Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Yatta.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

5/10
postaci: 4/10 grafika: 6/10
fabuła: 5/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

4/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 4,00

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 140
Średnia: 6,79
σ=2,13

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Yumi)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Hiiro no Kakera Dai Ni Shou

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2012
Czas trwania: 13×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Scarlet Fragment 2
  • 緋色の欠片 第二章
Tytuły powiązane:
Gatunki: Przygodowe, Romans
Widownia: Shoujo; Postaci: Uczniowie/studenci, Youkai; Pierwowzór: Gra (otome); Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Magia, Męski harem
zrzutka

W drugiej serii przygód kapłanki i jej obrońców zachodzi pewna zmiana. Czapki z głów, panie i panowie. Oto na scenę wkracza poskładana w całość przez najlepszych chirurgów fabuła.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Wydawałoby się, że niebezpieczeństwo zażegnane – Logos zostali pokonani, Onikimaru ocalone, a bohaterom nie pozostało nic innego, jak żyć długo i szczęśliwie? Ależ skąd, ratowanie świata nie może być takie proste! Tutaj potrzeba ofiary okupionej prawdziwym cierpieniem, a nie jego namiastką, jak to było do tej pory. Tak więc okazuje się, że kiedy pieczęć została już raz z Onikimaru zdjęta, nie da się tak łatwo utworzyć równie silnej. Do tego potrzeba Artefaktów, ale one są przecież w posiadaniu wroga, a w bezpośrednim starciu z Logos strażnicy nadal mają małe szanse. Co więcej, okazuje się, że w szeregach Shugogo kryje się zdrajca. A właściwie dwóch – jeden, który już zdradził i bardzo tego żałuje, oraz drugi postanawiający właśnie przyłączyć się do przeciwników. Tamaki traci najmądrzejszego i najbardziej doświadczonego ze strażników – Suguru Oomiego. I nie, to wcale nie koniec złych wieści. Demon, który jest przodkiem Takumy, daje o sobie znać coraz częściej. Czy chłopak zdoła opanować siedzącą w nim bestię, czy może dojdzie do tragedii? Jeśli komuś nadal wydaje się, że to mało, dodam, iż twórcy kryją w zanadrzu jeszcze parę tajemnic rodzinnych i zwrotów akcji.

Kiedy rozpoczęła się emisja drugiego sezonu Hiiro no Kakera, podchodziłam do pierwszego odcinka z dużymi wątpliwościami, bo i czego można było się spodziewać po kontynuacji kiepskiej serii? Jednak obejrzałam jeden odcinek, potem drugi i następne, i ze zdziwieniem zauważyłam, że seria nawet mnie zainteresowała – już się tak nie dłużyła, czas podczas oglądania leciał szybciej. Skąd ten nagły wzrost jakości? To bardzo proste. Wreszcie zaczęło się coś dziać. Zamiast spacerów w blasku zachodzącego słońca i sztywnych dialogów o niczym widz dostaje wreszcie konkretny kawałek fabuły w każdym odcinku i już samo to ma naprawdę duże znaczenie, niezależnie nawet od tego, jakiej jest ona jakości. Wszystkie te wątki, które sugerowane były w pierwszym sezonie, teraz pojawiają się obok głównej osi fabularnej. Dowiemy się więc wreszcie czegoś na temat przeszłości strażników, a nawet (niewiarygodne!) niektórych członków Logos. Można powiedzieć, że tak jak pierwszy sezon cierpiał na zdecydowany niedobór zdarzeń, tak tutaj twórcy chcieli ich wcisnąć za dużo, przez co część wątków pozostaje nierozwinięta, a część przybliżona na chybcika. Można było lepiej rozłożyć materiał, bo dysproporcja jest bardzo duża.

No właśnie, a jak wygląda jakość tej spóźnionej fabuły? Cóż, nie oczekujmy cudów, należy się cieszyć, że raczyła w ogóle przybyć. A że nieprzygotowana? Nie można mieć wszystkiego. To wprawdzie nie znaczy, że jest tragicznie, jednak dobrze też nie. Po pierwsze, nie ma szans na znalezienie w tej serii czegokolwiek nowego, twórcy sięgnęli do najbardziej znanych rozwiązań. Bez trudu można przewidzieć rozwój wydarzeń w dalszej części serii, nawet jeśli początkowo wydaje się, że będzie inaczej. Postawiono tutaj na klasyczne odwrócenie sytuacji bohaterów – wrogowie mogą okazać się przyjaciółmi, przyjaciele wrogami i tak dalej. Oczywiście nie wszystkich to dotyczy, ale jak już się człowiek zorientuje w schemacie, wie wszystko. Bohaterowie zajmują się tym, co zwykle – martwieniem się, narzekaniem i cierpieniem – tyle że częściej i intensywniej, no i teraz mają przynajmniej po temu wyraźne powody. W końcu zdrady i inne liczne niespodzianki burzą znany im obraz świata i stawiają ich w coraz trudniejszej sytuacji. Przyznać trzeba twórcom, że są konsekwentni, raczej nie natkniemy się tu na przykre niespodzianki w postaci „oryginalnych” pomysłów, które ciągnęłyby tę produkcję w dół, a poszczególne wątki poprowadzone zostały w miarę dobrze. Ku mojej uldze, na rzecz poważniejszego klimatu zrezygnowano z nic niewnoszących, a co gorsza niesamowicie sztucznych wstawek komediowych. Oczywiście, tak jak można się spodziewać po serii tego typu, kilka razy zdarzyło jej się rozbawić mnie w niezamierzonych momentach, głównie w finale, gdzie problem rozwiązywany jest w tak prosty sposób, że aż się człowiek zaczyna zastanawiać, czemu nikt na to nie wpadł kilka pokoleń Tamayori Hime wcześniej? No cóż, przynajmniej wreszcie przydała się na coś główna bohaterka, bo najprawdopodobniej nikt oprócz niej nawet nie przypuszczał, że tak naiwne działanie może przynieść efekt. Inną wadą jest to, że nie wszystkie wątki zostały wyjaśnione. Ktoś tu chyba myślał, że widzowie mają kiepską pamięć, bo pewne rzeczy sugerowane w poprzedniej części nie znajdują tu rozwiązania, podobnie jak te, który zostały poruszone już w drugiej serii. Winę za to ponosi zapewne wspomniane już złe rozłożenie materiału, na wszystko zwyczajnie nie starczyło czasu.

Zaskakujące okazało się to, że chwilami udawało się twórcom zbudować naprawdę dobry nastrój, zwłaszcza w pierwszych odcinkach. Widz od razu wyczuwa zmianę klimatu, kiedy ciepłą, jesienną kolorystkę z pierwszego sezonu zastąpiono zimnymi, niebiesko­‑zielonymi barwami mglistego lasu. Zima powoli zaczyna wypierać jesień, robi się ponuro i to rzeczywiście daje fajny efekt w odniesieniu do sytuacji bohaterów. Niestety, w miarę trwania serii autorzy jakby zapomnieli o podkreślaniu atmosfery, więc jest coraz mniej nastrojowo, za to coraz bardziej patetycznie. Inna rzecz, że do pełni jesieni wracamy w momencie, kiedy na scenę wkracza wątek romansowy. Cóż, nie da się zaprzeczyć, że opadające z drzew i kłębiące się wokół bohaterów złocisto­‑rude liście stanowią ładną oprawę dla co bardziej podniosłych scen, ale warto znać umiar, bo robi się kiczowato. Co do samego romansu – wypada lepiej niż sądziłam. Po pierwsze, sygnalizowano go odpowiednio wcześniej i poświęcono mu na tyle dużo czasu, by uczucie mogło uchodzić za uzasadnione, a nie wzięte z księżyca dla dodania serii jeszcze większego dramatyzmu. Twórcy nie odmówili sobie wątku zakazanej miłości związanej z przeznaczeniem i chociaż, jak już wspomniałam, zadbali o odpowiednią jego oprawę, jakoś nie do końca przemawia do mnie ogrom tego uczucia. Dobre chociaż to, że charaktery bohaterów nie zmieniają się nagle, a ich relacje wypadają w miarę naturalnie. Sympatykom dramatyczno­‑romantycznych klimatów powinno się spodobać. Również samo to, że w anime opierającym się na odwróconym haremie zdecydowano się poprowadzić jeden pełny wątek romantyczny, stanowi zaletę, bo nie zdarza się znowu tak często w tego typu produkcjach. Wybór jednego z panów mógłby wszakże zepsuć stosunki głównej bohaterki z resztą jej haremu, a to nie byłoby dobrze widziane przez fanki. W tym przypadku żaden z pozostałych bohaterów nigdy nie okazywał względem Tamaki głębszych uczuć niż przyjaźń, dlatego nie było tego problemu.

Dzięki temu, że zaczęło się dziać cokolwiek, bohaterowie automatycznie musieli zyskać trochę charakteru – twórcy wykazaliby się niebywałym talentem, gdyby tak się nie stało. Stawiani w przeróżnych, czego by nie mówić, dość dramatycznych sytuacjach, panowie muszą zacząć prezentować jakieś postawy, co przekłada się na śladowe osobowości, które z grubsza wyglądają nawet na spójne. Nadal nie posądzałabym bohaterów Hiiro no Kakera o silnie zróżnicowane czy głębokie charaktery, tym bardziej że są to typy zupełnie standardowe dla większości haremówek skierowanych do pań, zero oryginalności czy dodania czegoś od siebie. Są więc wyidealizowani pod każdym względem i nawet te cechy charakteru i zachowania, które w każdej innej sytuacji uznane byłyby za wady, zostały przedstawione w pozytywnym świetle czy też usprawiedliwione. Najczęściej wielką, szczerą i bezinteresowną troską o główną bohaterkę. Ale przynajmniej panowie rzeczywiście zaczęli realizować zamierzone schematy, a przestali być całkowicie sztuczni i płascy, a to już coś. Chociaż może to moje standardy się obniżyły po tym, co zobaczyłam w pierwszym sezonie i idealizuję… Tak czy inaczej, przybliżono też te postacie, o których dotąd wiadomo było mniej niż niewiele – babcię Tamaki, Ryou Kutaniego, Ashiyę czy też Kotokurę, a także niektórych członków Logos. Przyznać muszę, że mimo tego wszystkiego daleko mi do sympatii, współczucia czy jakichkolwiek innych cieplejszych uczuć do kogokolwiek z obsady, ale przynajmniej mogę lepiej ich zachowania zrozumieć. Swoją drogą, starają się panowie o sympatię żeńskiej części widowni niesamowicie. Na koniec każdego odcinka nadal przemawiają uwodzicielsko z ekranów do swoich fanek. To się zaczęło robić fazowe, bo komuś chyba zabrakło pomysłów i zaczęto wykorzystywać różne dziwne fetysze.

Z główną bohaterką jest nieco inaczej, niż całą resztą – bierność jej charakteru i skromne możliwości umysłowe zostały doskonale pokazane już w pierwszym sezonie, a teraz są konsekwentnie kontynuowane i tylko od czasu do czasu dopełniane jakimiś mniej istotnymi cechami (jaka to ona dobra, jaka wyrozumiała, a jaka skłonna do poświęceń – standard). Na korzyść zmienia się natomiast to, że przestała zadawać głupie pytania i najczęściej po prostu nie wtrąca się w działania pozostałych bohaterów, za to uczestniczy w omawianiu wydarzeń i dyskusjach na temat tego, jak obrońcy Onikimaru powinni dalej postępować. Niestety, kiedy przychodzi co do czego, jej bierność daje o sobie znać i boleśnie uderza widza w twarz. Ilekroć Shugogo walczą, ona stoi z boku i się przygląda. Jak na osobę, która tak bardzo chce pomagać innym, tak skłonna jest do poświęceń i w dodatku teoretycznie czuje się silnie związana ze swymi obrońcami, wyjątkowo dobrze nad sobą panuje, bo nigdy nawet nie próbowała pomóc… Są takie sceny, kiedy jeden z panów walczy dzierżąc w dłoni Onikimaru – czyli ni mniej, ni więcej, tylko broń demoniczną mającą silnie negatywne oddziaływanie na tego, kto odważy się po nią sięgnąć, gdyż miecz poniekąd żyje i usiłuje przejąć kontrolę nad walczącym, a jeśli mu się to nie udaje, osłabia i zatruwa organizm. Tak się składa, że Tamaki, jako potomkini Tamayori Hime, jest jedną z nielicznych osób, która ma prawo do sięgania po Onikimaru bez skutków ubocznych: miecz powinien całkowicie się jej poddać. I co nasza bohaterka w tej sytuacji robi? Dokładnie nic, nawet jej do głowy nie przyjdzie, by pomóc osobie, do której teoretycznie żywi głębsze uczucia. Ja wiem, że nie można za wiele wymagać od Tamaki, ale sytuacja naprawdę aż się prosiła o to, by bohaterka wyrwała miecz z dłoni omdlewającego obrońcy i przeszła do działania… W każdym razie – duży minus za główną bohaterkę. Chociaż i tak jest o wiele mniej irytująca niż w pierwszym sezonie (nawet przeszła mi ochota na robienie jej krzywdy).

Graficznie seria prezentuje się podobnie, jak jej poprzedniczka. Znajdzie się kilka naprawdę ładnie narysowanych pejzaży, a, o czym już wspomniałam, niekiedy kolorystyka rzeczywiście dobrze współtworzy i podkreśla klimat. Wydaje mi się także, że nieco ciekawiej niż poprzednio prezentują się sceny walk, zwłaszcza w finale. Niemniej dobre wrażenie psują kiczowate efekty zastosowane pod koniec, takie jak świetlista korona, przypominająca raczej dziwaczne obręcze ściskające głowę bohaterki. Animacja jest nierówna w zależności od odcinka czy nawet sceny, ale w ogólnym rozrachunku wygląda po prostu przeciętnie. Niestety, częściej niż poprzednio zdarzają się zmiany na twarzach i sylwetkach bohaterów, które bywają po prostu krzywe i nieprzyjemne dla oka. Projekty postaci są typowe dla adaptacji gier randkowych, czyli wymuskane do przesady i moim zdaniem po prostu nijakie – oczywiście bohaterom nie przybyło mimiki, więc trudno oczekiwać, by ich twarze nabrały głębszego wyrazu. Natomiast rzuca się w oczy to, że postacie niezmiennie biegają w szkolnych mundurkach (czy też innych strojach, jeśli nie są licealistami – ważne, że ciągle w tych samych), zwłaszcza odkąd pochłonięci sprawą Onikimaru przestają w ogóle odwiedzać liceum. Panowie jeszcze jakoś ujdą, ale Tamaki musi być bardzo niewygodnie i zimno, biegać ciągle w tej samej kusej spódniczce. Serio, ani razu nie włożyła nawet płaszcza. Za postęp należy uznać scenę, kiedy pod koniec przyodziewa się w szaty kapłanki – nie powiem, nawet miła odmiana.

Muzyka również przypomina tę z pierwszej serii, tym bardziej że utwory rozpoczynające i kończące odcinek są wykonywane przez tych samych artystów, co poprzednio. Tak więc w czołówce usłyszymy Maiko Fujitę śpiewającą bardzo ładny, melancholijny utwór zatytułowany Takanaru, zaś napisom końcowym towarzyszy nieco bardziej optymistyczne Kimi Dake o w wykonaniu Shuuheia Kity. Piosenki dobrze dopełnia obraz – w przypadku openingu ładnie skonstruowana animacja oddająca istotę serii, zaś przy endingu sekwencja grafik będąca odwołaniem do „starych dobrych czasów”, kiedy bohaterowie wiedli jeszcze spokojne życie. Muzyka towarzysząca poszczególnym scenom była i to w zasadzie wszystko, co można o niej powiedzieć – nie robiła szczególnego wrażenia, ale też nie przeszkadzała, ot, po prostu stanowiła tło.

Seria druga Hiiro no Kakera okazała się całkiem miłym zaskoczeniem, bo zamiast podkopywać dno, starała się raczej piąć w górę. Nie dotarła może zbyt wysoko, ale i tak udało jej się osiągnąć poziom przeciętniaka, czego się zupełnie nie spodziewałam. Gdybym miała oceniać tylko ten sezon, powiedziałabym, że seria nadaje się dla amatorów anime wykorzystujących schemat kapłanki i jej obrońców, bo sądzę, że pod tym względem wypada nie najgorzej, a na dodatek posiada rozwinięty wątek romantyczny. Niestety, oglądanie drugiej serii bez znajomości pierwszej nie ma większego sensu, zaś pierwszy sezon prezentuje poziom o wiele gorszy i jest zwyczajną stratą czasu. Jeśli natomiast obejrzeliście już pierwszą część i nie macie dość – możecie śmiało sięgnąć i po tę serię, gdyż najgorsze macie za sobą i będzie tylko lepiej.

Yumi, 15 stycznia 2013

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Studio DEEN
Autor: Idea Factory
Projekt: Hitoshi Ueda, Naoyuki Onda, Yone Kazuki
Reżyser: Bob Shirahata
Scenariusz: Yoshiko Nakamura
Muzyka: Masumi Itou