzę” w Babel są Ryouhei Uesaki, Minami Aihara i Haruka Nanase. Sprawiają wrażenie ciekawych postaci o dużej sile i umiejętnościach, nie dostali jednak szansy i czasu na bliższe ich przedstawienie. Jedynie Haruka pojawia się stosunkowo często, zazwyczaj jako koordynatorka działań samorządu i ofiara kradzieży bielizny. Warto też wspomnieć o niewątpliwie bardzo silnym potencjalnym rywalu i/lub przyjacielu głównego bohatera, czyli Motoharu Kaitou. Zainteresowanie widza mogą również budzić postacie z Alazzardu, jednak żadnej z nich, oprócz pojawiającego się pod koniec Phila Barnetta, nie przybliżono nawet w najmniejszym stopniu. Zaś o „głównym złym” wiemy w sumie tyle, co nic. Pochodzi z realnego świata i koniecznie chce zostać uznany za bohatera Alazzardu, jest niezrównoważony psychicznie, pełen nieuzasadnionej agresji, jak również chorobliwej zazdrości. W celu zdobycia sławy i rozgłosu ignoruje nawet oryginalny cel powierzonej mu misji i generalnie do końca pozostaje zimnym, chorym draniem, którego nie sposób lubić.

Potencjał postaci w tej serii był ogromny, niestety zmarnowano go przez nieodpowiednie rozplanowanie fabuły, jak również i samą długość anime – dwanaście odcinków to zbyt mało, aby wykorzystać taki tłum bohaterów, ich historii i wątków. Dobre pomysły przerodziły się w obusieczny miecz – marnowanie pomysłów i zalet może być wprost znakiem charakterystycznym tej produkcji, a mimo to całość i tak robi lepsze wrażenie aniżeli tysiąc innych anime tego typu, koncentrujących się na jednej linii fabularnej. Gdyby nie brak czasu antenowego i dobrego planowania, moglibyśmy otrzymać flagowy produkt spod znaku fantasy, ecchi i supermocy, coś na miarę lepiej zrobionego Ichiban Ushiro no Daimaou. Zaprzepaszczono szansę na kolejne anime udowadniające, że takie połączenie konwencji może być czymś znacznie więcej aniżeli przeciętną serią – że zdoła się wyróżnić z tłumu i wznieść na poziom interesujący dla widzów, którzy oczekują również dobrej fabuły i postaci.

Skoro już o ecchi i bieliźnie mowa… Hagure Yuusha no Estetica obfituje we wszelkiego rodzaju fanserwis. Golizna, majtki, dwuznaczne sceny i ujęcia – na każdym kroku, niezależnie od bieżącej sytuacji. Wprost trudno byłoby zmieścić tego więcej. Fanserwis nie jest w najgorszym wydaniu, nie jest obrzydliwy, narysowano go dość dobrze, jednak jego ilość poraża, a niektóre sceny ocierają się niemal o soft porno, więc anime przeznaczone jest raczej dla starszych nastolatków.

Kwestie techniczne wypadają całkiem nieźle jak na ten gatunek anime. Postaci, nawet znajdujące się w danej scenie na drugim planie, rysowane są dość starannie. Co prawda co jakiś czas trafia się krzywa czy też kwadratowa twarz, zniekształcona ręka lub noga, jednak nie jest to częste i nie przeszkadza w odbiorze. Gorzej wygląda sprawa z tłami, są biedne, często maskowane mocnym rozmyciem, statyczne. Nie dostrzeżemy detali budynków, nieba, roślin, czy gruntu – widać, że mocno ograniczone środki skoncentrowano na postaciach. Animacja sprawia wrażenie płynnej, walki są momentami dość dynamiczne i efektowne. Niestety to tylko jedna strona medalu. Ruchy postaci bywają mocno nienaturalne i ograniczone, co widać na przykład przy rzucaniu zaklęć czy w scenach zbiorowych. Odnosi się wrażenie statyczności, którą próbowano zamaskować dynamicznymi zmianami kierunku ujęcia czy też migawkami pomiędzy wydarzeniami.

Oprawa dźwiękowa jest, o dziwo, dość bogata. Niemalże przez cały czas słyszymy podkład muzyczny, zwykle dość dobrze uzupełniający i podkreślający wydarzenia na ekranie. Czołówka jest dynamiczna, ale nie najlepsza technicznie, przez co czasem coś zgrzyta z tempem czy też rytmem. Mimo wszystko jednak pasuje nieźle do charakteru serii i nie miałem ochoty jej przewijać. Bardziej mieszane uczucia mam związane z endingiem – momentami jest dynamiczny, dobrze zaśpiewany, a momentami trzeszczący, sztuczny, kaleczący uszy. Niełatwo było przetrzymać całość, aby dotrwać do zapowiedzi następnego odcinka.

Trudno mi napisać jednoznaczne podsumowanie serii. Jak wykazałem wyżej, ma ona kilka twarzy i na pewno ogromny, ale zmarnowany potencjał, czego niezmiernie żałuję. Finał jest otwarty, rozpoczyna następną historię, jakby za tydzień miał zostać wyemitowany kolejny odcinek. Być może otrzymamy kontynuację (jak zwykle zależeć będzie to od wyników sprzedaży), w której wiele spraw zostałoby ułożonych i wyjaśnionych. Można by wykorzystać wszelkie dotychczasowe zalety, jednakże szczerze mówiąc, nie wierzę, żeby to się udało. Wymagałoby to dużego wysiłku czasowego i planowania, których nie zauważyłem, oglądając tę serię. Hagure Yuusha no Estetica to produkcja przeciętna, chociaż z aspiracjami do znacznie lepszej oceny. Polecić mogę ją amatorom fantasy, supermocy i wyrazistej postaci głównego bohatera, którzy nie są wrażliwi na duże ilości golizny i biustów, a brak zwięzłej fabuły i logicznego ciągu wydarzeń nieszczególnie im przeszkadza. Mają oni szansę znaleźć w tej serii lekką rozrywkę, o ile wyłączą myślenie.

Piotrek, 29 września 2012

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: ARMS
Autor: Tetsuo Uesu
Projekt: Hiroshi Tsukada
Reżyser: Rion Kujou
Scenariusz: Ryuunosuke Kingetsu
Muzyka: Kayou Konishi, Yukio Kondou