Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyaa! - magazyn o animacji, mandze i kulturze japońskiej

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

4/10
postaci: 3/10 grafika: 4/10
fabuła: 4/10 muzyka: 5/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

5/10
Głosów: 6
Średnia: 5
σ=1,83

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Avellana)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Classicaloid

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2016
Czas trwania: 25×24 min
Tytuły alternatywne:
  • クラシカロイド
Gatunki: Komedia
zrzutka

Świetny pomysł, którego nie udało się z powodzeniem rozwinąć. Kolorowa i zbyt zwariowana dla własnego dobra opowieść o muzyce klasycznej.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Nad wiek poważna i dojrzała licealistka Kanae Otowa mieszka sama w okazałej rodzinnej posiadłości i nie traci nadziei, że uda jej się wynająć część pokoi, by w ten sposób podreperować wątły budżet. Na razie nie ma do tego szczęścia, pewnego dnia jednak pod bramą domu pojawiają się dwaj dziwni jegomoście, którzy twierdzą, że przysyła ich jej podróżujący od kilku lat po świecie ojciec. Panowie przedstawiają się jako Beethoven i Mozart, niebawem zaś okazuje się, że dysponują oni tajemniczą mocą Musik, która pozwala im robić… dziwne rzeczy. Na ogół mało przydatne, ale pozwalające też przy okazji ocalić posiadłość rodu Otowa przed wyburzeniem. Ostatecznie Kanae pozwala im zostać, to jednak nie koniec dziwnych gości. ClassicaLoidzi (ClassicaLoidy?) to sztuczni ludzie, stworzeni przez ojca Kanae i obdarzeni pewnymi cechami osobowości słynnych kompozytorów, a także wspomnianą wyżej mocą Musik. Efektem jest mieszanka wybuchowa, ponieważ wygląd, wiek i płeć nie zawsze zgadzają się z „oryginałami” – na przykład Liszt i Czajkowski w tym wydaniu zostali kobietami – zaś charaktery wielkich twórców rzadko kiedy bywają łatwe. Powiedzmy, że Kanae nie ma co liczyć na czynsz, może za to liczyć na to, że jej życie z dnia na dzień przestanie być nudne i uporządkowane.

W sumie poznajemy ósemkę ClassicaLoidów, na którą poza Beethovenem i Mozartem składają się Liszt, Chopin, Czajkowski (a raczej Tchaiko­‑chan), Bądarzewska (Bada­‑chan – owszem, to już drugi polski akcent), Schubert oraz Bach. Każde z nich dysponuje barwną i ekscentryczną osobowością, która sprawia, że nawet najprostsze elementy życia codziennego stają się kosmicznym wyzwaniem, wymagającym angażowania Musik i ogólnie siania kolorowego chaosu. Jako głos zdrowego rozsądku występuje zazwyczaj Kanae, której towarzyszy przyjaciel z dzieciństwa, Sousuke – młodzieniec średnio rozgarnięty, za to palący się do własnej muzycznej kariery. Z której strony nie spojrzeć, pomysł na to anime wydaje się tak szalony, że aż dobry. Zarówno jako całkowicie zwariowana surrealistyczna komedia, jak i podszyte nutką szaleństwa okruchy życia ClassicaLoid mogłoby się doskonale sprawdzić. Niestety, przynajmniej z mojego punktu widzenia, ponosi porażkę na wszystkich frontach.

Główny problem tkwi w postaciach, bo tak się złożyło, że zbiegły się tutaj trzy wady, na które jestem szczególnie cięta. Po pierwsze, bohaterowie, i to nawet pierwszoplanowi, mają charaktery oparte na ściśle określonym zestawie cech, albo może raczej – oryginalnych rysów. Dlaczego to jest wada? Ano dlatego, że każde z nich jest zafiksowane na pewien zestaw zachowań, które przejawia niezależnie od sytuacji. Początkowo jest to nawet zabawne, tak jak obsesja Beethovena gyozą czy skrajna introwertyczność Chopina, ba – czasem nawet (głównie w przypadku Mozarta) jest jakimś dalekim echem charakteru danego kompozytora. Szybko jednak staje się nużące i sprawia, że bohaterowie zachowują się raczej jak roboty niż jak jednostki ludzkie. Owszem, można powiedzieć, że ClassicaLoidzi nie są (jeszcze?) prawdziwymi, pełnymi ludźmi, ale to samo dotyczy Kanae i – w szczególności – Sousuke. Druga wada może wydać się sprzeczna z pierwszą, ale niestety często występuje w tym połączeniu. Otóż, jak łatwo zgadnąć, poszczególne odcinki często koncentrują się na pojedynczej osobie, wyciągając ją na pierwszy plan. Żeby urozmaicić nieco życie, scenarzyści na ten jeden odcinek wymieniają bohaterowi charakter na inny zestaw, albo dodają jakieś nowe cechy charakterystyczne, tylko po to, żeby po upływie określonego czasu wszystko zresetować i zapomnieć o sprawie. Po trzecie, ClassicaLoid cierpi na coś, co – jak zauważyłam po moich wcześniejszych recenzjach – przez bardzo wielu widzów nie jest uznawane za wadę, ale u mnie figuruje gdzieś na początku listy rzeczy, które mnie zniechęcają do danej serii. Otóż bohaterowie, chociaż mieszkają pod jednym dachem, funkcjonują tak naprawdę obok siebie i jeśli tylko wymaga tego scenariusz, potrafią dla efektu komediowego zachowywać się względem towarzyszy nieprzyjemnie lub wręcz podle. Nie mówię, że wszyscy mają sobie jeść z dzióbków, ale powtórzę raz jeszcze: relacje dysfunkcyjne (i przez to komediowe) to co innego niż relacje toksyczne. Scenarzyści tego anime nie wpadli na to, chociaż właściwie przy tak sztucznych postaciach słowo „relacje” może być pewnym nadużyciem.

Krytyka fabuły schodzi na plan dalszy dlatego, że fabuła w postaci ciągłego głównego wątku praktycznie tu nie istnieje. Owszem, można (z trudem) dostrzec, co miało być motywem spajającym serię, jednak większość odcinków zajmują całkowicie epizodyczne historie. Nie wnoszą one ani nie zmieniają niczego, zazwyczaj wszelkie ich efekty są „resetowane” (chociaż nie zawsze, konsekwencji w tym nie ma), a co za tym idzie, nie pozwalają na żaden rozwój ani bohaterów, ani wątków. Poziom poszczególnych odcinków jest nierówny, najlepsze z nich mogłabym określić jako niezłe (gdyby bohaterowie wcześniej nie zaleźli mi za skórę), najgorsze są po prostu zbitką przypadkowych pomysłów i wymagają wymiany osobowości występujących w nich postaci.

Strona techniczna nie pozwala wybronić tego tytułu i wynika to z połączenia oszczędności oraz niefortunnych decyzji. Te pierwsze widać w grafice i animacji. Projekty postaci są przyjemne dla oka, chociaż nie każdemu będzie odpowiadać charakterystyczny gruby kontur, kojarzący się ze starszymi produkcjami, a obecnie już rzadko spotykany. Jednak zdecydowanie za często jak na mój gust wygląd bohaterów ulegał deformacjom, zarówno o charakterze komediowym, jak i po prostu wynikających z niestaranności. Tła są puste i w większości zwyczajnie nieciekawe, chociaż muszę tu wspomnieć o zachwycającej pomysłowością posiadłości rodziny Otowa – wypatrywanie muzycznych nawiązań w detalach wnętrz i architektury było prawdziwą przyjemnością. Do pokazywania efektów Musik użyto oczywiście animacji komputerowej. Owszem, jest ona kiczowata i kontrastuje z resztą grafiki, ale szczerze mówiąc, aż tak bardzo nie przeszkadza – tym bardziej że Musik jest czymś „spoza” rzeczywistości bohaterów, więc właśnie ma jakiś sens to, że wyraźnie się od niej odróżnia.

Mówimy jednak o serii, która z oczywistych powodów powinna wykorzystywać w ścieżce dźwiękowej liczne utwory muzyki klasycznej… I tu mam mocno mieszane uczucia. Otóż rzeczone utwory, prezentowane zazwyczaj w postaci popisów Musik, to przeróbki na wersje popowe, w których często trudno usłyszeć oryginalną linię melodyczną. To zresztą byłoby jeszcze pół biedy i nawet dało się uzasadnić tym, że ClassicaLoidzi to ostatecznie tylko kopie słynnych kompozytorów, więc i ich interpretacja dorobków tychże twórców może się jakoś różnić. Gorzej jednak, że do większości dodano wokal, wyjątkowo przykry dla ucha. Nie mam pojęcia, czy te piosenki po prostu mi nie odpowiadają, czy są źle zaśpiewane (acz podejrzewam to drugie), w każdym razie efekt jest daleki od moich oczekiwań dotyczących pomysłowego uwspółcześnienia klasyki. Trudno też nie wspomnieć o scenach, w których Musik używa więcej niż jedna osoba – kakofonia robi się wtedy po prostu nieznośna i zmusza do pilnego ściszania głośników.

Oczywiście trzeba pamiętać, że seiyuu grają tak, jak im reżyser każe, a postać pozwala. Niewątpliwie największe pole do popisu ma tutaj Tomokazu Sugita (m.in. Kyon w Melancholii Haruhi Suzumiyi czy Gintoki w Gintama), w roli Beethovena – mężczyzny dorosłego, ale skłonnego do melodramatycznych uniesień i monologów. Nieźle wypadł także Yuuki Kaji (m.in. Alibaba w Magi, Eren w Shingeki no Kyojin, Haruyuki w Accel World), wcielający się hiperaktywnego Mozarta, ponieważ jeśli nawet wydaje się irytujący, jest to w tym przypadku efekt w pełni zamierzony. Reszta ClassicaLoidów wypada przyzwoicie, ale jest za bardzo grana na jedną nutę, żeby było warto o czymś pisać. To samo można powiedzieć o Kanae, zagranej przez Mikako Komatsu (m.in. Neko w K, Tsugumi w Nisekoi, Yume w Hai to Gensou no Grimgar) – to aktorka o znacznie większych możliwościach, niż tutaj pokazuje. Irytował mnie za to Nobunaga Shimazaki (m.in. Shidou w Date a Live, Takeru w Active Raid, Haruka we Free!) jako Sousuke. Rozumiem, że zamierzał wykreować postać komediową, ale w wielu scenach zdecydowanie przeszarżował, czyniąc tego bohatera jeszcze bardziej antypatycznym, niż wynikało ze scenariusza.

Można by powiedzieć, że pomysł, na jakim zostało oparte to anime, był tak głupi, że nie miał prawa się udać. Ja jednak pozostanę przy swojej tezie – to się mogło udać, w dodatku bardzo mało brakowało, żeby się udało. Wystarczyłoby, żeby bohaterowie byli trochę bardziej sympatyczni i konsekwentnie poprowadzeni, żeby ktoś nadał scenariuszowi wyraźniejszy kierunek i motyw przewodni – nawet w obrębie epizodycznych historii. Takie serie są najbardziej irytujące, bo jeśli coś od samego początku jest beznadziejne, trudno się poczuć rozczarowanym. Niestety ClassicaLoid zawodzi, chociaż – sądząc po zapowiedzianej drugiej serii – musiał osiągnąć zamierzoną popularność w Japonii.

Avellana, 30 kwietnia 2017

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Sunrise
Projekt: Makoto Tsuchibayashi, Seiichi Hashimoto
Reżyser: Youichi Fujita
Scenariusz: Ichirou Sakaki, Michihiro Tsuchiya
Muzyka: Masashi Hamauzu

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
ClassicaLoid - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl