Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

5/10
postaci: 4/10 grafika: 7/10
fabuła: 6/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

5/10
Głosów: 4 Zobacz jak ocenili
Średnia: 4,75

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 83
Średnia: 5,61
σ=1,9

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Kysz)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Subete ga F ni Naru: The Perfect Insider

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2015
Czas trwania: 11×24 min
Tytuły alternatywne:
  • すべてがFになる THE PERFECT INSIDER
  • Perfect Insider
Postaci: Nauczyciele, Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Powieść/opowiadanie; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Realizm
zrzutka

„Nie pochwalam morderstwa” zwykł mawiać pewien słynny literacki detektyw. Ja zaś nie pochwalam kiepskiej zagadki kryminalnej – choćby takiej, jak w tym anime.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Czy lubicie kryminały? Ja tak, i to bardzo. Przede wszystkim kocham zaś klasyczne powieści detektywistyczne, w których skupiać się winniśmy głównie na samej zagadce, próbując jednocześnie z bohaterami rozwiązać sprawę morderstwa. Nie wiedzieć czemu, niewiele wyszło do tej pory anime, które w satysfakcjonujący sposób przedstawiałyby historię z tego gatunku. A to dodawano elementy nadprzyrodzone, a to przedstawiane tajemnice nie były zanadto interesujące, okazywały się naciągane, albo zbyt szybko przestawały być dla widza jakąkolwiek łamigłówką. Jak więc myślicie, jak mogłam się czuć w momencie, gdy okazało się, że planowana jest adaptacja książki cenionego japońskiego pisarza, i to książki, dla której w 1996 roku stworzono specjalną nagrodę literacką w magazynie „Mephisto”? Powiedzieć, że skakałam z radości, to trochę mało – ja już przy zapowiedziach zaczęłam się zastanawiać, kto zabił! Wspominam o tym głównie dlatego, by pokazać, jak bardzo byłam względem tego tytułu pozytywnie nastawiona… i jak srodze się na nim zawiodłam. Choć Perfect Insider właściwie złe nie było, nie jestem w stanie go nikomu polecić. A oto dlaczego:

Zacznijmy od nakreślenia sceny, na której dokonuje się akt zbrodni. Genialna programistka, Shiki Magata, w wieku czternastu lat zamordowała własnych rodziców. Uznana za niepoczytalną i w związku z tym uniewinniona, zamknęła się w nowoczesnym laboratorium na wyspie Himaka, w którym od tej pory prowadziła różne naukowe projekty. Jej geniusz, w połączeniu z nieprzeciętną osobowością, zwrócił uwagę Souheia Saikawy, profesora architektury na Uniwersytecie Nagano. Ta fascynacja niezbyt przypadła do gustu jednej z jego studentek, a zarazem córce jego byłego mentora, Moe Nishinosono, która sama przejawia spore zainteresowanie profesorem. Dzięki swym koneksjom udaje jej się zorganizować wyjazd na wyspę Himaka w ramach wycieczki seminaryjnej. Już pierwszego wieczora ich pobytu tam dochodzi do makabrycznej zbrodni, a bohaterom nie pozostanie nic innego, jak tylko spróbować złapać mordercę. Wszystko wskazuje na to, że wciąż ukrywa się on w laboratorium…

Jak widać, jest to czystej wody kryminał, na dodatek skonstruowany wokół klasycznego motywu „zamkniętego pomieszczenia”, co bardzo dobrze temu wróży. Mamy ograniczoną przestrzeń, trupa, detektywa i jego asystentkę oraz grupkę ludzi, którzy jako jedyni mogli to zrobić. Sytuacja idealna można by rzec, a nam nie pozostaje nic innego, jak zasiąść przed monitorem i delektując się samą zagadką, spróbować dociec prawdy. Niestety – parafrazując słowa pierwszego w historii literatury detektywa – śledztwo nie będzie dla nas rozrywką. Dlaczego? Pozwolę sobie to wytłumaczyć w oparciu o dziesięć niezbędnych elementów, jakie musi zawierać powieść detektywistyczna według Raymonda Chandlera (ponieważ dotyczą one tylko treści, nie formy, możliwe jest ich przeniesienie na inne media, w tym także anime).

1. Musi być wiarygodnie umotywowana, zarówno jeśli chodzi o ekspozycję, jak i jej rozwiązanie. Gdybym miała wymienić główny czynnik, który zaważył na słabości tejże opowieści, byłaby to właśnie motywacja sprawcy. W prowadzonym śledztwie szybko okazuje się, że najważniejszy czynnik owej zbrodni stanowi jej aspekt psychologiczny. Na pierwszy rzut oka nie łatwo jest wytłumaczyć fakt dokonania tak potwornego przestępstwa inaczej, niż poprzez stwierdzenie, że jest to sprawka kogoś niezrównoważonego umysłowo. Takie rozwiązanie byłoby totalnie niesatysfakcjonujące dla widza, bo w końcu choroba psychiczna nie jest tak naprawdę solidnym motywem, a co za tym idzie – nie może być o tym mowy w porządnie skonstruowanym kryminale. W związku z tym, żeby dojść do tego, co się stało, musimy cofnąć się w czasie o piętnaście lat, by odkryć, jaką osobą była ofiara. Ma nas to w konsekwencji doprowadzić do tego, dlaczego zginęła. W teorii powinno to iść w parze z głęboką analizą psychologiczną większości zamieszanych w tę sprawę osób, co wydobyłoby na światło dzienne wszelkie „brudy” w rodzaju zazdrości, chęci zemsty, czy też innych, jakże ludzkich, uczuć. Tu tak różowo nie ma. Nie mogę zdradzić, jak wygląda prawda, byłby to zbyt poważny spoiler, natomiast muszę napisać, iż jeśli ktoś liczy na przemyślaną intrygę, istnieje duża szansa, że się zawiedzie po odkryciu wszystkich kart. Do tego jeszcze wszystko próbowano wytłumaczyć w najgorszy możliwy sposób, kompletnie ignorując fakt, że takie zachowanie, jakie nam zaprezentowano, jest pozbawione racji bytu.

2. Musi zgadzać się z technicznego punktu widzenia z metodami zabójstwa i jego wykrywania. Hiroshi Mori, czyli autor oryginalnej powieści, znany jest jako twórca „kryminałów naukowych”. W książkach wykorzystuje doświadczenie z własnych prac badawczych, zamieszczając w nich wiele problemów mających podłoże naukowe. Zagadka skonstruowana w Perfect Insider w dużej mierze opiera się na zagadnieniach związanych z kwestiami informatycznymi, na co zresztą wpływa specyfika miejsca, w którym rozgrywa się akcja, oraz profesje bohaterów. To jest, wbrew pozorom, całkiem świeże, a do tego wypada niezwykle przekonująco. Pod kątem technicznym zatem nie mam tej serii nic do zarzucenia (no może poza faktem, iż bohaterowie w noc popełnienia morderstwa jak gdyby nigdy nic kładą się spać, bo są zmęczeni).

3. Musi być realistyczna, jeśli chodzi o bohaterów, umiejscowienie akcji i atmosferę. Tak oto dochodzimy do bohaterów. Nim przejdę do charakterystyki najważniejszej trójki – Saikawy, Nishinosono i Magaty – muszę poświęcić słówko postaciom drugoplanowym. Z przykrością zauważyłam, że niemal całkowicie się oni nie liczyli. Co prawda miało to sens z perspektywy całej historii, lecz jednocześnie mocno zmniejszyło atrakcyjność zagadki. Skoro dostaliśmy ograniczone grono podejrzanych, logicznym posunięciem byłoby w następnej kolejności przybliżenie nam ich charakterystyk. Im większa rola dostaje się takim osobom, tym ciekawiej przedstawia się tajemnica – zaczynamy podejrzewać, bądź wykluczać z grona podejrzanych, coraz większą liczbę osób. Jednakże, by to było możliwe, musimy coś o tych ludziach wiedzieć. W tym przypadku w grupie bohaterów pobocznych wyróżnić można ze trzy osoby, o reszcie z góry wiadomo, iż nie mogli tego zrobić. Dlaczego? Z prostego powodu – bo zostali przedstawieni jako nieistotni.

Po przeciwnej stronie skali znajdują się naturalnie postaci detektywa i jego asystentki, do których nie jestem zbytnio przekonana. Z jednej strony są oni partnerami rozwiązującymi sprawę, z drugiej – parą ludzi, których wiąże dziwaczne uczucie. Ciekawie rozwiązano natomiast kwestię ich współpracy, bowiem Moe jest równie inteligentna jak Saikawa, nie stanowi więc klasycznego asystenta od brudnej roboty i stara się nadążać za tokiem rozumowania naczelnego detektywa. Wyjdźmy jednak poza schematy ich relacji detektyw­‑asystent i spójrzmy na osobowości każdego z nich. Moe jest nieco rozpuszczoną pannicą z dobrego domu, inteligentną i uczuciową, obarczoną na dokładkę tragiczną przeszłością. Pewne jej reakcje są przesadzone (zwłaszcza te dotyczące uczuć względem profesora), ale wypada najbardziej naturalnie w tym gronie. O wiele większy problem jest z Saikawą, z początku doskonale wywiązującym się ze swej roli oryginała, który z czasem przeradza się w bezosobowego robota. Chodzi, myśli, wypowiada „ważne” kwestie kiedy trzeba, pali papierosy – robi to, co musi i nic poza tym. Brakuje w jego kreacji jakiegoś indywidualnego rysu, pozwalającego na swoistego rodzaju uczłowieczenie tej postaci i nadanie mu osobowości potrzebnej do uznania go jako pełnoprawnego bohatera.

Jest jeszcze sama Shiki Magata, lecz w jej przypadku praktycznie wszystko, co mogłabym tu napisać, byłoby sporym spoilerem. Dla mnie jej osoba była gwoździem do trumny dla tej serii, wszystko bowiem próbowano wytłumaczyć faktem, że pani naukowiec jest geniuszem, na zupełnie innym poziomie rozwoju niż reszta społeczeństwa. Jej kreacji poświęca się najwięcej czasu, a mimo to wciąż jest to postać niekompletna, a przede wszystkim mocno nierealna pod względem psychologicznym.

4. Oprócz elementu zagadki musi mieć wartościową fabułę, np. samo śledztwo musi być przygodą wartą czytania. Zdecydowanie tytuł ten chciał być bardzo wartościowy, oj jak bardzo chciał. Od początku do końca zostaliśmy przytłoczeni dywagacjami na różnego rodzaju tematy natury filozoficznej. Jest tu wszystko, od kondycji człowieka w świecie, poprzez miłość, duszę, rozum, a na sensie życia kończąc. Mało tego, owe mądrze brzmiące teksty potrafią być wrzucane do najzwyklejszej w świecie rozmowy o pierdołach, w momencie, gdy się ich najmniej spodziewamy. Pozwólcie, że przytoczę w tym miejscu przykład takiego inteligentnego dialogu z pierwszego odcinka (w wolnym tłumaczeniu):
– Chyba czujesz się już lepiej.
– Zmuszam się do tego.
– Nie jesteś zbyt szczery w tym momencie.
– W życiu istnieją trzy wielkie pytania.
– Kim jestem? Skąd pochodzę? Dokąd zmierzam?
– Tylko o tym chciałbym myśleć. Zresztą myślenie jest jedyną prawdziwą wolnością.

To tylko przedsmak tego, co czeka nas później, w końcu im głębiej wchodzimy w przedstawianą tu historię, tym poważniejsze zaczynają być przywoływane teorie. Nie dość, że jest to męczące, to przy okazji bardzo spłyca charaktery protagonistów. Niełatwo jest stworzyć postać geniusza, ale z pewnością nie powinno się tego próbować osiągnąć poprzez wkładanie takiemu bohaterowi do ust skomplikowanych kwestii, licząc, że same mądre słowa sprawią, iż uwierzymy w jego inteligencję. A już na pewno nie pomogą w tym zapewnienia ze strony osób trzecich. Zamiast tego warto byłoby wykorzystać złotą zasadę „pokazuj, nie opisuj”, zwłaszcza iż bystrości umysłu danej postaci można dowieść nie tylko za pośrednictwem mądrze brzmiących koncepcji. Uzyskany w ten sposób efekt byłby z pewnością o niebo lepszy od obecnego.

5. Musi być na tyle prosty wątek kryminalny, żeby we właściwym czasie dało się go łatwo wyjaśnić. Jeśli jesteśmy wystarczająco spostrzegawczy i uważnie śledzimy wszystkie sceny, bez trudu uda nam się rozwiązać zagadkę przed czasem. Oczywiście musimy jednocześnie wyłączyć nasz zmysł logiki, inaczej skończymy z pytaniem: „no dobrze, podejrzewam, że było tak, ale… dlaczego?!”.

6. Musi zaskakiwać w miarę inteligentnego czytelnika. Z drugiej strony, właśnie dzięki temu ta historia potrafi nas zaskoczyć. Jakoś nie potrafię sobie wyobrazić, by ktokolwiek mógł, posługując się wyłącznie logicznym rozumowaniem, dowieść prawdy, zanim zostanie ona wyjawiona. Aczkolwiek znowuż powraca tutaj motyw zwątpienia w słuszność naszych teorii, gdy uświadamiamy sobie, o czym musi to jednocześnie świadczyć. Mówiąc prościej – wszystkie tropy jasno naprowadzają nas na rozwiązanie, ale gdy składamy je w całość, po prostu musimy odrzucić wyklarowaną w ten sposób odpowiedź, gdyż wydaje nam się ona zbyt absurdalna, by była prawdziwa.

7. Rozwiązanie zagadki musi wydawać się nieuniknione, kiedy już zostanie wyjawione. Szczerze za to przyznaję, że zastosowany tu trik sam w sobie jest dobry. Kiedy się dowiadujemy, na czym się on opiera, nie pozostaje nam nic innego, jak przyznać, że tak musiało być. Co nie oznacza jednocześnie, że plan mordercy był idealny i dobrze przeprowadzony, bo tego potwierdzić nie mogę. Zbyt wielki wpływ na jego realizację miały zbiegi okoliczności, oraz kwestie, których sprawca nie mógł przewidzieć podczas jego układania. Jednakże nawet pomimo tych wad, nie czułam, by sposób przeprowadzenia zbrodni mógł być inny.

8. Nie należy próbować robić wszystkiego naraz. W pewnym momencie dało się odnieść wrażenie, iż fabuła zbytnio odbiega od głównego toru, poświęcając czas na nieistotne kwestie. W paru środkowych odcinkach wprowadzono ledwie kilka rzeczy istotnych dla przebiegu intrygi. Sęk w tym, że usilnie starano się równocześnie prowadzić wątek tragicznej przeszłości Nishinosono i jej relacji z profesorem. Niby miało to w pewien sposób splatać się ze sprawą Magaty, lecz ostatecznie nic do niej nie wniosło. Ponieważ Perfect Insider jest pierwszą z kilku opowieści poświęconych tym bohaterom, zapewne jedną z jej podstawowych zadań miało być zapoznanie nas z nimi. Nie zmienia to faktu, że patrząc z perspektywy tylko tej historii, dostaliśmy wątek całkowicie zbędny, przesłaniający chwilami to, co powinno być najważniejsze.

9. Należy ukarać przestępcę w taki lub inny sposób, niekoniecznie z udziałem prawa. Ta kwestia dotyczy przede wszystkim samego zakończenia, dlatego też nie będę się do niej odnosić w związku z zamknięciem głównego wątku fabularnego. Zgłosiłabym natomiast pewne obiekcje względem kryminalnej przeszłości Shiki. Od momentu, gdy ujawniono, iż zabiła ona swoich rodziców, cały czas głowiłam się nad tym, jakim cudem ta dziewczyna nie gnije w więzieniu. Izolacji, przebiegającej na jej własnych warunkach, nie można uznać za karę. Jest to o tyle ważne, że gdyby nie taki rozwój wypadków, na jaki się zdecydowano, późniejsze makabryczne wydarzenia nie doszłyby do skutku. Inaczej rzecz biorąc – nie powinno być podstaw do stworzenia owej perfekcyjnej zbrodni, której tajemnicę mamy rozwikłać.

10. Musi być uczciwa wobec czytelnika. O ile największą wadą przedstawionej tu historii są motywacje sprawcy, o tyle największą jej zaletą jest właśnie uczciwość wobec widza. Ważne fakty zostają odpowiednio wyeksponowane, daje się nam też możliwość wykrycia zmyłki wcześniej, niż zrobi to detektyw. Ten zresztą na bieżąco dzieli się z nami swymi przemyśleniami, choć decydujące wnioski zostawia dla siebie, by odkryć je dopiero w kluczowym momencie. Generalnie rzecz biorąc, jest to więc rodzaj kryminału, który wciąga widzów do wspólnego rozwiązywania zagadki, stawia przed nimi zmyłki, lecz nie wprowadza go celowo w błąd, byle tylko nie był on w stanie samodzielnie dociec prawdy za pomocą czystej dedukcji.

W tym momencie mogłabym zakończyć tę recenzję, gdyż to, co najważniejsze, zostało już wyjaśnione. Zapewne nie darowano by mi wszakże przemilczenia informacji na temat aspektów technicznych tej serii, poświęcę im więc kilka słów. Graficznie Perfect Insider wypada po prostu dobrze. Owszem, widać spadek jakości w stosunku do pierwszego odcinka, prezentującego nadzwyczaj wysoki poziom, ale ustrzeżono się większych wpadek. Na szczególne wyróżnienie zasługują z pewnością projekty postaci, bardzo naturalne i obdarzone indywidualnymi cechami. Lubię zresztą, kiedy bohaterowie wyglądają adekwatnie do wieku, na co możemy liczyć w tym przypadku. Na plus zaliczam również zastosowanie stonowanej kolorystyki oraz niezłą grę światła, świetnie wzmacniającą dramatyzm kluczowych scen. Nie jest to typ serii, w której powinniśmy oczekiwać graficznych fajerwerków, ale i tutaj znalazło się kilka naprawdę zachwycających obrazów, jak choćby moment wschodu słońca w jednym z odcinków. Od standardu natomiast wyraźnie odbiega animacja, niestety raczej na minus. Niewielka dynamika tej historii pozwoliła na szczęście zamaskować owe braki.

Zadziwiająco wysoki poziom prezentuje soundtrack. Po pierwsze – opening i ending brzmią fantastycznie, do tego posiadają cudowne wizualizacje, niespotykane do tej pory w anime i ładnie łączące się z tematyką serii. Po drugie – podkład wykorzystany w trakcie odcinków jest odpowiednio wyrazisty, nie koliduje z samym obrazem, za to doskonale go uzupełnia. Aktorzy głosowi wykonali swoją robotę poprawnie, acz nie wyróżniłabym specjalnie żadnego z nich. Gdyby nie pewien szczegół, nie omieszkałabym ocenić warstwy dźwiękowej o oczko wyżej. Mowa oczywiście o rozmowie prowadzonej w języku angielskim między dwoma osobami, które w teorii nie powinny mieć z tym językiem żadnych problemów, ale w praktyce brzmiały jak dzieci z podstawówki. Na samo wspomnienie tej sceny zaczynają mnie boleć uszy.

Na zakończenie pragnę zaznaczyć, że nie miałam styczności ani z oryginalną powieścią, ani z jakimikolwiek innymi formami jej adaptacji, nie mam więc możliwości porównania i stwierdzenia, co w największym stopniu wpłynęło na jakość prezentowanej tu historii – pierwowzór czy sposób jego przeniesienia do anime. Dość rzec, że produkt finalny nie jest całkowicie udany, a na pewno miał potencjał na coś znacznie lepszego.

Kysz, 30 stycznia 2016

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: A-1 Pictures
Autor: Hiroshi Mori
Projekt: Haruo Miyagawa, Inio Asano, Yoshiko Okuda
Reżyser: Mamoru Kanbe
Scenariusz: Toshiya Oono
Muzyka: Kenji Kawai

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Subete ga F ni Naru: The Perfect Insider - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl