Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Dango

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

9/10
postaci: 7/10 grafika: 10/10
fabuła: 8/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

9/10
Głosów: 6 Zobacz jak ocenili
Średnia: 8,83

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 13
Średnia: 8,08
σ=1,33

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Enevi)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Thunderbolt Fantasy: Touri-ken Yuuki

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2016
Czas trwania: 13×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Thunderbolt Fantasy 東離劍遊紀
zrzutka

W poszukiwaniu skradzionego artefaktu, czyli zrealizowana z wielkim rozmachem produkcja łącząca elementy anime i tradycyjnego lalkowego teatru telewizji rodem z Tajwanu.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Stoczona przed wiekami wielka wojna z demonami zakończyła się co prawda zwycięstwem ludzkości, ale zostawiła w jej rękach potężne artefakty, które stanowią niezwykle kłopotliwą spuściznę dla potomków strzegących ich rodzin. Na własnej skórze może przekonać się o tym rodzeństwo Dan – Heng i Fei. Ich zadaniem była ochrona zapieczętowanego w świątyni legendarnego miecza, który jednak stał się celem pewnego czarnoksiężnika. Mie Tian Hai, bo tak nazywa się ów mag, nie cofnie się przed niczym, by zdobyć upragniony skarb, i kiedy tylko rozprawia się Hengiem, wysyła swoich popleczników w pogoń za ranną Fei, która uciekła z ostatnim elementem miecza, potrzebnym do jego uwolnienia. Tymczasem gdzieś dalej, w pobliżu buddyjskiej świątyni, spotykają się dwaj tajemniczy mężczyźni – niejaki Gui Niao i przybyły z daleka wędrowiec, Shang Bu Huan. Krótka wymiana zdań między panami kończy się tym, że ten drugi, kierując się honorem, ratuje z rąk napastników bliską śmierci strażniczkę. Tym szlachetnym czynem nieświadomie ściąga na siebie gniew Mie Tian Haia i wplątuje się w niebezpieczną misję, której celem jest odzyskanie skradzionej rękojeści artefaktu i pokonanie czarnoksiężnika. Tak zaczyna się wielka przygoda grupy niezwykle specyficznych indywiduów, bo enigmatyczny Gui Niao, który zaoferował Dan Fei pomoc, ma bardzo różnych i niezwykle oryginalnych znajomych.

Czyżbyśmy mieli do czynienia z kolejną odsłoną historii z cyklu „drużyna bohaterów rusza w drogę, by pokonać złego przeciwnika i odzyskać skradziony skarb”? Przyznam, że tak właśnie myślałam, bo początkowe odcinki wręcz podręcznikowo wpisywały się w ten schemat, skupiając się na kompletowaniu grupy, w której skład obowiązkowo muszą wchodzić osoby bardzo wyraźnie się czymś wyróżniające. Szybko też dowiadujemy się, jakie przeszkody mają na naszych dzielnych ochotników czekać i w zasadzie wystarczyłoby potem wysłać wszystkich w podróż zakończoną wielkim starciem z wrogiem, żeby odhaczyć najważniejsze punkty sprawdzonego przepisu na ten typ opowieści. Na szczęście Gen Urobuchi postanowił częściowo zerwać z tradycją gatunku i zamieszać dziko w kotle, dodając kilka co bardziej pikantnych przypraw. Nie, nie znaczy to, że fabuła nagle staje się nieprzewidywalna, oryginalna czy głęboka, ale zrobienie z Thunderbolt Fantasy bardzo przemyślanej i przewrotnej dekonstrukcji wziętego na warsztat motywu okazało się strzałem w dziesiątkę. Dodatkowo atmosfera serii, choć pojawiają się w niej wątki poważniejsze, jest ogólnie stosunkowo lekka – widać, że twórcy mają ogromny dystans do swojego dzieła i świetnie się w trakcie pracy bawili. Owszem, znajdzie się tu kilka niedopowiedzeń i nieco słabszych, ogranych chwytów, jednak całokształt wypada zdecydowanie na plus i jest spora szansa, że zapowiedziana kontynuacja dostarczy odpowiedzi na pytania, które nie doczekały się ich w tej odsłonie.

Jak to zwykle w takich przypadkach bywa, obsada jest wyjątkowo zróżnicowana, bo przecież nikt nie będzie z zainteresowaniem śledził przygód drużyny, której członkowie zlewają się w jedną szarą masę. Cóż, podobnie jak fabuła, bohaterowie z początku prezentują się jak chodzące schematy, które świetnie znamy… Honorowy, szlachetny i odrobinę tajemniczy wędrowiec, znacznie bardziej tajemniczy szczwany lis, naiwna i niewinna arystokratyczna panienka, mroczny i zły do szpiku kości czarnoksiężnik, szalony zabójca, pewny siebie i w gorącej wodzie kąpany młodzik oraz jego doświadczony mistrz, okrutne demoniszcze itd. Właściwie gdyby nie celowe zatajenie pewnych informacji na temat poszczególnych postaci, kosmetyczne zmiany charakterologiczne i przewrotność twórców, faktycznie mielibyśmy do czynienia ze znajomymi typami. Na szczęście sposób prowadzenia scenariusza i jego pragmatyczność sprawiają, że bohaterowie, przedstawieni w nietypowych jak na standardy anime sytuacjach, sporo zyskują, a ich osobowości, mimo że schematyczne, dzięki temu stają się bardziej wiarygodne. Ze względu na specyfikę medium ogromną rolę w stworzeniu wyrazistych postaci odegrali w tej produkcji seiyuu, których głosy często były jedynym sposobem na wyrażenie emocji, bo o ekspresyjnej mimice na twarzach lalek możecie zapomnieć. A że na liście płac znajdziemy w większości znane nazwiska: Kousuke Toriumi, Junichi Suwabe, Tomokazu Seki, Kenichi Suzumura, Tooru Ookawa, Haruka Tomatsu, Sayaka Oohara, Mai Nakahara, Rikiya Koyama i nie tylko… Nie, nie zawsze są one gwarancją sukcesu, ale w tym przypadku wszyscy, dosłownie wszyscy, spisali się na medal i słuchanie ich to była czysta przyjemność.

W przypadku Thunderbolt Fantasy: Touri­‑ken Yuuki to jednak nie tak podstawowe elementy jak fabuła czy bohaterowie świadczą o niezwykłości tytułu, a forma zaprezentowania materiału, na którą składa się cała masa szczegółów. Jak niesie wieść gminna, Gen Urobuchi w trakcie podróży na Tajwan „odkrył” tamtejszy tradycyjny teatr lalkowy, a że była to miłość od pierwszego wejrzenia, znany nam „rzeźnik” wpadł na pomysł, aby stworzyć historię łączącą specyfikę tychże przedstawień i anime, w celu zaprezentowania medium Japończykom. Projekt ruszył pełną parą i w ścisłej współpracy ze studiem Pili stworzono tę eksperymentalną hybrydę. Zadanie nie było łatwe, ponieważ podobnie jak nasze ukochane „bajki”, lalkowy teatr telewizji rządzi się swoimi prawami, ale twórcom udała się niezwykle rzadka sztuka pogodzenia dwóch zupełnie różnych form przekazu. Postanowiono zachować oryginalny szkielet, ale bardzo wyraźnie go unowocześniono. Mamy więc do czynienia z serialem w konwencji wuxia, klasycznych chińskich opowieści o sztukach walki, w których występują bohaterowie obdarzeni najróżniejszymi mocami. Jeśli nieobce są wam opowieści w stylu Przyczajony tygrys, ukryty smok, Hero czy Dom latających sztyletów, to mniej więcej wiecie, czego się spodziewać.

Dodano jednak również sporo elementów typowych dla kultury japońskiej i samego pomysłodawcy (tak, nie przywiązujcie się zbytnio do bohaterów…), więc świat przedstawiony to istna mieszanka wybuchowa, ale za to jaka udana! Jest to serial nakręcony kamerą, w którym większość scenografii została wykonana ręcznie i już na pierwszy rzut oka widać, jaki ogrom pracy włożono w stworzenie strony wizualnej. Wszystkie wnętrza i scenerie są bardzo różnorodne, szczegółowe i po prostu przepiękne. Wisienką na torcie są wyjątkowo niepraktycznie ubrane, ale pod każdym względem wręcz nieziemsko dopracowane lalki. Co zadziwiające, całość jest niesamowicie dynamiczna (ta świetna choreografia pojedynków!) i brutalna jak na tak wyrafinowany środek przekazu, a to sprawiło, że ujęcia musiały być pewnie wielokrotnie powtarzane, zanim uzyskano zadowalający efekt. Początkowo obawiałam się nieco ingerencji komputerów, ale twórcy wykorzystali wszystkie możliwości, jakie daje grafika trójwymiarowa i stworzyli coś naprawdę unikatowego i dopracowanego do perfekcji.

Bardzo ucieszył mnie również fakt, że napisanie ścieżki dźwiękowej powierzono Hiroyukiemu Sawano, którego bombastyczne i przeładowane elektroniką kompozycje nieraz tworzyły rewelacyjne tło dla dynamicznych scen. A że tych w recenzowanej produkcji nie brakuje, miałam nadzieję na powtórkę z rozrywki. I owszem, zaprezentowany już w zwiastunie motyw jest niesamowicie chwytliwy. Pojawia się on niemal w każdym odcinku, a większość muzyki opiera się na różnych wariacjach na temat, w tym mój faworyt – Darkest (duet Miki Kobayashi i mpi). Świetnie słucha się również energicznego openingu Raimei w wykonaniu nieśmiertelnego T.M.Revolution. To wszystko jednak trochę za mało, by stworzyć niezapomnianą oprawę muzyczną, bo niestety większości kawałków brakuje tej charakterystycznej iskry i mało jest piosenek, tak licznych na kilku ważniejszych ścieżkach dźwiękowych pana Sawano.

Prawda jest taka, że gdyby pozbawić Thunderbolt Fantasy: Touri­‑ken Yuuki eksperymentalnej oprawy, nad którą tak się rozpływałam powyżej, zostałoby niezłe, ale w gruncie rzeczy typowe przygodowe fantasy o sztukach walki, co widać po mangowej adaptacji scenariusza. Eksperymenty bywają wyjątkowo ryzykownym przedsięwzięciem, szczególnie jeśli w grę wchodzą ogromne nakłady finansowe, a żeby uzyskać przynajmniej zadowalający efekt, trzeba włożyć także bardzo dużo pracy. Czasami jednak takie posunięcie się opłaca i w rezultacie dostajemy świetną serię rozrywkową, która prócz niesamowitej formy ma do zaoferowania również ciekawą historię. Bardzo przyjemnie ogląda się projekty autorskie, po których widać, że ekipa produkcyjna nie tylko świetnie się bawiła w trakcie tworzenia dzieła, ale też potrafiła zarazić tym odbiorców, bo równie dobrze całość mogła skończyć jako sztuka dla sztuki. Tak się na szczęście nie stało i z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy. Oczywiście nie gwarantuję, że wszystkim będzie taka forma odpowiadać i domyślam się, że niektórzy nie będą w stanie się przemóc i przejść do porządku dziennego nad obrazem, w którym animacji jest niewiele, gesty postaci są wyjątkowo przerysowane itd. Cóż, serii tej daleko do typowego anime, ale zachęcam do spróbowania, bo naprawdę warto. Oby więcej takich tytułów!

Enevi, 22 listopada 2016

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: PILI Multimedia
Autor: Gen Urobuchi
Projekt: Chuuou Higashiguchi, Makoto Ishiwata, Nishii, Shinobu Minori
Scenariusz: Gen Urobuchi
Muzyka: Hiroyuki Sawano

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Thunderbolt Fantasy - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl