Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Zapraszamy na Discord!

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 9/10 grafika: 9/10
fabuła: 8/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

8/10
Głosów: 5 Zobacz jak ocenili
Średnia: 8,20

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 87
Średnia: 8,09
σ=1,09

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Boku no Hero Academia [2019]

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2019
Czas trwania: 25×24 min
Tytuły alternatywne:
  • My Hero Academia [2019]
  • 僕のヒーローアカデミア [2019]
Gatunki: Przygodowe
Widownia: Shounen ; Postaci: Uczniowie/studenci ; Pierwowzór: Manga ; Miejsce: Japonia ; Czas: Współczesność ; Inne: Supermoce
zrzutka

Co tym razem? Staż zawodowy, przygotowania do festiwalu kulturalnego, a w pakiecie: widowiskowe walki i dalszy ciąg analizy (super)bohaterstwa.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Staż, o którym tu mowa, różni się w istotny sposób od praktyk pokazanych w drugiej serii anime. Wtedy uczniowie mieli tylko przez tydzień obserwować pracę agencji superbohaterskich i ewentualnie pomagać na zapleczu. Teraz, jako posiadacze licencji tymczasowych, mogą brać udział w działaniach operacyjnych – co oczywiście nie oznacza, że są z marszu wysyłani do walki z najgroźniejszymi przestępcami, mowa raczej o patrolach porządkowych i wsparciu w czasie misji. Ponieważ Gran Torino zajęty jest innymi sprawami, Izuku za pośrednictwem Miria (czyli starszego kolegi ze szkoły, który pojawił się w końcówce poprzedniej serii) trafia do agencji Sir Night Eye’a, dawnego pomocnika All Mighta. Brzmi to obiecująco, ale nieprzypadkowo do tej pory o tym panu nie słyszeliśmy – kilka lat wcześniej drogi jego i All Mighta rozeszły się z powodów, powiedzmy, światopoglądowych. Co gorsza, jako jeden z nielicznych zna on sekret mocy One For All i poświęcił wiele starań znalezieniu godnego następcy Symbolu Pokoju… Nie jest więc, mówiąc łagodnie, zachwycony podjętą przez All Mighta decyzją, ostatecznie jednak zgadza się przyjąć Deku do swojej agencji.

Obecnie prowadzone śledztwo związane z rozpracowywaniem niewielkiej grupy jakuzy, której działania zaczęły ostatnio budzić większy niż zwykle niepokój sił porządkowych, przybiera nagle nieoczekiwany obrót. Przypadkowe spotkanie Miria i Izuku z Erin, małą dziewczynką znajdującą się pod opieką przywódcy rzeczonej grupy, Overhaula sprawia, że w grę wchodzi już nie tylko zablokowanie dystrybucji niebezpiecznego „dopalacza”, ale także uratowanie maltretowanego dziecka. Mówiąc cynicznie, nie idzie tu zresztą tylko o dobro Erin – od początku wydaje się jasne, że jest ona Overhaulowi do czegoś potrzebna, acz pełna skala jego planu i podjętych działań wychodzi na jaw dopiero z czasem. Szturm na kwaterę jakuzy wydaje się dobrze zaplanowany, biorąc pod uwagę znane informacje o wielkości i znaczeniu tej grupy; błyskawicznie jednak się okazuje, że zadanie jest o wiele trudniejsze, niż przewidywano, a zastosowane środki i siły ludzkie mogą okazać się ledwie wystarczające.

Pod względem konstrukcji ta część jest bardzo standardowa, ponieważ wykorzystuje schemat obecny w shounenach od niezliczonych lat: bohaterowie, by ocalić niewinną osobę, muszą pokonać określoną liczbę przeciwników, a na końcu zmierzyć się z „bossem”, którym w tym przypadku jest oczywiście sam Overhaul. Pozwala on na stosowne stopniowanie napięcia, ale rozwija się w zasadzie zgodnie z dającym się przewidzieć scenariuszem, chociaż pewien chaos wprowadza obecność przedstawicieli Ligi Złoczyńców, z którą Overhaul zawarł coś w rodzaju sojuszu. Fanom shounenów, którym nie przeszkadza znany motyw, o ile tylko jest dobrze wykorzystany, ta część powinna się podobać, szczególnie że najlepsze walki zapierają dech w piersiach dynamiką i doskonałą animacją, a do tego zawierają odpowiedni ładunek emocjonalny.

Mieszane uczucia mogą wzbudzić tylko przerywające część walk retrospekcje – również standard gatunku, ale przez wielu uznawany za zło konieczne. Tutaj chciałabym jednak zgłosić votum separatum jako osoba, dla której w shounenie walki są elementem efektownym, ale stosunkowo najmniej interesującym. Retrospekcje są nielubiane, ponieważ często mają postać zwykłego zapychacza – autor chce w ten sposób odsunąć finał wątku (i konieczność wymyślenia następnego) albo zmusić odbiorcę do przejęcia się losem jakiejś postaci drugoplanowej, która dotychczas nikogo nie obchodziła. Tyle tylko, że Horikoshi, jak już wiele razy pokazał, wykorzystuje shounen jako efektowny kostium i nośnik dla snucia rozważań na rozmaite tematy. Jeśli przyjrzeć się retrospekcjom w pierwszej połowie serii, można łatwo zauważyć, że nie są przypadkowe – dokładają kolejne cegiełki do budowanego przez niego obrazu świata i stanowią kolejne fasetki pokazujące różne rozumienie bohaterstwa. Niemniej, tak jak pisałam wyżej, ilość czystej akcji w tym wątku jest na tyle duża, że nawet jeśli dla kogoś retrospekcje nie stanowią dodatkowej wartości, nie powinny też specjalnie przeszkadzać.

Adaptacje mang mają swoje wymogi i ograniczenia, co widać wyraźnie w drugiej połowie. Zazwyczaj konstrukcja serii telewizyjnej opiera się na stopniowaniu napięcia – przechodzimy od mniej istotnych zmagań czy wyzwań do większej skali zagrożenia. Pod tym względem ta odsłona Boku no Hero Academia może rozczarowywać, ponieważ po pełnym akcji i adrenaliny początku, zwieńczonym świetnym, przejmującym finałem… Wracamy do szkoły i przygotowań do szkolnego festiwalu kulturalnego, który – w odróżnieniu od dnia sportu – nie ma służyć superbohaterom do popisywania się sprawnością i jest świętem przede wszystkim klas z kursów pomocniczych. Zagrożenie, które się tutaj pojawia, ma skalę nieporównywalnie mniejszą niż wcześniejsze; podobnie mało znaczące są konsekwencje ewentualnego niepowodzenia. Piszę o tym, ponieważ jestem świadoma, że taka konstrukcja serii może sprawić, iż wielu widzów znacznie obniży jej ocenę. Nie zmienia to faktu, że dla mnie ten wątek był może mniej emocjonujący, ale za to bardziej interesujący od poprzedniego.

Oczywiście sama okazja do poobserwowania szkolnych kolegów Izuku (oraz jego samego) w bardziej cywilnych (i cywilizowanych) okolicznościach jest przyjemną odmianą, tym bardziej że także i tutaj znajdzie się sporo drobiazgów rozbudowujących poszczególne postaci. Jednakże konfliktem w przypadku tego wątku jest próba powstrzymania przez Izuku złoczyńcy, który pragnie wtargnąć na teren szkoły w dniu festiwalu. Na pierwszy rzut oka stawka jest żałośnie niska, ale należy pamiętać, że świat Boku no Hero Academia nie składa się tylko z przestępców kalibru Shigarakiego i Overhaula. Występujący w roli antagonisty Gentle Criminal to raczej aspirujący streamer, uwieczniający z pomocą swojej towarzyszki „skoki” mające charakter w najlepszym razie drobnego wandalizmu. Do U.A. też pragnie się wedrzeć nie po to, by zrobić coś złego, ale by udowodnić, że umie się przedostać przez (wzmożoną) ochronę, no i zarobić odpowiednio dużo klików, by zyskać wieczną (a przynajmniej piętnastominutową) sławę w internecie.

Interesujące pytanie, które stawia Horikoshi, brzmi: dlaczego Gentle Criminal musi zostać aresztowany? W większości mang shounen tego rodzaju starcie z takim przeciwnikiem zakończyłoby się uznaniem przez niego racji bohatera i pokojowym rozstaniem. Czy stałoby się coś złego, gdyby na to pozwolić? Jeśli go porównać ze Steinem czy wspomnianymi wyżej przywódcami grup przestępczych (o All For One nawet nie wspominając), Gentle Criminal sprawia wrażenie nieszkodliwego oryginała. Stanowi jednak ilustrację tłumaczącą, do czego jeszcze – poza powstrzymywaniem najgroźniejszych złoczyńców – potrzebni są bohaterowie. Uosabia chaos, który kryje się tuż pod powierzchnią społeczeństwa i (co pośrednio da się zauważyć w wielu momentach) buzuje coraz bardziej. W świecie, w którym prawie każdy ma supermoce, dowolny frustrat czy żądny sławy megaloman jest zdolny, celowo lub przypadkiem, dokonać nieodwracalnych zniszczeń na skalę nieosiągalną na szczęście dla ludzi bez zdolności nadnaturalnych. System superbohaterów stanowi coś w rodzaju szkieletu społeczeństwa, pozwalając z jednej strony skanalizować najsilniejsze moce, a z drugiej – trzymać pod kontrolą całą ich resztę.

Między innymi dlatego superbohaterowie pełnią także funkcje lokalnych i narodowych celebrytów. W tę rolę doskonale wpisywał się All Might, urodzony showman, tyle że teraz musi go w tym zastąpić Endeavor. On zaś, co z pewnością wszyscy zauważyli, tak naprawdę nie wspiął się na sam szczyt – to szczyt osunął się do jego poziomu wraz z wymuszonym przejściem na zawodową emeryturę All Mighta. Ostatni, najkrótszy epizod poświęcony jest właśnie jemu, chociaż, jak wiedzą czytelnicy mangi, zekranizowano na razie dopiero część tego wątku, zapewne po to, by nie kończyć serii bardziej minorową nutą. Trudno zgadnąć, czemu zdecydowano się na takie podejście, acz przypuszczam, że chodziło o zaprezentowanie na finał jeszcze jednej naprawdę efektownej walki.

Zdecydowanie podziwiam Horikoshiego za to, że potrafi tworzyć bohaterów, którzy budzą żywą sympatię (lub równie żywą niechęć), są wielowymiarowi, a jednocześnie stanowią fascynujące portrety w galerii różnych typów bohaterstwa. Izuku ma tutaj swoje sceny, ale w gruncie rzeczy schodzi trochę na drugi plan – a przynajmniej takie można odnieść wrażenie. Nie jest ono do końca prawdziwe. Deku to nie klasyczny typ bohatera starych shounenów – „słońca”, wokół którego gromadzą się inni; osobnika obdarzonego zauważalną od pierwszej chwili charyzmą. Widać to szczególnie w kontraście z Miriem, który zapewne za parę lat miałby szansę stać się kopią All Mighta (pytanie do przemyślenia: czy światu rzeczywiście potrzebna jest kopia All Mighta, czy też skuteczny model superbohaterstwa trochę się zmienił?), jednakże Izuku potrafi wywierać na otoczenie równie silny, chociaż mniej oczywisty wpływ. Celowo nie chcę rozpisywać się o tym, kto z młodych bohaterów i w jakich okolicznościach ma się okazję zaprezentować – chociaż za każdym razem dawałoby to podstawy do interesującej analizy charakteru, popsułoby też mocno seans. Wspomnę więc tylko o tym, że autor jak zawsze ma talent do pokazywania antagonistów w taki sposób, że możemy zrozumieć ich działania i motywację, ale jednocześnie nie zaczynamy ich usprawiedliwiać. Podobnie nie da się usprawiedliwiać wcześniejszych działań Endeavora, chociaż jego wady pozostają boleśnie realistyczne w swoim zakresie i rodzaju.

Boku no Hero Academia od samego początku wyróżnia się oprawą graficzną, doskonale przenoszącą na język animacji stworzone przez Horikoshiego projekty postaci, których gruby, nierówny kontur nieprzypadkowo może się kojarzyć z amerykańskimi komiksami. Także i tutaj możemy podziwiać staranne, przemyślane kadrowanie, skupiające uwagę widza na odpowiednich elementach, a także dobór kolorystyki i oświetlenia podkreślający charakter sceny. Przede wszystkim jednak znajdziemy tu prawdziwy popis możliwości animacji. Walki są świetnie zmontowane i mają doskonałą choreografię, dzięki czemu – zwłaszcza te kulminacyjne – stanowią wspaniałe widowisko. Jednocześnie, chociaż to się może wydać paradoksalne, Horikoshi wyraźnie nie gloryfikuje przemocy, uważając ją najwyżej za konieczny środek do osiągnięcia celu. Pod względem etyki i moralności wyznacza jasną granicę pomiędzy przestępcami a tymi, którzy stoją po stronie prawa, ale opiera się pokusie podkreślenia tej różnicy w projektach postaci (pomijając to, co jest oczywistą autokreacją danej osoby). W wielu znanych mi shounenach w momencie ostatecznego ataku na twarzy bohatera maluje się jeśli nie triumf, to szlachetna determinacja (o ile w ogóle nie jest to radość z „pięknej walki”). Tutaj bohater – nawet taki jak Deku – wygląda przerażająco i to nie w dobrym tego słowa znaczeniu. Nie wydaje się to przypadkiem i zasługuje na mój najwyższy szacunek. Przechodząc do spraw znacznie lżejszych, warto też pochwalić animacje i obrazy towarzyszące czołówkom, jak zwykle zgrabnie uzupełniające i dopowiadające niektóre rzeczy. Zdecydowanie warto przynajmniej raz uważnie je obejrzeć i przeanalizować poszczególne kadry i ujęcia.

Seria nie obniża lotów i to znajduje odzwierciedlenie w mojej ocenie. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że dla wielu widzów problemem może być konstrukcja, z mocniejszą pierwszą i bardziej zrelaksowaną drugą połową. Wszystko zależy od tego, do jakiego stopnia dali się wciągnąć w świat Boku no Hero Academia – jeśli są zainteresowani kolejnym shounenem dostarczającym regularnych porcji walk i adrenaliny, mogą nie czuć się usatysfakcjonowani. Ja cierpliwie i z satysfakcją czekam na kolejną serię; bardziej niecierpliwi mogą w międzyczasie sięgnąć po mangę.

Avellana, 26 kwietnia 2020

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: BONES
Autor: Kouhei Horikoshi
Projekt: Yoshihiko Umakoshi
Reżyser: Kenji Nagasaki, Masahiro Mukai
Scenariusz: Yousuke Kuroda
Muzyka: Yuuki Hayashi