Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyuu.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 7/10 grafika: 8/10
fabuła: 8/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,00

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 24
Średnia: 6,96
σ=1,81

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Zegarmistrz)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Sakura - wojny ducha

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2000
Czas trwania: 25×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Sakura Taisen
  • Sakura Wars
  • サクラ大戦
Pierwowzór: Gra (bishoujo), Gra (inna), Gra (RPG); Miejsce: Japonia; Czas: Przeszłość; Inne: Magia, Mechy
zrzutka

Dawno, dawno temu, gdy nie powstał jeszcze Internet, wszystko było napędzane parą. Ludzie budowali parowe pociągi, parowe samochody i parowe mechy, żeby walczyć z demonami… Anime na podstawie gry – o dziwo sensowne.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Jest druga dekada dwudziestego wieku. Pierwsza wojna światowa z jakichś powodów nie wybuchła, nie miało też miejsca kilka innych wydarzeń, które mogłyby zepsuć wizerunek epoki. Pojawiły się natomiast inne, będące bardziej na rękę scenarzystom. Tokio odradza się po zniszczeniach, które pięć lat wcześniej przyniosła inwazja demonów, zwanych kouma. Wprawdzie dziś niebezpieczeństwo zostało już zażegnane, niemniej jednak nadal zdarzają się sporadyczne utarczki ze złymi duchami. W mieście działa więc kilka zakonspirowanych grup o różnych specjalizacjach (wywiad, obsługa techniczna, grupa badawcza, drużyna uderzeniowa etc.), z których najbardziej znana jest Flower Division, wyposażona w największe osiągnięcie techniczne epoki: koubu, czyli parowe mechy… Jako że walczyć przychodzi im z demonami, a tych, jak wiadomo, trudno pozbyć się tradycyjną bronią – należą do niej tylko osoby obdarzone wyjątkowo dużą energią duchową (stanowiącą dodatkowe paliwo koubu), zbierane praktycznie po całym świecie. Grupę tę zakonspirowano jako teatr (skądinąd cieszący się wysoką renomą), którego pracownicy dzień i noc pracują nad utrzymaniem gotowości bojowej oddziału, a po godzinach przygotowują się do kolejnych przedstawień.

Jak łatwo przewidzieć, przyjdzie nam śledzić losy właśnie tego oddziału, a konkretnie jednej z jego członkiń (bo – jak prawie zawsze w anime – składa się on z bandy dziewcząt i jednego faceta) – tytułowej Sakury, która dopiero co przybyła do miasta, by przyłączyć się do zespołu. Nie będę tu dokładnie omawiał składu osobowego oddziału ani tym bardziej całej obsady serii. Przez ekran przewija się kilkanaście osób odgrywających kluczowe dla fabuły role. Raczej trudno nazwać je szczególnie oryginalnymi – większość z nich wpisuje się tak czy inaczej w któryś z obowiązujących archetypów bohatera anime. Niemniej jednak postacie są na tyle sympatyczne, by seria dała się przyjemnie oglądać. Ich zachowania są zrozumiałe, a twórcy na tyle dobrze poradzili sobie z relacjami międzyludzkimi, że większość ich reakcji ma jakiś sens. Można zrozumieć zarówno decyzje, jak i uczucia poszczególnych bohaterów, uniknięto też sytuacji, w których jakaś postać np. złości się tylko dlatego, bo autorzy postanowili, że ona będzie typem „złośnicy”.

Fabuła jest dość nierówna. Właściwie chyba najlepszym, co można by dla tego anime zrobić, byłoby wywalenie pierwszych sześciu odcinków i nakręcenie ich od nowa. Dzieje się w nich niewiele i są mało atrakcyjne. Na szczęście jednak akcja się rozkręca i w późniejszych odcinkach jest już ciekawiej. Szybko okazuje się, że za pozornie przypadkowymi atakami demonicznych mechów wakiji stoi jakaś nieznana wroga siła, wywodząca się wprost z dalekiej przeszłości oddziału. Poznajemy też przeszłe losy zarówno Tokio, jak i poszczególnych członkiń oddziału oraz ich mroczne tajemnice, śledzimy dramatyczne wybory, heroiczne poświęcenia i zdrady… Innymi słowy – standard, choć elementy te pasują do siebie dobrze. Na tym polu anime raczej nas nie zaskakuje, niemniej jednak trudno mi wymyślić jakiś sensowny zarzut pod jego adresem. Muszę uczciwie przyznać, że przez większość czasu miałem wrażenie, że w intrydze czegoś brakuje. Mam wrażenie, że tym brakującym elementem jest (uwaga! uwaga!) wątek miłosny! Jest to o tyle dziwne, że na ekranie śledzimy losy całkiem pokaźnej grupy dziewcząt i jednego faceta w wieku, że tak powiem, reprodukcyjnym. Wyraźnie też widać, kto do kogo smali cholewki, niemniej jednak z jakichś powodów twórcy postanowili nie ciągnąć tego wątku. Być może ma to związek z tym, że anime powstało na podstawie gry na Sega Saturn, będącej po części symulatorem randkowym, a po części taktycznym RPG i być może twórcy nie chcieli zamykać furtki dla rozwoju kolejnych części gry (a tych wyszło sporo).

Warto natomiast powiedzieć kilka słów na temat konstrukcji świata. Nie przekłada się to bezpośrednio na jakość anime, niemniej jednak – jak na serię traktującą o bandzie aktoreczek, walczących w parowych mechach z inwazją demonów – świat przedstawiony jest dość sensowny i wewnętrznie spójny. Ktoś wyraźnie uznał, że skoro potrzebujemy właśnie takiego oddziału, to może niegłupim pomysłem jest wpisanie go w jakieś sensowne struktury militarne. Jeśli gdzieś toczy się walka z demonem, to teren należy otoczyć wojskiem i posłać tam kilka czołgów, a oficera do dowodzenia tą bandą można wziąć nie z ulicy, tylko ze szkoły oficerskiej… Właściwie przekłada się to niewielkim tylko stopniu na fabułę, ale miło patrzeć na coś, co ma ręce i nogi.

Jeśli chodzi o stronę techniczną, to niestety seria ma już swoje lata. Z jednej strony przez to wygląda nieco gorzej niż to, co przyzwyczailiśmy się dziś oglądać, ale z drugiej – powstała przed inwazją grafiki komputerowej, więc wszystko, co przyjdzie nam obejrzeć, jest ładnie narysowane i nie musimy się martwić nadmierną ilością retuszy. Generalnie na grafikę trudno narzekać, jest całkiem przyjemna dla oka.

Muzyka – jako taka – nie budzi zachwytu… Na szczęście też nie budzi grozy, jest jak reszta oprawy filmu – na średnim, choć znośnym poziomie. Jak zwykle bardzo się postarano przy doborze seiyuu, ale przygrywające nam utwory raczej dalekie są od sztuki wysokiej. Niemniej jednak trudno mi powiedzieć o nich coś złego. To dobrze wykonana, choć nie doskonała robota.

Sakura Wars wybitną serią nie jest. Nie jest też jednak serią zasługującą na skreślenie zaraz na początku. Brak mi w niej czegoś, co znacząco wyróżniłoby ją spośród setek innych produkcji, które kręcone są w Japonii: idealnie wpisuje się we wszystkie kanony anime. Z drugiej strony jest przyjemna w odbiorze i raczej pozbawiona większych wad. Osoby, które wezmą się za jej oglądanie, nie powinny żałować, choć nie zdziwiłbym się, gdyby zapomniały o serii kilka dni po jej zakończeniu. Szczerze mówiąc, nie jest to nawet dzieło zdolnego rzemieślnika, a raczej produkt przemysłowy. Niemniej jednak wyprodukowany w bardzo porządnej fabryce, ozdobiony logo znanego i cieszącego się dobrą reputacją producenta. Raczej powinno się podobać.

Zegarmistrz, 17 maja 2006

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Madhouse Studios
Autor: Ouji Hiroi
Projekt: Hideki Fukushima, Hidenori Matsubara, Hideyuki Morioka, Kousuke Fujishima
Reżyser: Ryuutarou Nakamura, Takashi Asami
Scenariusz: Hiroyuki Kawasaki, Satoru Akahori
Muzyka: Kouhei Tanaka