Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyuu.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 7/10 grafika: 6/10
fabuła: 6/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

6/10
Głosów: 4 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,25

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 225
Średnia: 7,06
σ=1,68

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Date a Live II

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2014
Czas trwania: 10×24 min
Tytuły alternatywne:
  • デート・ア・ライブ II
Postaci: Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Powieść/opowiadanie; Miejsce: Japonia; Czas: Przyszłość; Inne: Ecchi, Harem, Supermoce
zrzutka

Ciąg dalszy perypetii Shidou Itsuki i jego haremu. Rozmach większy niż poprzednio, ale świeżość już nie ta.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Przypomnijmy fakty: aby ratować Ziemię przed międzywymiarowymi kataklizmami, nastoletni Shidou Itsuka, wspierany przez organizację o nazwie Ratatoskr, musi wypełniać ważną misję. Czyli sprawić, by powodujące te kataklizmy seirei, mające postać pięknych dziewcząt, były zadowolone z życia i grzecznie pozwalały mu na zapieczętowanie swoich mocy. Po serii sukcesów (i jednej porażce w osobie kusicielskiej i niebezpiecznej Kurumi) Shidou staje teraz przed nowymi wyzwaniami. Zwykła szkolna wycieczka na piękną wyspę przynosi spotkanie ze skłóconymi bliźniaczkami Kaguyą i Yuzuru, które to miejsce wybrały na załatwienie swoich porachunków. To jednak nic w porównaniu z chaosem, jaki na szkolnym festynie kulturalnym spowoduje popularna piosenkarka Miku (Izayoi, nie Hatsune), będąca oczywiście kolejnym seirei. Tu sprawa się o tyle komplikuje, że panna Miku chorobliwie nie znosi mężczyzn… Jednak największym zagrożeniem okazuje się organizacja DEM (Deus Ex Machina), która z sobie tylko znanych powodów zamierza porwać Tookę, stosując nie zawsze czyste metody i wymuszając pomoc jednostki AST, do której należy Origami.

Nie lubię kontynuacji. Jeśli mówimy o adaptacjach niezakończonych mang lub light novel, kontynuacje z reguły nie dostarczają odpowiedzi na żadne pytania z pierwszej serii (zwykle dodając w zamian nowe), zapowiadają jakieś dramatyczne wydarzenia w przyszłości, a potem kończą się, zanim zdążą cokolwiek osiągnąć. Niestety, taki sam los spotkał też kontynuację Date a Live. Pierwsza seria była zgrabnym połączeniem przygodówki i humorystycznego spojrzenia na znane schematy. Ta nadal jest niezłą przygodówką, szczególnie jeśli komuś podobała się część poprzednia, ale szczerze mówiąc, pod wieloma względami brakuje jej tamtego „pazura”.

Pierwsza część serii, poświęcona Yuruzu i Kaguyi, jest fabularnie bardzo dobra. Prawidłowo rozplanowana w czasie, z elementem nieprzewidywalności spowodowanym interwencją DEM, nie traci przy tym klimatu pierwszej serii i nie da się traktować stuprocentowo poważnie. Do tego pozwala się wykazać niektórym postaciom drugoplanowym – wreszcie widać jak na dłoni, do czego się przydaje zastępca dowódcy „Fraxinusa”, którego mieliśmy do tej pory okazję poznać tylko jako element komediowy ze skłonnościami masochistycznymi. Niestety część druga wypada znacznie słabiej. Można dyskutować, czy wydłużenie serii o dwa lub trzy odcinki by jej nie pomogło, ale wydaje mi się, że niewiele by dało. Problemem tutaj nie jest pocięcie wydarzeń, tylko to, że dzieje się za dużo i zbyt chaotycznie. Poza tym robi się zbyt poważnie jak na standardy Date a Live – polubiłam to anime ze względu na elementy parodystyczne, bo bez nich zostaje dość standardowa haremówko­‑siekanka.

Zaczynają się niestety rzucać w oczy wady świata przedstawionego, a przede wszystkim jego poważne niedookreślenie. Pierwsza seria mogła się wykpić pokazaniem przelotnie, że „za kulisami wiele się dzieje”, ale w drugiej widzowie chcieliby już rzucić okiem za rzeczone kulisy i poznać lepiej tło pokazywanych wydarzeń. Możliwe, że wszystkiego tego nie było jeszcze w light novel, może pominięto to, żeby nie przeładowywać serii informacjami, ale efekt nie jest dobry – świat przedstawiony coraz bardziej zaczyna sprawiać wrażenie dekoracji stawianych pospiesznie na potrzeby poszczególnych scen, a nie przemyślanej i spójnej całości. Wprowadzenie DEM (którego obecność w pierwszej serii była tylko sygnalizowana) w pierwszej części serii jest dobre, ale w drugiej zdecydowanie brakuje jakichś wyjaśnień na temat tej organizacji i jej celów. Ich pominięcie sprawia, że DEM i jego przedstawiciele wypadają okropnie płasko – ot, niesprecyzowane zło, które prześladuje bohaterów, żeby było ciekawiej. Wreszcie boleśnie daje się odczuć brak jakiegokolwiek epilogu, który pokazałby, gdzie są teraz poszczególne postaci i jaki jest ich obecny status po całej tej awanturze, a także jak prezentuje się dynamika między głównymi organizacjami w tej serii – Ratatoskrem, DEM i jednostką AST.

Ta seria wpada także z całym impetem w dołek, który fabularnie kopała sobie od początku, a związany z prowadzeniem poszczególnych postaci. Samo to, że dziewcząt wokół Shidou robi się sporo, to tylko połowa problemu – znam serie, które doskonale sobie radziły z jeszcze większą obsadą. Tutaj jednak daje się odczuć, że część dziewczyn, a dokładniej: niemal wszystkie seirei, nie ma żadnego celu w życiu poza pętaniem się w pobliżu głównego bohatera i jeśli nie dostają scen z jego udziałem, nie mają prawa bytu w fabule. „Zagospodarowanie” dużej liczby postaci to bardzo konkretna umiejętność, której autor light novel wyraźnie nie opanował w dostatecznym stopniu. O dziwo, staje się to jeszcze bardziej widoczne w scenach walk, czyli tam, gdzie seirei mogłyby pokazać, co potrafią. Tyle tylko, że ich obecność drastycznie zmieniałaby równowagę sił (i nie dawała się wykazać Shidou), więc scenariusz wykręca się, jak może, żeby tylko nie wystawiać ich na linię frontu.

Tooka, pierwsza z towarzyszek Shidou, z którą ten wydaje się emocjonalnie najbardziej związany, dostaje tutaj zaskakująco niewielką rolę. W pierwszej części asystuje jego działaniom zmierzającym do spacyfikowania bliźniaczek, większość drugiej spędza w roli obiektu do ratowania, a dramatyczny finał z jej udziałem kończy się bardzo szybko (i biorąc pod uwagę okoliczności, bardzo łatwo). Yoshino pozostaje w tle od początku do końca, zaś Kotori widzimy tylko w roli dowódcy „Fraxinusa”. Wyjątkowo niewykorzystaną fabularnie postacią jest także Origami – to wygląda, jakby na tym etapie fabuły zabrakło na nią pomysłu. O dziwo, większą rolę dostaje Kurumi, która być może dlatego właśnie wydaje się tak udana, że chociaż niewątpliwie fascynuje ją Shidou, jej świat nie obraca się wyłącznie wokół niego. Wybrane postaci drugoplanowe mają kilka świetnych scen, jednak na wprowadzenie jakichkolwiek nowych informacji o nich zabrakło miejsca.

Odniosłam wrażenie, że także grafika w tej części jest słabsza niż poprzednio. Nie chodzi o projekty postaci, które są równie udane (i aż proszą się o koszmarnie kosztowne figurki), ale o detale – tło, przestrzeń otaczająca bohaterów. Być może dlatego, że scen walki jest tu chyba więcej niż poprzednio, bywają one „oszukiwane”, najczęściej poprzez pokazywanie z odległości serii wybuchów na niebie. Nie jest to jednak spadek jakości bardzo znaczący, jestem przekonana, że osoby, którym pierwsza seria się spodobała, nie zwrócą na to większej uwagi.

Ze ścieżki dźwiękowej moją uwagę zwrócił przede wszystkim podkład muzyczny finałowej kulminacji – pełen patosu, może trochę przesadzony, ale jednak przyjemny dla ucha. Czołówkę, Trust in You, ponownie wykonują seiyuu głównych bohaterek – jest melodyjna, ale mnie zdecydowanie bardziej podobało się Date a Live z poprzedniej serii. Piosenkę przy napisach końcowych wykonuje natomiast Kaori Sadohara, grająca także Okamine, nauczycielkę Shidou. Zarówno wcielająca się w rolę Kaguyi Maaya Uchida (m.in. Rikka w Chuunibyou demo Koi ga Shitai!, Hiyori w Noragami), jak i grająca Yuzuru Sarah Emi Bridcut (Asuka w Mondaiji­‑tachi ga Isekai kara Kuru Sou Desu yo?, Bell w Blood Lad) mają niestety wyjątkowo niewielkie pole do popisu. To nie ich wina – wyraźnie są ograniczone przez narzucone ich postaciom charakterystyczne maniery mówienia, które sprawiają, że bliźniaczki brzmią bardzo charakterystycznie, ale poważnie upośledzają przekazywanie emocji. Za to rola Miku na pewno będzie warta wymienienia w karierze Minori Chihary (m.in. Yuki Nagato w Melancholii Haruhi Suzumiyi, Chiaki w Minami­‑ke). Nie tylko może operować szeroką skalą środków wyrazu – od słodkiej i wytwornej panienki do – nie bójmy się tego słowa – zimnej suki, ale jeszcze ma okazję śpiewać piosenki wykonywane przez jej postać.

Osoby, które wysoko oceniły pierwsze Date a Live i po prostu chciały zobaczyć chociaż kawałek ciągu dalszego tej historii, będą prawdopodobnie usatysfakcjonowane – dostajemy tutaj dwa kolejne epizody, bez żadnych dodatkowych „zapychaczy” pośrodku. Oceniam tę serię niżej ze względu na chaos w drugiej połowie i zakończenie, któremu zabrakło epilogu, ale jeśli komuś podoba się, że seria „poważnieje”, może być zupełnie innego zdania. Pewne jest jedno: jeśli ktoś obejrzał pierwszą serię bez przekonania i jest ciekaw, czy druga nie będzie lepsza, zdecydowanie odradzam mu seans, który uzna zapewne za stratę czasu.

Avellana, 17 czerwca 2014

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: AIC PLUS+
Autor: Koushi Tachibana
Projekt: Mika Akitaka, Satoshi Ishino, Tsunako
Reżyser: Keitarou Motonaga
Scenariusz: Hideki Shirane
Muzyka: Gou Sakabe