Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 6/10 grafika: 7/10
fabuła: 6/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 6 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,50

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 70
Średnia: 7,27
σ=1,36

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Ao no Exorcist: Kyoto Fujouou Hen

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2017
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Blue Exorcist: Kyoto Saga
  • 青の祓魔師 京都不浄王篇
Gatunki: Przygodowe
Widownia: Shounen; Postaci: Anioły/demony, Magowie/czarownice, Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Manga; Czas: Współczesność; Inne: Magia
zrzutka

Za stary na to jestem, ale zabawa wciąż przednia.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Do pomyłek trzeba umieć się przyznać, albo chociaż wyciągnąć z nich odpowiednie wnioski. Gdy w 2011 roku powstawała adaptacja mangi Ao no Exorcist, jej autorzy musieli zdecydować się na w ich mniemaniu mniejsze zło – dodanie własnego zakończenia. Komiks autorstwa Kazue Katou mimo sporej popularności dopiero się rozkręcał, wobec czego taka decyzja nikogo nie zaskoczyła. Ta z pozoru logiczna opcja spotkała się z druzgocącą krytyką fanów, głównie ze względu na sztampowość i nijakość fabuły. Widzowie poczuli się oszukani i rozczarowani pisanym na kolanie zakończeniem, które poważnie rzutowało na to skądinąd całkiem przyjemne anime. Ekipa A­‑1 Pictures postanowiła wyciągnąć wnioski i poczynić zmiany w składzie. Najważniejszą zmianą było zastąpienie Tensaia Okamury (który wbrew nazwisku nie okazał się geniuszem) Kouichim Hatsumim, który mimo niewielkiego doświadczenia wywiązał się ze swej roli jak należy. Kontynuacja miała powrócić na właściwe tory.

Z pewnym rozbawieniem obserwowałem pierwszy odcinek Ao no Exorcist: Kyoto Fujouou Hen, którego akcja rozpoczyna się jak gdyby nigdy nic w punkcie rozejścia się scenariusza mangi i poprzedniej wersji anime. Twórcy wychodzą naprzeciw oczekiwaniom odbiorcy, zdając się jednocześnie mówić „Pokpiliśmy sprawę, ale nie wracajmy do tematu”. Drugi sezon rozpoczynają z czystym kontem i tak też powinno się go rozpatrywać. Narzekanie na poprzedniczkę nie ma sensu i może wyłącznie szkodzić, odbierając przyjemność z seansu.

Na bezwzględnym rynku tytułów shounen historia Rina i przyjaciół od początku miała w sobie iskrę oryginalności, która wreszcie rozpala żywsze emocje. Intrygują zwłaszcza założenia, w myśl których protagonista jest młodym synem samego Szatana, nienawidzącym swoich korzeni, ale jednocześnie niezdolnym do ich porzucenia. Potężna moc władania błękitnymi płomieniami odziedziczona po ojcu nie jest dla niego, jak to zwykle w gatunku bywa, narzędziem pozwalającym przeżywać niezliczone przygody, ale ciężarem utrudniającym znalezienie swego miejsca w świecie. Pogardzany zarówno przez ludzi, jak i swych demonicznych pobratymców Rin Okumura codziennie walczy o akceptację otoczenia, a także stara się nabrać pewności siebie. Koncept przypomina do pewnego stopnia założenia Bleacha, przy czym Ichigo Kurosaki miał o wiele więcej swobody i łatwiejsze wejście w nowy dla niego świat. Młody wiek bohaterów czyni całość bardziej czarno­‑białą i przewidywalną niż mógłbym sobie życzyć, ale to wciąż bardziej ambitna opowieść niż te, do których statystyczny widz jest przyzwyczajony.

Popadanie w przesadny entuzjazm po zapoznaniu się z opisem jest niewskazane, gdyż Ao no Exorcist pozostaje serią wierną schematom, jedynie z rzadka oferując coś więcej. Pomimo ciekawej historii głównego bohatera i jego skomplikowanych relacji z bratem, podstawowym założeniem serii jest pranie tyłków rozmaitych demonicznych wynaturzeń, a że seria kierowana jest do młodzieży, oprócz modłów i dewocjonaliów egzorcyści równie chętnie sięgają po broń palną i białą. Widać to szczególnie w Kyoto Fujouou Hen, w którym poza ekspozycją i krótkim nawiązaniem do przyszłości wszystko jest pretekstem do spektakularnej bitwy z jednym z takich piekielnych przyjemniaczków.

Wyłączenie myślenia i skupienie się przede wszystkim na walkach i czerpiącym garściami z religii całego świata klimacie wydaje się najlepszą metodą na spędzenie czasu przy serialu. Przestałem przejmować się nieudolnością i naiwnością organizacji zrzeszającej egzorcystów, hormonalnymi wyskokami emocjonalnymi obsady i nudnymi czarnymi charakterami. Pozwoliłem umysłowi na relaks przy akompaniamencie eksplozji, rezygnując z jakichkolwiek wygórowanych oczekiwań. Bawiłem się przy tym świetnie, bo Ao no Exorcist nie przeszkadza i nie próbuje na siłę przekonywać, że ciekawe założenia to dopiero początek bardziej ambitnej historii. Zarówno Kazue Katou, jak i załoga A­‑1 Pictures stawiają na prostotę i szybkie tempo akcji. Mimo pozornego rozwleczenia jednego wątku mangi na dwanaście odcinków ani przez moment nie odczuwałem znużenia, a każda scena wydawała się idealnie pasować do obranej koncepcji. Kilkuletnia przerwa między poszczególnymi częściami serii i ograniczenie drugiego sezonu do zaledwie jednego wątku pozwoliły wyeksponować najciekawsze elementy scenariusza, wycinając to, co zbędne i przydługie. Po raz kolejny dzielenie tasiemcowego anime na części zamiast ciągłej emisji zdaje egzamin, uzasadniając oczekiwanie.

Postęp technologiczny pomiędzy starą a nową odsłoną tytułu jest widoczny, ale subtelny. Obyło się bez rewolucji głównie dlatego, że styl mangi już od początku nadawał się idealnie pod kątem ekranizacji anime. Na kartach komiksu nieco toporny i mało wyrazisty, po przeniesieniu na ekran wiele zyskuje. Postacie wyglądają przyjemnie dla oka i charakterystycznie, co częściowo maskuje sztampowość ich charakterów, pozwalając się wyróżnić na tle odpowiedników z innych anime. Ładne tła i ich realistyczna stylizacja pomagają uczynić całość bardziej przekonującą, co sprawdza się w połączeniu z ograniczoną siłą obu stron konfliktu. Walki z rzadka uszkadzają otoczenie, przez co nie ma się poczucia narastającego z odcinka na odcinek absurdu, zaś autorzy nie muszą mierzyć się z konsekwencjami przedstawiania przesadzonych mocy.

Relatywna przyziemność zdolności postaci idzie w parze z bogactwem świata przedstawionego. O ile przełknie się mało wiarygodną ideę wieloreligijnego zakonu egzorcystów współpracujących w imię walki z demonami, tak podziwiać można właściwą Japończykom łatwość w mieszaniu pomysłów z różnych kręgów kulturowych. Kyoto Fujouou Hen, podobnie jak cała seria, koncentruje się przede wszystkim na motywach z wierzeń szintoistycznych i buddyjskich, ale swobodnie wplata elementy chrześcijańskie i lokalne. Egzotyczny miszmasz przyciąga różnorodnością, choć momentami dla odbiorcy spoza Japonii może wydawać się przesadzony i przez to paradoksalnie nieciekawy. Na szczęście wersja animowana nie próbuje ingerować w pomysły Kazue Katou i nie wprowadza do tego świata dodatkowego zamieszania.

Poza usunięciem przejawów twórczości własnej serial tak naprawdę już od początku nie potrzebował wiele, by móc się podobać. Pierwszy sezon z 2011 roku był równie uczciwą, nieskomplikowaną serią rozrywkową z kilkoma fajnymi rozwiązaniami i twórcy doskonale zdawali sobie z tego sprawę. Zachowano jak najwięcej sprawdzonych elementów, w tym sporo ścieżki dźwiękowej (włącznie z ponownym zaangażowaniem zespołu UVERworld w openingu) i obsadą. Armia znanych seiyuu robi co może, by wykrzesać ze stereotypowych bohaterów jak najwięcej i czyni to z sukcesami. Jedynie Kana Hanazawa jest na z góry przegranej pozycji, ale po prawdzie głos pod Shiemi mógłby równie dobrze podkładać kamień, a nikt i tak by się nie zorientował.

Ao no Exorcist: Kyoto Fujouou Hen to istotny krok naprzód w stosunku do poprzedniej części i lekcja na przyszłość, że zamiast tworzyć własne wersje zakończenia, najlepiej jest poczekać i spokojnie kontynuować produkcję na podstawie oryginalnego scenariusza. To solidne, niezobowiązujące anime doskonale realizuje swój cel i pozostawia widza usatysfakcjonowanego oraz wyczekującego na ciąg dalszy. Wystarczyło jedynie nie kombinować ponad miarę, by stworzyć udaną produkcję. Tytuł zasługuje na uwagę i rekomendację i choć nie będę go rozpamiętywał, to z chęcią powrócę do świata egzorcystów raz jeszcze, gdy tylko A­‑1 Pictures złoży taką ofertę.

Tassadar, 20 kwietnia 2017

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: A-1 Pictures
Autor: Kazue Katou
Projekt: Keigo Sasaki
Reżyser: Kouichi Hatsumi
Scenariusz: Toshiya Oono
Muzyka: Hiroyuki Sawano, Kouta Yamamoto