Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Komikslandia

Komentarze

Hitorijime My Hero

  • Dodaj komentarz
  • Recenzja anime
  • Avatar
    A
    vaka 4.11.2017 03:54
    Właśnie próbowałam obejrzeć „Hitorijime…”, ale niestety po kilku odcinkach zrobiłam gwałtowny w tył zwrot. Biorąc jednak pod uwagę marność na marnościami jakiej przykład stanowiły obie mangi powiązane z tą serią, trudno się dziwić, że tak to się skończyło. Jak głosi ludowa mądrość – z pustego i Salomon nie naleje, a skoro materiał był kiepski, to i jego ekranizacja raczej nie zamieni się w nagły majstersztyk. Chociaż tak miło było przez chwilę łudzić się i oczekiwać cudu…. No, ale niestety po raz kolejny dostaliśmy serię yaoi/shounen­‑ai będącą po prostu następnym – nudnym, przewidywalnym, bazującym na schematach, niewymagającym od widza zbyt wiele – produktem dla potencjalnych fujoshi, które ucieszą się z byle czego, byle tylko zawierało dwóch panów i choć namiastkę romansu. A przynajmniej tak sobie wyobrażam myśli twórców, gdy ustali target dla tego anime. :P
    Odnosząc się do komentarzy – nijak nie widzę w tej recenzji bezcelowego lania jadu, ot dla samej zabawy. Jak dla mnie nie jest nawet jakoś specjalnie złośliwa. Raczej całkiem zręcznie napisana, z wyszczególnieniem wszystkich punktów, które powinny zostać skrytykowane. Czy rzeczywiście uszczypliwie? Może i odrobinę tak, ale jak dla mnie raczej humorystycznie i trafione w punkt. A nawet gdyby recenzja była dużo bardziej złośliwa, to serio recenzent ma do tego prawo, o ile zachowuje pewną rzetelność, a jego wywód ma sens i jest konsekwentny, zamiast być wyłącznie głupiutką popisówką. Nie raz widziałam na Tanuki recenzje, które sprawiały, że łapałam się za głowę, bo stanowiły przykład złośliwych, pseudo­‑ekwilibrystycznych popisów słownych dla samych popisów. Są tacy recenzenci, których omijam z daleka, bo ich recenzji nie da się czytać przez tę irytująca manierę zjeżdżania serii z góry na dół tylko po to by zademonstrować swoje zdolności retoryczne. I jakoś o dziwo, nie widzę pod nimi takich krytycznych głosów. Zastanawiające?
    To co mogłabym ewentualnie zarzucić tej recenzji to to, że zawiera troszkę za dużo szczegółów dotyczących fabuły, przez co może zdradzić potencjonalnemu widzowi odrobinę za dużo. Dla mnie ten tekst to bardziej recenzja przechylająca się powoli w stronę felietonu, czy eseju. Sama miałam na studiach skłonności to pisania takich tekstów, więc jestem na nie wyczulona i wiem, że według wykładowców/teoretyków tego rodzaju teksty z dużą ilością szczegółów i konkretną, dłuższą analizą zachowań bohaterów nie mogą zostać nazwane klasycznymi recenzjami. Ale cóż… walić klasyków. ;)
    I jeszcze jedna rzecz, nawiązując do komentarzy – właściwie co z tego, że są zarówno mangi, jak i serie anime dużo gorsze niż ta tutaj? Czy to oznacza, że mamy akceptować wszystko jak leci? Fragment o paszy dla fujoshi trafia w samo sedno, bo podkreśla jak myślą o fanach tego typu produkcji ich twórcy czyli – „dać byle co i tak się ucieszą.” Nasuwa się też pytanie, czy gdyby więcej było tego typu głosów i tego rodzaju recenzji, a także wzrosły wymagania widzów, to czy nie otrzymalibyśmy wreszcie, finalnie tego produktu, o którym marzymy, czyli dobrej ekranizacji dobrej mangi z tego właśnie gatunku.
    Odniosę się jeszcze do jednej uwagi- ciężko mi uznać, że brak gwałtu w mandze, czy anime BL to kwestia, którą można rozpatrywać w ramach takich pojęć jak „zaleta”, „wyjątek”, czy „ulga”. To zbytni skrót myślowy. Owszem jest to teraz dość popularny motyw (zawsze był?), ze wszech miar irytujący i zwyczajnie głupi – zawsze się zastanawiam, gdzie te mangaczki zapodziały swoje mózgi, gdy rysowały kolejną historię o tym jak to ktoś został zgwałcony, a potem zakochał się w swoim oprawcy, bo to przecież miłość była heloł, co z tego, że i syndrom sztokholmski pełna gębą – ale nie oznacza to od razu, że wszystkie mangi, które są wolne od tego wątku powinny od razu zyskiwać w naszych oczach odrobinę więcej uznania, czy też dostawać już na wstępnie mały kredyt zaufania. „Ufff, ale przynajmniej nie ma gwałtu.” Poważnie? Nie możemy tak myśleć! Brak gwałtu to jest normalna sytuacja, wartość zero. I gdyby czytelnicy nie kupowali bezmyślnie tego typu mang (na szczęście ekranizacji z tym motywem nie ma chyba zbyt dużo, kojarzę bodajże jedną, możliwe, że resztę celowo zapomniałam tak okropne były), to być może ten schemat zostałby wyparty (przez jakiś inny schemat :D), zmniejszyłby się na nie popyt i twórcy mang przestaliby tak często wykorzystywać ten motyw. Oczywiście to spekulacje, ale mam wrażenie, że gdyby czytelnicy byli bardziej wymagający, to i mangaczki (tudzież i jakiś rodzynek w postaci mangaki płci męskiej), byłyby bardziej ambitne.
    Nie podoba mi się to jak mangi upowszechniają gwałt, robią z niego coś normalnego, co stanowi preludium związku, ale jeszcze bardziej nie podoba mi się to, że czytelnicy z automatu uważają za zaletę to, że go nie ma. Bo to trochę tak jakbyśmy podświadomie przesuwali granice normalności. Jasne, okej że go nie ma (a jak już jest to z logicznie poprowadzoną fabułą i bez syndromu sztokholmskiego) ale, czy to przypadkiem nie powinno być normą? Czy twierdzenie, że to zaleta nie jest przejawem tego, że czytelnicy coraz bardziej zaniżają swoje oczekiwania? Jakby podświadomie akceptują, że nic nie mogą z tą sytuacją zrobić. Ciężko mi to wyrazić słowami, ale myślę, że to jest w pewnym sensie, na szersza skalę, raczej niepokojące zjawisko.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Lycoris 3.11.2017 12:32
    Jakaś radioaktywna ta pasza...
    Z jednej strony widać było potencjał, bo związek ucznia i nauczyciela generował całkiem sporo poważnych problemów, a jednocześnie klimat lekkiej obyczajówki pozwalał to jakoś równoważyć.

    Ale z drugiej strony czaiło się sztuczne generowanie dram zagraniami w stylu „masz do wyboru zerwanie znajomości albo gwałt, ale to wszystko dlatego, że cię kocham” oraz „powiem ci, że nie mogę cię kochać, żebyś się psychicznie załamał i powiedział mi, że mnie kochasz, to ja wtedy będę mógł powiedzieć, że tak naprawdę to ja ciebie też, LOL”. I w tym momencie zamiast lekkiego gejowskiego romansidła robi się studium patologi :/

    A wszystko polane sosikiem z marnej animacji, która momentami wysila się, żeby wyglądać znośnie.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Impos 8.10.2017 22:48
    Jednak nie dla mnie...
    Choć z recenzji wynikało, że jest to seria absolutnie nie dla mnie, to spora liczba krytycznych komentarzy wobec tekstu skłoniła mnie do rzucenia okiem na Hitorijime My Hero. No i okazało się, że trzeba było wierzyć… Niby czasem lubię obejrzeć sobie jakiś horror o zombiakach albo serię w stylu Battle Royal, ale jeśli chodzi o „prawdziwą miłość”, to nie przepadam za wątkami, w których występuje przemoc psychiczna, wykorzystywanie silniejszej pozycji, szantaż itd.
    Większość z tego, co jest nie tak z pierwszą parą opisano w recenzji, więc skupię się na drugiej parze.
    Zastanawiałam się czy twórcom uda się pokazać miłość między uczniem i nauczycielem w przekonujący sposób. Początkowo zapowiadało się obiecująco, ale potem kilka zachowań Kousuke ( kliknij: ukryte ) sprawiło, że przez cały seans czułam się nieswojo. Nie jestem w stanie patrzeć na to inaczej, niż jak na patologię (i nie chodzi mi tutaj o płeć bohaterów; taki sam problem miałabym w przypadku tak pokazanej relacji nauczyciel/uczennica itd.). Setagawa to skrzywdzone dziecko z rozbitej rodziny, które w Kousuke widziało swojego bohatera (znamienny tytuł). To sprawia, że ciężko mi uwierzyć, że to „prawdziwa miłość”, a nie np. chęć przypodobania się uwielbianej osobie w każdy możliwy sposób. Wrażenie potęguje fakt, że większość myśli i działań bohatera koncentruje się wokół nauczyciela.
    Realizmu też tutaj niezbyt wiele. Romans między postaciami jest dość kiepsko ukryty, ale Kousuke nie traci pracy, szkolni koledzy Setagawy też nie mają większego problemu z jego zażyłością z matematykiem ( kliknij: ukryte ) itd.
    Pewnie gdyby prawdziwy romans między bohaterami zaczął się w momencie, gdy np. Setagawa dzięki pomocy i wsparciu Kousuke z powodzeniem skończył szkołę i dostał się na studia, to bym nie narzekała, ale w tej wersji ta historia jest dla mnie mało strawna.
    Odpowiedz
  • Avatar
    R
    odpowiedzi: 4
    tamakara 5.10.2017 14:03
    zanim pod moimi oknami pojawi się tłum (hih) z widłami i pochodniami, postanowiłam (jednak!) zmienić obrazek z miniaturki na mniej zabawny, za to bardziej pasujący do opisu. Niech będzie, że się poddałam.  kliknij: ukryte 
    ale patrzcie patrzcie! Anime, którego nikomu nie chciało się nawet zajawkować, o którym za sezon nikt by nie pamiętał i pod którym wypowiedziały się trzy osoby, nagle potroiło liczbę komentarzy (swoich nie liczę), dostanie drugą recenzję (apologetyczną?), a określenie „pasza” nabrało cech memu. Na dodatek ktoś zupełnie wcześniej niezainteresowany wyraził potencjalną chęć obejrzenia serii. Czyżbym była geniuszem zła? Szkoda tylko, że zupełnie przez przypadek.
    Myślę, że chociaż czasem zdrowo jest się z kimś trochę pokłócić w kwestii gustu i odbioru jakiegoś dzieła kultury, to mam wrażenie, że obecne tu niezadowolenie z recenzji nie otwiera pola do dyskusji. Można się za to dowiedzieć, że jestem okropnym człowiekiem :D

    na koniec zostawię jeszcze linka do ciekawego (imo) materiału na temat roli recenzji. jest to mniej więcej również moje stanowisko, a skoro chłopak o tym gada, to ja nie muszę pisać: [link]
    Odpowiedz
  • Impos 5.10.2017 01:31:47 - komentarz usunięto
  • Kanivaru 5.10.2017 01:16:13 - komentarz usunięto
  • Avatar
    A
    Tuvo 4.10.2017 09:25
    Co do recenzji – można się zgadzać albo nie zgadzać. Ja się akurat trochę zgadzam, a trochę nie. Ale recenzje mają to do siebie, że nigdy nie będą (bo i nie muszą być) obiektywne.

    Jeśli chodzi o samo anime, to to rzeczywiście coś, czego można się spodziewać – zwykły romans, któremu chciano dodać trochę ponadprzeciętnego charakteru, ale wyszło średnio. Nie mówię, że to zła seria i że się źle ogląda, bo, moim zdaniem, to wszystko zależy, z jakim nastawieniem się do oglądania siada. Myślę, że jak ktoś lubi lekkie, niewymagające serie, które powielają schematy, to będzie zadowolony z produkcji, a może będzie ją nawet chwalić. Mnie nie zaskoczyło nic. Wydaje mi się też, że polski (i chyba japoński też) widz przyzwyczaił się do powierzchownego potraktowania tematu szkolnych romansów, zwłaszcza w świetle konwencji, które przyjęło sobie anime, bo myślę, że nie należy wymagać zbyt dużo od serii, która bazuje na BARDZO jasnym i klarownym podziale na seme i uke.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 3
    yumechu 4.10.2017 07:32
    Fascynuje mnie dziwne i powszechne na tej stronie przekonanie, że recenzja powinna być „sprawiedliwa” (cokolwiek to znaczy) i „obiektywna” (cokolwiek to znaczy), a recenzent/ka ma obowiązek zadowalać wszystkich fanów i nie­‑fanów, bo w przeciwnym razie recenzja jest „be”. Powiedziałabym, że to nawet na swój sposób zabawne – przynajmniej na tyle, na ile zabawne mogą być dziecinne zachowania dorosłych (chyba) ludzi.

    Cóż, ja recenzję przeczytałam i jadu nie uświadczyłam. Wydaje mi się raczej stonowana i bynajmniej nie jest przesadna w wypunktowywaniu wad. Jeśli coś nie grzeszy wybitną jakością, to dlaczego ktoś ma udawać, że jest inaczej? Albo wywyższać serię wyłącznie dlatego, że inne są gorsze? No kaman, bądźmy poważni.

    Od siebie dodam też, że może kiedyś doczekamy się jeszcze jakiejś dobrej ekranizacji dobrej mangi BL i Doukyuusei nie pozostanie jedyną w historii gatunku perełką. Mam w głowię dość długą listę pozycji, które chętnie bym zobaczyła zanimowane, ale jako że fanki/fani mają niskie standardy, to i nikt się nie stara dostarczyć nam czegoś lepszego…
    Odpowiedz
  • Avatar
    R
    odpowiedzi: 4
    tamakara 3.10.2017 21:18
    drogie oburzone głosy niżej (a może i wyżej) zjedzcie snickersa…

    Myślicie, ze w tej recenzji jest jad? Myślicie się. Jad był w pierwszej wersji tego tekstu, który potem zmieniałam, zmieniałam i zmieniałam, ponieważ anime okazało się lepsze, niż obawiałam się, że będzie, a mi zależało na uczciwym podejściu do tematu. To nie znaczy, że jest jakieś wybitne i że mam je oceniać wysoko. Na tle innych tytułów spod szyldu BL nie wyróżnia się niczym szczególnym. Za dużo mang z tego gatunku przeczytałam, oraz innych dzieł kultury doświadczyłam, żeby twierdzić inaczej. Powiecie mi, że „ale nie ma takich anime”. A co to w ogóle za argument? Nie muszę ograniczać się Waszą niewiedzą. Poza tym nawet w przypadku anime jest jeszcze doukyuusei, o wiele lepsze, moim skromnym zdaniem rzecz jasna.
    Chciałabym wiedzieć, w którym miejscu mijam się z prawdą. W jaki sposób z tekstu wynika, że bohaterowie myślą tylko o seksie? Jestem pewna, że tego nie napisałam :D Jednak czy Hasekura nie powiedział Kensuke tego, co mu powiedział? Czy nie wymuszał na nim „innych czynności seksualnych”? Czy anime nie próbowało nam tego zaprezentować jako ah scen romantycznych? Czy jesteście na 100% pewne, że nie kieruje Wami to jakże urocze jaoistyczne zaślepienie? Jest „oficjalna” gejowska para, więc należy świętować i nieważne, że bohaterowie z dykty i że fabuła szyta grubymi nićmi?  kliknij: ukryte  To jest tylko romansidło, na dodatek niezbyt lotne i bardzo w standardach gatunku. Nie było gwałtu na ekranie? No i chwała Bogu, ale wiecie, brak gwałtu nie jest czymś wyjątkowym. Brak gwałtu =/= zaleta. To jest stan normalny w relacjach międzyludzkich, niezależnie czy to BL, czy co innego.
    Też jestem fujoshi i wiem, że ta pasza była skierowana również do mojego żłobu, średnio się nią najadłam, ale

    cytat z recenzji:„Pozostaje mieć nadzieję, że to krok w dobrym kierunku i następna serialowa ekranizacja mangi BL to będzie już naprawdę coś dobrego. I być może z lepszym budżetem.”

    Chcecie pisać alternatywne recenzje i rozpływać się, jakie to było wybitne, cudowne, kochane, najlepsze ever? ależ proszę uprzejmie. Opinia jest opinią :) z tego samego tytułu życzę sobie, abyście uszanowały moje zdanie.

    a obrazek główny? jest przeuroczy przecież :D ta scena zrobiła na mnie prawdziwe wrażenie. bosz, zero dystansu…

    pozdrawiam.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Anonim 3.10.2017 17:29
    Głos sprzeciwu
    Recenzja jest niestety beznadziejna. Owszem, ta seria nie powala na kolana i nie ma w niej nic specjalnie wybitnego, jednak uważam, że jest to jedna z lepszych propozycji ostatnich lat w swoim gatunku.

    Przede wszystkim nie jest wyuzdana do granic żenady. Bohaterowie są dość naturalni, i choć nie odchodzą całkowicie ze standardowych schematów, to utrzymują naturalne osobowości, przez co są dużo bliższe ludziom z krwi i kości, a znacznie mniej sprośno­‑infantylne. Seria jest bardzo delikatna, więc nie ma tu też mowy jakimkolwiek wyuzdaniu. Pod tym względem „Hitorijime My Hero” właściwie wybija się ponad znaczną większość serii z kategorii Yaoi/shounen ai.

    Kreska jest dość przeciętna, animacja trochę nawet poniżej, choć w tym gatunku jest to standard i nie ma co nad wyraz narzekać. Fabuła nie powala na kolana, bohaterowie również. Więc dlaczego uważam, że recenzja jest bardzo krzywdząca? Otóż moim zdaniem „Hitorijime My Hero” mogłoby być kamieniem węgielnym dla rozwoju BL, które będą pozbawione zboczeń, infantylnych zachowań, płytkich postaci i fabuły prostej, jak budowa cepa, zmierzająca od pierwszej minuty w znanym wszystkim kierunku. „Mogłoby”, ponieważ niestety wychodzi na to, iż seria ta echem się nie odbije, a docenić próby twórców tego gatunku nie potrafią nawet recenzenci Tanuki.pl. Szkoda, bo seria zrywa z wieloma patologiami Yaoi/shounen ai i mógłby to być miły początek serii, które nie byłyby tworzone jedynie dla fanek z chorymi fantazjami, a dla ciut szerszego grona.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Kysz 3.10.2017 06:44
    Kpina nie recenzja
    Ok, cudów się nie spodziewałam, ale nie sądziłam, że można napisać tak pełen jadu, za to pozbawiony niemal treści tekst. I ten specjalnie dobrany pod to obrazek główny… Żal…
    Przynajmniej wiem, że bez alta się nie obejdzie, ale i tak szkoda, że jako główną recka będzie tu wisiało to coś (swoją drogą nie mające wiele wspólnego z anime, bo w nim o seksie nie ma mowy, a z tekstu wylewa się, jakoby wszyscy panowie tu tylko o tym myśleli).
    Mimo wszystko będę też postulowała o zmianę obrazka głównego. Ten jest zbyt jawnie nastawiony na wyśmianie tytułu, a choć grafika jest tu kiepska to takich scen akurat jest tu mało.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Tenessy 24.09.2017 01:45
    Hitorijime My Hero
    Właśnie skończyłam oglądać i ostatnie odcinki były naprawdę urocze, choć przyznając całkowicie szczerze, pierwsze aż tak mnie nie pociągały. W sensie – spodziewałam się historii Settiego i Kou, a w pierwszych 3­‑4? Było o Kenie i księciu, którzy niekoniecznie potrafili zaszczepić u mnie sympatię, szczególnie Ken, bo niezbyt lubie ten typ osobowości w anime. Potem coś tam zaczęło się dziać między głównymi bohaterami, ale to było takie… Subtelne? Może nawet zbyt, bo przez chwile zastanawiałam się nad tym czy faktycznie ten romans dojdzie do skutku. Do tego nie do końca wiedziałam o co tak naprawdę chodzi temu nauczycielowi, bo najpierw odpycha od siebie, wręcz obraża, a później nagle ma wyrzuty, że Settie próbuje jakoś normalnie się zachowywać, czy też nawet i trochę zdystansować. Dziwne to było.
    Ostatecznie wyszło całkiem przyjaźnie i miło, fajnie mi się oglądało. Właściwie obejrzałam to w mniej niż jeden dzień, więc jest serio całkiem ok, choć momentami faktycznie fabuła trochę przymulała i było za dużo dramy. Chyba się poważnie zestarzałam, bo jeszcze te 3 lata temu jak oglądałam np. Love Stage, to jakby mniej czułam tej słodyczy i poirytowania niektórymi zachowaniami bohaterów, a uważam, że LS było dużo bardziej infantylne.

    Czekam na ten moment, kiedy zrobi się serio fajne anime o np. dorosłych ludziach, w troszkę poważniejszej oprawie. To by było cudowne ;)
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Kysz 23.09.2017 21:09
    Zdecydowany numer 1 wśród najnowszych serii shounen-ai
    I mamy koniec. Na szczęście – bardzo zgrabny. Oczywiście przed finałem musiało być trochę dramy i choć pewne rzeczy mocno wyolbrzymili, to jednak nie przekroczyli pewnej granicy. W ogólnym rozrachunku dostaliśmy naprawdę ciepłą historię o miłości między dwoma mężczyznami. Nic głębokiego, bo całość jest taka trochę naiwna i wyidealizowana, ale też nie cukierkowa. Do tego, o czym już pisałam we wcześniejszym komentarzu, nie ma tu absolutnie żadnej patologii. Jest to niesamowita zaleta, zwłaszcza patrząc po ostatnich seriach z tego gatunku, w których albo były gwałty bądź ich usiłowanie, albo kazirodztwo z lekko shotowymi podtekstami, bądź – w najlżejszej formie – typowe „zmienię cię w taką osobę, jak mi pasuje”. Początkowo martwiła mnie relacja nauczyciel – uczeń, ale twórcy podeszli do tego tematu znacznie dojrzalej, niż się spodziewałam.

    Co mnie martwi, to strasznie mała popularność tej serii. Być może nie rozumiem nastoletnich fujoshi, ale serio patologia aż tak ich kręci? Wreszcie mamy normalną, dobrą historię spod znaku BL… i prawie nikt jej nie ogląda! Tak trochę ręce mi opadają, bo na dłuższą metę oznacza to raczej więcej produkcji typu Super Lovers czy Love Stage, niż serii pokroju Hitorijime My Hero, żeby nie wspomnieć o czymś znacznie dojrzalszym (choć w głębi serca naprawdę liczę, że kiedyś doczekamy się i takiego tytułu). Tym bardziej wszakże cieszę się z tej perełki, skoro pewnie drugiej takiej się długo nie doczekamy.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Annaputra 19.08.2017 20:39
    Ta seria jest wspaniała. Nie dlatego, że jest wybitna- bo nie jest. Posiada dość lichą grafikę, raczej prostą, przewidywalną fabułę i niewymagających bohaterów. Ale jakie to jest śliczne. <3

    Przeciętne Yaoi/shounen­‑ai dzielą się na 3 rodzaje: Pierwszy- prawie zerowa fabuła, która sprowadza całość dzieła do gorących scen łóżkowych, drugi- fajny potencjał fabularny, ale tragicznie schematyczne postacie, gdzie uke jest bardziej dziewczęcy od najsłodszej 6­‑latki (i tak samo, jak one, dziewiczo niewinne), a seme zawsze jest zaborczy, męski, agresywny i perwersyjny. No i trzeci rodzaj, tzw. „miłość od pierwszego gwałtu”, w którym mamy okazję spojrzeć na wszelkiego rodzaju patologie seksualne a gwalt jest prawie równoznaczny z pocałunkiem z zaskoczenia.

    Dlatego, kiedy widzę Yaoi/shounen­‑ai z całkiem zgrabną fabułą, która nie ogranicza się do szybkiego przewijania taśmy od jednej sceny seksualnej do drugiej oraz postaciami wychodzącymi trochę bardziej poza schemat i mającymi trochę głębszą osobowość od brodzika, to od razu się w niej zakochuję. :)

    Jestem zadowolona i czekam na więcej. <3
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Kysz 13.08.2017 23:15
    Ach... czemu?
    Czemu adaptacje yaoi bądź shounen­‑ai mają pecha do paskudnej grafiki? Ostatnią dobrą pod tym względem pozycją była chyba No.6, które takim czystym shounen­‑ai w wersji anime w sumie nie było. -.- Szkoda…

    A tak poza tym, to nadal uwielbiam tę serię i to nawet bardziej, niż na początku. Jako para Masahiro i Kousuke wypadają lepiej, niż Kensuke i Asaya. Oczywiście, wzięłam się też za mangę, więc tym bardziej czekam z niecierpliwością na 7 odcinek. Trochę właściwie to przeciągnęli teraz, jakby brakował im materiału. Obawiam się właśnie, w którym momencie mają zamiar to skończyć, ale niestety na angielski przetłumaczonych jest tylko 8 rozdziałów, a to niewiele dalej, niż obecna akcja w anime (6 i 7 epek to 4 rozdział). Zważywszy na to, że tu upchnęli jeszcze historię z Hitorijime Boyfriend w początkowych epkach, to w ostatnich 6 epkach spokojnie mogą dojść w okolice 11­‑12 rozdziału, może trochę dalej jak niektóre rzeczy przyspieszą. Acz na razie idą wiernie z mangą, pomijając może niektóre detale, które aż tak nie wpływają na odbiór historii. Ok, co prawda nie wiem co myśleć o  kliknij: ukryte 

    Ale tak poza tym póki co dobrze realizują moje pragnienie dobrego shounen­‑ai. Nie jest to żaden przełom w gatunku, na pewno zaś nie będzie to rzecz dla osób spragnionych poważnej opowieści spod znaku BL. Co to, to nie – ot, dostaniemy klasyczne ciepłe i nieco naiwne romansidło. I to bez żadnej patologii, kazirodztwa, gwałtów, bądź prób takowych. A mnie tam więcej do szczęścia nie jest potrzebne.^^
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Kysz 8.07.2017 21:49
    Po 1 epku
    Jest szansa… naprawdę jest szansa na przyzwoite shounen­‑ai w końcu. Bez żadnych patologicznych wydziwiań, tylko taki ciepły romansik BL w miarę realistycznej i nie aż tak przesłodzonej odsłonie. Oczywiście idealnie nie będzie, bo nie jestem jakąś szczególną fanką związków nauczyciel­‑uczeń, ale niech stracę…

    Czytałam co prawda spin­‑off tego, czyli Hitorijime Boyfriend, który skupia się na związku Kensuke i Asayi, ale jeśli Hitorijime My Hero będzie miało klimat tamtego i poprawi tempo zacieśniania relacji między bohaterami (niestety Boyfriend pod tym względem to baaaaardzo lekkie shounen­‑ai, bo choć jeden coś czuje, to drugi…), będę zadowolona. A że My Hero jest dłuższe, to też i pewnie bardziej… hm… dopieszczone.

    Póki co, patrząc z perspektywy osoby, która mniej więcej zna bohaterów, to jakoś tak dziwnie Masahiro się zachowuje. W Boyfriend wydawał się bardziej takim luzakiem z ciętym poczuciem humoru, a tutaj trochę wyszedł jako wycofany nastolatek. Aczkolwiek głos mu dobrali idealnie, dokładnie tak go sobie wyobrażałam.^^ W każdym razie, nawet pomimo tych „różnic osobowościowych” to materiał na wyjątkowo nie męczącego uke (Kensuke jest pod tym względem dużo gorszy niestety), a to już wiele może zmienić. Kousuke bez szału, ale raczej na plus, zaś Asayę bardzo polubiłam w mandze, więc chyba go nie skiepszczą na tyle, by mi przeszkadzał.

    Ogólnie jest nieźle, naprawdę nieźle. Byleby tylko do czegoś konkretnego doszli w tej serii, bo na aluzjach apetytu na dobre BL nie zaspokoję. Jak mi się spodoba, to pewnie sięgnę po mangę (która, niestety, wciąż wychodzi), ale wolałabym jednak konkretne uczucie już w anime. ;p
    Odpowiedz
  • Dodaj komentarz
  • Recenzja anime