Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Komikslandia

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 6/10 grafika: 6/10
fabuła: 6/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 4 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,00

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 27
Średnia: 7
σ=1,7

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Kakuriyo no Yadomeshi

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2018
Czas trwania: 26×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Kakuriyo -Bed & Breakfast for Spirits-
  • かくりよの宿飯
zrzutka

Zwyczajna studentka stara się odnaleźć w świecie demonów. Na szczęście z pomocą przychodzi jej talent kulinarny, gdyż jak powszechnie wiadomo, dobre jedzenie także łagodzi obyczaje.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Aoi Tsubaki wiedzie spokojny żywot pilnej studentki, ale jest pewna rzecz, która odróżnia ją od innych ludzi. Otóż odkąd pamięta, zawsze widziała duchy i demony. Przez ten niezwykły dar matka porzuciła Aoi, kiedy ta była jeszcze mała. Od tragicznej śmierci uratował ją wtedy pewien demon, a wkrótce potem trafiła pod opiekę energicznego dziadka, obdarzonego identycznymi zdolnościami. Dzięki niemu dziewczynka nauczyła się, jak radzić sobie z nadnaturalnym towarzystwem i przy okazji zdobyła ponadprzeciętne umiejętności kulinarne. Niestety starszy pan zmarł i Aoi została zupełnie sama. Pewnego dnia dziewczyna spotyka głodnego ayakashi, a że jest do tego przyzwyczajona, częstuje demona swoim bento. Kiedy tego samego dnia wraca na to miejsce, znajduje swoje pudełko wraz z nową chustą i piękną spinką do włosów. Kiedy jednak bierze przedmioty do rąk, zostaje przeniesiona do świata demonów, gdzie spotkany wcześniej ayakashi informuję ją, że jest jego narzeczoną!

Aoi szybko dowiaduje się, iż za wszystkim stoi jej zmarły dziadek, który narobił w świecie demonów tyle długów, że w ramach ich spłaty musiał zaręczyć ją z potężnym demonem. Zaskoczona dziewczyna nie ma jednak zamiaru zostać demoniczną panną młodą i proponuje porywaczowi pewien układ – po prostu odpracuje dług dziadka. Cóż, łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Bo chociaż chętny do ożenku oni zarządza wielkim, dobrze prosperującym zajazdem, nikt nie chce zatrudnić śmiertelniczki. Aoi wpada więc na inny pomysł i w małym domku postanawia otworzyć restaurację.

Chociaż opis zawiązania akcji jest długi, tak naprawdę ogranicza się do wydarzeń z pierwszego odcinka. W dalszej części obserwujemy codzienność Aoi w świecie demonów i jej kolejne kulinarne sukcesy, bo że pomysł z restauracją okaże się strzałem w dziesiątkę, chyba nikt nie ma wątpliwości. Na szczęście anime ma do zaoferowania trochę więcej niż typowy food porn w egzotycznych dekoracjach. Kulinarne eksperymenty i odkrycia stają się okazją do poznania pozostałych bohaterów, czyli pracowników gospody, jej gości i innych mieszkańców świata demonów oraz ich historii. Najróżniejszym youkai nie podoba się fakt, że ayakashi o tak wysokiej pozycji jak zarządca gospody chce poślubić zwykłą śmiertelniczkę – jest to dla nich osobista zniewaga. Dlatego zanim Aoi rozwinie kulinarne skrzydła, musi przekonać do siebie wiele osób, z najbliższymi współpracownikami jej narzeczonego na czele. Sytuacji nie ułatwia fakt, że jej dziadek, Shirou, nie ma w świecie demonów zbyt dobrej opinii i wielu jego mieszkańcom wyjątkowo zalazł za skórę.

Teraz tak, z jednej strony naprawdę doceniam to, że studio Gonzo nareszcie nakręciło przyzwoite anime, którego poziom w żadnym momencie nie leci dramatycznie na łeb, na szyję. Z drugiej, widać, że oryginał ma swoje wady i w żaden sposób nie dało się ich zamaskować. Na pewno ogromną zaletą serii jest główna bohaterka – Aoi to dziewczyna spokojna i życzliwa światu, a także chwilami zbyt ufna, ale trudno odmówić jej charakteru. Z miejsca odrzuca pomysł małżeństwa, chociaż narzeczony jest bogaty, przystojny i zachowuje się jak urodzony dżentelmen (to także mnie urzekło). Bierze na siebie odpowiedzialność za zachowanie dziadka i postanawia uczciwie odpracować dług, nie jęcząc przy tym, jak to jej źle. Ogólnie Aoi zaskakująco dobrze radzi sobie w kryzysowych sytuacjach, szybko adaptuje się do nowych warunków i potrafi być bardzo asertywna. I możecie mi wierzyć lub nie, ale to naprawdę rzadki zestaw cech u bohaterek w podobnych produkcjach. Bardzo naturalnie wypada także jej relacja z demonicznym narzeczonym – dziewczyna powoli oswaja się z myślą, że mogłaby poślubić ayakashi i to nie dlatego, że jej dziadek zawarł taki kontrakt, ale dlatego, że mężczyzna ma wszystkie cechy, jakie powinien posiadać idealny książę z bajki, i wykorzystuje je do zdobycia serca Aoi. Istotne jest przy tym to, że zawsze traktuje dziewczynę z szacunkiem, nie narzuca się i nie uważa jej za swoją własność. Poza tym dostajemy też grupę wyjątkowo sympatycznych i interesujących postaci drugoplanowych, które nie raz i nie dwa pomagają głównej bohaterce.

Pierwsza część anime to kameralne i ciepłe okruchy życia, pozbawione wątpliwej jakości ozdobników, zawierające za to słuszną szczyptę humoru. Niestety chwilami bywa zbyt leniwie i spokojnie, o czym nieustannie przypominają nam retrospekcje z udziałem Shirou. Generalnie autorka oryginału nie potrafi w pełni wykorzystać potencjału świata, jaki wykreowała. Akcja dzieje się głównie w gospodzie, a jeśli bohaterowie wychodzą na miasto, to przede wszystkim po to, by coś zjeść lub poszukać jakichś składników potrzebnych do kolejnego dania. Świat demonów jest mocno zhierarchizowany i wiemy, że zarządca gospody stoi w tej hierarchii wysoko, ale poza tym struktura świata przedstawionego pozostaje zagadką. Tak jakby oprócz dwóch gospód (o tym za chwilę) i tłocznych przyległości resztę świata porastał gęsty las. Zabrakło mi informacji na temat tego, jak to wszystko funkcjonuje, jak żyją inne demony, kiedy akurat nie oddają się przyjemnościom w gospodzie.

Druga sprawa to fakt, że najbardziej charyzmatyczną postacią w anime pozostaje zmarły dziadek bohaterki. Opowieści o jego młodzieńczych ekscesach są rewelacyjne i zamieniłabym wszystkie dwadzieścia sześć odcinków Kakuriyo no Yadomeshi na czteroodcinkową OVA o przygodach dziadka Aoi. Nie tylko dlatego, że wydają się znacznie bardziej interesujące od kulinarnych problemów bohaterki, ale także dlatego, że Shirou nie sprawia wrażenia tak kryształowo czystego i niewinnego. W sensie, w pewnym momencie zaczął mnie trochę drażnić motyw rozwiązywania każdego problemu odpowiednim zestawem dań. Naprawdę nie ma znaczenia, co spotkało danego demona, albo przed jakim wyzwaniem stoją bohaterowie – kanapka lub zupa w wykonaniu Aoi na pewno walnie przyczyni się do zażegnania kryzysu lub odnowienia relacji między postaciami, nawet jeśli rozstały się bardzo zagniewane lub nie odzywały się do siebie przez sto lat. Owszem, jedzenie łagodzi obyczaje, ale ten nadmiernie eksploatowany motyw chwilami wydaje się naciągnięty do granic możliwości. Widać to zwłaszcza w drugiej części anime, będącej w sumie powtórką z rozrywki.

W dużym skrócie – w wyniku splotu wydarzeń bohaterka trafia do konkurencyjnej gospody, gdzie robi dokładnie to, co wcześniej, czyli ratuje wszystko i wszystkich, gotując. Ta część jest jeszcze bardziej naciągana niż pierwsza, tym bardziej że tutaj Aoi autentycznie robi za zbawcę świata. I nie da się tego wytłumaczyć inaczej jak wszechmocnym przeznaczeniem, bo przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie powierzyłby losu tylu osób jednej śmiertelniczce, na dodatek zaręczonej z zarządcą konkurencji. Zresztą coś w tej teorii jest, ponieważ biorąc pod uwagę stopień zagrożenia, działania bohaterów nacechowane są zbytnim spokojem i opanowaniem. Niby robią wszystko, żeby odnieść sukces, ale dopuszczają też możliwość porażki i jej straszne konsekwencje. Poza tym, jak na problem tego kalibru, atmosfera chwilami wydaje się wręcz piknikowa, co dość mocno mi zgrzytało.

Ostatnia kwestia to trójkąt romantyczny, który serwują nam twórcy. Początek anime sugeruje, że główny nacisk zostanie położony na związek Aoi i oni, i tak też się przez kilka pierwszych odcinków dzieje. Jednak im dalej, tym większą rolę w życiu bohaterki zaczyna odgrywać Ginji, czyli przystojny kitsune, który pomaga jej w prowadzeniu restauracji. Cóż, na pewno demoniczny narzeczony Aoi jest osobą bardziej czarującą i charakterną, ale w drugiej części serii wyraźnie widać, że to z łagodnym Ginjim więcej ją łączy. Przy czym, bohaterce coraz mniej przeszkadza fakt, że jest nazywana narzeczoną oni, czerpie też coraz większą przyjemność ze spędzania czasu z nim. Gdybym jednak na podstawie zachowania miała wskazać, z kim Aoi ma lepszą, bardziej naturalną relację i kto jest dla niej oparciem w codziennych trudach, bez wahania wybrałabym Ginjiego. Tyle że bohaterka nie do końca zdaje sobie z tego sprawę. Inna rzecz, że pierwowzór nadal się ukazuje, więc z oczywistych względów na rozstrzygnięcie tego problemu trzeba poczekać i nie ma co liczyć na jakieś deklaracje w anime.

Nie widzę większego sensu w dogłębnym przybliżaniu pozostałych postaci – jest ich zwyczajnie zbyt dużo. Natomiast trochę zaskoczyło mnie, że wszystkie demony (z jednym wyjątkiem) przedstawiono jako istoty miłe i łagodne. Nawet jeżeli ktoś okazuje Aoi niechęć lub jest dla niej opryskliwy, bardzo szybko zmienia zdanie i staje się jej wielbicielem (nie chodzi mi o relację romantyczną). Nawet wspomniany wyjątek, przez chwilę kreowany na czarny charakter, czuje nieodpartą chęć przebywania w jej towarzystwie. Znane z opowieści paskudne i krwiożercze demoniszcze pojawia się chyba raz i kończy swój żywot w ekspresowym tempie, będąc tylko kolejną okazją do pokazania jak rogaty oni troszczy się o przyszłą żonę. Podoba mi się, że autorka, a za nią twórcy, starali się pokazać więzi łączące wszystkich bohaterów i nadać im jakąś, nawet jeśli tylko prowizoryczną, głębię. Ale zdecydowanie zabrakło tu mocniejszego akcentu, jakiejś postaci niejednoznacznej, moralnie wątpliwej, ale składającej się z czegoś więcej niż kilku wyświechtanych schematów (tak, piję do naszego wyjątku). Jest to też powód, dla którego to właśnie zmarły dziadek bohaterki okazał się najciekawszy.

Pozostają jeszcze kwestie techniczne, które podobnie jak fabuła wzbudzają mieszane uczucia. Rysunek jest ładny, projekty postaci klasyczne i wymuskane – w anime roi się od bishoujo i bishounenów, nierzadko obdarzonych słodkimi uszkami i puchatymi kitami. Na pewno jest na czym zawiesić oko, ale osoby szukające bardziej tradycyjnego odwzorowania japońskich demonów, mogą poczuć się zawiedzione. Nawet jeśli postać przybiera naturalną formę, to i tak bliżej jej do słodkiej maskotki niż do klasycznego youkai. Niestety projekt to jedno, a animacja drugie. Spadek jakości pojawia się szybko – anatomia zaczyna kuleć, a postaci chwilami wyglądają bardzo krzywo. Najgorzej wypada jednak komputerowo generowany tłum w tle – graficzne koszmarki przepływają na trzecim planie, całkowicie oderwane od tego, co się dzieje. Poruszają się mechanicznie według schematu i są zaprogramowane na jedną, dwie czynności. Sprawia to wyjątkowo upiorne wrażenie i śmierdzi aż przesadną oszczędnością. Sytuację trochę ratują tła, proste, ale staranne. Co prawda wiele ich elementów także powstało przy użyciu tylko komputera, ale że nie są ożywione, nie wydają się aż tak sztuczne. Poza tym twórcom zdarza się stworzyć coś naprawdę efektownego za pomocą prostych środków, czego najlepszym przykładem wizyta bohaterów w rzeczywistości wzorowanej na zwoju z malunkiem wykonanym tuszem. Podsumowując, jest przeciętnie z tendencją spadkową, ale bez jakichś wyjątkowych wpadek.

Dużo przyjemniej prezentuje się ścieżka dźwiękowa, pełna nawiązań do klasycznej muzyki japońskiej i chińskiej. Bezpłciowe elektroniczne melodie zastąpiły proste, ale udane kompozycje, w dużej części inspirowane tradycją i powstałe z użyciem takich właśnie instrumentów. Nie są to może arcydzieła, ale chwilami przykuwają uwagę i na pewno stanowią doskonałe tło dla wydarzeń w świecie demonów. Równie dobrze wypadają czołówki i piosenki towarzyszące napisom końcowym. Oczywiście te są już nowoczesne, ale także nie stronią od elementów nawiązujących do tematyki anime. Warto też wspomnieć, że endingów jest kilka i śpiewają je seiyuu poszczególnych bohaterów, ze szczególnym wskazaniem na przystojnych ayakashi – naturalnie każdemu towarzyszy odpowiedni teledysk. Ot, bardzo kolorowe cukierki dla oka i ucha. W anime usłyszymy też wielu znanych (i nieco mniej znanych) aktorów. Role zarządcy gospody, Ginjiego i Aoi przypadły kolejno: Katsuyuki Konishiemu, Shunichiemu Tokiemu i Nao Touyamie. Warto zwrócić uwagę na tego drugiego, ponieważ do tej pory nie miał zbyt wielu okazji, by błysnąć. Tymczasem lisiego demona zagrał bardzo dobrze. Ginji to postać ciepła, opiekuńcza i godna zaufania, ale trochę nieśmiała i wszystkie te cechy udało się Tokiemu uchwycić.

Kakuriyo no Yadomeshi to nic więcej jak przyjemny zapychacz czasu, całkiem zgrabnie unikający zaszufladkowania jako kolejna seria o jedzeniu. Poza tym to ostatnimi czasy jedno z nielicznych anime, którego studio Gonzo nie skopało dokumentnie, a to już naprawdę spore osiągnięcie. Mimo to zabrakło mi odrobiny charakteru, za gładkie to wszystko, polane zbyt dużą ilością lukru, przez co nieco mdłe i niezapadające w pamięć. W dodatku to nie pierwszy raz, kiedy autor sam zapędza się w kozi róg i potem musi kombinować, jak poprowadzić fabułę, żeby bohater zbyt szybko nie odniósł sukcesu, a jego perypetie miłosne nie zakończyły się deklaracją przedwcześnie. Tutaj niestety zabrakło pomysłu, przez co druga połowa anime w dużym stopniu naśladuje pierwszą, tyle że w innych dekoracjach. Cóż, w ostatecznym rozrachunku dostaliśmy serię przeciętną, ale jak najbardziej „oglądalną”. Relacje głównych bohaterów nie stoją w miejscu, reszta obsady jest sympatyczna, a i na serwowane potrawy miło popatrzeć. Na pewno anime o klasę przewyższa większość tandetnych odwróconych haremów na podstawie gier i sądzę, że właśnie wielbicielkom podobnych historii ma szansę spodobać się najbardziej.

moshi_moshi, 20 listopada 2018

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: GONZO
Autor: Midori Yuuma
Projekt: Laruha, Soutarou Shimizu, Youko Kuhara, Youko Satou
Reżyser: Yoshiko Okuda
Scenariusz: Tomoko Konparu
Muzyka: Takurou Iga

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Kakuriyo no Yadomeshi - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl