Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Otaku.pl

Komentarze

Yuuri!!! on Ice

  • Dodaj komentarz
  • Recenzja anime
  • Avatar
    A
    IKa 21.03.2017 20:28
    Moderacja nad wyraz uprzejmie przypomina, że dyskusje społeczne sobie możecie prowadzić w profilach. Tu są komentarze do anime.


    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 4
    Szarooczka 22.01.2017 00:08
    We were born to make history!
    Yuri On Ice to przyjemne w odbiorze anime. W sam raz na seans z czekoladą. Zastrzyk pozytywnych emocji.
    Rywalizacja,szacunek dla rywali,realizacja marzeń,odnajdywanie w sobie motywacji do osiągnięcia celu, wsparcie i wiara trenera w zawodnika; radzenie sobie zawodników ze stresem… No i czołówka, która zapada w ucho ;)

    Can you hear my heartbeat?
    Tired of feeling never enough
    I close my eyes and tell myself that my dreams will come true

    There'll be no more darkness
    when you believe in yourself you are unstoppable
    Where your destiny lies, dancing on the blades, you set my heart on fire

    Don't stop us now, the moment of truth
    We were born to make history
    We'll make it happen, we'll turn it around
    Yes, we were born to make history!

    że niby yaoi ? No to co ? Homo, hetero – wszyscy jesteśmy ludźmi i mamy marzenia. Potrzebujemy wsparcia, motywacji, zrozumienia.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 28
    Lina 15.01.2017 16:17
    Takie krótkie pytanie...
    ...do osób które widziały obie serie.

    Czy w Yuru Yuri (którymkolwiek sezonie) jest porównywalna ilość shoujo­‑ai/yuri co shounen­‑ai/yaoi w Yuuri!!! on Ice?
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 2
    kikki 7.01.2017 18:00
    zawód :(
    W moim odczuciu jakby zrobili z tego serię czysto sportową, skupiającą się na szlifowaniu warsztatu łyżwiarskiego, porzucając męsko­‑męską relację Yuriego i Viktora, wyszło bo to temu anime na dobre.
    Nie mam nic co yaoi czy shounen­‑ai, ale seans zaczynałam z nastawieniem, że dostanę porządna serię sportową, która nie będzie pokazywać stereotypowego, zniewieściałego łyżwiarza, tylko fajnych sportowców, co to sobie wypruwają żyły na treningach. A tak dostajemy yaoicowatą serię ze sportem w tle. Szkoda, bo po pierwszych 4 odcinkach widziałam nadzieję na naprawdę fajną serię
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 7
    Victor x Yuuri 5.01.2017 04:36
    mam ochote oderwać czasem głowę każdemu kto napisze że relacje Victora i Yuuriego to „yaoi fanserwis”. zacznijmy od tego, że to czysta miłość a nie czysty fanserwis. kochają się i nikt nie może temu zaprzeczyć. te oficjalny arty, były pocałunki, były oświadczyny, oni żyć bez siebie nie mogą ani nawet myśleć o rozdzieleniu (o tym życiu i rozdzieleniu sama autorka powiedziała w nowym wywiadzie + 9 odc) są też rzeczy których sami musimy się po prostu domyślić.. i dla was to wszystko dlatego by przyciągnąć ludzi? czym dla was w ogóle jest miłość? nie muszą sobie bezspośrednio wyznawać miłości, bo oni ukazują ją w bardziej piękny i kreatywny sposób. Yuri on ice nie jest żadnym fetyszowskim yaoi ani shounen­‑ai. po pierwsze – fabuła skupia się bardziej na sporcie, karierze Yuuriego, drodze do zdobycia złotego medalu, po drugie – anime normalizuje związki homoseksualne, przedstawia je w niewymuszony sposób i pobija wszystkie stereotypy. sama autorka pisała że historie typu „chcę się zakochać!” ją nie insteresują, par heteroseksualnych jest już całe mnóstwo. chciała stworzyć po prostu zdrowy, naturalny związek gdzie płeć nie ma znaczenia i nie ważne co ludzie sobie o tej pracy pomyślą ona z pewnością ochroni ten świat – kocham te babke, zaskoczyła nas tym i brawo. nie wybacze też tym którzy wyzywają Yuuriego od zapłakanej słabej ciapy…

    ------------------------------------------------
    YOI nie jest pierwszym anime z takim związkiem (No.6, NGE) ale przynajmniej się szczęśliwie skończyło xD ja daje temu anime 10/10. za bardzo je kocham by dać minusa za to że wszystko pod koniec się za szybko toczyło i za animację, która mi aż tak w sumie bardzo nie przeszkadza jak innym. wiem, że kreska ogólnie (dla mnie) jest zajebibi, najczęściej tylko jak są oddalone postacie to są narysowane byle jak, ale zawsze sobie można będzie zobaczyć staranniejszą animację na blu­‑ray/dvd XD
    opening – jak go usłyszałam pierwszy raz w trailerze to serducho nie przestało bić
    ending – bosz, najlepszy ending jakikolwiek słyszałam i widziałam, podoba mi się bardziej od openingu. taki nietypowy, a ja kocham nietypowe rzeczy XD
    soundtracki – co tu mówić, milion na milion
    postacie – chyba nie mam ulubionej, naprawdę.. wszystkie postacie kocham, nawet Chrisa i JJ (nie wiem dlaczego Chrisa tak ludzie nie lubią lel, czy to za to że doszedł na lodzie?) powiem tylko że jestem gejem dla Miry i Sary…no i Victuuri to moje OTP nr.1 (Otayuri też szipuje ale shh)
    możemy być w miare pewni 2 sezonu, bo szkoda by takie cudo sie już skończyło, jest też bardzo popularne więc… XD

    co do ludzi którzy dają 1/10 anime za „yaoi” to nie mam chyba już słów. jak nie homofobia to co? (ciesze się że w YOI nie ma czegoś takiego) normalni ludzie nie będą mieć problemu z obejrzeniem tej serii. tacy ludzie powinni się leczyć na swoją ociekającą nienawiść.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 1
    Weiter 3.01.2017 06:36
    „Przehajpowana” seria + zbędne yaoi.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Isabell 2.01.2017 20:45
    Naprawdę dobre
    Bardzo mi się podobało, mimo że nie przepadam za sportówkami. Naprawdę mnie zainteresowało, za każdym razem wstrzymywałam oddech podczas występów Yuuriego i Yurio (nie wiem, czy dobrze napisałam imiona).
    Szkoda tylko, że kreska się tak bardzo pogorszyła w późniejszych odcinkach.
    Ale tak ogólnie to uważam, że jest to naprawdę dobre anime.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 32
    Mirollz 2.01.2017 17:24
    1/10
    Zdecydowanie 1/10 bo yaoi :)
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 10
    Emsi 2.01.2017 14:31
    Powoli dociera do mnie jakie to było słabe. Jeśli chodzi o samą stronę techniczną to świetnie się to oglądało, ale.. no właśnie, ni pies ni wydra to było. Nie mam w zwyczaju najpierw czytać recenzji, więc tylko przeglądam jaki to gatunek, dla jakiej widowni i oglądam.
    Niestety nikt mnie nie uprzedził o wątku Yaoi. Nic nie mam do takich serii, jak mam ochotę to sobie i to obejrzę, ale na litość boską! toż to nie romans, to czysty fan serwis i nic więcej. Miałam wrażenie, że oglądam jakieś funfiction do sportowego anime.
    No i właśnie, pojawia się słowo klucz – „sportowe” – bo na takie anime się nastawiałam. I co dostaję? Płaczącą mameję, która mimo tego, że jest na światowym poziomie zachowuje się jak ostatni amator bez krzty wiary w siebie. No porażka no! Ale z niewyjaśnionych przyczyn pojawia się królewicz na białych łyżwach i ratuje japońską księżniczkę z depresji. A miłość do potrawki wieprzowej to już w ogóle taki poziom abstrakcji, że ho ho!

    Uwielbiam romanse i kocham anime sportowe, ale z tego nie wyszła dobra hybryda.. to po prostu zombie powstałe z dwóch gatunków poszczepiane ze sobą zszywkami z fan serwisu. A mogło być naprawdę dobrze. Przecież świetnym połączeniem sportowej rozgrywki i romansu jest sto razy lepsze chihayafuru <3 albo baby steps.
    Jak dla mnie zmarnowany potencjał, bo z jazdy figurowej naprawdę wiele można by było wykrzesać.

    5/10 – bo ładne i Plisetsky ze sportowym zacięciem dawał radę
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 2
    kaczuszka 31.12.2016 17:06
    Troszkę przehajpowane to anime. O ile kilka pierwszych odcinków było naprawdę wciągające, to potem seria się pogorszyła (straszna animacja, potraktowane po łebkach wątki i postaci poboczne). U mnie doszedł jeszcze taki problem, że nienawidzę Yuuriego :D Okropna klucha z niego, ale to jeszcze nie byłby taki problem, gdyby nie jego podejście do sportu. Cały czas miałam wrażenie, że on chce wygrywać i zdobywać medale tylko po to, aby zdobyć uznanie Wiktora (Victora??), a nie dla siebie, własnej satysfakcji, nie wiem, cokolwiek??? Za to Plisetsky był spoko. Nawet bardzo spoko (w sumie to tylko dla niego dotrwałam do końca, zresztą jego wygrana mi to wynagrodziła). Już nie wspomnę o ciągłym porównywaniu Yuuriego to Yuzuru Hanyu i rzeczach typu zmienianie jego imienia na wikipedii, bo to już w ogóle odbierało mi chęci do oglądania.
    No i tak: nie zamierzam patrzeć na to anime pod kątem sportówki, bo mimo, że przeszliśmy przez cały cykl Grand Prix, to tego łyżwiarstwa wcale nie było tam tak dużo (jak to porównamy do takiego Haikyuu na przykład). Jako anime o relacji Yuuriego z Wiktorem, czymkolwiek by ona nie była, na pewno wielu osobom się spodoba, ale mi akurat średnio.

    tl;dr: nie wiem o czym piszę, mi się średnio podobało, elo
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 1
    tamakara 31.12.2016 10:50
    recenzja napisał(a):
    Yuzuru Hanyu [...] Nie da się ukryć, że stał się on inspiracją do stworzenia postaci Yuuriego

    *wywraca oczami*
    skąd taki pomysł?
    yuuri nie jest inspirowany hanyu, hanyu ma zupełnie inny styl, zupełnie inny charakter i zupełnie inną historię. ich się nawet porównać nie da :D już jj ma więcej wspólnego z hanyu niż yuuri.
    ja wiem, że ignorancja, ale bosz xp nóż się w kieszeni otwiera…
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Komucha 30.12.2016 00:55
    Urodziliśmy się by szipować Victuuri ;)
    Drogi widzu (płci dowolnej), jeśli jeszcze nie obejrzałeś tego serialu, to proszę zwróć uwagę na mój skromny komentarz.Ponieważ wrzawa wokół tego anime, osobie która go jeszcze nie widziała, może zupełnie namieszać w głowie a nawet częściowo zniechęcić do oglądania. Dlaczego? Są różne powody. Powód pierwszy: szeroki i sprzeczny wachlarz opinii na temat gatunku ( boys­‑love czy sportówka, a może ogólnie romans). Nieznający treści nawet nie wiedziałby, w jakim obszarze się poruszać i jeśli np. nie lubi bl, może być niemile zdziwiony.Są też osoby, które dodatkowo zaciemniają temat, zakładając, iż obraz podobający się większej ilości ludzi, niż im i ich krewnym , jest chałą dla plebsu. Potrafią wtedy tak zhejtowac całkiem niezłą produkcję,po to tylko żeby obrzydzić ją innym. Dlaczego – nie pytaj.Zawsze lepiej takie komentarze traktować z dużym dystansem, gdyż więcej mówią one o komentującym, niż o treści, którą komentuje. Jeszce jedna rzecz, która bardzo skutecznie odstrasza potencjalnych oglądaczy – fanki z jutuba. Nikt nie chce być kojarzony z grubą, nieatrakcyjną dziewczyną w okropnych okularach, która histerycznie wrzeszczy przy każdej romantycznej scenie,a później wrzuca te żałosne filmiki do sieci. Moja rada – olej te dziewczyny i olej tych, którzy z nich szydzą. Oglądasz dla siebie, i nie możesz brać odpowiedzialności za ludzi, którym przypadkowo podoba się to samo co tobie.Ich sprawa, co robią ze swoim życiem. A teraz do rzeczy. Tak, jest to BL, szonen­‑ai, yaoi, jak zwał tak zwał.Z tym, ze bez seksu, a i jedyny pocałunek „którego nie było (widać)" do dzisiaj jest sprawą dyskusyjną. Zakładając, że to twoje klimaty – idźmy dalej.Dostajesz cudowny romans osadzony w świecie sportu, i to nie byle jakiego, bo zahaczającego trochę o sztukę – w świecie łyżwiarstwa figurowego. Trick polega na tym, że ten romans nie miałby racji bytu, gdyby wyrugować tę „sportową” stronę serialu, gdyż wokół osi, jaką jest pasja głównych bohaterów do łyżwiarstwa, zaczyna obracać się, i to coraz żwawiej, ich relacja.I w zasadzie to już jest dobry powód, aby obejrzeć anime, a później jest tylko lepiej. Moim skromnym zdaniem mega­‑sukces tego serialu polega na tym, że zgrabnie balansuje na granicy realizmu, zupełnie przełamując konwencję typowej pary seme­‑uke i wszystkich z tym związanych schematycznych sytuacji ( które ja osobiście bardzo lubię, ale nie oszukujmy się – czasami są przewidywalne do porzygania). Czyli oryginalność i odwaga w ujęciu tematu. Ale że każdy kij m dwa końce, bardziej otwarte i mniej bajkowe podejście do związku pary homoseksualnej zaowocowało lawiną pretensji, że za mało „yaoi w yaoi”.Były też głosy, że za dużo yaoi w łyżwiarstwie ( no bo sport przecież jest i to całkiem sporo) lub za dużo łyżwiarstwa w yaoi. Dlatego już zapewne odpalasz odpowiednie strony, żeby sam wyrobić sobie opinię na ten temat.Jest natomiast jeden wspólny element dla większości komentarzy z którym i ja się w pełni zgadzam – koszmarna grafika.Na szczęście nie ciągle, ale dostatecznie często, żeby o niej nie zapomnieć. I to piszę ja, która nie jest jakimś estetycznym purystą, przyznaję, że to jest kpina z widza, takie niechlujstwo pokazywać.I to w scenach, które miały być wyjątkowo piękne, mianowicie podczas zawodów łyżwiarskich. Na szczęście sceny romantyczne są przeważnie dość ładnie narysowane, co nie zmienia faktu,że mityczny japoński perfekcjonizm zabija chciwy globalizm. Znak czasu, niestety. Natomiast fabuła i nasi główni bohaterowie nabijają punkty za wartość emocjonalną , używając terminologii łyżwiarskiej.No i jest też jeden mały przekręt fabularny, który mnie jakoś bardzo nie uraził, aczkolwiek można to było trochę lepiej rozegrać w scenariuszu. Masz teraz widzu dodatkowy bodziec, aby pobawić się w rozkminki. Reasumując – tak,polecam bardzo, bo pomimo pewnych wad, jest to już w tej chwili anime kultowe, wiem potworne określenie, ale co robić, jak jest.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 4
    Amarette 27.12.2016 14:36
    Victor, Łyżwiarstwo i potencjalny Romans.
    Krótko i na temat.

    1. Plusy: a.) Victor, b.) Tematyka łyżwiarstwa, c.) Potencjalna szansa na ciekawa romans.

    2. Co mnie rozczarowało? Adekwatnie do powyższego: a.) Postacie drugoplanowe (zwłaszcza po macoszemu potraktowany Yuri Plisetsky),
    b.) 'nierówny' budżet, c.) niewykorzystanie owej szansy na ciekawy romans, brak odwagi do grania w otwarte karty, łapanie dziesięciu srok za ogon, smutny triumf pazerności, zalew gagów i asekuracyjnego fanserwisu.

    3. Czego bym sobie życzyła? Więcej odważnych seriali takich jak wspomniane już, kultowe „Torchwood”, gdzie osoby o różnych orientacjach seksualnych będą równoprawnymi członkami pierwszoplanowej obsady, z tak samo traktowanymi wątkami i romansami.
    Świat idzie do przodu, telewizja wreszcie powinna przestać się przed tym bronić i nadgonić, najwyższy czas.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 1
    Schultz 26.12.2016 21:49
    Nie lubię sportówek. Nie lubię też fanserwisu w wydaniu yaoi.

    I na tym właśnie polegał mój główny problem przy oglądaniu tej serii. Zdaje mi się, że element sportowy został tutaj zrealizowany dość zgrabnie, ale ta tematyka stanowczo do mnie nie przemawia. Czerpałam odrobinę przyjemności z oglądania co ładniejszych występów, ale to wszystko. Niestety nie znalazłam tutaj niczego, co potrafiłoby przyciągnąć do ekranu osobę, która nie gustuje w sportowych anime.

    Co do fanserwisu – cholera. Po prostu cholera. Szlag jasny mnie trafiał. wiem, wiem – pewnie zaraz ktoś napisze – to po co oglądałaś? Z ciekawości? Żeby zetrzeć się z konwencją? Dla poszerzenia horyzontów? Dla tzw. guilty pleasure? Sama nie wiem, do diabła. W każdym razie – eksperyment z konwencją uważam za zakończony. Przynajmniej nikt mi nie powie, że uskarżam się na konwencje, krytykuję, jestem zła i w ogóle be, a nawet nie spróbowałam obejrzeć sama i się przekonać. Obejrzałam i się stanowczo nie przekonałam. To nie dla mnie.
    I tak szczerze mówiąc, uważam, że tej produkcji wyszło by na dobre zrobienie z niej uczciwego shounen­‑ai lub yaoi. Co prawda wtedy z pewnością bym po nią nie sięgnęła, ale odnoszę wrażenie, że fanserwis miałby wtedy pewne solidne zakorzenienie w założeniach opowiadanej historii; służył by wtedy jeszcze jakiemuś celowi oprócz nabijania kabzy producentom. Tymczasem podczas seansu czułam się, jakbym czytała 19 z 20 tomików przeciętnego szkolnego shoujo romansidła, a pod koniec ktoś postanowił, żeby jednak nie dorabiać tego ostatniego, 20 tomiku, w którym główna para tradycyjnie wyznaje sobie swe uczucia, całują się i jest sztampowy happy end. Fanserwis dla samego fanserwisu, bez żadnej sensownej konkluzji, po prostu wyjątkowo mocno mnie irytował.
    Jeżeli chcieli przedstawić rozwój relacji Yuriego i Victora, pogłębianie się ich przyjaźni, wzajemnego zaufania itp. mogli to zrobić na tysiące innych, lepszych sposobów niż wciskany wszędzie fanserwis. Ale najprawdopodobniej byłoby to znacznie trudniejsze i przyciągnęło przed ekrany znacznie mniej widzów. Mogę więc tylko siedzieć przed komputerem i zadumać się smutno nad kondycją japońskiego przemysłu animacyjnego oraz paskudnym gustem widzów. Ale o gustach się podobno nie dyskutuje – to co dla mnie jest paskudne, ale kogoś innego może być wyjątkowo pociągające. I odwrotnie. Na szczęście nie odbiera mi to prawa do własnej oceny, a nawet – o zgrozo! – oceniania cudzych gustów zbiorowych i indywidualnych. Wspaniale.
    Poza tym – na boga, Chris! Pierniczony Chris! Naprawdę musieli go tam wsadzić?! I tymi okrzykami frustracji zakończę swe narzekanie.

    A tak na serio – polecam, jeśli ktoś lubi połączenie lekkiej sportówki i yaoi fanserwisu. Jeśli jednak jakikolwiek z wymienionych wyżej dwóch elementów wywołuje u ciebie dreszcz zniechęcenia – nie tykaj. Naprawdę, horyzonty twe nie zostaną poszerzone, nie przekonasz się ani do sportówek, ani do yaoi fanserwisu i jeszcze być może, nie daj boże, odczujesz potrzebę wyrażenia swego niezadowolenia na jakimś portalu.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 2
    Kysz 25.12.2016 16:42
    Więcej łyżwiarstwa, mniej fanserwisu i byłoby świetnie.
    Czuję się troszkę rozczarowana tą serią. Mimo iż generalnie mi się ona podobała, miałam straszny zaciesz przy oglądaniu, a fanserwisowe wstawki właściwie fajnie się wkomponowały w całość, to jednak zabrakło w tym „tego czegoś”. Przede wszystkim – jak na tak mało odcinków, zbyt wiele chcieli tu pokazać, przez co ostatecznie niemal niczego nie pokazali kompletnie, praktycznie w każdym wątku brakowało głębi. Niepotrzebnie moim zdaniem rozdrabniali się aż na tylu bohaterów, a przynajmniej powinni byli to zrobić w inny sposób. W takim układzie każdy dostał niby swoje 5 minut, ale przez to, że tego czasu na pojedynczą osobę było mało, praktycznie każda z historii postaci drugoplanowych wyszła płytko.
    Po drugie – z czasem zbyt daleko zabrnęli z tym fanserwisem, stawiając go jakby ponad tym, co powinno być najważniejsze, czyli główną tematyką tej serii. Szkoda, że za bardzo chcieli się tu przypodobać pewnej grupie widzów – wiem, że anime ma się przede wszystkim sprzedać, ale właśnie tworzenie tej serii typowo pod publiczkę, wciskanie na siłę wszystkich aluzji mocno osłabiło ten tytuł. Niestety, seria jest bardzo popularna. „Niestety” bo to po prostu kolejny znak, że czasami wcale nie trzeba się starać i wystarczy wcisnąć do anime motywy, które się podobają, żeby dany tytuł został dobrze odebrany. To trochę tak, jak było z „LL Sunshine”, które również zostało odebrane entuzjastycznie, a absolutnie nikt się tam nie wysilił, by stworzyć coś faktycznie oryginalnego i wartego uwagi – ot, po prostu powtórzono wytarte, ale bardzo popularne schematy. Tutaj z czasem zaczęło mi brakować pewnej energii w przedstawianiu popisów kolejnych łyżwiarzy. Niejako zeszły one na drugi plan, a najważniejsze było puszczanie oczka w stronę widzów na temat tego, czy Yuri i Victor to para gejów. Szkoda.

    I niestety chyba największym minusem tego tytułu jest zakończenie – mdłe, pozbawione emocji i mocno skondensowane. W ogóle nie czułam się, jakbym oglądała finał. W samych występach brakło jakiejś iskry, emocji, dzięki którym wcześniej z takim zafascynowaniem śledziłam poczynania zawodników. Ot, wyszli, wystąpili i po zabawie. Dano sobie oczywiście furtkę na kolejny sezon, ale nie jestem pewna, czy będę chciała go obejrzeć. Bo w końcu cóż w nim mogę zobaczyć? Jeszcze więcej fanserwisu, pewnie nowych przeciwników i  kliknij: ukryte  – nie sądzę, by klimat tej drugiej serii uległ zmianie i na pewno nie wierzę, by ktokolwiek zrezygnował tu z motywów, dzięki którym ten serial zyskał taką popularność (a wręcz podejrzewam, że chcieliby tam zawrzeć tego jeszcze więcej a to już byłoby zdecydowanie zbyt wiele).

    Do tego wszystkiego zawiodła grafika. Doceniam, że postanowili zanimować wszystkie występy i nie ograniczyli się do pokazu slajdów. Szkoda tylko, że te animacje praktycznie z każdym kolejnym odcinkiem były coraz gorsze (ze wstrętem wspominam szczególnie pewien występ Phichita… brrrr… to był koszmar). Naprawdę liczyłam na coś znacznie lepszego. Wyjątkowo dobrze wspominać będę natomiast oprawę muzyczną, która była tu naprawdę bardzo udana, a szczególnie podkłady do konkretnych występów zabrzmiały świetnie (z drobnymi wyjątkami niestety, ale i one nie były tak naprawdę złe, a po prostu w porównaniu do reszty wypadły ciut blado).

    Ostatecznie dostaliśmy serię tylko dobrą, która miała tendencję na bycie jedną z najlepszych sportówek, ale została pogrążona w morzu fanserwisu, który z czasem przysłonił motywy sportowe. Szkoda, naprawdę szkoda, bo bardzo chciałabym, żeby było inaczej. Nawet i z fanserwisem, ale nie tak nachalnym. Bo w końcu fanserwis nie jest zły, ale jeśli poza nim w serii nie ma niczego… cóż, nie świadczy to zbyt dobrze o danym tytule.


    I na koniec została jeszcze najbardziej drażliwa kwestia – czy to jest yaoi? Nie – nigdy nie było i nigdy nie będzie, w końcu yaoi to jakby gejowska wersja hentaia. xd No dobra, ale na serio – czy to jest shounen­‑ai? Mimo wszystkich aluzji – też nie, bo w żadnym momencie nie zostało to potwierdzone. I zanim ktoś mnie wyzwie od homofobów – to samo dotyczy potencjalnych romansów heteroseksualnych. Nie chodzi tu o jakieś wydumane wyznania miłosne i tym podobne pierdoły, ale póki jasno nie zostanie pokazane, że dwójkę ludzi łączy coś więcej, niż przyjaźń, to nie może być mowy o faktycznym romansie (podając przykład z innej serii – w takim układzie NNB też trzeba by uznać za romans, bo przecież relacja między Hotaru i Komari była taaaaka głęboka, że to na pewno nie przyjaźń).
    Zauważyłam natomiast wśród niektórych tendencję do stwierdzenia, jakoby seria nie była shounen­‑ai, ale Viktor i Yuri faktycznie byli w homoseksualnym związku, tylko, że „poważnym” (gdziekolwiek tam tę powagę znaleziono między tymi wszystkimi gagami xd). Cóż… nie wiem skąd takie wnioski komuś przyszły do głowy, ale jest to stwierdzenie strasznie… głupie. ;p Skoro faktycznie łączy ich miłość, to tak – wtedy mamy do czynienia z shounen­‑ai. Shounen­‑ai to nie jest określenie na głupiutkie i słodziutkie historyjki o gejach przeznaczone dla piszczących nastolatek, w tę kategorię podpadają także tytuły z poważniejszą fabułą. Problemem jest tylko to, że takowe nie doczekały się dotąd ekranizacji. Inna sprawa, że próba ucieczki od zaklasyfikowania tytułu jako głupiutkiego romansidła o gejach poprzez pokrycie go toną fanserwisu to zdecydowanie nie najlepszy pomysł na pokazanie „poważnego związku”. To tak, jakby próbować uciec od łatki „ecchi” dodając do anime więcej scenek erotycznych niż w standardowych tytułach tego typu. Niestety, ale dodanie większej ilości czegoś, nie sprawa, że tego czegoś tam wtedy nie ma – to tak nie działa. xd
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Nanami 23.12.2016 19:48
    Dobre, ale brak mi wisienki na torcie!
    W zasadzie to w sporej mierze zgadzam się z opinią tamakary pod spodem…
    YOI dało mi mnóstwo świetnej rozrywki i dużą dawkę emocji, adrenalinki, endorfinek. Zaskakiwało, zwykle jednak pozytywnie. Nigdy do końca nie dało się przewidzieć, co będzie dalej. A najbardziej podoba mi się to, że ta historia nie opowiada właściwie niczego wprost, a wszystko subtelnie przekazuje… i im bardziej człowiek lubi serię analizować, tym większą ma frajdę.
    Było świetnie. Uwielbiam Viktora, uwielbiam Yuuriego i ich tak ludzkie reakcje ( kliknij: ukryte ). Bardzo sympatyczny, różnorodny soundtrack. Animacja… niestety nie była genialna, tak jak w pierwszym odcinku, była strasznie nierówna, ale jak dla mnie była na tyle wystarczająca, by nie odstraszać.
    Co jednak mi zabrakło, to tej właśnie wisienki na torcie. Jak poszczególne wątki i ich zamknięcie potrafiły zostawić widza z takim totalnym katharsis w stanie mruczącej błogości, tak końcówka wypada słabo pod tym względem. Osobiście uważam, że wyszło jednak coś, co wspominała sama Kubota­‑sensei – a mianowicie, że ona nie miała specjalnie do czynienia z tworzeniem anime do tej pory. I musiała nauczyć się walczyć z czasem… Dzięki temu stworzyła coś naprawdę ciekawego – czas i akcja w YOI płynie prędko i dynamicznie, a jednak widz nie odczuwa tego dopóki sobie tego nie uświadomi. Przeskoki czasowe między odcinkami bywają naprawdę długie – od dni do miesięcy. I twórcy zdecydowanie uwzględniają, że przez ten okres czasu dużo się mogło pozmieniać w dynamice relacji choćby. To zaskakuje, ale po uświadomieniu sobie tego, zaczyna się to naprawdę doceniać. Tym niemniej, seria trochę poległa na końcówce, była zbyt skompresowana. Zgadzam się też z pojawiającymi się zdaniami, że biorąc pod lupę to, co budowano przez 11 odcinków, jest ona zaskakująca, tak jakby decyzja była zmieniona pod wpływem impulsu. Ostatni odcinek, mimo że jest finałem Grand Prix, nie sprawia wrażenia bycia ostatnim odcinkiem serii… Jest to ogromny minus, jeśli patrzeć na serię jako zamkniętą, ale daje to nadzieję na kontynuację, no. Mnie osobiście najbardziej szkoda dwóch rzeczy – więcej ukazania osobistych rozmów Yuuriego i Viktora oraz ukazania sposobu, w jaki się stopniowo docierali.
     kliknij: ukryte  Oraz brak mi mojego „Hanarezuni” w duecie w Hasetsu z PV, którym mnie ztrollowali :< No, a największym dowodem na to, że coś jednak z rozplanowaniem legło w gruzach jest to, że na oficjalnym oście jest piosenka, której nigdy nie wykorzystano – Yuriowe „Welcome into the madness”, które miało być jego galowym utworem :D
    Reasumując: jestem zachwycona. Uwielbiam. Acz nie dam pełnej dziesiątki, bo jednak trochę polegli z tym rozplanowaniem i zabrakło na koniec „tego czegoś”.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    tamakara 21.12.2016 20:18
    Mogłam napisać recenzję „pełnoprawną”? Mogłam, ale zrezygnowałam z tego z dwóch powodów. Po jeden: poszłaby jako alternatywa i doczekałabym się publikacji za jakieś pół roku, a nie chcę czekać. Tu i teraz utopię swój rant w komentarzach. Pewnie błyskawicznie przykryje go morze pokwiczeń, ale trudno. Po dwa: nie ma mowy, by tekst przeszedł przez sito naczelnej w tej formie, w jakiej zamierzam to z siebie wypluć :D a jest to jedyna słuszna forma! no to jadę…

    Oczekiwałam anime o łyżwiarstwie figurowym od spektakularnych zwycięstw Hanyu w 2014 (oczywiście nie jest to pierwszy wspaniały japoński łyżwiarz, ani pierwsze zwycięstwo Yuzu, ale wtedy świat doznał objawienia i zrobił się prawdziwy szał! „nieco” wkurzający szał, ale słusznie umotywowany *_* aaah, osobny elaborat można napisać *powstrzymuje się siłą*). Nastroje podgrzewał cudowny Uno (do poziomu wrzenia, obawiam się. Boże, jaki on jest niesamowicie cudowny!) i jeszcze mały Yamamoto, z którego może wyrosnąć coś ciekawego… No ludzie! Japonia wymiata, anime musi być! To tylko kwestia czasu… I oto stało się! Pierwszy trailer wywołał ekstazę, otworzyło się niebo, what's air? i te sprawy. Mój ukochany sport! Lepszy niż wszystkie inne~ wreszcie mogę się powymądrzać pod jakąś sportówką.

    No bo jak? Łyżwiarstwo figurowe jest w oczywisty sposób sportem wyczynowym, gdzie nie ma zmiłuj. Krew, pot, łzy i kontuzje. Eh te kontuzje =_= Sport wyczynowy, który, poza sprawnością fizyczną, wymaga od zawodników umiejętności aktorskich i gracji. To fakty. Taka kombinacja sprawia, że jest to cholernie trudne, trzeba bowiem pamiętać nie tylko o tym, żeby jechać swój program precyzyjnie i pod presją czasu, ale również o tym, jak się w trakcie tej jazdy wygląda i jeszcze kogoś (sędziów) tym wszystkim przekonać. I nawet jak się człowiek wypieprzy w trakcie, to musi wstać i zasuwać dalej. I to jest właśnie takie niesamowicie super! Na dodatek zrozumienie zasad to coś więcej niż przysłowiowa tajemnica spalonego. Tutaj fan/kibic/widz powinien ogarnąć kwestie techniczne, rozpoznawać skoki (?), wykazać jakąś wrażliwość na walory artystyczne i jeszcze skonfrontować to z tym dziwnym­‑dziwnym systemem punktowania. I to też jest super. Na dodatek patrzy się na coś, co nie ogranicza się do zaspokojenia pierwotnych instynktów stadno­‑wojennych publiki i zakazanych skłonności jej męskiej części, jak chociażby piłka nożna czy inne rugby.
    Jeśli komuś podniosło się w tym miejscu ciśnienie, zapewniam, że nie pogardzam sportami drużynowymi jako takimi, albo że emocje, jakie one wywołują, są z zasady emocjami gorszego sortu… to piękne emocje, z wyjątkiem patologii, rzecz jasna.  kliknij: ukryte 

    Wracając do meritum. Super jest również to, że wcale nie trzeba być Wielkim Znawcą, żeby czerpać przyjemność z kontaktu z łyżwiarstwem. Można spokojnie zatrzymać się na kontemplowaniu widowiska. I to też jest fajne! Skupiasz się na elementach artystycznych i ciągle możesz merytorycznie dyskutować. Jakie to jest super! T_T No dobra, do czego ja właściwie zmierzam? Ano do tego, że jeśli komuś się wydaje, że to jakaś eteryczna, wysublimowana pląsanina i pseudosport, to w oczywisty sposób nie ma racji. Poza tym łyżwiarstwo figurowe jest u mnie w pierwszej dziesiątce po Bogu i to w konkretny sposób przełożyło się na oczekiwania i wrażenia z anime.

    Pozornie mamy do czynienia z dość typową sportówką, czyli prezentowany jest nam dobrze wytarty model „od zera do bohatera”. W zestawie obowiązkowe przezwyciężanie własnych słabości i pokonywanie kolejnych etapów na ścieżce kariery tudzież „pomniejszych bossów” aż do wielkiego finału. Wszystkie sportówki działają w ten sposób i przed tym chyba nie dało się uciec. Z drugiej strony jednak nie sprzedaje się nam motywu, że tylko nasz protagonista musi trenować i boryka się z problemami, a przeciwnicy mają wpisane „wymiatanie” w definicję i stają się ludźmi „takimi jak my” dopiero po zostaniu pokonanymi. Główny nie jest de facto zerem, jest jak najdalszy od bycia zerem. To zawodnik, który zdążył osiągnąć naprawdę dużo, który nawet zdobył sławę, ale niepowodzenie wepchnęło do w depresję i ta skłonność do depresji nie spływa z niego w sposób cudowny, czyli dostajemy ciekawy twist. Kolejna sprawa to umieszczenie akcji w przestrzeni międzynarodowej. Jaka odmiana od wiecznie tych samych zawodów międzyszkolnych! Powiało wielkim światem, zderzają się kultury, no i zainteresowanie mediów wreszcie ma jakieś logiczne podstawy w odróżnieniu od sytuacji, kiedy poważni reporterzy biegają za gimbusiarską drużyną ze szkoły X. Poza tym to „pokonywanie bossów” też wygląda trochę inaczej, jeśli nie powiedzieć, że zostało wywrócone do góry nogami. Numer trzy to realizm* i nienachalne, przystępne przedstawienie zasad, którymi rządzi się łyżwiarstwo, a właściwie samo grand prix. OCzywiście wyłącznie ogólniki, bez straszenia szczegółami – jeśli komuś nie zależy, to może puścić mimo uszu. Jednocześnie położono nacisk na oczywistość żelaznej kondycji, na naukę tańca, na kwestię wpływu osobowości na kształt programu (to niby można schować pod aktorstwem, ale i tak często indywidualne cechy zwyczajnie wychodzą na jaw), rolę muzyki i to, że rozgrzewka jest ważna (kiedy ja widziałam rozgrzewkę w sportówce?) i hello? trening boli. W bonusie śmietnik jaki potrafią zrobić fani na lodowisku i tak bardzo życiowe – konieczność oglądania zawodów po streamach, bo telewizja nie pokazuje. I te wszystkie małe nawiązania i smaczki (tutaj, przede wszystkim, pudełko na chusteczki!!!). Ładnie, bardzo ładnie. Dobrze mi się na to patrzyło.
    No i chyba najważniejsze – charakter tej konkretnej dyscypliny uniemożliwia rozciąganie jednego występu na całą serię, ani nawet na jeden odcinek, więc trzeba było upchać w scenariusz różnych różności. W innych sportówkach te różne różności byłyby bonusami wpakowanymi gdzieś w przerwach wieloodcinkowych meczów, tutaj zaś „sceny z życia” są w każdym odcinku. Niestety, wszystko co było tak dobre i świeże na początku, okazało się elementami, które ostatecznie pociągnęły tę serię w dół. Głęboko.

    Ah tak, realizm dostał gwiazdkę. Dostał gwiazdkę, ponieważ trochę sobie tutaj pozwolono. Wcale nie mam na myśli podrasowanych choreografii, ludzie w rzeczywistości potrafią jeździć niesamowite rzeczy! Nawet o wiele bardziej niesamowite. No i obawiam się, że gdyby nawet wykręcali w tym anime poczwórne axle to i tak nikt nie zauważy przegięć, skoro bohaterom nie świecą się włosy. Ale i bez tego mamy trochę cudów i dziwów. Po pierwsze i podstawowe – Choroba, a niby dlaczego Viktor nie może trenować obu Jurków jednocześnie? Pogryzą się? Toż przez pewien czas całkiem znośnie koegzystowali. Dalej. W odcinku piątym Yuuri nie wyrobił się przy lądowaniu i uderzył twarzą w bandę. Skończyło się to tylko rozbitym noskiem, nawet występu nie przerwał, a powinien tam paść przynajmniej ogłuszony :D Przy mniejszej prędkości można się przytomności pozbawić, a tutaj nic :D i wiem, pisałam we wstępie, że nie ma zmiłuj, wstajesz i zasuwasz. Ale wstajesz i zasuwasz jak „zwyczajnie” upadniesz, a nie uderzysz o coś łbem z taką siłą! Yurio  kliknij: ukryte  No pewnie! :D żem śmiechła, nie powiem. Miało to uzasadnienie punktacyjne, ale może by tak… najpierw poćwiczyć? Eemmm… I przez całą serię pytałam w duchu –  kliknij: ukryte  Ładnie za to przedstawiono interakcje samych zawodników, bo oczywiście „wszyscy wiedzą”, że to naprawdę jedna wielka zaprzyjaźniona gromada, gdzie jeden drugiego dopinguje, podziwia i za wzór bierze :D Ale zgrzytnęło mi, że dziewuch­‑łyżwiarek jest mało. Gdzieś na trzecim planie snuje się Mila. Sara natomiast pojawia się jako  kliknij: ukryte  siostra swego brata, a nie pełnoprawna zawodniczka. Wiem, że to nie o dziewuchach anime, ale nie ma wyłącznie męskich zawodów, dziewuchy (i pary) powinny się tam kręcić i integrować. A widzimy tylko jak chłopcy sobie nawzajem fanbojują. Co oczywiście jest urocze i wpisane w konwencję, no ale… Naprawdę chciałam więcej Mili…
    No i największy „ból” w tej kategorii. Oceny. Za pierzastego grzyba nie ogarniam wyników :D  kliknij: ukryte  No ale kto scenarzyście zabroni? Przecież nikt nie zwróci uwagi :D Zupełnie pominę to strasznie parcie Jureczka na najwcześniejszy możliwy debiut, kładę to na karb jego osobowości…
    Pomijając to całe licentia poetica, ogólne wrażenie jest takie, że twórcy w miarę rzetelnie podeszli do zaprezentowania samej dyscypliny jako sportu. Mieli nawet kogoś specjalnie od projektowania kostiumów! (z których ze cztery mi się podobały, ale już mniejsza z tym xp). Przy okazji realizmu dobrze też wspomnieć i to na plus, że chociaż zderzanie się kultur jest w gruncie rzeczy pozorne, to zgrabnie zasugerowano, że bohaterowie z rożnych krajów rozmawiają między sobą po angielsku i czuć bariery językowe! Czyli ogólnie doceniam. Jakoś tam, chociaż chwilami miałam ciężko, bo chociaż
    sport przedstawiono dobrze, to zawody wyglądały już fatalnie…

    Yuuri, nasz główny bohater, przestał być nastolatkiem i, mimo panikarstwa i skłonność do łapania doła, potrafi zachować się jak osoba dorosła. Zrobiło to na mnie szczególne wrażenie w trakcie konfrontacji z Yurio w odcinku drugim, kiedy małe ruskie dziecko rzucało się jak wesz na kołnierzu, a Yuuri po prostu się na to uśmiechnął. W tamtej chwili po raz pierwszy mi zaimponował. Ten kontrast! Jak pięknie zobaczyć MC, którego nie da się ot tak wpisać w żaden „typ”. Zachodząca w chłopaku przemiana to nie (tak bardzo shonenowe) nabijanie kolejnych leveli, ale dość kulawe odnajdywanie zgubionej pewności siebie, własnego ja na lodzie i poza nim, i (nanami, wybacz mi xD) otwieranie się na innych. Po odcinku dziesiątym należy dopisać, że  kliknij: ukryte , ale nie zostaje też magicznie uleczony i cały czas ma psychikę jak mokry papier. Viktor natomiast to zupełnie inna historia. Bożyszcze, który skradł moje serce jednym mrugnięciem. Viktor znalazł się w takim punkcie kariery, kiedy osiągnęło się już wszystko i kiedy trudno wykrzesać z siebie tyle pasji, by zaspokoić ciągle olbrzymie oczekiwania… wszystkich. Co więcej, to ekscentryk, który na dzień dobry wydajesię wyłącznie bawić i mieć wywalone na cały świat. I można odnieść wrażenie, że cały szalony projekt rzucenia wszystkiego i zostanie trenerem to dla niego zwykły kaprys, ale jest zupełnie inaczej. On naprawdę potrzebował zmiany perspektywy, a poza tym, cóż, Yuuri go zafascynował. Viktor szukał jakiegoś impulsu, inspiracji, czegoś, co go popchnie do dalszego rozwoju. Wszystko zresztą zaczęło się od tego, że szukał, czyż nie? Szukał i znalazł. Nawet więcej niż się spodziewał T_T Moja ulubiona postać.
    Pozostałe chłopaki są bardzo różnorodnym drugim planem. Yurio… cudowne małe wkurzone ruskie dziecko! Takie małe! Takie wkurzone! ТАКОЙ СЛАДКИЙ! Jakże go uwielbiałam na początku. I w środku. Na końcu miałam go dość i szczerze życzyłam mu lania na oprzytomnienie. Ta postać miała spore predyspozycje do dorastania, a ostatecznie nie został nawet pełnoprawnym „ostatnim bossem”. Taki trochę Rin z Free! :D wiecznie zły, bo go własna niepewność i ambicja gniotą, ale tylko czekać, aż się łzami zaleje. Oczywiście łzami się nie zalał, prędzej by go miłość własna zadusiła, ale w tym też był uroczy. W gruncie rzeczy straszny gówniarz z niego i zachowuje się jak gówniarz. Niby taki pewny siebie, a przecież zupełnie nieopierzony i ... no dzieciuch kompletny. Myślę, że gdyby dali mu parę latek więcej, to jednak wypadłby bardziej wiarygodnie. Z Yurio jest jeszcze taki myk, już całkiem prywatnie, że w pewnym momencie słyszymy od siostry Yuuriego, że to małe ruskie dziecko wygląda zupełnie jak jej ulubiony chłopiec z boysbandu. Co ty nie powiesz? Mój ulubiony chłopiec z boysbandy akurat wtedy wyglądał tak. *łzy w oczach* Przypadek? Pewnie, że przypadek, ale takie zbiegi okoliczności to ja lubię!
    Z pozostałych dzieci niesamowicie urocze jest też chińskie maleństwo, które mogłabym trzymać w domu i karmić naleśnikami z bitą śmietaną. Tak, bohaterowie drugoplanowi to złoto. No, większość z nich… jakaś ich część? Trojaczki! Przede wszystkim trojaczki <3 Minami, Guanghong, Leo, Phichit… są kochani. Otabek po prostu wszedł na ekran, rzucił spojrzenie, otworzył usta i po mnie. Oh, dlaczego pojawił się tak późno? :<  kliknij: ukryte  Ale ta obowiązkowa w sportówkach banda dziwaków jest naprawdę… No, taka se, chyba. Biedny Christophe, którego wykreowano na jakąś parodię hiperseksulanego geja… to było nieco przerażające. Nie lubię tego typu „dowcipów”, są wytarte, a poza tym hiperseksualizm wyjątkowo do mnie nie przemawia.  kliknij: ukryte  Jeszcze bardziej biedny Georgi, który też mnie przerażał :D JJ… Chodziło chyba o tzw. wow factor, ale w moim odczuciu wyszło mocno wszelako. Jeśli to gwiazdorzenie, jakie odstawił w SP miało robić za element artystyczny, to na miejscu sędziów obcięłabym mu punkty… Do EX z takimi szopkami lol… no ale znowu – moja opinia. Co jak co, nie można powiedzieć, że w kwestii osobowości nie jest rozrywkowo… Odnoszę jednak wrażenie, że trochę za mocno pojechano z „sensacyjnością” i niektórych wątków nie udało się zgrabnie wyprowadzić na prostą. Za dużo postaci? Za dużo pomysłów? Nagle wywieszają sztandary z jakimś dramatem i motywacjami kogoś, kogo do tej pory prezentowali jako creepa, a ja mam się tym przejmować czy coś. Natomiast ktoś, kto mógł być ciekawy, tylko mignie i znika  kliknij: ukryte  Część rewelacji z pewnością można sobie było darować, część motywów wypada słabo, jest przedstawiona po macoszemu i jedyną reakcją to „aha”  kliknij: ukryte . I tutaj wyłazi ta podstawowa wada – złe rozpalnowanie serii. Początek jest świetny, ekspozycja tych „najgłówniejszych” postaci jest bardzo w porządku i fabularnie wszystko cacy tak mniej więcej do połowy, a potem… potem ktoś… znaczy reżyser i scenarzysta, mocno się pogubiły. Zagalopowano się we własnej fazie i wyszła kicha. Zabrakło czasu! Gdzie ach gdzie przypiąć te zachwyty nad panią reżyser, które spadły na mnie przed sezonem? Tak naprawdę jedyne, co poprowadzono dobrze to to, co dzieje się między Yuurim i Viktorem.

    Tu przechodzę do tej najbardziej drażliwej (?) kwestii. dum dum dum Fanserwis! Aluzje, sugestie, mruganie oczkiem. W tym anime miało tego nie być, praaawdaaa? Moja przedsezonowa przepowiednia, że to wszystko pewnie się jednak pojawi i to w ilościach sporych, sprawiła, że na naszym drogim portalu odsądzono mnie od czci i wiary. I co mogę teraz powiedzieć…? A, już wiem: HA HA HA Trzeba było zaufać intuicji zepsutej kobiety, ale nie zaufaliście i potem laliście krwawe łzy! Następnym razem będziecie pamiętać oooo Taka wredna mała satysfakcja nie przytrafia się na co dzień! Słodka jak brzoskwinki =__=
    Jak jest? Już chyba każdy i ich babcie wiedzą… Fanserwis wręcz wylewa się z ekranu… Zaczęło się powoli, z każdym odcinkiem jednak twórcy poczynali sobie coraz śmielej (proporcjonalnie do spadku jakości grafiki ;D) Przed rozpoczęciem sezonu zestawienie yoi z free! było profanacją. A tu free! zostało daleko z tyłu. ha ha.. Jako zadeklarowany fudzioś przyjmowałam to, rzecz jasna, z wielką uciechą. Uwielbiam puszczanie oczek, bawię się przy tym niesamowicie i w ogóle nie traktuję serio – jak długo jest to po prostu fanserwis. Szybko jednak zaczęłam mieć wątpliwości. Do czego zmierzasz, ekipo? Uprawiasz największy queerbaiting w historii sportówek, czy to jednak ma być prawdziwe? Bo jeśli ma być prawdziwe, to może bez parodii? Ale! Smyranie pod bródką, endingowe czesanie włosów, semi porno w onsenie, pożądanie kotleta jakoś tak mimochodem zmieniło się w „dla ciebie będę najgorętszą donną w mieście” i dostaliśmy taki niejako coming out w telewizji, a potem słyszmy, że „nie waż się spuszczać ze mnie wzroku”,„czy mam cię pocałować, żebyś się uspokoił?” i „chcę, żebyś był ze mną już zawsze”. Patrzyłam, słuchałam i ... no po prostu… Oczywiście wiem, że panuje tendencja do zamykania geja w „jaoju” jak w zoo, gdzie będzie uroczy i spełni rolę, a wszędzie indziej każdy jest hetero by default i musi być uzasadnienie dla innego stanu rzeczy. No i ta potrzeba dowodów. Jak się nie pocałują, to nie ma homo. I pojawią się osoby gotowe dać głowę, że w yoi dostajemy tylko wyuzdany fanserwis, a Viktor, który nie ma oporów przed publicznym zrzuceniem ciuchów, może też pocałować innego faceta i to niczego nie dowodzi :D Swoją drogą, ludzie, którzy zachłystują się gejem i sprowadzają całą historię do wątku homo są tak samo godni politowania, jak ci, którzy bronią się przed nim jak mogą. Ile % geja w geju? Oh rany… (Niektórym trzeba naprawdę strzelić niczym pięścią w twarz, bo nic subtelniejszego nie przyjmą do wiadomości.) Skąd te wszystkie wątpliwości? No bo przecież nie ma znacznika BL, który determinuje wszystko. *wzdech* No tak, rzeczywiście yoi nie jest BLem. I wiecie co? Bardzo dobrze, że nie jest. To historia o czymś innym, ale twórcy zgrabnie wpletli tu wątek uczuciowy, chowając go w fanserwisie właśnie. Nie twierdzę, że zrobili to dla idei, oczywiście przyświecała im kasa, ale nawet dla kasy nie musieli posuwać się AŻ TAK DALEKO. Na starcie nikt tego nie oczekiwał, a i „pole tolerancji” było bardzo duże, w końcu nie od dziś wiadomo, że sportówki homopodtekstami stoją… ups? I kto oczekiwał, że w jednym z flashbacków Viktor wystąpi w aranżacji jawnie nawiązującej do Johnny'ego Weira…. i kto się spodziewał,  kliknij: ukryte  Genialne jest to, że owszem, pełno tu erotyzmu, chemia między chłopakami jest niesamowita, ale nie sprowadzano ich relacji do sfery stricte okołołóżkowej i nie podporządkowano temu wszystkiego, co robią. Nie ma tu żadnych BLnych klisz, od podziału na strony dominującą i zdominowaną zaczynając.  kliknij: ukryte  I piękne jest to, że żaden nie okazał się ideałem, ale jeden pomagał drugiemu się rozwijać, że wzajemnie się dopełniali. Cóż, na ten temat napisano już dziesiątki esejów. Przeanalizowano każdy odcinek, rozwodzono się po wielokroć nad poszczególnymi scenami ilustrującymi dojrzewanie ich jako postaci i ich związku. Aż do porzygu… Nie będę tego dublować, nie będę z nimi polemizować, nie będę też budować własnych rozkmin. Rozciągnęłoby to ten rant jeszcze bardziej… (i tak to chyba mój najdłuższy tekst w historii tanuka). Na szczęście mi się nie chce! Powiem tyle, że OMG naprawdę jestem pod wielkim wrażeniem i ogólnie wzruszyłam się. Długo nie ufałam twórcom, a oni ostatecznie przeszli moje najśmielsze oczekiwania. I nie mówię tu o dzieciakowatym podniecaniu się, że „ooo geje sie całujom”, tylko po prostu o możliwości zobaczenie relacji uczuciowej pokazanej jako ludzkiej relacji uczuciowej, która ma prawo wydarzyć się wszędzie a jednocześnie jest jak z jakiejś cholernej bajki T____T
    Z akcentem na bajkę jednak, w obliczu rewelacji jakoby jednym z założeń świata przedstawionego był brak homofobii (?).
    I wracając do początku akapitu – fanserwis był pierwsza klasa 8D Tak, nie zapominajcie – taplamy się w fanserwisie. Bawiłam się genialnie. Odcinek dziesiąty! Znowu! Gdzie nagle obecność całego dotychczasowego fanserwisu i w ogóle cała fabuła została uzasadniona jeszcze większą ilością fanserwisu. Mistrzostwo świata! I to mistrzostwo świata potrafi całkiem skutecznie przysłonić fakt, że inne elementy fabuły przedstawiają się słabiej w porywach do kiepsko, no ale! Nie spodziewałam się przecież niczego wybitnego. Spodziewałam się ładnych chłopców, dram i fanserwisów… i to dostałam. Dlaczego więc mam takie hmmm mieszane uczucia?

    Kwestia animacji… Cóż, tu zaczynają się schody… Nie, schody były przy fabule. Tutaj stajemy nad urwiskiem :D Po fenomenalnym pierwszym odcinku nastąpił regres. Szybko stało się jasne, że budżetu starczyło tylko na pierwszy ep, a potem zdecydowano się zastosować taktykę, że „co ma być to będzie”. Wyglądało to raz lepiej, raz gorzej i właściwie mogłabym przymykać oko na rosnącą brzydotę wszystkiego, jak długo sceny łyżwiarskie byłyby ładne. Niestety, dostałam po oczach już w trzecim odcinku. Pal sześć rozlewające się rysy twarzy, ale proporcje! Proporcje kochane wyły, tak brutalnie je katowano. Za krótkie rączki, rozciągliwe sylwetki, kończyny gnące się pod dziwnym kątem… Po pierwszym ataku brzydoty można było jeszcze powiedzieć, że przynajmniej nie dostaliśmy żadnym martwych plansz czy innych zabiegów mających tuszować oszczędności, chłopaki cały czas się ruszają. Każdy krok został uczciwie odwzorowany… Pewnie, ale i tak wyglądało to paskudnie. Po tym trzecim odcinku byłam zdania, że wolałabym obejrzeć kilka plansz, zamiast tej abominacji. I co? Prosisz? Masz! Odcinek czwarty był zapchany statycznymi ujęciami, które TEŻ BYŁY BRZYDKIE! :D i jeszcze ucieczki kamery na publiczność, która też była brzydko narysowana! (ta jedna scena z klaszczącą babuszką, powtarzana gadzilion razy, nie mogłam jej zdzierżyć po prostu) XD jakieś flashbacki, recapy… no ludzie! Aż strach cokolwiek mówić, bo się spełnia… Gdyby nie to, że akurat w tym czasie naprawdę odbywały się te same zawody co w anime, dzięki czemu mogłam oglądać na żywo prawdziwe łyżwiarstwo, to nie wiem, co by ze mnie zostało ;o chwała jutubie!
    Ogólnie ze scenami łyżwiarskimi jest ten problem, że poszczególne choreografie rysowano tylko raz i eksploatowano je w nieskończoność, zmieniając jedynie (w razie potrzeby) ubranko postaci czy też, od wielkiego dzwonu, jakiś istotniejszy element. Jest to oczywiście zrozumiałe, w końcu każdy zawodnik przygotowuje jeden program na sezon a i animacją skoków można się dzielić, łatewa! nie mam pretensji o sam fakt takich sztuczek. ALE skoro animatorzy mieli o połowę… co ja gadam, o 3/4 mniej pracy, naprawdę NAPRAWDĘ powinni postarać się bardziej. Tłumaczenia, że „ale po pierwszym odcinku grafika zawsze traci na jakości” i „nie jest tak najgorzej” nie będą do mnie przemawiać, ponieważ obiecywano mi cukierek dla oka, niezapomniane wrażenia wizualne, obiecywano, że się zapowietrzę w ekstazie. Oczywiście stara mądrość ludowa słusznie naucza, że animów o sporcie nie ogląda się dla sportu, ale mi obiecywano! Co jak co, przy tej konkretnej dyscyplinie powinni naprawdę się postarać, bo strona wizualna naprawdę jest istotna =_= to nie jakaś siatkówka czy coś, gdzie piłka upadająca w konrkentym miejscu = punkt i wszystko jasne. Czy ja się czepiam? Czepiam się jak cholera, bo mi obiecywano. I powyższe jojczenie nie oznacza, że nie da się na całość patrzeć. No da się, da, jakoś. Tła bywały bardzo ładne i zbliżenia też. Tak, nawet te nieszczęsne występy czasami są w miarę znośne, tylko nierówne. Często jednak miałam ochotę zwyczajnie te potworności przewijać, bo serce mnie bolało. Albo się wkurzałam, bo cholera, nie obchodzi mnie reakcja publiczności, jasne? Chcę, do czegoś ciężkiego, wiedzieć za co te noty! Człowiek od układania choreografii zrobił swoje, znaczy chyba, nie mogłam tego należycie ocenić ani tym bardziej docenić, bo albo było TAK BRZYDKIE, albo cieli, gięli, nie pokazywali. Koślawość atakuje znienacka, podobnie jak przeróżne animatorskie kiksy i trzepią przez twarz bez litości. Piękne pozostają niezmiennie tylko dwie rzeczy. Animacja otwierająca i oczy Viktora T_T  kliknij: ukryte  Może w wydaniu płytowym zostanie to wszystko poprawione, ale jedyne, co mnie usatysfakcjonuje, to całość w jakości pierwszego odcinka. Byłoby pięknie, ale mało prawdopodobne, by się spełniło. A mogli pójść do lotte czy kose po dotację, eh! Swoją drogą te wszystkie bannery reklamowe… serio?

    Bezapelacyjnie cudownie przedstawia się za to oprawa audio. Genialnie dobrane i różnorodne utwory! Ludzie odpowiadający za tę część produkcji odwalili kawał świetnej roboty, z szczególnym akcentem na, rzecz jasna, podkłady do występów. Nie tylko ładnie odzwierciedlają osobowości chłopaków, w przypadku erosa i stand close to me stanowią świetne uzupełnienie dla fabuły. O, to drugie to nawet  kliknij: ukryte  :D Z innych kawałków bardzo podobało się muzyka Phichita, muzyka Emila, JJowa też jest świetna TT <3 i prześliczne „still alive” Leo, „the infermo” Guanghonga. Piękne T_T Idealne są też opening i ending, nie wyobrażam sobie żadnych innych piosenek, które by mogły je zastąpić, a dance battle… potraktujmy jako wyjątek xD Opening tak mi wszedł w głowę, że rozbijałam pracowe pianino, grając to w każdej wolnej chwili przez wiele tygodni. Biedne pianino… Po prostu się rozpływam z ukontentowania. A seiyuu… No, nie nachwalę się dość! Te różnice wypowiadaniu kwestii „po japońsku” i „w językach obcych”, zmiany akcentu… owacja na stojąco. Prym wiódł w tym oczywiście Suwabe. Suwabe mówiący po rosyjsku sprowadzał na mnie zgon haha… przy okazji i zupełnie niechcący zadurzyłam się w Toyonadze ;O i Hosoyan zrobił mi tak dobrze. O, jak ja go uwielbiam! Ale już Hatano jako Georgi brzmiał zwyczajnie okropnie :X Chopie, serio? Przecież potrafisz lepiej…

    Chciałam piękne anime o pięknym sporcie, dostałam ... nie­‑tak­‑piękne­‑jak­‑mogłoby­‑być anime o umiarkowanie dobrze pokazanym sporcie. Jako taka modelowa przedstawicielka targetu, co lubi i łyżwiarstwo i ładnych chłopców mających się ku sobie, i zaciesz, mam mieszanie uczucia. Eh, The Beatle napisał swego czasu na tanukowym ircu, że to anime byłoby lepsze, gdyby twórcy założyli, że nikt go nie obejrzy. Miał chłopak rację. Niby nie jestem rozczarowana całością, ale jestem rozczarowana ... Jest ta dobra część fabuły i ciekawe postacie, ale jest też ta marna część fabuły i nieciekawe postacie i co? I mam problem, bo na początku sezonu dawałam 10, ale nie mogę zostać przy tej ocenie, bo wyszłabym wtedy na wypranego z mózgu fudziosia, a myślę o sobie trochę lepiej (wbrew opiniom niektórych). Zwłaszcza, że wyraźnie widać, że twórcy gejem próbują zatuszować wszystkie braki i niedociągnięcia. Z biegiem czasu ocena spadała i spadała. No i ponieważ łyżwiarstwo jednak mnie straszyło a nie mogę tego wybaczyć, to anime naprawdę nie zasługuje na więcej. Szkoda. Boję się drugiego sezonu – jeśli naprawdę będzie. I… uff to by było na tyle.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 1
    Komucha 20.12.2016 00:11
    11 ep.
    Czy ja widziałam i słyszałam coś niedobrego, czy to tylko moja imaginacja. Bo jeśli to pierwsze, to powiem jedno – nieładnie pani autorko, bardzo nieładnie.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 6
    chi4ko 16.12.2016 01:56
    Trudne sprawy
    Yuri – ty świnio!
     kliknij: ukryte 
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Kanivaru 11.12.2016 09:18
    YOI uratowało ten rok.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 28
    Ariel-chan 8.12.2016 23:07
    Po 10 epku :D
    Chryste, skoro oni  kliknij: ukryte  jestem bardzo za xD
    Po nudnym początku – było nie było cały początek Wiktor tylko „streszcza” historię i przedstawia bohaterów – zdarzyło się coś tak pięknego *_* Mimo spojlerów na netach, i tak nie mogłam w to uwierzyć, póki nie zobaczyłam O.o Co najbardziej mnie rozwaliło –  kliknij: ukryte  No cóż, to i tak było przepiękne i miło, że wreszcie jest jakaś seria (nie nazwana szumnie yaoi) z prawdziwymi gejami, a nie tylko, że nas szczują, podkładają pod nos aluzje, każą się jarać, a potem… i tak nic z tego nie ma. Mam nadzieję, że Yuri on Ice przetarło szlaki i wreszcie będzie więcej takich anime. Nie coś, co od początku wiesz, że jest yaoicem, i do tego zmierza. I tylko na tym polega. Ale właśnie coś jak w życiu – w serialach już jest tego pełno, w anime wciąż sztywno trzymają się reguł (nie zawsze, ale wiadomo…) Chcę po prostu coś oglądać i nagle powiedzieć „o, geje. O, lesbijki… o, hetero? XD Ale fajnie!”. XD Tacy ludzie istnieją naprawdę, więc niech i w anime się normalnie pojawiają. Bez względu na widza czy gatunek animca… Ach, marzenia. Do tego chyba jeszcze daleko ^_^

    P.S.  kliknij: ukryte xD
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 5
    Nanami 8.12.2016 18:36
    Po co się kłócić jak jest odcinek 10? :D
    Powiedzmy sobie tak – nie spodziewałam się wiele po tej serii, a potem byłam tylko coraz bardziej mile zaskoczona, lecz starałam się hamować moje nadzieje, by się nie zawieść. A potem sobie myślisz, że nie, twórcy tego nie zrobią… a oni to robią.
    Hajp, nie hajp, na mnie ta seria działa niezwykle pozytywnie, daje mi niesamowitą dawkę emocji oraz kroplówkę endorfin, które nie ulatniają się przez długi czas.
    A fandom jest tak rozległy, że wystarczy sobie znaleźć własny zakątek, który będzie komfortowy, ciepły i sympatyczny… a cała reszta świata niech sobie interpretuje na swój sposób, ogląda jak sobie chce i skupia na tym, co jej się żywnie podoba. :)

    Ależ ten odcinek 10 sprawił frajdę, ending iście epicki, sprawił, że nagle wszystko nagle tak ładnie wskoczyło na swoje miejsce. Gdy mi będzie smutno i źle, wystarczy że przypomnę sobie Viktora robiącego fontannę z własnie pitego piwa, jego pełną bezbrzeżnego niedowierzania i szoku minę oraz  kliknij: ukryte  :D
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 16
    Karlan 7.12.2016 15:48
    Sama nie wiem...
    ... czy bardziej mnie odrzuca to anime, czy jego fani. Wystarczy sobie pooglądać jakiekolwiek filmiki z histerycznymi reakcjami na dowolny odcinek YoI, żeby zwątpić w ludzkość…
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 5
    Easnadh 3.12.2016 14:09
    _:(´ཀ`」∠):_
    Siscon tak bardzo…

    Prawie zwymiotowałam właśnie spożywanie gołąbki od babci. Byłoby szkoda :/

    To jest strasznie pochrzanione anime. Z jednej strony ma tyle fajnych elementów, a z drugiej masę rzeczy, które mnie zwyczajnie zniesmaczają…
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 3
    chi4ko 25.11.2016 01:45
    Wie ktoś, co to za samochód?
    Odpowiedz
  • Dodaj komentarz
  • Recenzja anime