Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Dango

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

5/10
postaci: 7/10 grafika: 6/10
fabuła: 4/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

4/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 3,50

Ocena czytelników

5/10
Głosów: 9
Średnia: 5,44
σ=1,57

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Avellana)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Grimms Notes: The Animation

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2019
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • グリムノーツ The Animation
Pierwowzór: Gra (RPG); Miejsce: Świat alternatywny; Inne: Magia
zrzutka

Podróż w celu ratowania baśniowych światów. Pomysł nie taki ostatni, wykonanie spartolone kompletnie.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Świat baśni to rozległe uniwersum podzielone na strefy – w każdej z nich określona opowieść powtarza się ad infinitum, z coraz to nowymi aktorami. Życiem mieszkańców kierują magiczne księgi, zawierające spisane od początku do końca losy swojego właściciela. Jednakże od czasu do czasu rodzą się ludzie, których księgi są puste. Nie mają oni swojego miejsca w uporządkowanej rzeczywistości i egzystują gdzieś na jej marginesie, jako społeczne wyrzutki. Taki los spotkał Exa, chłopca ze strefy baśni o Kopciuszku, przeświadczonego, że nie jest nikomu potrzebny i po kres swoich dni będzie prowadzić jałową i bezcelową egzystencję. To się jednak zmienia, gdy do jego strefy przybywa trójka wędrowców. Reina, Tao i Shane podróżują od strefy do strefy, by ratować je przed zagrożeniem ze strony „narratora chaosu”, czyli istoty, która – zazwyczaj dla własnej korzyści – chce zmienić utarty bieg danej baśni. Jeśli jej się to powiedzie, cała strefa może zostać zniszczona. Za pojawianie się takich istot odpowiada oczywiście tajemnicza organizacja z równie tajemniczymi celami (które po części poznamy w miarę rozwoju fabuły). Ex dzięki temu spotkaniu odnajduje cel w życiu – dołącza do nowo poznanej trójki i wraz z nimi wyrusza w podróż po strefach. Przy okazji dowiaduje się też, że posiadacze pustych ksiąg mają szczególną zdolność, pozwalającą im przywoływać „dusze” czy może esencję bohaterów baśni, by czasowo przejmować ich moce i wygląd, a dzięki temu skutecznie walczyć z wrogiem. Brzmi to wszystko jak pomysł na barwną serię przygodową…

…Okazuje się zaś dziurawym i niedopracowanym zlepkiem pomysłów, który – może, od biedy – ma szansę obronić się w grze, jako uzasadnienie fabularne wyzwań i przeciwników stawianych przed bohaterem. Seria obnaża wszystkie wady i usterki założeń świata, ale obawiam się, że problem tkwi w materiale oryginalnym. To nie jest kwestia, że dałoby się to zrobić lepiej, tylko że albo należało w ogóle napisać świat od nowa (tylko czy to ma sens w przypadku reklamy gry?), albo wybrać do ekranizacji inny tytuł.

Jeśli spojrzymy na samą konstrukcję fabuły, możemy stwierdzić, że mamy do czynienia z bardzo przeciętną przygodówką. Historia w naturalny sposób ma charakter epizodyczny: bohaterowie przybywają do nowej strefy, gdzie muszą zlokalizować zagrożenie, a następnie je zlikwidować. Niby starano się o wprowadzenie pewnej różnorodności w poszczególnych wyzwaniach, ale ogólny schemat powtarza się bardzo wyraźnie. Co więcej, taka budowa sprawia, że nie ma tu postaci drugoplanowych, tylko epizodyczne, przypisane do poszczególnych stref. Niby spajającym wszystko wątkiem jest walka z mroczną organizacją i odkrywanie jej celów, ale ponieważ bohaterowie działają wyłącznie reaktywnie, cały ten wątek polega na tym, że od czasu do czasu ktoś ze złych (najczęściej szefowa tejże organizacji, Curly) traci cierpliwość i wyjaśnia dobrym, co i dlaczego robi. Oczywiście o jakimkolwiek zamknięciu fabuły nie ma co marzyć, a na większość pytań nie doczekamy się odpowiedzi, acz z drugiej strony seria jest na tyle mało wciągająca, że to akurat nie powinno stanowić poważniejszego problemu.

Można by tu oczywiście wyciągać mniejsze i większe nielogiczności związane z konstrukcją stref, ich działaniem, księgami i tak dalej, ale zdecydowanie nie to najbardziej przeszkadzało mi podczas seansu. Do serii przyciągnęły mnie dwie rzeczy – obietnica świata wzorowanego na baśniach braci Grimm oraz pożyczania wyglądu i zdolności bohaterów tychże baśni. To brzmiało zachęcająco, ale w rzeczywistości… W rzeczywistości seria, która ma Grimmów w tytule, nie zawraca sobie głowy czerpaniem z przebogatej skarbnicy zgromadzonych przez nich opowieści. Po co, skoro można wykorzystać folklor japoński (baśń o Momotarou), baśnie z tysiąca i jednej nocy (Aladyn), autorskie baśnie literackie (Królowa Śniegu), powieści (Don Kichote z La Manchy i Wyspa skarbów) oraz wydarzenia historyczne (epizod z udziałem Joanny D’Arc). O Alicji w Krainie Czarów nawet nie wspominając, bo Japończycy są w stanie wcisnąć ją do wszystkiego. Mieszanka dla widza zachodniego, szczególnie zainteresowanego tematem, jest mocno niestrawna, tym bardziej że większość tych historii została oczywiście spłycona, skrócona i wykastrowana z tego, co decydowało o wielkości oryginału.

Z taką samą dezynwolturą… Nie, to nie zasługuje na tak eleganckie słowo. Z takim samym olewactwem potraktowano kwestię zapożyczania mocy od bohaterów tych „baśni”. Tu akurat część winy może leżeć po stronie adaptacji, ponieważ w serii brakuje podstawowych wyjaśnień dotyczących chociażby pozyskiwania tych mocy. Ex uchodzi za niezwykłego – początkowo myślałam, że jako jedyny może przybierać różne postacie, ale jego towarzysze też mają spory repertuar, na czym więc polega ta niezwykłość? (Mam podejrzenia, że chodzi o zgodność klasy postaci w grze, co nie ma jasnego przełożenia na animację…). Co decyduje o tym, że ktoś może używać mocy danego bohatera? Nie spotkanie z rzeczoną osobą, to pewne… Ale adaptacja nie odpowiada za kompletne spapranie tychże mocy, przypisywanych bez żadnego ładu, składu i porządku. Dlaczego Kopciuszek sieje zaklęciami uzdrawiającymi, Alicja biega z wielkim mieczem, zła macocha Królewny Śnieżki strzela z łuku, zaś Czerwony Kapturek taszczy miotacz płomieni? Niech będzie; uzbrajamy bohaterów w łuk, miecz i miotacz płomieni. Tylko po co w ogóle mieszać do tego jakieś „baśnie”? Przyznam, że liczyłam albo na wykorzystanie faktycznych umiejętności danej postaci, albo – co też by miało sens – na twórcze nawiązanie do nich, w stylu znanym z Bungou Stray Dogs.

Przyznam jednak, że było coś, czym ta seria, słabiutko bo słabiutko, ale jednak się broniła – przynajmniej w moich oczach. Cały czas odnosiłam wrażenie, że bohaterowie mają sporo zalet i gdyby tylko umieścić ich w ciekawszym scenariuszu, mogliby pokazać, na co ich stać. Nie znaczy to, że są nadzwyczajnie oryginalni. Ex jest typowym protagonistą, naiwnym i o złotym sercu, zaś Reina to typ grzecznej panny z dobrego domu, czasem trochę zbyt wyniosłej, ale ze skłonnością do komicznych wpadek i gubienia się na prostej drodze. Tao reprezentuje gatunek towarzyskiego luzaka, zaś Shane to poważna nad wiek małolata, żywiąca gorące uczucia do wszystkiego, co może strzelać albo wybuchać. Chwali się jednak kilka rzeczy. Seria nieśmiało zapowiada jakieś potencjalne wątki romantyczne pomiędzy Exem a Reiną, ale nie tworzy się tu żaden trójkąt. Tao nie tylko jest dodatkowym facetem w drużynie (za dużo haremów oglądam, że samo to jest zaletą…), ale także jej naturalnym spoiwem, do czego kwalifikuje się lepiej niż nominalna przywódczyni, czyli Reina. On i Shane mimo braku pokrewieństwa uważają się za rodzeństwo – i to także wypada bezpretensjonalnie, a przy tym sprawia, że postacie nie „orbitują” tylko wokół głównego bohatera, ale mają jakieś własne powiązania i relacje. Nikt tu nie służy wyłącznie za element komediowy czy fanserwiśny. Ten zestaw zdecydowanie mógłby się sprawdzić, gdyby tylko dostał jakąkolwiek szansę.

Oprawa audiowizualna jest kolorowa, a przy tym mocno sztampowa. Bohaterowie „baśni” są stuprocentowo rozpoznawalni i wyposażeni w swoje najbardziej charakterystyczne atrybuty, podczas gdy wszelkie inne postaci zlewają się w nierozpoznawalny tłum. Główna czwórka wygląda nieźle – obie dziewczyny odsłaniają prawie całe nogi, ale poza tym, jak na standardy anime, nie epatują fanserwisem; niewiele też brakuje, żeby stroje panów można było nazwać praktycznymi. Gorzej jest z ruchem – sceny walk nie zachwycają, pokazy magii nie zachwycają, a już szczególnie nie zachwycają pojawiające się tu i ówdzie toporne wstawki komputerowe. Muzyki… szczerze mówiąc, nie zapamiętałam nic szczególnego, poza tym, że była ładna, ale na pewno niezdolna w czymkolwiek pomóc w ogólnej mizerii. Doświadczona skądinąd Reina Ueda (m.in. Shiori w Sakura Quest, An w ReLIFE), grająca swoją imienniczkę, trochę za bardzo piszczała jak na mój gust. Zdecydowanie lepiej radzili sobie Takuya Eguchi (m.in. Hachiman w Oregairu) jako Tao oraz Miyu Kubota (m.in. Medusa w Jashin­‑chan Dropkick) jako Shane. Ryouta Oosaka w roli Exa był taki sam, jak jego bohater – to znaczy nijaki.

Co tu dużo mówić – nie polecam. Jako przygodówka fantasy jest to seria zwyczajnie słaba i w prawie każdym sezonie da się znaleźć przeciętniaki na podobnym poziomie. Jako nawiązanie do baśni braci Grimm to abominacja, która powinna zniknąć z powierzchni Ziemi. Jako reklama gry… Cóż, mnie by tam raczej zniechęciła, ale z powodów opisanych w punkcie poprzednim. Na odtrutkę proponuję sięgnąć po wydaną także w Polsce mangę Kaori Yuki, Rewolucja według Ludwika, żeby się przekonać, co można zrobić z baśniami braci Grimm. Jeśli tylko się chce, a przede wszystkim, jeśli ma się talent.

Avellana, 25 maja 2019

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Brain's Base
Autor: Square Enix
Projekt: Kentarou Matsumoto
Reżyser: Seiki Sugawara
Scenariusz: Hiroshi Yamaguchi
Muzyka: Mirai Kodai Gakudan