Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Festiwal Fantastyki Twierdza - konwent

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

1/10
postaci: 1/10 grafika: 6/10
fabuła: 1/10 muzyka: 4/10

Ocena redakcji

3/10
Głosów: 5 Zobacz jak ocenili
Średnia: 3,40

Ocena czytelników

5/10
Głosów: 130
Średnia: 5,48
σ=2,45

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Inu to Hasami wa Tsukaiyou

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2013
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Dog & Scissors
  • 犬とハサミは使いよう
Postaci: Artyści, Zwierzęta; Pierwowzór: Powieść/opowiadanie; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność
zrzutka

Jak twierdzi główny bohater, jest to historia o książkach. Nie słuchajcie go. Kłamie.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Kazuhito Harumi jest wyjątkowo oddanym swojej pasji molem książkowym. Kolejne lektury nie tyle czyta, co wręcz pochłania. W tempie ekspresowym opróżnia półki okolicznych księgarni, nie żałując pieniędzy, a jego mieszkanie zawalone jest rezultatami tych zakupów. Mieszka w Tokio sam, podczas gdy rodzina wyjechała do odległej Okayamy, ponieważ jak twierdzi, na prowincji najnowsze publikacje pojawiają się wolniej. Spośród wszystkich autorów najbardziej ceni tajemniczego pisarza tworzącego pod pseudonimem Shinobu Akiyama, mistrza wszelkich gatunków literackich i autora licznych bestsellerów.

Spokojną, wypełnioną głównie kolejnymi stronicami książek codzienność przerywa pewien wypadek. Podczas lektury powieści swego ulubionego twórcy w lokalnej kawiarni, Kazuhito staje się świadkiem napadu uzbrojonego desperata. W przypływie szlachetności i młodzieńczej brawury ratuje przed śmiercią znajdującą się w tym samym lokalu dziewczynę, która całkowicie pochłonięta pisaniem, nie zauważyła napastnika. Rycerski gest kończy się dla bohatera tragicznie, gdyż zostaje on śmiertelnie postrzelony. Jego dusza nie zgadza się jednak odejść z tego świata, w końcu pozostało tyle nieprzeczytanych jeszcze książek, w szczególności ostatni tom słynnego cyklu autorstwa Shinobu Akiyamy. Niebiosa litują się nad jego losem i umożliwiają reinkarnację w postaci… długowłosego jamnika. Najbardziej oczytanego czworonoga świata odnajduje w sklepie zoologicznym i przygarnia ta sama dziewczyna, którą jeszcze jako człowiek uratował w pamiętnej kawiarni. Nowa właścicielka okazuje się, wcale nie tak niespodziewanie, podziwianą przez Kazuhito pisarką (której prawdziwe imię brzmi Kirihime Natsuno). Przybyła, gdyż jakimś cudem jest w stanie słyszeć wszystkie jego myśli, a to przeszkadza jej w pracy. Ponieważ jamniki prawa głosu nie mają, nasz bohater zamieszkuje z nią w luksusowym apartamencie i zostaje zatrudniony jako środek antystresowy i maskotka.

Poświęciłem tak wiele miejsca na opis założeń serii, ponieważ dokładnie w tym momencie, przypadającym mniej więcej na trzynastą minutę pierwszego odcinka, kończy się jakakolwiek spójność, logika i planowanie. Wraz ze swoją nową panią Kazuhito wpierw wyrusza w ślad za swym mordercą, a potem zmuszony jest stawić czoła osobom, które były dla niego ważne w przeszłości, między innymi siostrze i koleżance z klasy. Każdy kolejny wątek oddala fabułę od granicy trzeźwości umysłu. Nikt nie interesuje się tak istotnymi pytaniami jak to, dlaczego bohater odrodził się w ciele jamnika i czy istnieje sposób przywrócenia mu dawnej postaci. Zamiast tego wprowadzane są nowe, niepasujące do niczego pomysły, będące przejawem desperacji autorów, by z Inu to Hasami wa Tsukaiyou uczynić coś choćby marginalnie ciekawego. Nieważne, czy te grzechy popełniono już na etapie light novel, czy dopiero podczas adaptacji – są one liczne i tak znacząco psują przyjemność oglądania, że samo ich wspomnienie na potrzeby tej recenzji przyprawia mnie o dreszcze.

Na pierwszy ogień idzie wybrakowane poczucie humoru, z jakim potencjalnemu widzowi, czy jak kto woli ofierze, przyjdzie się zmagać w każdym odcinku. Lista scenek jest zatrważająco krótka, do tego stopnia, że aby pokazać istotę problemu, pozwolę sobie je wypunktować. Najczęściej powodem do śmiechu ma być Kazuhito, który rzuca komentarz na temat małych piersi lub złośliwości swojej pani, za co w zależności od wagi przewinienia zostaje ukarany ostrzyżeniem futra lub epitetem będącym grą słów z wyrazem „pies”. Regularnie pojawia się też któraś z postaci drugoplanowych, prezentując ograniczony przez zupełną jednowymiarowość zasób kwestii i jedno z trzech, może czterech przypisanych do swej osoby zachowań. Wydawczyni masochistka upomina się o kary cielesne, siostra bohatera pichci obrzydliwe w smaku curry, a idolka z talentem literackim pojawia się na kilkanaście sekund w towarzystwie ochroniarzy, by zademonstrować swą wyjątkowość i nieskazitelne piękno. To wszystko. Gagi męczą już za pierwszym razem, a niektóre z nich potrafią powtarzać się nawet kilkakrotnie w ciągu odcinka! Podczas całego serialu lekko uśmiechnąłem się tylko na samym początku, gdy przemieniony protagonista, pozbawiony swych drogocennych książek, w akcie desperacji czytał nawet składy z opakowań psiej karmy. Reszta prób rozweselenia budziła wyłącznie moje zażenowanie i znudzenie.

Być może świadomi problemu autorzy próbowali urozmaicić wydarzenia odrobiną pojedynków, opartych na dziwnych technikach i przekombinowanych rodzajach oręża. Wierne nożyczki, którymi posługuje się Kirihime, są całkowicie normalne w porównaniu do pozostałych wynalazków. Co powiecie na włócznię ukrytą w miotle pokojówki albo gadający nóż elektryczny siostry Kazuhito, pieszczotliwe nazywany przez nią „Pożeraczem tuńczyków” i posiadający funkcję transformacji w piłę łańcuchową lub działo? Dlaczego tak się dzieje? Tego nie wie nikt, łącznie z bohaterami posługującymi się wspomnianą bronią, i niech was nie zwiedzie myśl, że podobne głupoty mogą być zabawne. Nie są. To jedynie nieudolna próba wrzucenia do gara jak największej ilości składników w nadziei, że ich obfitość kogoś zainteresuje.

To jeszcze nie wszystko. Inu to Hasami wa Tsukaiyou aspiruje również do bycia dramatem, a przynajmniej elementy typowe dla dramatu posiada. Przez chwilę miałem nadzieję, że jakiekolwiek poważniejsze wątki są tylko pretekstem do parodii, co ratowałoby całość jako zabawę konwencją, wciąż słabo zrealizowaną, ale jednak zamierzoną. Nic z tego, traumy i moralne dylematy są traktowane w anime z pełną powagą. Te dotyczące przyjaźni i problemów w komunikacji brat­‑siostra da się jeszcze znieść, mimo że są przewidywalne i wyprute z jakichkolwiek autentycznych emocji. Zgrozę budzą za to wszelkie wzmianki o książkach i wyzwaniach bycia pisarzem, zwłaszcza te, w których bohaterowie, zaczynają wdawać się dyskusję na temat bycia Prawdziwym Autorem. Na deser postawiam takie kwiatki, jak dramatyczna retrospekcja z przeszłości Kirihime, ceniącej swoje nożyczki wyżej niż rodzinę.

Zwieńczeniem osiągnięć twórców jest wątek romansowy (tak!) pomiędzy Kazuhito a Kirihime. W głębi serca ciemiężycielka jest wdzięczna swojemu wybawcy, a następujące po drodze kolejne przejawy jego heroizmu, głównie niezamierzonego, tylko pogłębiają uczucie. W przerwach pomiędzy obrzucaniem wybranka wyzwiskami i wycinaniem mu na futrze różnorakich wzorków, Kirihime stara się pokazać swoją lepszą stronę. Przy okazji przechodzi nieprawdopodobną przemianę z sekutnicy w nieśmiałe, zakłopotane stworzonko, zdolne zawstydzić dowolne animowane dere. Na szczęście watek romansowy obywa się bez perwersji i jest utrzymany w lekkim tonie, ale transformacje bohaterki są tak nielogiczne i nagłe, że mogłem najwyżej przyjąć go do wiadomości bez większego zainteresowania.

Zastanowiwszy się nieco dłużej nad wspominanymi mankamentami, dochodzę do wniosku, że gwoździem do trumny serii jest nie tyle słabość poszczególnych jej elementów, ale ich połączenie, zrobione bez jakiegokolwiek planu i wyczucia. Mimo wszystko zdarzyło mi się widzieć gorsze przypadki prowadzenia fabuły czy też bardziej mizerny humor, ale z tak słabowitym ich połączeniem miałem do czynienia po raz pierwszy. Widać jak na dłoni, że twórcy męczyli się podczas produkcji, nie bardzo wiedząc, w którym kierunku powinna pójść akcja i jak zapełnić do końca czas ekranowy wszystkich dwunastu odcinków. Równie zagubieni wydają się seiyuu, w efekcie czego zmarnowano talent Shizuki Itou, Mariny Inoue i wielu innych.

Przy tak licznych problemach aż dziw, że wizualnie anime prezentuje się całkiem nieźle. Modele postaci cieszą oko, a ilość detali na elementach ubrania i fragmentach scenografii rzeczywiście potrafi pozytywnie zaskoczyć. Są co prawda lokacje raczej pustawe, jak choćby apartament Kirihime, ale poza tym nie zdarzyły się rysownikom bardziej znaczące wpadki. Animacje komputerowe są już gorszej jakości, ale najbardziej irytował mnie pomysł z zaakcentowaniem „mowy” zamienionego w psa Kazuhito poprzez poruszanie kłaków na jamniczej łepetynie. Ten z pozoru nieistotny detal, mający symulować ruchy warg, budził we mnie odruch sięgnięcia po packę na muchy i notorycznie rozpraszał.

W przeciwieństwie do przyzwoitej szaty graficznej, ścieżka dźwiękowa nie zawiera żadnych wyróżniających się utworów muzycznych. Najbardziej charakterystyczny, towarzyszący głównie pojedynkom, składa się z prostego, zapętlonego motywu i nie jest w stanie skutecznie zbudować atmosfery. Inna sprawa, że przy takich scenach nawet Jeremy Soule miałby problem ze skomponowaniem czegoś sensownego. Taneczny opening i fanserwisowy ending dobijają z kolei dwa do bólu stereotypowe j­‑popowe kawałki, które po jednokrotnym przesłuchaniu przewija się automatycznie i bez skrupułów.

Niejednokrotnie zdarzało się, że słabe anime w ostatniej chwili ratowało się kilkoma niezłymi scenami, nowatorskimi pomysłami, czy też obecnością interesującej postaci. Inu to Hasami wa Tsukaiyou oferuje wyłącznie pustkowie, na którym porozrzucano strzępy pomysłów podpatrzonych u innych autorów. Jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się z tak wyraźną niechęcią podchodzić do każdego odcinka, wyczekując endingu niczym chórów anielskich. Gdyby była to jednoodcinkowa produkcja OVA, mógłbym być w swej ocenie łaskawszy. Przy dłuższej formie, za cierpienia w imię udzielenia recenzenckiej przestrogi i za brak szacunku wobec widza nie pozostaje mi nic innego, jak wystawienie najniższej możliwej noty. Nie oglądajcie, nawet jeżeli jesteście poszukiwaczami tytułów tak słabych, że aż śmiesznych. Wynudzicie się za wszystkie czasy.

Tassadar, 28 września 2013

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: GONZO
Autor: Shunsuke Sarai
Projekt: Youko Satou
Reżyser: Yukio Takahashi
Scenariusz: Toshizou Nemoto
Muzyka: Akito Matsuda