Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Dango

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 4/10 grafika: 7/10
fabuła: 4/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

6/10
Głosów: 6 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,17

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 325
Średnia: 7,21
σ=1,52

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Boku wa Tomodachi ga Sukunai Next

zrzutka

Drugie podejście studia AIC do popularnego tytułu. Kolejny przykład na to, iż dobre komedie nie zawsze mają dobre kontynuacje.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Zapewne wszyscy fani Boku wa Tomodachi ga Sukunai oczekiwali kontynuacji, którą zapowiedziano niedługo po zakończeniu emisji. Nieco ponad rok później wyemitowano pierwszy odcinek nowej serii, nazwanej z dość oczywistych powodów Next. Wraz z ujawnieniem tytułu podano też kilka faktów na temat ekipy go tworzącej. Hisashiego Saitou na miejscu reżysera zastąpił Tooru Kitahata, a do zespołu dołączył Yomi Hirasaka, autor light novel, na której oparte zostało anime. Co takie zmiany personalne oznaczały dla nowych odcinków? O tym poniżej.

Seria zaczyna się dość zwyczajnie. Ponownie zostaje nam przybliżony stosunek innych uczniów do Kodaki, który jednak tym razem ma gdzie się zaszyć przed opinią publiczną. Podąża na kolejne spotkanie swojego klubu, którego członkowie dążą do jednego, wspólnego celu – znalezienia przyjaciół. Czyżby jednak nie zdawali sobie sprawy z oczywistego dla wszystkich widzów faktu? W tym momencie zaczynają się schody, a właściwie równia pochyła w dół. Już pierwszy odcinek ukazuje nam nowy pomysł na ciągnięcie historii dalej, nie próbując jej podsumowywać. W recenzji poprzedniego sezonu napisałem o naturalnie tworzących się relacjach międzyludzkich, stopniowym nawiązywaniu znajomości, a później przyjaźni. Twórcy zdążyli chyba o tym zapomnieć, serwując nam reset stosunków pomiędzy bohaterami i zamieniając je na zwyczajnie toksyczną relację, wprost infantylną i będącą zaprzeczeniem osiągnięć poprzedniej serii, gdzie wszystko zdawało się dążyć do szczęśliwego końca.

Rozłóżmy to jednak na czynniki pierwsze, albowiem na całość złożyła się masa elementów, o których wypada wspomnieć. Pierwszą rzeczą, jaką zauważamy, jest kompletne zidiocenie bohaterów, nie omijające żadnego z nich. Na pierwszy ogień poszły Yozora i Sena, które w swoich codziennych grymasach, psikusach i gagach zaczęły przypominać osoby niedorozwinięte psychicznie, co próbowano przedstawić jako kwintesencję humoru. Poza tym obydwie straciły niemalże wszystkie zalety, ukazywane teraz jedynie od święta, a po chwili zapominane. Poznaliśmy też odpowiedź na męczące sporą część widzów pytanie o kwestię płci Yukimury, ukazaną w sposób dość dobitny – tak dobitny, iż miałem ochotę rzucić oglądanie serii. Nie jestem w stanie pojąć, jak można sprzedać tak bezsensowny, niedorzeczny, absolutnie głupi pomysł w serii, która teoretycznie porusza poważny problem wielu japońskich nastolatków – dostosowania do życia w społeczeństwie i nawiązywania relacji. Tak po prostu nie można, gdy poprzedni sezon celował w kompletnie inną grupę widzów, oczekujących czegoś więcej od tej komedii.

Największe i najboleśniejsze zmiany dotknęły jednak Kodaki. Z zaradnego, zdecydowanego chłopaka przeobraził się w zagubionego, tchórzliwego mazgaja, który nie potrafi już tak jak poprzednio ciągnąć tej zróżnicowanej grupy ludzi w jednym kierunku. W momencie, gdy wszyscy oczekiwali od niego konkluzji i wysnucia jedynego, wiadomego z góry wniosku, on uciekł i schował głowę w piasek, z całkowicie bezpodstawnych obaw, spowodowanych lękiem przed nieznanym. W momencie, gdy los się do niego uśmiechnął, niemalże zaprzepaścił wszystko, co do tej pory osiągnął. Zmiana jego charakteru była tak ogromna, iż miałem wrażenie podmiany postaci na gorszą i nie potrafiłem poczuć do niego sympatii, jak podczas oglądania pierwszej serii kilkanaście miesięcy temu.

Fabuła Boku wa Tomodachi ga Sukunai Next jest diabelnie nierówna. Znajdziemy tutaj wyjaśnienia wielu ważnych kwestii poruszonych poprzednio, dowiadujemy się istotnych faktów z życia bohaterów, widzimy jedną czy dwie łączące je dłuższe historie, po czym to wszystko zostaje zniszczone jednym lub dwoma idiotycznymi zdarzeniami, ewentualnie zamieceniem sprawy pod dywan. Brakuje tu ciągłości i logiki. Momentami miałem wrażenie, iż autorzy wpadli na pomysł, po czym nie potrafili go rozwinąć i się z niego wycofali. Wprowadzono za to kilka całkiem nowych postaci, wrzucono kilka dodatkowych wątków wykazujących potencjał rozwoju, ale całość zakończono, urywając historię w ważnym momencie i sugerując możliwą kontynuację, której prędko się jednak nie doczekamy. Każda z serii Haganai ekranizowała cztery tomiki powieści, których do tej pory wyszło właśnie osiem. Rocznie wydawane są dwa tomiki, więc jeśli studio zdecyduje się na kolejną kontynuację w takiej formie, to otrzymamy ją nie wcześniej, aniżeli za dwa lata.

Ze względu na powyższe zmiany ucierpiała strona komediowa serii. Zamiast gagów i żartów pokazanych w świeży sposób, tym razem zostaliśmy obdarowani idiotycznym humorem. Nie mogło być jednak inaczej – po takim, a nie innym przekształceniu bohaterów i zachwianiu fabuły, zniknęła możliwość wykorzystania humoru słownego czy sytuacyjnego. Oczywiście trafiło się kilka scen, w których czuć było poziom poprzedniego sezonu, ale niestety stanowiły one zdecydowaną mniejszość. Zaaplikowano nam za to dodatkową ilość fanserwisu, zarówno słownego, jak i wizualnego. Wykorzystanie Marii do wypowiadania obrzydliwych i nieśmiesznych fraz, zwiększenie natężenia przekleństw w słownictwie Riki, pokazywanie przy każdej okazji ciała Seny z wielu możliwych kątów, prezentowanie jak najbardziej wyzywających póz przez większość bohaterek czy też wieloznaczne sceny łóżkowe pokazują, w jakim kierunku podążono i jaką grupę widzów próbowano przyciągnąć tym razem.

Na jakość serii niemały wpływ miała też grafika, która po prostu dostała znacznie niższy budżet. Postaci prześwietlono, próbując ukryć brak detali włosów czy twarzy. Przy przejściach z pierwszego na drugi plan następowała znacznie wyraźniejsza deformacja sylwetek, aniżeli w pierwszym sezonie. Na szczęście poziom tła nie zjechał szczególnie w dół. Tym, co ucierpiało jeszcze bardziej aniżeli szczegóły rysunku, była animacja. Sceny wydawały się do bólu statyczne, ilość animacji ograniczono do minimum, momentami próbując tworzyć oparte na tym gagi, zazwyczaj nieskutecznie. Przypadkowo pojawiający się statyści nawet na pierwszym planie byli nieruchomi. Niewielka liczba pokazanych lokalizacji i ich rodzaj również miały na celu oszczędzanie budżetu. Poważnie ucierpiał też przy tym fanserwis – postaci były fatalnie narysowane i można było dojść do wniosku, iż dziewczyny mają pośladki obcięte w połowie lub też nie noszą majtek, a ich uda momentami (zależnie od postaci) przypominały albo tyczkę, albo udziec tłustego zwierza w ludzkiej skórze wysmarowanej wazeliną i błyszczącej się na kilometr. Jedynym miłym elementem tutaj były zmiany strojów i fryzur przez Rikę, które wnosiły trochę świeżości do tej przeciętnej oprawy graficznej.

Zdecydowanie bardziej pozytywnie oceniam natomiast oprawę dźwiękową. Udało się ponownie dobrać dwa szalone, pasujące do klimatu serii utwory otwierające i zamykające każdy odcinek. Be My Friend oraz Bokura no Tsubasa, śpiewane przez seiyuu głównych bohaterów, wypadły naprawdę dobrze. Nie są to piosenki, których słuchać będziemy długimi godzinami, jednakże pasują jak ulał do serii. Podkład dźwiękowy odcinków zachował poziom poprzedniczki: dość dobrze wypełnia swoją rolę, chociaż nie zapada w pamięć, ale to już przypadłość zdecydowanej większości anime, jakie widziałem.

Konkluzja jest prosta – seria zaliczyła mocny spadek poziomu pod każdym względem. Jedynie w nielicznych momentach mogłem poczuć to, co spodobało mi się poprzednio, i co sprawiło, że wyczekiwałem kontynuacji. Być może dobrze, iż kolejnego sezonu nie możemy się szybko spodziewać – jest czas na przemyślenie i naprawienie błędów popełnionych zarówno przez autora powieści, jak i zespół produkujący anime. Komu poleciłbym tę serię? Na pewno widzom, których nęcą nierozwiązane sprawy z pierwszego sezonu, ponieważ mimo wszystko otrzymujemy tu kilka wyjaśnień i nowych faktów. Odradzam jednak seans osobom, które urzekł humor i sposób pokazania tworzenia się relacji międzyludzkich w odcinkach z 2011 roku. Niestety, nie mają tu czego szukać, a oglądając serię, zepsują sobie jedynie miłe wspomnienia.

Piotrek, 11 kwietnia 2013

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: AIC (Anime International Company)
Autor: Buriki, Yomi Hirasaka
Projekt: Yoshihiro Watanabe
Reżyser: Tooru Kitahata
Scenariusz: Tatsuhiko Urahata, Yomi Hirasaka
Muzyka: Tom-H@ck