Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Forum Kotatsu

Komentarze

Yuuri!!! on Ice

  • Dodaj komentarz
  • Recenzja anime
  • Avatar
    A
    Holly2002 29.06.2020 19:11
    spoko
    Pierwsze odcinki tej serii bardzo mi się spodobały i zrobiły na mnie wrażenie na tyle duże, że zastanawiałam się nawet czy nie dam pierwszy raz w życiu 10/10 jakiejś serii. Mega mi się podobały charaktery trzech głównych postaci, a szczególnie kontrast pomiędzy Yuuri a Jurijem. Pierwsze odcinki (do ok. 4­‑5) to był pewien powiew świeżości i pomimo iż wiedziałam z góry, że będzie to anime o łyżwiarstwie to i tak nie byłam pewna jak akcja się potoczy i ciekawiło mnie co się będzie działo dalej. Niestety mniej więcej w połowie, gdy zaczęły się mistrzostwa, zaczęłam tracić zainteresowanie. Doceniam, że twórcy starali się dać każdej drugoplanowej postaci swoje 5 minut, ale dla mnie każdy kolejny odcinek z nimi wyglądał tak samo. Wiem, że to anime sportowe i musi być w nim pokazane jak najwięcej układów, ale w pewnym momencie wkradła się tu monotonia i już nie tak chętnie oglądałam kolejne epizody. Same mistrzostwa też nie były czymś budzącym emocje, szczerze to nawet nie zauważyłam, że się zaczęły i myślałam, że to jakieś kolejne zawody. Co do romansu, to nie przeszkadzał mi zbytnio. Od paczątku wiedziałam, że się pojawi, więc nie było to dla mnie zaskoczeniem. Najbardziej mi szkoda, że początkowe dobrze zarysowane charaktery pierwszoplanowych postaci i ich emocje zostały odsunięte trochę na bok na rzecz nowych bohaterów i ich historii. Anime nie było złe i nadal mi się podoba. Jest to jedna z tych ciekawszych serii i jej druga połowa nie popsuła mi aż tak bardzo seansu, ale nie jestem już aż tak bardzo zafascynowana nią jak na początku. 8/10
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Yuriko.67 15.03.2020 14:18
    Nawet nie spodziewałam się, że ta opowieść tak mnie wciągnie. Historia bardzo mile przedstawiona, a główny ship moim zdaniem uroczy. Co prawda, istnieje parę niedociągnięć, ale stanowczo polecam, chociażby żeby się pośmiać.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Salva 15.07.2019 15:44
    Niby na lodzie a jednak rozgrzewa serducho.
    Zbierałam się do obejrzenia serii od hoho i jeszcze trochę. Ciągle nie mogłam się przekonać. Lata temu jak na lodowiskach królował Plushenko byłam w łyżwiarstwie figurowym zakochana. Dlatego trochę podchodziłam do serii jak pies do jeża. Bo z jednej strony zapomniany nieco, ale niegdyś lubiany sport, a z drugiej Japończycy…

    W końcu stało się i sięgnęłam po anime. I po dwóch odcinkach miałam ochotę rzucać ciężkimi przedmiotami w ekran. Nic mnie tak nie wpienia, jak aroganckie, chamskie nastolatki, którym się na wszystko pozwala i których zachowanie się ignoruje, bo to w końcu genialni sportowcy. Na szczęście Yuuri jako taki mnie do siebie przekonał, więc miałam cichą nadzieję, że faktycznie coś dobrego uda mi się w serii znaleźć. I nie pomyliłam się. Po tym, jak zangstowany i wściekły na cały świat blondasek znikł z horyzontu, historia zaczęła mi się bardzo podobać.

    Nie miałam nigdy serca do oglądania yaoi dla yaoi, czy też shounen­‑ai. Odkąd pamiętam, nie byłam fanką gatunku i raczej zwyczajnie unikałam takich serii, myśląc, że nie ma w nich nic co by mnie w jakikolwiek sposób przyciągnęło. W wypadku Yuri on Ice zdecydowałam się zignorować to, co kiedykolwiek słyszałam o tym anime i zobaczyć samej jak to będzie. Ku własnemu zaskoczeniu relacja Yuuri i Victora bardzo mi się spodobała. Do szóstego odcinka. W szóstym odcinku zatrzymałam serię i zaczęłam się zastanawiać, dlaczego coś mi tu zgrzyta i nie pasuje i dlaczego nagle mam wrażenie, że coś jest mocno nie tak. I wtedy do mnie dotarło, że rozwój relacji (nie podejmuję się wciskać jej w ramy żadnych definicji) pomiędzy Victorem i Yuurim wydał mi się na tyle interesujący, że tona wepchniętych na siłę scen, które bardzo mocno odbiegały od tego, jakim dotąd bohaterem zdawał być się Yuuri, zaczęła być rysą na szkle. Idea, że obiektem miłości Yuuriego na początku jest ulubione danie, była piękna. Naturalna ewolucja miłości do czegoś innego niż potrawa też była poprowadzona naturalnie. Dosyć szybkie przejście od zagubionego łyżwiarza do uwodziciela na lodzie jednak nieco mnie zmierziło. Do 6 odcinka nawet jadąca po bandzie relacja głównych bohaterów wydawała mi się całkiem fajnym powiewem świeżości. Nie zachowywali się szczeniacko (wychowały mnie kiepskie mangi shoujo, moje wymagania są naprawdę niskie), nie krygowali. Aż taka zmiana jednak mi nie podeszła. Co prowadzi mnie do drugiego punktu, który trochę mnie rozczarował. Istnieje szansa, że seria była zwyczajnie za krótka, żeby oddać całą drogę, jaką obie postaci pokonały. Jak najbardziej jestem w stanie uwierzyć w taką zmianę ich relacji, ale ja tego nie WIDZIAŁAM. Nie obraziłabym się jakby z całkowitym pominięciem postaci pobocznych poświęcić Yuuriemu i Victorowi drugie tyle odcinków. Naprawdę jestem cały czas zaskoczona, jak bardzo przypadło mi to anime do gustu. Pięknie było pokazane, ile bohaterowie dla siebie znaczą, jak cenią swoje opinie, jak się wspierają. Nie było też foszków i sztucznego budowania napięcia za pomocą nieporozumień, była otwartość, rozmowy, pokazywanie co się czuje i dlaczego. I w sumie to jeden z powodów, dla których absolutnie nie byłam w stanie traktować poważnie niektórych fanserwiśnych scen. Te naprawdę ciepłe czy sensowne rekompensowały mi to z nawiązką.

    Piękną rzeczą był też absolutny brak uprzedzeń jakichkolwiek postaci do dosyć wylewnego zachowania głównych bohaterów. Ciepło się na serduchu robi, widząc, że ktoś naprawdę próbował pokazywać ich zachowanie jako absolutnie normalne, którym powinno zresztą być. Ludzie wyciągali swoje wnioski, ale nikt ich tak naprawdę nikomu nie narzucał. Bardzo nie lubię wkładania relacji ludzkich w ramki, sama się rozwijam cały czas w tej materii i odkrywam, że nic nie jest proste i łatwe do szufladkowania. Dlatego bardzo mi się podobało, że właściwie same postaci nigdy do końca nie mówią o tym, co ich łączy, ale naprawdę, w moim pojęciu nie muszą.

    Ach, no i tak, oczywiście łyżwiarstwo figurowe. Poczytałam sobie troszkę o produkcji i dowiedziałam się, że efekty dźwiękowe łyżew na lodzie były nagrywane osobno i specjalnie dla tej konkretnej serii co uważam za bardzo profesjonalne podejście do tematu. Byłam troszkę rozczarowana poziomem kreski w niektórych odcinkach zwłaszcza podczas występów, ale wyobrażam sobie, jak trudno jest doskonale narysować i animować coś tak wymagającego, jak łyżwiarstwo figurowe. Tak jak moshi obejrzałam sekwencję openingową więcej niż raz i również zrobiła na mnie wrażenie!

    A tak poza tym to po serii rzuciłam się szukać filmików z Plushenką, Vernerem etc. i znalazłam piękne nagranie jak Plushenko wykonuje pamiętny układ do Sex Bomb ze swoim synem, bardzo polecam wszystkim.

    No dobrze, to był oficjalny grzeczny komć, a teraz będzie rant prywatny. @#~%^@$^^& Czy oni moga przestać wrzucać w serie postaci, które są niesamowitymi bucami i które depczą po wszystkim i wszystkich!? Czy facet musi być jakimś bogiem seksu i uwodzenia, bo inaczej się nie będzie liczył?! Te wszystkie idiotyczne książęce gesty, no dawąło to radę w Ouranie, ale na bogów, nie tutaj! Czy Japończycy sobie jakoś odbijają tę straszną kulturę grzeczności w anime pokazując ludzi bez żadnych zahamowań i choćby podstawowej kultury? O_O
    Odpowiedz
  • Avatar
    R
    Anon124 5.04.2019 19:28
    Pytanie do recenzji: jakim cudem Yuzuru Hanyu ma być „inspiracją do stworzenia postaci Yuuriego” jeśli Yuzuru i Yuuri to kompletne przeciwieństwa? Bardzo nietrafione porównanie.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Byczusia 12.03.2019 13:01
    Przereklamowane.
    Jestem po 9 odcinkach. Niestety nie spodobało mi się to od początku. Wątek miłosny naprawdę- wciśnięty na siłę. Dalej główny bohater- naprawdę jego celem jest głównie jedzenie rosołu wieprzowego? Owszem- zgodzę się, że też trenował, ale to gadanie o rosołu było kiepskie. Nie, dziękuję.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 8
    Rulu 6.04.2018 17:43
    Czy to jest shounen­‑ai czy nie?
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Womanizer 27.07.2017 19:56
    W wersji w której ja oglądałam grafika była naprawdę ładna.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Womanizer 27.07.2017 19:53
    Anime naprawdę piękne i mówię tu o muzyce, ukladach, grafice i postaciach jest też dawka komedii. Nie jest to żadne yaoi jak niektórzy sądzą, oni się nawet nie pocałowali. Anime skupia się na historii Yuriego i Viktora i ich relacji ale również na historiach innych postaci. Ich związek jest naprawdę piękny tak że aż życzy się im szczęścia. Postaci są oryginalne, dynamiczne i charakterystyczne, bardzo lubię Christophera, Viktoria, nawet do Yuriego się przekonałam, zrozumiałam i polubiła m naprawdę, i innych. Nie widzę tu żadnego fanserwisu a jak się na dokładnie spojrzy to historia układa się w logiczną całość. Anime naprawdę dopracowana muzyka która nie dość że pięknie komponuje się z anime to zapada w ucho, świetny opening i ending, układy łyżwiarzy można naprawdę oglądać kilka razy nie nudząc się. Ja po prostu jestem zachwycona tym animem i nie widzę za bardzo wad, anime dla mężczyzn jak i dla kobiet, tylko niektóre chwile można by uznać za bardziej odważne, ale ktoś musi być naprawdę homofobem aby mu przeszkadzał zwiazek Yuriego i Viktora, szczerze polecam i mam nadzieję na kolejny sezon z większą ilością odcinków ^^
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    MiszczKoszykufki 3.06.2017 11:49
    YOLO~! ;D
    Wręcz połknęłam tę serię, taka była wciągająca. Na szczęście ominęłam największy hype dlatego nic nie zdążyło mnie zniesmaczyć czy odwieść od myśli oglądania YoA i bardzo dobrze! Jest to po prostu ciepła seria, którą ogląda się z zapartym tchem kibicując każdemu łyżwiarzowi po kolei obojętnie kim jest bo uwierzcie, nawet upadki animowanych postaci tu bolą D: Bardzo żałuję, że obcięli czas antenowy blond primabalerinie Pliseckiemu (chociaż ostatecznie jestem zadowolona z ukazania jego przemiany), opening i ending ani razu nie przewinęłam a fanserwis nie est aż ta nachalny jak go malują więc jeżeli ktoś nie ma większych z tym problemów to serię polecam i mam nadzieje, że w ewentualnym przyszłym filmie/drugiej serii rozwiną bardziej historie pobocznych bohaterów bo to się samo o to prosi ;)
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    tamakara 30.04.2017 09:36
    Gdyby ktokolwiek zainteresowany jeszcze nie wiedział: [link]
    hmmm może teraz animacja będzie na oglądalnym poziomie? :D i może dzięki temu unikniemy drugiej serii, bardzo bym chciała jej uniknąć…
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    IKa 21.03.2017 20:28
    Moderacja nad wyraz uprzejmie przypomina, że dyskusje społeczne sobie możecie prowadzić w profilach. Tu są komentarze do anime.


    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 4
    Szarooczka 22.01.2017 00:08
    We were born to make history!
    Yuri On Ice to przyjemne w odbiorze anime. W sam raz na seans z czekoladą. Zastrzyk pozytywnych emocji.
    Rywalizacja,szacunek dla rywali,realizacja marzeń,odnajdywanie w sobie motywacji do osiągnięcia celu, wsparcie i wiara trenera w zawodnika; radzenie sobie zawodników ze stresem… No i czołówka, która zapada w ucho ;)

    Can you hear my heartbeat?
    Tired of feeling never enough
    I close my eyes and tell myself that my dreams will come true

    There'll be no more darkness
    when you believe in yourself you are unstoppable
    Where your destiny lies, dancing on the blades, you set my heart on fire

    Don't stop us now, the moment of truth
    We were born to make history
    We'll make it happen, we'll turn it around
    Yes, we were born to make history!

    że niby yaoi ? No to co ? Homo, hetero – wszyscy jesteśmy ludźmi i mamy marzenia. Potrzebujemy wsparcia, motywacji, zrozumienia.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 30
    Lina 15.01.2017 16:17
    Takie krótkie pytanie...
    ...do osób które widziały obie serie.

    Czy w Yuru Yuri (którymkolwiek sezonie) jest porównywalna ilość shoujo­‑ai/yuri co shounen­‑ai/yaoi w Yuuri!!! on Ice?
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 2
    kikki 7.01.2017 18:00
    zawód :(
    W moim odczuciu jakby zrobili z tego serię czysto sportową, skupiającą się na szlifowaniu warsztatu łyżwiarskiego, porzucając męsko­‑męską relację Yuriego i Viktora, wyszło bo to temu anime na dobre.
    Nie mam nic co yaoi czy shounen­‑ai, ale seans zaczynałam z nastawieniem, że dostanę porządna serię sportową, która nie będzie pokazywać stereotypowego, zniewieściałego łyżwiarza, tylko fajnych sportowców, co to sobie wypruwają żyły na treningach. A tak dostajemy yaoicowatą serię ze sportem w tle. Szkoda, bo po pierwszych 4 odcinkach widziałam nadzieję na naprawdę fajną serię
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 8
    Victor x Yuuri 5.01.2017 04:36
    mam ochote oderwać czasem głowę każdemu kto napisze że relacje Victora i Yuuriego to „yaoi fanserwis”. zacznijmy od tego, że to czysta miłość a nie czysty fanserwis. kochają się i nikt nie może temu zaprzeczyć. te oficjalny arty, były pocałunki, były oświadczyny, oni żyć bez siebie nie mogą ani nawet myśleć o rozdzieleniu (o tym życiu i rozdzieleniu sama autorka powiedziała w nowym wywiadzie + 9 odc) są też rzeczy których sami musimy się po prostu domyślić.. i dla was to wszystko dlatego by przyciągnąć ludzi? czym dla was w ogóle jest miłość? nie muszą sobie bezspośrednio wyznawać miłości, bo oni ukazują ją w bardziej piękny i kreatywny sposób. Yuri on ice nie jest żadnym fetyszowskim yaoi ani shounen­‑ai. po pierwsze – fabuła skupia się bardziej na sporcie, karierze Yuuriego, drodze do zdobycia złotego medalu, po drugie – anime normalizuje związki homoseksualne, przedstawia je w niewymuszony sposób i pobija wszystkie stereotypy. sama autorka pisała że historie typu „chcę się zakochać!” ją nie insteresują, par heteroseksualnych jest już całe mnóstwo. chciała stworzyć po prostu zdrowy, naturalny związek gdzie płeć nie ma znaczenia i nie ważne co ludzie sobie o tej pracy pomyślą ona z pewnością ochroni ten świat – kocham te babke, zaskoczyła nas tym i brawo. nie wybacze też tym którzy wyzywają Yuuriego od zapłakanej słabej ciapy…

    ------------------------------------------------
    YOI nie jest pierwszym anime z takim związkiem (No.6, NGE) ale przynajmniej się szczęśliwie skończyło xD ja daje temu anime 10/10. za bardzo je kocham by dać minusa za to że wszystko pod koniec się za szybko toczyło i za animację, która mi aż tak w sumie bardzo nie przeszkadza jak innym. wiem, że kreska ogólnie (dla mnie) jest zajebibi, najczęściej tylko jak są oddalone postacie to są narysowane byle jak, ale zawsze sobie można będzie zobaczyć staranniejszą animację na blu­‑ray/dvd XD
    opening – jak go usłyszałam pierwszy raz w trailerze to serducho nie przestało bić
    ending – bosz, najlepszy ending jakikolwiek słyszałam i widziałam, podoba mi się bardziej od openingu. taki nietypowy, a ja kocham nietypowe rzeczy XD
    soundtracki – co tu mówić, milion na milion
    postacie – chyba nie mam ulubionej, naprawdę.. wszystkie postacie kocham, nawet Chrisa i JJ (nie wiem dlaczego Chrisa tak ludzie nie lubią lel, czy to za to że doszedł na lodzie?) powiem tylko że jestem gejem dla Miry i Sary…no i Victuuri to moje OTP nr.1 (Otayuri też szipuje ale shh)
    możemy być w miare pewni 2 sezonu, bo szkoda by takie cudo sie już skończyło, jest też bardzo popularne więc… XD

    co do ludzi którzy dają 1/10 anime za „yaoi” to nie mam chyba już słów. jak nie homofobia to co? (ciesze się że w YOI nie ma czegoś takiego) normalni ludzie nie będą mieć problemu z obejrzeniem tej serii. tacy ludzie powinni się leczyć na swoją ociekającą nienawiść.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 1
    Weiter 3.01.2017 06:36
    „Przehajpowana” seria + zbędne yaoi.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Isabell 2.01.2017 20:45
    Naprawdę dobre
    Bardzo mi się podobało, mimo że nie przepadam za sportówkami. Naprawdę mnie zainteresowało, za każdym razem wstrzymywałam oddech podczas występów Yuuriego i Yurio (nie wiem, czy dobrze napisałam imiona).
    Szkoda tylko, że kreska się tak bardzo pogorszyła w późniejszych odcinkach.
    Ale tak ogólnie to uważam, że jest to naprawdę dobre anime.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 33
    Mirollz 2.01.2017 17:24
    1/10
    Zdecydowanie 1/10 bo yaoi :)
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 10
    Emsi 2.01.2017 14:31
    Powoli dociera do mnie jakie to było słabe. Jeśli chodzi o samą stronę techniczną to świetnie się to oglądało, ale.. no właśnie, ni pies ni wydra to było. Nie mam w zwyczaju najpierw czytać recenzji, więc tylko przeglądam jaki to gatunek, dla jakiej widowni i oglądam.
    Niestety nikt mnie nie uprzedził o wątku Yaoi. Nic nie mam do takich serii, jak mam ochotę to sobie i to obejrzę, ale na litość boską! toż to nie romans, to czysty fan serwis i nic więcej. Miałam wrażenie, że oglądam jakieś funfiction do sportowego anime.
    No i właśnie, pojawia się słowo klucz – „sportowe” – bo na takie anime się nastawiałam. I co dostaję? Płaczącą mameję, która mimo tego, że jest na światowym poziomie zachowuje się jak ostatni amator bez krzty wiary w siebie. No porażka no! Ale z niewyjaśnionych przyczyn pojawia się królewicz na białych łyżwach i ratuje japońską księżniczkę z depresji. A miłość do potrawki wieprzowej to już w ogóle taki poziom abstrakcji, że ho ho!

    Uwielbiam romanse i kocham anime sportowe, ale z tego nie wyszła dobra hybryda.. to po prostu zombie powstałe z dwóch gatunków poszczepiane ze sobą zszywkami z fan serwisu. A mogło być naprawdę dobrze. Przecież świetnym połączeniem sportowej rozgrywki i romansu jest sto razy lepsze chihayafuru <3 albo baby steps.
    Jak dla mnie zmarnowany potencjał, bo z jazdy figurowej naprawdę wiele można by było wykrzesać.

    5/10 – bo ładne i Plisetsky ze sportowym zacięciem dawał radę
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 2
    kaczuszka 31.12.2016 17:06
    Troszkę przehajpowane to anime. O ile kilka pierwszych odcinków było naprawdę wciągające, to potem seria się pogorszyła (straszna animacja, potraktowane po łebkach wątki i postaci poboczne). U mnie doszedł jeszcze taki problem, że nienawidzę Yuuriego :D Okropna klucha z niego, ale to jeszcze nie byłby taki problem, gdyby nie jego podejście do sportu. Cały czas miałam wrażenie, że on chce wygrywać i zdobywać medale tylko po to, aby zdobyć uznanie Wiktora (Victora??), a nie dla siebie, własnej satysfakcji, nie wiem, cokolwiek??? Za to Plisetsky był spoko. Nawet bardzo spoko (w sumie to tylko dla niego dotrwałam do końca, zresztą jego wygrana mi to wynagrodziła). Już nie wspomnę o ciągłym porównywaniu Yuuriego to Yuzuru Hanyu i rzeczach typu zmienianie jego imienia na wikipedii, bo to już w ogóle odbierało mi chęci do oglądania.
    No i tak: nie zamierzam patrzeć na to anime pod kątem sportówki, bo mimo, że przeszliśmy przez cały cykl Grand Prix, to tego łyżwiarstwa wcale nie było tam tak dużo (jak to porównamy do takiego Haikyuu na przykład). Jako anime o relacji Yuuriego z Wiktorem, czymkolwiek by ona nie była, na pewno wielu osobom się spodoba, ale mi akurat średnio.

    tl;dr: nie wiem o czym piszę, mi się średnio podobało, elo
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 1
    tamakara 31.12.2016 10:50
    recenzja napisał(a):
    Yuzuru Hanyu [...] Nie da się ukryć, że stał się on inspiracją do stworzenia postaci Yuuriego

    *wywraca oczami*
    skąd taki pomysł?
    yuuri nie jest inspirowany hanyu, hanyu ma zupełnie inny styl, zupełnie inny charakter i zupełnie inną historię. ich się nawet porównać nie da :D już jj ma więcej wspólnego z hanyu niż yuuri.
    ja wiem, że ignorancja, ale bosz xp nóż się w kieszeni otwiera…
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Komucha 30.12.2016 00:55
    Urodziliśmy się by szipować Victuuri ;)
    Drogi widzu (płci dowolnej), jeśli jeszcze nie obejrzałeś tego serialu, to proszę zwróć uwagę na mój skromny komentarz.Ponieważ wrzawa wokół tego anime, osobie która go jeszcze nie widziała, może zupełnie namieszać w głowie a nawet częściowo zniechęcić do oglądania. Dlaczego? Są różne powody. Powód pierwszy: szeroki i sprzeczny wachlarz opinii na temat gatunku ( boys­‑love czy sportówka, a może ogólnie romans). Nieznający treści nawet nie wiedziałby, w jakim obszarze się poruszać i jeśli np. nie lubi bl, może być niemile zdziwiony.Są też osoby, które dodatkowo zaciemniają temat, zakładając, iż obraz podobający się większej ilości ludzi, niż im i ich krewnym , jest chałą dla plebsu. Potrafią wtedy tak zhejtowac całkiem niezłą produkcję,po to tylko żeby obrzydzić ją innym. Dlaczego – nie pytaj.Zawsze lepiej takie komentarze traktować z dużym dystansem, gdyż więcej mówią one o komentującym, niż o treści, którą komentuje. Jeszce jedna rzecz, która bardzo skutecznie odstrasza potencjalnych oglądaczy – fanki z jutuba. Nikt nie chce być kojarzony z grubą, nieatrakcyjną dziewczyną w okropnych okularach, która histerycznie wrzeszczy przy każdej romantycznej scenie,a później wrzuca te żałosne filmiki do sieci. Moja rada – olej te dziewczyny i olej tych, którzy z nich szydzą. Oglądasz dla siebie, i nie możesz brać odpowiedzialności za ludzi, którym przypadkowo podoba się to samo co tobie.Ich sprawa, co robią ze swoim życiem. A teraz do rzeczy. Tak, jest to BL, szonen­‑ai, yaoi, jak zwał tak zwał.Z tym, ze bez seksu, a i jedyny pocałunek „którego nie było (widać)" do dzisiaj jest sprawą dyskusyjną. Zakładając, że to twoje klimaty – idźmy dalej.Dostajesz cudowny romans osadzony w świecie sportu, i to nie byle jakiego, bo zahaczającego trochę o sztukę – w świecie łyżwiarstwa figurowego. Trick polega na tym, że ten romans nie miałby racji bytu, gdyby wyrugować tę „sportową” stronę serialu, gdyż wokół osi, jaką jest pasja głównych bohaterów do łyżwiarstwa, zaczyna obracać się, i to coraz żwawiej, ich relacja.I w zasadzie to już jest dobry powód, aby obejrzeć anime, a później jest tylko lepiej. Moim skromnym zdaniem mega­‑sukces tego serialu polega na tym, że zgrabnie balansuje na granicy realizmu, zupełnie przełamując konwencję typowej pary seme­‑uke i wszystkich z tym związanych schematycznych sytuacji ( które ja osobiście bardzo lubię, ale nie oszukujmy się – czasami są przewidywalne do porzygania). Czyli oryginalność i odwaga w ujęciu tematu. Ale że każdy kij m dwa końce, bardziej otwarte i mniej bajkowe podejście do związku pary homoseksualnej zaowocowało lawiną pretensji, że za mało „yaoi w yaoi”.Były też głosy, że za dużo yaoi w łyżwiarstwie ( no bo sport przecież jest i to całkiem sporo) lub za dużo łyżwiarstwa w yaoi. Dlatego już zapewne odpalasz odpowiednie strony, żeby sam wyrobić sobie opinię na ten temat.Jest natomiast jeden wspólny element dla większości komentarzy z którym i ja się w pełni zgadzam – koszmarna grafika.Na szczęście nie ciągle, ale dostatecznie często, żeby o niej nie zapomnieć. I to piszę ja, która nie jest jakimś estetycznym purystą, przyznaję, że to jest kpina z widza, takie niechlujstwo pokazywać.I to w scenach, które miały być wyjątkowo piękne, mianowicie podczas zawodów łyżwiarskich. Na szczęście sceny romantyczne są przeważnie dość ładnie narysowane, co nie zmienia faktu,że mityczny japoński perfekcjonizm zabija chciwy globalizm. Znak czasu, niestety. Natomiast fabuła i nasi główni bohaterowie nabijają punkty za wartość emocjonalną , używając terminologii łyżwiarskiej.No i jest też jeden mały przekręt fabularny, który mnie jakoś bardzo nie uraził, aczkolwiek można to było trochę lepiej rozegrać w scenariuszu. Masz teraz widzu dodatkowy bodziec, aby pobawić się w rozkminki. Reasumując – tak,polecam bardzo, bo pomimo pewnych wad, jest to już w tej chwili anime kultowe, wiem potworne określenie, ale co robić, jak jest.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 4
    Amarette 27.12.2016 14:36
    Victor, Łyżwiarstwo i potencjalny Romans.
    Krótko i na temat.

    1. Plusy: a.) Victor, b.) Tematyka łyżwiarstwa, c.) Potencjalna szansa na ciekawa romans.

    2. Co mnie rozczarowało? Adekwatnie do powyższego: a.) Postacie drugoplanowe (zwłaszcza po macoszemu potraktowany Yuri Plisetsky),
    b.) 'nierówny' budżet, c.) niewykorzystanie owej szansy na ciekawy romans, brak odwagi do grania w otwarte karty, łapanie dziesięciu srok za ogon, smutny triumf pazerności, zalew gagów i asekuracyjnego fanserwisu.

    3. Czego bym sobie życzyła? Więcej odważnych seriali takich jak wspomniane już, kultowe „Torchwood”, gdzie osoby o różnych orientacjach seksualnych będą równoprawnymi członkami pierwszoplanowej obsady, z tak samo traktowanymi wątkami i romansami.
    Świat idzie do przodu, telewizja wreszcie powinna przestać się przed tym bronić i nadgonić, najwyższy czas.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 1
    Schultz 26.12.2016 21:49
    Nie lubię sportówek. Nie lubię też fanserwisu w wydaniu yaoi.

    I na tym właśnie polegał mój główny problem przy oglądaniu tej serii. Zdaje mi się, że element sportowy został tutaj zrealizowany dość zgrabnie, ale ta tematyka stanowczo do mnie nie przemawia. Czerpałam odrobinę przyjemności z oglądania co ładniejszych występów, ale to wszystko. Niestety nie znalazłam tutaj niczego, co potrafiłoby przyciągnąć do ekranu osobę, która nie gustuje w sportowych anime.

    Co do fanserwisu – cholera. Po prostu cholera. Szlag jasny mnie trafiał. wiem, wiem – pewnie zaraz ktoś napisze – to po co oglądałaś? Z ciekawości? Żeby zetrzeć się z konwencją? Dla poszerzenia horyzontów? Dla tzw. guilty pleasure? Sama nie wiem, do diabła. W każdym razie – eksperyment z konwencją uważam za zakończony. Przynajmniej nikt mi nie powie, że uskarżam się na konwencje, krytykuję, jestem zła i w ogóle be, a nawet nie spróbowałam obejrzeć sama i się przekonać. Obejrzałam i się stanowczo nie przekonałam. To nie dla mnie.
    I tak szczerze mówiąc, uważam, że tej produkcji wyszło by na dobre zrobienie z niej uczciwego shounen­‑ai lub yaoi. Co prawda wtedy z pewnością bym po nią nie sięgnęła, ale odnoszę wrażenie, że fanserwis miałby wtedy pewne solidne zakorzenienie w założeniach opowiadanej historii; służył by wtedy jeszcze jakiemuś celowi oprócz nabijania kabzy producentom. Tymczasem podczas seansu czułam się, jakbym czytała 19 z 20 tomików przeciętnego szkolnego shoujo romansidła, a pod koniec ktoś postanowił, żeby jednak nie dorabiać tego ostatniego, 20 tomiku, w którym główna para tradycyjnie wyznaje sobie swe uczucia, całują się i jest sztampowy happy end. Fanserwis dla samego fanserwisu, bez żadnej sensownej konkluzji, po prostu wyjątkowo mocno mnie irytował.
    Jeżeli chcieli przedstawić rozwój relacji Yuriego i Victora, pogłębianie się ich przyjaźni, wzajemnego zaufania itp. mogli to zrobić na tysiące innych, lepszych sposobów niż wciskany wszędzie fanserwis. Ale najprawdopodobniej byłoby to znacznie trudniejsze i przyciągnęło przed ekrany znacznie mniej widzów. Mogę więc tylko siedzieć przed komputerem i zadumać się smutno nad kondycją japońskiego przemysłu animacyjnego oraz paskudnym gustem widzów. Ale o gustach się podobno nie dyskutuje – to co dla mnie jest paskudne, ale kogoś innego może być wyjątkowo pociągające. I odwrotnie. Na szczęście nie odbiera mi to prawa do własnej oceny, a nawet – o zgrozo! – oceniania cudzych gustów zbiorowych i indywidualnych. Wspaniale.
    Poza tym – na boga, Chris! Pierniczony Chris! Naprawdę musieli go tam wsadzić?! I tymi okrzykami frustracji zakończę swe narzekanie.

    A tak na serio – polecam, jeśli ktoś lubi połączenie lekkiej sportówki i yaoi fanserwisu. Jeśli jednak jakikolwiek z wymienionych wyżej dwóch elementów wywołuje u ciebie dreszcz zniechęcenia – nie tykaj. Naprawdę, horyzonty twe nie zostaną poszerzone, nie przekonasz się ani do sportówek, ani do yaoi fanserwisu i jeszcze być może, nie daj boże, odczujesz potrzebę wyrażenia swego niezadowolenia na jakimś portalu.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 2
    Kysz 25.12.2016 16:42
    Więcej łyżwiarstwa, mniej fanserwisu i byłoby świetnie.
    Czuję się troszkę rozczarowana tą serią. Mimo iż generalnie mi się ona podobała, miałam straszny zaciesz przy oglądaniu, a fanserwisowe wstawki właściwie fajnie się wkomponowały w całość, to jednak zabrakło w tym „tego czegoś”. Przede wszystkim – jak na tak mało odcinków, zbyt wiele chcieli tu pokazać, przez co ostatecznie niemal niczego nie pokazali kompletnie, praktycznie w każdym wątku brakowało głębi. Niepotrzebnie moim zdaniem rozdrabniali się aż na tylu bohaterów, a przynajmniej powinni byli to zrobić w inny sposób. W takim układzie każdy dostał niby swoje 5 minut, ale przez to, że tego czasu na pojedynczą osobę było mało, praktycznie każda z historii postaci drugoplanowych wyszła płytko.
    Po drugie – z czasem zbyt daleko zabrnęli z tym fanserwisem, stawiając go jakby ponad tym, co powinno być najważniejsze, czyli główną tematyką tej serii. Szkoda, że za bardzo chcieli się tu przypodobać pewnej grupie widzów – wiem, że anime ma się przede wszystkim sprzedać, ale właśnie tworzenie tej serii typowo pod publiczkę, wciskanie na siłę wszystkich aluzji mocno osłabiło ten tytuł. Niestety, seria jest bardzo popularna. „Niestety” bo to po prostu kolejny znak, że czasami wcale nie trzeba się starać i wystarczy wcisnąć do anime motywy, które się podobają, żeby dany tytuł został dobrze odebrany. To trochę tak, jak było z „LL Sunshine”, które również zostało odebrane entuzjastycznie, a absolutnie nikt się tam nie wysilił, by stworzyć coś faktycznie oryginalnego i wartego uwagi – ot, po prostu powtórzono wytarte, ale bardzo popularne schematy. Tutaj z czasem zaczęło mi brakować pewnej energii w przedstawianiu popisów kolejnych łyżwiarzy. Niejako zeszły one na drugi plan, a najważniejsze było puszczanie oczka w stronę widzów na temat tego, czy Yuri i Victor to para gejów. Szkoda.

    I niestety chyba największym minusem tego tytułu jest zakończenie – mdłe, pozbawione emocji i mocno skondensowane. W ogóle nie czułam się, jakbym oglądała finał. W samych występach brakło jakiejś iskry, emocji, dzięki którym wcześniej z takim zafascynowaniem śledziłam poczynania zawodników. Ot, wyszli, wystąpili i po zabawie. Dano sobie oczywiście furtkę na kolejny sezon, ale nie jestem pewna, czy będę chciała go obejrzeć. Bo w końcu cóż w nim mogę zobaczyć? Jeszcze więcej fanserwisu, pewnie nowych przeciwników i  kliknij: ukryte  – nie sądzę, by klimat tej drugiej serii uległ zmianie i na pewno nie wierzę, by ktokolwiek zrezygnował tu z motywów, dzięki którym ten serial zyskał taką popularność (a wręcz podejrzewam, że chcieliby tam zawrzeć tego jeszcze więcej a to już byłoby zdecydowanie zbyt wiele).

    Do tego wszystkiego zawiodła grafika. Doceniam, że postanowili zanimować wszystkie występy i nie ograniczyli się do pokazu slajdów. Szkoda tylko, że te animacje praktycznie z każdym kolejnym odcinkiem były coraz gorsze (ze wstrętem wspominam szczególnie pewien występ Phichita… brrrr… to był koszmar). Naprawdę liczyłam na coś znacznie lepszego. Wyjątkowo dobrze wspominać będę natomiast oprawę muzyczną, która była tu naprawdę bardzo udana, a szczególnie podkłady do konkretnych występów zabrzmiały świetnie (z drobnymi wyjątkami niestety, ale i one nie były tak naprawdę złe, a po prostu w porównaniu do reszty wypadły ciut blado).

    Ostatecznie dostaliśmy serię tylko dobrą, która miała tendencję na bycie jedną z najlepszych sportówek, ale została pogrążona w morzu fanserwisu, który z czasem przysłonił motywy sportowe. Szkoda, naprawdę szkoda, bo bardzo chciałabym, żeby było inaczej. Nawet i z fanserwisem, ale nie tak nachalnym. Bo w końcu fanserwis nie jest zły, ale jeśli poza nim w serii nie ma niczego… cóż, nie świadczy to zbyt dobrze o danym tytule.


    I na koniec została jeszcze najbardziej drażliwa kwestia – czy to jest yaoi? Nie – nigdy nie było i nigdy nie będzie, w końcu yaoi to jakby gejowska wersja hentaia. xd No dobra, ale na serio – czy to jest shounen­‑ai? Mimo wszystkich aluzji – też nie, bo w żadnym momencie nie zostało to potwierdzone. I zanim ktoś mnie wyzwie od homofobów – to samo dotyczy potencjalnych romansów heteroseksualnych. Nie chodzi tu o jakieś wydumane wyznania miłosne i tym podobne pierdoły, ale póki jasno nie zostanie pokazane, że dwójkę ludzi łączy coś więcej, niż przyjaźń, to nie może być mowy o faktycznym romansie (podając przykład z innej serii – w takim układzie NNB też trzeba by uznać za romans, bo przecież relacja między Hotaru i Komari była taaaaka głęboka, że to na pewno nie przyjaźń).
    Zauważyłam natomiast wśród niektórych tendencję do stwierdzenia, jakoby seria nie była shounen­‑ai, ale Viktor i Yuri faktycznie byli w homoseksualnym związku, tylko, że „poważnym” (gdziekolwiek tam tę powagę znaleziono między tymi wszystkimi gagami xd). Cóż… nie wiem skąd takie wnioski komuś przyszły do głowy, ale jest to stwierdzenie strasznie… głupie. ;p Skoro faktycznie łączy ich miłość, to tak – wtedy mamy do czynienia z shounen­‑ai. Shounen­‑ai to nie jest określenie na głupiutkie i słodziutkie historyjki o gejach przeznaczone dla piszczących nastolatek, w tę kategorię podpadają także tytuły z poważniejszą fabułą. Problemem jest tylko to, że takowe nie doczekały się dotąd ekranizacji. Inna sprawa, że próba ucieczki od zaklasyfikowania tytułu jako głupiutkiego romansidła o gejach poprzez pokrycie go toną fanserwisu to zdecydowanie nie najlepszy pomysł na pokazanie „poważnego związku”. To tak, jakby próbować uciec od łatki „ecchi” dodając do anime więcej scenek erotycznych niż w standardowych tytułach tego typu. Niestety, ale dodanie większej ilości czegoś, nie sprawa, że tego czegoś tam wtedy nie ma – to tak nie działa. xd
    Odpowiedz
  • Dodaj komentarz
  • Recenzja anime