Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

10. Konwent Fantastyki Fantasmagoria

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 8/10 grafika: 6/10
fabuła: 7/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 4 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,75

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 93
Średnia: 7,39
σ=1,45

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Włane (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Goblin Slayer

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2018
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • ゴブリンスレイヤー
Tytuły powiązane:
Gatunki: Fantasy
Widownia: Seinen; Rating: Przemoc; Pierwowzór: Powieść/opowiadanie; Miejsce: Świat alternatywny; Inne: Magia
zrzutka

Póki pracujesz, nie ma czasu spojrzeć życiu w oczy.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

W pełnej elfów, magii i cudów wszelakich krainie straszliwy władca demonów szykuje swe hordy do przejęcia władzy nad światem. Naprzeciw niego stają legendarni bohaterowie – zaprawieni w bojach poszukiwacze przygód zbrojni w potężny oręż, władający wszechmocną magią i wielbieni przez lud wszystkich królestw. Stawką jest przyszłość rozumnych, miłujących pokój ras, a porażka oznacza dziesiątki lat wojen i tyrani. Światy fantasy przechodzą podobne kryzysy nagminnie i niemal za każdym razem przeznaczeniem bohaterów jest stawić czoło zagrożeniu i pokonać je, by nastały czasy dobrobytu. Podczas gdy ważą się losy narodów, zwyczajni ludzie mają również swoje, nie mniej palące problemy. Wędrowni kupcy starają się wiązać koniec z końcem, narzekając na coraz bardziej restrykcyjne prawo składu, chłopi całkowicie zależni od kaprysów pogody modlą się o jak najlepsze zbiory, by przeżyć kolejny rok, a pielgrzymi przy ognisku z niepokojem słuchają wieści o bandytach nawiedzających okolicę. I choć odwieczny konflikt dobra ze złem, o którym śpiewają bardowie, ma istotne znaczenie dla ich przyszłości, to wydaje się tak daleki, że aż nierealny. Przyziemne, bardziej namacalne kłopoty są o wiele pilniejsze.

Dla poszukiwaczy przygód polowanie na pożerającego owce wilka czy porywające wieśniaków gobliny to praca mało chwalebna, niestanowiąca wyzwania i okazji, by zasłynąć oraz zarobić. Marna nagroda i żaden rozgłos sprawiają, że najbardziej przyziemne zlecenia trafiają się całkowitym żółtodziobom. Młodzi, naiwni i pełni entuzjazmu ochotnicy z poczucia sprawiedliwości, czy też braku innych ofert, podejmują się tych potrzebnych, ale mało opłacalnych zadań. Ich wyczyny nie są tematem plotek w tawernach, a nagrody ledwie wystarczają, by związać koniec z końcem. Jednakże dla tych, którym pomagają, są herosami na miarę tych opiewanych w legendach, ryzykującymi życie za parę monet, by nieść pomoc potrzebującym.

Pierwszy odcinek anime Goblin Slayer przedstawia właśnie taką początkującą wesołą kompanię, w skład której wchodzi pełen zapału wojownik, utalentowana adeptka magicznej akademii, honorowa mniszka i świeżo zwerbowana kapłanka. Bohaterowie rejestrują się w gildii poszukiwaczy przygód i natychmiast przystępują do wykonania swego pierwszego zlecenia. Trafia się im polowanie na gobliny, które ze swej śmierdzącej jaskini napadają na pobliską wieś, szlachtując zwierzęta i porywając młode kobiety. Tchórzliwe zielone stwory to zadanie poniżej godności doświadczonych członków gildii, dlatego też przyjmują je debiutanci. Pewni swej przewagi nad wrogiem i chcący wykonać zlecenie jak najszybciej, by zapobiec kolejnym ofiarom, ruszają od razu, bez specjalnych przygotowań, puszczając mimo uszu ostrzeżenie urzędniczki. Ta sugeruje im, że jak na zupełnie pierwszą misję, zadanie może okazać się niebezpieczne i wymagające. Wobec tak nonszalanckiego podejścia nikogo nie zaskoczy fakt, iż drużyna zostaje przez potwory zaskoczona i zmasakrowana. Z życiem uchodzi jedynie wspomniana już kapłanka, uratowana przez przybyłego nagle tajemniczego zbrojnego, który metodycznie i bezlitośnie wybija pozostałych w jaskini zielonoskórych.

Ów jegomość, zwany Zabójcą Goblinów, to prawdziwy mistrz w swoim fachu, którego przydomek wziął się właśnie z faktu, iż podejmuje się wyłącznie zleceń polegających na eksterminacji tych stworzeń. Mimo licho wyglądającego ekwipunku jest uznanym członkiem glidii o wysokiej randze, choć złośliwi twierdzą, że dorobił się jej, wykonując proste zlecenia na relatywnie słabe stwory i minimalizując w ten sposób ryzyko porażki. Małomówny i nietowarzyski, stanowi swego rodzaju lokalną osobliwość, i choć wielu zarówno młodych, jak i doświadczonych poszukiwaczy przygód traktuje go z rezerwą, wśród personelu gildii i lokalnych chłopów wyrobił sobie niezaprzeczalną renomę, tak więc gdy tylko pojawia się temat goblinów, wszyscy wiedzą, do kogo się udać. Jest to o tyle istotne, że również straż miejska i lokalni lordowie nie uznają zajmowania się tymi stworami za warte ich czasu i wysiłku.

Zabójca jest bez wątpienia bohaterem, dla którego warto oglądać niniejsze anime. Jego skłonność do sprowadzania wszystkiego do tematu goblinów jest jednocześnie źródłem niewymuszonego humoru, rozładowującego napięcie dość brutalnej serii, jak i głęboko zakorzenioną obsesją wynikającą z dawnych przeżyć i dającą okazję do rozwoju postaci. Początkowo jest zimnym profesjonalistą, który mimo krwawego zajęcia z czasem autentycznie polubił swą pracę, ale jednocześnie nie widzi poza nią sensu życia. Na każde nowe doświadczenie spogląda przez pryzmat odkrywania wymyślnych metod zwalczania goblinów i pogłębiania wiedzy mogącej przydać się w walce. Każdego poranka, o ile jest na miejscu, patroluje okolicę farmy, na której na co dzień mieszka, a resztę dnia spędza na naprawie ekwipunku, przeglądaniu zleceń i załatwianiu rozmaitych potrzebnych przed wyprawą sprawunków. Nie myśli o przyszłości, nie analizuje swej traumatycznej przeszłości, a jedynie żyje chwilą, poświęcając ją w całości na to, na czym się zna i w czym jest dobry. Monotonię dnia codziennego burzy uratowana kapłanka, która zaczyna towarzyszyć Zabójcy. Jej kompania nie stanowi problemu, o ile nie będzie kulą u nogi, a jej talenty da się wykorzystać przeciw goblinom. Dziewczyna z czasem sprawia, że bohater rzadziej posługuje się monosylabami, wykształca minimalną empatię i otwiera się na świat. Pozostaje wprawdzie tym samym niepoprawnym dziwakiem gadającym niemal wyłącznie o goblinach, ale zyskuje w oczach towarzyszy, a także widza. Jest postacią łatwo zaskarbiającą sobie sympatię dzięki nieskomplikowanej, ale wiarygodnej i konsekwentnej osobowości, subtelnie rozwijającej się na przestrzeni anime.

Fabuła serialu obraca się wokół pozornie banalnych zleceń, które nierzadko okazują się bardziej skomplikowane, niż by się mogło wydawać. Wymagają od bohatera wykazania się inwencją, przewidywaniem i rozmaitymi nietypowymi umiejętnościami, jakich nauczył się przez lata. Zabójca jest nie tylko pomysłowy i przebiegły, doskonale zna też swego wroga i wszystkie jego słabości. W zalewie produkcji, których jedynym kryterium wygrania potyczki jest siła lub nagły przypływ motywacji w imię przyjaciół, to miła i zaskakująca odmiana. Tym bardziej że bohater nie jest doskonały i nieomylny, przez co nawet przy całej swej ostrożności i doświadczeniu pakuje się w tarapaty, z których niełatwo wyjść bez szwanku. Nieodzowna staje się improwizacja i współpraca między kompanami, bo przeciwnik, mimo pozornie mikrej postury i niewielkich zdolności bojowych, jest równie zdeterminowany i skłonny do wszystkiego, byle przeżyć. Pomijając brutalność starć, tytuł przypomina pod tym względem nie tak odlegle w czasie, a w Polsce raczej niespecjalnie popularne Hai to Gensou no Grimgar, anime również stawiające przed bohaterami trudne wyzwania mimo pozornie mało niebezpiecznych wrogów.

Dla sporej grupy odbiorców pewnym mankamentem może okazać się silne powiązanie świata przedstawionego z realiami gier fabularnych. Objawia się to występowaniem wyraźnego zróżnicowania na klasy postaci z całym dobrodziejstwom inwentarza, typowego dla gier systemu magii, ras i organizacji. Podejście wybitnie zachodnie miesza się z elementami charakterystycznymi dla tytułów japońskich, począwszy od projektów postaci, po pewne elementy ekwipunku i architektury. Większość z nas przyzwyczaiła się już do tej stylistyki, zwłaszcza w zalewie tytułów mieszających książkową fantastykę z jej komputerowymi odpowiednikami, spopularyzowanymi przez sukces Sword Art Online. Goblin Slayer nawiązuje bardziej do papierowych systemów gier RPG w starym stylu, ale jest to niemal wyłącznie element kosmetyczny, przynajmniej na tym etapie opowieści. Tytuł wspomina co prawda, że główny bohater nie pozwala bogom rzucać kością do gry, by w ten sposób decydowali o jego losie, ale jak dotąd jest to jedynie metafora, mająca na celu podkreślenie sprytu protagonisty i jego braku zainteresowania wyższymi celami pokroju ratowania świata. Założenia uniwersum są nieskomplikowane, ale pozwalają Zabójcy wykazać się nie lada kreatywnością w korzystaniu z dobrodziejstw świata do pozbawiania wrogów życia w sposób, na jaki protagoniści innych tytułów najpewniej by nie wpadli.

Na bohaterów zagłębiających się w jaskinie, ruiny, czy też inne siedliska zła, czekają rozmaite niebezpieczeństwa. Gobliny stosują zasadzki, pułapki i podstępy, ale także magię. W swych szeregach oprócz drobnych, wychudzonych maszkar mają również potężniejszych przedstawicieli gatunku, a poszukiwaczom przygód zdarza się natrafić także na inne, nie zawsze sprzymierzone z goblinami istoty, które wobec przybyszów również nie mają przyjaznych zamiarów. Krew ściele się gęsto, a anime nie patyczkuje się w przedstawianiu scen brutalnych, które wywołały spore poruszenie i stały się tematem kontrowersyjnych wypowiedzi, moim zdaniem zupełnie niepotrzebnie. Gwałty, mordy i tortury są częścią bezwzględnej prawdy o goblinach i ich barbarzyńskich obyczajach, zaś autorzy podchodzą do ich przedstawienia na tyle neutralnie, na ile to możliwe. Nierzadko kamera ukazuje wyłącznie tyle, by resztę dopowiedziała wyobraźnia, w odróżnieniu od wersji komiksowej nawet pomijając najbardziej kontrowersyjne ujęcia. Mając w pamięci Berserka, czy choćby Hellsinga, można by stwierdzić, że jest to tytuł stonowany, budzący kontrowersję chyba bardziej na skutek połączenia treści z projektami postaci przypominającymi szkolny serial obyczajowy, niż ze względu na treści, które miałyby przekraczać dotychczas nienaruszalne granice. Rozlew krwi i seksualne tortury w wykonaniu goblinów są zwyczajnie codziennością, z jaką muszą zmagać się bohaterowie, którzy mimo widzianych okropieństw zachowują zimną krew i wciąż znajdują w sobie dość optymizmu, by myśleć o „prawdziwych” przygodach.

Romantyczne poszukiwania smoczych skarbów, zaginionych cywilizacji i pradawnych artefaktów być może jeszcze się pojawią (niewątpliwie w zielonym sosie), a to za sprawą wesołej kompanii, która na pewnym etapie historii dołącza do Zabójcy i kapłanki. Elfia tropicielka, krasnoludzki mag i jaszczur szaman po jednym ze wspólnie wykonanych zadań zżywają się ze swym nietypowym towarzyszem, a długoucha wręcz za punkt honoru stawia sobie zabranie go w świat i pokazanie, jak fascynującym, poszerzającym horyzonty zajęciem może być wspólna wędrówka. Jak dotąd to wyłącznie marzenia, ale nie wątpię, iż autor w późniejszej części opowieści rozwinie tematykę i zabawi się klasycznymi pomysłami rodem z sesji gier fabularnych i klasyków fantasy. Tych ostatnich już nie brakuje, czy to w postaci jakby żywcem wyjętej z kinowej eskapady po kopalniach Morii sceny z trollem we Władcy Pierścieni, po wielkie lewitujące oko obdarzone potężną mocą i prawami autorskimi tak restrykcyjnymi, że nawet karciana gra Magic the Gathering tej samej firmy nie może oficjalnie używać jego nazwy. Te i inne smaczki dla obeznanych w temacie odbiorców będą przyjemnym dodatkiem, urozmaicającym i tak ciekawą akcję.

Wydawać by się mogło, że moje dotychczasowe spojrzenie na serię jest wybitnie, może wręcz przesadnie pozytywne. Mimo to odnajduję w Goblin Slayerze wiele elementów, które można było zrobić zdecydowanie lepiej, a twórcy, czy to z braku funduszy, odwagi, czy też czasu, tak nie uczynili. Przede wszystkim, choć to kwestia preferencyjna jak żadna inna, nie uważam, aby bardzo młodzieżowy, lekki styl rysunku postaci pomagał zarówno serialowi, jak i wersji mangowej w oddaniu klimatu serii. Pomijam kwestię tego, że anime mogłoby skorzystać na większym budżecie pozwalającym dopracować animację nie tylko w kilku kluczowych scenach walk. Scenariusz aż prosił się o projekty bardziej poważne, czy nawet toporne, jak w pierwszym Berserku, ale charakterystyczne, wyróżniające się w jakikolwiek sposób z tłumu. Paradoksalnie najbardziej rozpoznawalny okazuje się sam Zabójca, który nie rozstaje się ze swoim hełmem o wyłamanych rogach (brawa za logikę postępowania i realizm przy korzystaniu z równie paradnego elementu zbroi!), ale którego stale zakryta facjata jest nie do pomylenia z żadnym innym zakutym w stal śmiałkiem. Reszta jest do bólu sztampowa. Elfka wygląda jak typowa elfka z anime, krasnolud niczym stary mistrz ninja na emeryturze, a bohaterowie drugoplanowi co do jednego przywodzą na myśl chodzące reklamy klas postaci z podręcznika gry fabularnej. W pewnym stopniu jest to celowy zabieg. Wystarczy wspomnieć, że przez całe anime nie poznajemy niczyjego imienia, a postacie nawet w rozmowach między sobą posługują się nazwami profesji, co nadaje narracji charakteru i pomaga podkreślić zabawę stereotypami. Niestety, ich kostiumy momentami wręcz śmieszą, a przy tym nie porażają ilością detali. Szkoda, gdyż w oparciu o te same motywy można było stworzyć o wiele bogatszą wizję świata, a tak oprócz Zabójcy, najlepiej wyglądają same gobliny.

Irytowała mnie również niekonsekwencja reżyserii i nierówny poziom poszczególnych odcinków. Część z nich wynikała najwidoczniej z niezrozumienia źródłowego materiału, stylistyki gatunku, albo zwyczajnego niedbalstwa, bo o ile chociażby Yuuichirou Umehara w roli Zabójcy wypada perfekcyjnie, do tego stopnia, że nie jestem sobie w stanie wyobrazić nikogo innego na jego miejscu, tak już Yoko Hikasa jako czarodziejka zaprezentowała chyba jeden z najgorszych przykładów aktorstwa głosowego, jaki miałem okazję usłyszeć. Coś, co miało być seksowne, brzmi tak niewiarygodnie irytująco, że aż uszy krwawią, a jej postać, mimo że poboczna, odciska swe piętno na anime. Nie chce mi się wierzyć, że tak doświadczona osoba nie mogła się zaprezentować lepiej, więc albo zupełnie nie zrozumiała roli i nikt w ekipie nie interweniował, albo też kazano jej tak grać. Obie ewentualności o twórcach dobrze nie świadczą. Innym przykładem, choć niebędącym już żadną miarą błędem, a jedynie przejawem zmarnowanego potencjału, jest ending. Ścieżka dźwiękowa serialu, łącząca klasyczne motywy fantasy z cięższymi brzmieniami wypada może nieco banalnie, ale z pewnością pasuje. Na wyróżnienie zasługuje kończący pierwszy odcinek motyw, który momentalnie skojarzył mi się ze stylistyką Conana Barbarzyńcy i który towarzyszy prostym białym napisom na czarnym tle, bez dodatków wizualnych. Owo idealne połączenie ginie później na rzecz niezłej, ale niczym niewyróżniającej się piosenki, jakich co roku powstaje na kopy. Podobnie ma się rzecz z wieloma innymi elementami. Po pierwszym odcinku jedynie siódmy prezentuje równie dobrze rozplanowaną choreografię i dynamikę walki, pozostałe są pod tym względem dość statyczne, w sporym stopniu marnując drzemiący w nich potencjał. Podobnych drobiazgów jest cała masa i gdyby wymieniać je w punktach, mógłbym zebrać listę na kilka stron.

Goblin Slayer to godny odnotowania tytuł, który wnosi powiew świeżości do gatunku wciąż szukającego sposobu na urozmaicenie standardowego motywu, czy to poprzez ukazywanie akcji w krzywym zwierciadle i naśmiewaniu się ze schematów, z perspektywy czarnych charakterów, czy też stawiającego bohaterów w obliczu większej ilości porażek, niż sukcesów. Tym razem siła polega na prostocie założeń, mniejszej skali, i protagoniście, który choć utalentowany i zdolny do wielkich czynów, koncentruje się na wykonywaniu niepopularnej, ale potrzebnej pracy. Nie oczekuje pochwały, nie przywiązuje wagi do konwenansów i zdecydowanie nie jest do końca normalny, ale dla tych, których uratował, jest herosem większym niż pogromcy króla demonów. Być może któregoś dnia, gdy wyszkoli godnych siebie następców, będzie mógł powiesić miecz nad kominkiem i spokojnie odpocząć. Wszak mimo niebezpiecznego fachu nie pozwoli, by los decydował za niego.

Tassadar, 10 stycznia 2019

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: White Fox
Autor: Kumo Kagyuu
Projekt: Noboru Kannatsuki, Takashi Nagayoshi
Reżyser: Takaharu Ozaki
Scenariusz: Hideyuki Kurata
Muzyka: Ken'ichirou Suehiro