Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyaa! - magazyn o animacji, mandze i kulturze japońskiej

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 6/10 grafika: 6/10
fabuła: 5/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 6 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,50

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 28
Średnia: 7,14
σ=1,43

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (moshi_moshi)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Binan Koukou Chikyuu Bouei Bu Love! Love!

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2016
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Cute High Earth Defense Club LOVE! LOVE!
  • 美男高校地球防衛部LOVE! LOVE!
zrzutka

Zbyt dużo braterskiej miłości powoduje mdłości. Czyli słów kilka o nieszczególnie udanej kontynuacji świetnej serii o magicznych chłopcach.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Kryzys został zażegnany, Klub Obrońców Ziemi może więc oddać się błogiemu lenistwu, tym razem w towarzystwie nowych przyjaciół, czyli samorządu szkolnego. Jednak wszystko co dobre, szybko się kończy – okazuje się, że trio Caerula Adamas wyjeżdża na wymianę zagraniczną do Wielkiej Brytanii. Yumoto w imieniu kolegów obiecuje, że pojawią się na lotnisku, żeby pożegnać niedawnych rywali, problem polega jednak na tym, że na drodze bohaterów niespodziewanie staje kolejny potwór. Dzięki pomocy Goury i jego siekiery, a także nowym bransoletkom otrzymanym od pojawiającego się równie niespodziewanie wombata, chłopcy pokonują przeciwnika i docierają na lotnisko w ostatniej chwili. I chociaż udaje im się dotrzymać obietnicy, kolejne kłopoty wydają się być tylko kwestią czasu…

Byłam szalenie ciekawa, jak twórcy poradzą sobie z kontynuacją i jaki koncept zaprezentują tym razem. Poprzeczka została zawieszona bardzo wysoko, tym bardziej że formuła kosmicznego show została już zużyta, a jakakolwiek próba powtórki byłaby strzałem w stopę. Początek nowej serii nastroił mnie bardzo optymistycznie – chłopcy nie przeszli prania mózgu, monologi Yufuina na temat sensu życia i pokrewnych nadal były cudownie absurdalne, a nowi przeciwnicy, czyli bliźniacy Haruhiko i Akihiko Beppu, chociaż nie tak charyzmatyczni jak samorząd, zapowiadali się ciekawie. Niestety, im dalej, tym gorzej. Niby ogólne założenia nie zmieniły się, co i rusz pojawiał się jakiś dziwaczny stwór będący odzwierciedleniem kompleksów i frustracji jakiegoś ucznia, bohaterowie dzielnie stawiali mu czoło, a rywali trafiał szlag. Jednak całości zabrakło magii i świeżości pierwowzoru, a fatalne decyzje fabularne pogrzebały drzemiący w anime potencjał.

O ile finał pierwszej serii był dość zaskakujący i totalnie odjechany, o tyle tutaj widz zdecydowanie zbyt szybko zaczyna domyślać się prawdy. Scenarzyści za wcześnie odsłonili najważniejsze karty i bardzo niefortunnie wybrali wątki i postacie, na które został położony największy nacisk. Przykro mi, ale siłą Binan Koukou Chikyuu Bouei Bu Love! były relacje między członkami Klubu Obrońców Ziemi – chłopcy zachowywali się jak na prawdziwych przyjaciół przystało, wspierali się i potrafili rozmawiać na nawet najdziwniejsze tematy, a do pełnionych magicznych obowiązków podchodzili z dystansem. Poza tym widać było, że każdy z nich jest tak samo istotny z punktu widzenia fabuły, otrzymywali mniej więcej tyle samo czasu antenowego i nikt nie próbował na siłę kreować przywódcy grupy. To wszystko zmieniło się w drugiej części, nagle chłopcy (poza nielicznymi wyjątkami) zaczęli dużo chętniej machać berłami i traktować zaskakująco serio swoje magiczne powołanie, a liderem grupy obwieszczono oczywiście Yumoto, czyli najbardziej irytującą i infantylną postać.

Szalone kosmiczne show zastąpiła wywołująca uśmiech politowania opowiastka o braterskiej miłości Yumoto i Goury, obserwowanych przez zazdrosnych, nieszczęśliwych bliźniaków. Finał to już w ogóle kpina (i to bynajmniej nie jest komplement) – magiczny pojedynek dwóch drużyn, pełen dramatycznych retrospekcji i wypowiadanych zupełnie serio podniosłych monologów, naturalnie z Yumoto w roli głównej. Nawet potwory tygodnia, poza nielicznymi wyjątkami, okazały się porażką, ani one śmieszne, ani słodkie. Gwoździem do trumny była wielka panda z parszywym charakterem, która zdaniem obserwatorów robiła słodką kupkę… Żenada, proszę państwa. Gdzie się podział przeuroczy, sfoszony potwór­‑kotatsu? Gdzie mroczne plany przejęcia Ziemi poprzez zamienienie wszystkich w gejów? Gdzie jeżyk w filiżance?!

No dobrze, lord Zundar pojawia się na chwilę w końcówce i stanowi jasny punkcik w bardzo długim i ciemnym tunelu. Tym razem antagonistom, którzy z odcinka na odcinek robili się coraz bardziej irytujący, towarzyszy latająca wiewiórka – niezbyt bystra i trochę ciapowata, za to obdarzona talentem kulinarnym. Sami bracia Beppu to chodzące schematy, w których nie dostrzegłam zbyt wiele z parodii. To kosmiczni idole, tworzący grupę The Vepper, żywo zainteresowani Gourą i z całego serca nienawidzący Yumoto. W sumie, szczerze mówiąc, gdyby nie fakt, że szybko przestali być zabawni, a stali się żałośni, pewnie zażarcie kibicowałabym ich próbom ukatrupienia słodkiego blondynka o małym móżdżku.

Zresztą to jeden z większych problemów Binan Koukou Chikyuu Bouei Bu Love! Love! – brak postaci, za które można by trzymać kciuki. Klub Obrońców Ziemi to już nie to samo, chociaż miewa przebłyski geniuszu, za mało jest Yufuina i ciętych komentarzy Io i Ryuu. Jak już wspomniałam, wspaniały i jedyny samorząd wysłano do Anglii, co uważam za skandal i horrendalne nieporozumienie. Natomiast bracia Beppu są za ciency w uszach, żeby znaczyć cokolwiek w tym towarzystwie. Nawet wombat jakiś taki cichszy i mniej nachalny się zrobił. Jedynym bohaterem, który nieodmiennie trzyma fason, jest truchło pana Tawarayamy, a to wiele mówi o poziomie serii.

Obniżył się także poziom humoru. Intelektualne dywagacje chłopców zastąpiły rubaszne i często niezbyt wyszukane żarty, nierzadko balansujące na granicy dobrego smaku, a momentami tę granicę przekraczające. Gdybym miała jednak wskazać jakieś solidne, udane fragmenty widowiska, na pewno byłby to epizod świąteczny – ciepły, bardzo zabawny i prezentujący to, co w serii najlepsze. Nawet antagoniści wypadają w tych dwóch odcinkach świetnie i przez chwilę dają się lubić, że nie wspomnę już o potworach, marudnym reniferku i niedocenionym bałwanku! Poza tym druga seria to gratka dla fanów Gouro, którego jest tu dużo i wokół którego kręci się wątek główny. Mnie nie przypadła do gustu ilość retrospekcji z jego udziałem, a także ciągle podkreślana miłość do młodszego brata – za dużo lukru, aż człowieka mdliło. W ogóle twórcy chwilami jadą po bandzie, dosłownie waląc widza po głowie fanserwisem, oczywistym i nachalnym. Żeby nie było, nie mam nic przeciwko podobnym żartom, tylko niekoniecznie w tak prostackiej formie. W pierwszej serii też go nie brakowało, ale został wykorzystany subtelniej i z pomysłem.

Graficznie i muzycznie kontynuacja nie różni się znacząco od poprzedniczki. Widać, że budżet nie był zbyt wysoki i braki pieniędzy maskowano grafiką komputerową, brokatem i serduszkami. Odniosłam też wrażenie, jakby wpadek anatomicznych i krzywizn było więcej niż ostatnio, zwłaszcza w rysunku twarzy. Natomiast na plus muszę zaliczyć nowe przemiany chłopców – bardziej widowiskowe i zabawne. Tyczy się to również antagonistów, w ogóle pomysł, aby podczas przemiany śpiewali, okazał się strzałem w dziesiątkę, podobnie jak nowy sposób tworzenia potworów. Poza tym niewiele się zmieniło – tła pozostały całkiem ładne i szczegółowe, chociaż momentami ubogie w statystów. Animacja nie zachwyca, jest prosta, a czasem wręcz uproszczona i może nie byłoby to tak zauważalne, gdyby nie bardzo brzydkie efekty komputerowe.

Ścieżka dźwiękowa także nie zaskakuje niczym nowym, jest energicznie, głupiutko i kolorowo. Czołówka, Futten Toppa☆LOVE IS POWER☆, w wykonaniu seiyuu głównych bohaterów, niestety wpada w ucho, ma odmóżdżającą animację i powoduje podniesienie poziomu endorfin – zostaliście ostrzeżeni. Równie niebezpieczna dla zdrowia psychicznego jest piosenka towarzysząca napisom końcowym, czyli Anata wa Haruka Ittousei, dla odmiany śpiewana przez naszych mrocznych idoli, The Vepper. Poza tym, że nieźle zaśpiewali, seiyuu ponownie odwalili kawał dobrej roboty, odgrywając stado ekscentrycznych bishounenów.

Naprawdę spodziewałam się po twórcach Binan Koukou Chikyuu Bouei Bu Love! Love! czegoś lepszego. To trochę smutne, że ich wyobraźnia wyczerpała się na pierwszej serii i w drugiej musieli posiłkować się wyjątkowo wyświechtanymi schematami. Oczywiście nie wszystko poszło źle, anime ma udane momenty, czego najlepszym przykładem jest wspomniany świąteczny epizod, ale w ogólnym rozrachunku pozostawia niedosyt i poczucie, że coś poszło mocno nie tak. Cóż, bliźniakom zabrakło charyzmy i uroku samorządu, Yumoto to najmniej odpowiednia osoba do roli lidera, no i jednak chłopcy byli bardziej przekonujący, kiedy nie wykazywali się aż takim entuzjazmem przy pląsaniu w kokardkach i falbankach. Może ktoś wpadł na wyjątkowo chybiony pomysł, żeby z parodii zrobić prawdziwe mahou shounen? Kto wie, ale oby jak najmniej takich eksperymentów i odcinania kuponów od naprawdę zacnych produkcji.

moshi_moshi, 13 listopada 2016

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Studio Comet
Projekt: Tomoko Miyagawa, Yumiko Hara
Reżyser: Shinji Takamatsu
Scenariusz: Michiko Yokote
Muzyka: Yamazo

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Binan Koukou Chikyuu Bouei Bu Love! - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl