Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Komikslandia

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 8/10 grafika: 7/10
fabuła: 7/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 6 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,17

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 18
Średnia: 6,39
σ=1,77

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Dame x Prince Anime Caravan

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2018
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • ダメプリ ANIME CARAVAN
Gatunki: Komedia
Widownia: Shoujo; Postaci: Księżniczki/książęta; Pierwowzór: Gra (otome); Miejsce: Świat alternatywny; Inne: Magia, Męski harem
zrzutka

Opowieść o pięknej i mądrej księżniczce oraz trzech przygłupich książętach, nierozgarniętym rycerzu i arystokracie­‑bawidamku.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Księżniczka Ani jak na osobę wysoko urodzoną wyjątkowo mocno stąpa po ziemi. Zapewne wiąże się to z faktem, że pochodzi z małego, nastawionego na rolnictwo państewka, a jej królewscy rodzice prowadzą skromny i pracowity żywot. Problem polega na tym, że Inako sąsiaduje z dwiema potęgami – zmilitaryzowaną, prowadzącą agresywną politykę Milidonią oraz wyznaniowym królestwem Selenfalen. Kiedy więc pojawia się okazja podpisania trójstronnego traktatu pokojowego, bystra mamusia Ani wsadza ją do wozu wraz z najlepszym (i jedynym) rycerzem Inako, by reprezentowała swój kraj podczas uroczystości. Na miejscu okazuje się, że porozumienie wcale nie musi dojść do skutku i to bynajmniej nie z winy naszej rozsądnej księżniczki… Cóż, uroczy i dobrze wychowany następca tronu Selenfalen, książę Ruze, może i jest chodzącą jasnością, ale jego nieskalane głębszą myślą oczęta nie wróżą wiele dobrego. Jeszcze gorzej wygląda sprawa z synem króla Milidonii, Narekiem – narcyzem i idiotą, niemającym zielonego pojęcia o polityce… Obrazu nędzy i rozpaczy dopełniają młodszy brat Ruze, nawiedzony otaku i hikikomori Mare, oraz przyjaciel Nareka, bystry, ale zdecydowanie zbyt kochliwy Vino. Wskutek pewnych wydarzeń nieszczęsna Ani zmuszona jest wyruszyć z panami w podróż, a jako jedyna inteligentna osoba w tym towarzystwie przy okazji dopilnować, żeby sobie krzywdy nie zrobili.

Kiedy pisałam sezonową zapowiedź Dame x Prince Anime Caravan byłam przekonana, że dostanę kolejną sztampową haremówkę na podstawie gry dla dziewcząt. Tymczasem już pierwszy odcinek udowodnił, że tym razem twórcy nie poszli po linii najmniejszego oporu, tylko postanowili zabawić się, wykorzystując jak największą liczbę schematów. W efekcie wyszło anime przebojowe, zabawne i bardzo odświeżające, którego oglądanie to czysta przyjemność. Warto jednak zauważyć, że wspomniana „nowatorskość” objawia się głównie w podejściu do bohaterów oraz ich relacji, natomiast układ fabularny powiela to, co już doskonale znamy. Siłą rzeczy najpierw dostajemy szereg teoretycznie niepowiązanych ze sobą epizodów, opowiadających o perypetiach bohaterów i pozwalających nam lepiej ich poznać, z zaledwie sugerowanym wątkiem głównym gdzieś na czwartym planie. Nagle, w okolicy dziesiątego odcinka, twórcy przypominają sobie, że wypadałoby poskładać fragmenty fabuły w całość i odkryć pozostałe karty. W efekcie te ostatnie odcinki wydają się maksymalnie skompresowane i chociaż nie można mówić tu o chaosie, wyraźnie widać, że serii przydałoby się jeszcze trochę czasu ekranowego. Druga sprawa to nagła zmiana klimatu – do tej pory lekka, szalona i zabawna komedia niespodziewanie uderza w zupełnie odmienne tony, niebezpiecznie zbliżając się do granicy, za którą to, co poważne, zaczyna niezamierzenie śmieszyć. Na szczęście rzeczonej granicy nie przekracza, a dzięki wyczuciu scenarzystów i kilku bardzo udanym rozluźniającym momentom widz nie ma poczucia, że nagle ogląda inne anime.

Szkoda natomiast zmarnowanego potencjału. Po pierwsze, dość szybko staje się oczywiste, że świat przedstawiony wcale nie jest tak sielankowy, jak wydaje nam się na pierwszy rzut oka. Po drugie, pod koniec pojawia się wątek tajnej organizacji, wykorzystany powierzchownie i naprędce, podczas gdy dałoby się z niego wycisnąć znacznie więcej. Inna rzecz, że chociaż mamy do czynienia z męskim haremem, twórcy nawet przez chwilę nie sugerują romansu. Owszem, panowie kłębią się wokół Ani, ale nie ma tu charakterystycznych dla podobnych produkcji podchodów. Zresztą, biorąc pod uwagę osobowości naszych arystokratów oraz zdrowy rozsądek Ani, wszelkie nacechowane romantycznie sceny wyglądałaby cokolwiek żałośnie. Proszę mi wierzyć, panowie są naprawdę niemożebnie głupi i przerysowani do granic możliwości, co też nie umyka uwadze głównej bohaterki. Jedną z największych zalet Dame x Prince Anime Caravan są właśnie jej kąśliwe uwagi i cięte komentarze, którymi obdarza towarzyszy podróży zarówno werbalnie, jak i w myślach.

Nie chciałabym jednak, żeby czytający z góry uznali męskich bohaterów za stadko baranów, będących tylko parodią pewnego trendu. Pomimo swojego niepozbierania i oczywistych braków psychicznych Ruze, Narek, Vino, Mare i Teo pozostają postaciami wyjątkowo pociesznymi i sympatycznymi. Każdy z nich ma też swoje dobre strony i wbrew pozorom wcale nie jest tylko bezużytecznym i rozpieszczonym błękitnokrwistym przedstawicielem elit. Mimo złośliwych, ale i trafnych komentarzy, widać, że Ani lubi nowych przyjaciół i troszczy się o nich, a oni odwzajemniają się tym samym. Co więcej, twórcom na tyle zgrabnie udało się nakreślić więzi między panami, że niepotrzebne jest spoiwo w postaci księżniczki Inako, żeby odcinek miał sens. Bywa więc i tak, że Ani pozostaje jedynie bierną obserwatorką wydarzeń, podczas gdy fabuła kręci się wokół książąt i ich poczynań. A okazji do wspólnych przygód nie brakuje – mamy tu międzypaństwowe wizyty, swojski festyn, a nawet wypad do gorących źródeł i próbę rozwiązania zagadki pewnej klątwy.

We wszystkich tych sytuacjach zaskakująco dobrze radzi sobie Ani, dziewczyna rozgarnięta i bystra, która woli działać niż czekać na ratunek, co też niejednokrotnie udowadnia. To całkowite przeciwieństwo tych wszystkich słodkich, pozbawionych charakteru dziewuszek z haremówek. Panów Ani najczęściej traktuje jak małe, niesforne dzieci, które trzeba wziąć na sposób, a nie krzykiem i groźbami. Generalnie to oaza spokoju i cierpliwości, z godnością przyjmująca szaleństwa codzienności. Najfajniejsze jest to, że właśnie ten spokój i podejście do świata sprawiają, że panowie traktują Ani z szacunkiem. W sensie, lubią ją za faktyczne dokonania i widoczne cechy charakteru, a nie za jakieś wyimaginowane i lukrowane dobre serduszko oraz osobowość równie płytką, co kałuża po wiosennym kapuśniaczku. W przeciwieństwie do „koleżanek” z podobnych produkcji, Ani po prostu ma cechy autentycznie mogące się podobać i przyciągać.

O panach nie bardzo jest sens się rozpisywać, tym bardziej że to, co istotne, już wymieniłam. Tak naprawdę trzeba zobaczyć ich w akcji, bo żadne słowa nie oddadzą tego dysonansu towarzyszącego człowiekowi podczas oglądania. Poza tym, nawet po tych dziesięciu odcinkach, panowie potrafią miło zaskoczyć – ich znajomość z księżniczką Inako ma na nich widoczny pozytywny wpływ. Zmieniają się na lepsze, jednocześnie nie rezygnując ze swoich dziwactw. Serio, to najsłodsza i najpocieszniejsza grupa durniów, jaką kiedykolwiek widzieliście! A gdyby komuś było mało przystojniaków, ma jeszcze do dyspozycji mistrzów drugiego planu, czyli podejrzanego doradcę Ruze – srebrnowłosego Chroma, a także wiernego ochroniarza Nareka, Riota, który dzielnie strzeże podopiecznego, nierzadko uciekając się do kamuflażu, by nie zostać przez niego zauważonym. Natomiast moim prywatnym ulubieńcem pozostaje przyboczny księcia Milidonii, bezimienny rycerz sypiący konfetti na cześć i chwałę swojego pana. Jego porażający entuzjazm idealnie wpasowuje się w założenia serii i stanowi piękne dopełnienie komentarzy Ani.

Pozostaje kwestia oprawy audiowizualnej, czyli najsłabszego elementu anime. Cóż, firma odpowiedzialna za pierwowzór nie należy do branżowych potentatów, a i studio, któremu powierzono realizację projektu, nie ma na swoim koncie większych dokonań. O tym, że fundusze nie będą pokaźne, wiadomo było jeszcze przed emisją, więc czego by nie mówić, efekt końcowy mógł być dużo gorszy. To co najważniejsze, czyli projekty postaci, wyszło w porządku. Owszem, trochę razi fakt, że stadko arystokratów ma w szafie dwa ubrania na krzyż, ale czymże jest brak nowej kiecki wobec nieanatomicznych krzywizn? Tych drugich na szczęście w serii nie uświadczymy, chociaż widać skłonność do uproszczeń. Kolorystyka może być, ale nigdy nie nazwałabym jej bogatą. Chyba najsłabiej prezentują się tła, niezbyt wyszukane, a chwilami wręcz biedne. Pal licho raczej ubogie Inako i jego wiejski krajobraz z trzema chałupami na krzyż, ale już bogate Milidonia i Selenfalen wyglądają kuriozalnie, pełne wielkich pustych przestrzeni z mieszkańcami, których można policzyć na palcach dwóch rąk. Brak pieniędzy i pomysłu okrutnie wręcz widać w projektach królewskich siedzib – wielkich i nijakich bunkrach, wyposażonych raczej skromnie.

Podobnie ma się kwestia ścieżki dźwiękowej. Tak naprawdę w pamięć zapadła mi przede wszystkim czołówka (DxDxD BREAKERZ) i to chyba głównie ze względu na towarzyszący jej teledysk, oraz piosenki towarzyszące napisom końcowym, a wykonywane przez seiyuu panów. Zwłaszcza te ostatnie są warte uwagi, jako że prezentują wszystkich ważniejszych bishounenów pojawiających się w anime i w sumie są całkiem nieźle zaśpiewane, co zawsze warto odnotować. Reszta kompozycji jest tak bezbarwna, że wylatuje z głowy zaraz po zakończeniu sceny, której towarzyszy. Najczęściej są to proste utwory, wykonywane na jednym lub dwóch instrumentach. Tyle dobrze, że twórcy unikają uniwersalnego elektronicznego „plumkania”, stawiając na raczej klasyczne brzmienia, którym jednak daleko do filharmonicznych popisów. To bardziej dżingle niż pełnoprawne kompozycje, chociaż zazwyczaj są dobrze dopasowane do wydarzeń na ekranie i to w sumie ich jedyna zaleta.

Dame x Prince Anime Caravan trudno nazwać dziełem wybitnym, ale wśród anime haremowych skierowanych do żeńskiej publiczności na pewno jest to pozycja odświeżająca i ciekawa. Okazuje się, że nawet dysponując niewielkimi środkami i niezbyt doświadczoną ekipą produkcyjną da się osiągnąć bardzo wiele – wystarczy dobry pomysł. Wywrócenie schematów, ukazanie męskich ideałów z przymrużeniem oka i dla odmiany umieszczenie w środku fabularnego bałaganu sensownej i poukładanej dziewczyny, było strzałem w dziesiątkę. Seria bawi widza w inteligentny sposób, punktując większość idiotyzmów obecnych w grach i produkcjach dla dziewcząt. Oczywiście jest kilka rzeczy, które twórcy mogli zrobić lepiej – widać to przede wszystkim w kompozycji serii. Mimo to naprawdę warto poświęcić trochę czasu na seans Dame x Prince Anime Caravan i to niezależnie od płci, ostatecznie dobrej komedii nigdy nie za dużo.

moshi_moshi, 12 maja 2018

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Studio Flad
Autor: NHN Japan
Projekt: Arikuidou, Ruriko Watanabe
Reżyser: Makoto Hoshino
Scenariusz: Naruaki Kobayashi

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Dame x Prince Anime Caravan - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl