Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Forum Kotatsu

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

3/10
postaci: 3/10 grafika: 6/10
fabuła: 2/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 32
Średnia: 5,78
σ=1,82

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Choujin Koukousei-tachi wa Isekai demo Yoyuu de Ikinuku you desu!

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2019
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • High School Prodigies Have It Easy Even In Another World
  • 超人高校生たちは異世界でも余裕で生き抜くようです!
Gatunki: Przygodowe
Postaci: Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Powieść/opowiadanie; Miejsce: Świat alternatywny; Inne: Magia
zrzutka

Wszyscy mają za łatwo: tytułowi geniusze, scenarzyści, a nawet animatorzy. Tylko widz się męczy…

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Sprawdzonym od lat (żeby nie powiedzieć: zajeżdżonym na śmierć) schematem isekajów jest to, że przedstawiciel narodu japońskiego płci męskiej (bardzo rzadko żeńskiej) przenosi się do innego świata, gdzie zazwyczaj dokonuje mniej lub bardziej przypadkiem czynów bohaterskich i zostaje otoczony wianuszkiem osób płci przeciwnej. Dlatego z pewnym zainteresowaniem przyjęłam wiadomość, że w omawianej tu produkcji przeniesienie następuje niemalże w hurcie. Eksportowanych do nowego świata (via katastrofa lotnicza) bohaterów jest aż siódemka, w dodatku płci obojga – trzech chłopaków i cztery dziewczyny. Tak się przypadkiem składa, że każde z nich jest geniuszem w innej dziedzinie, a że w dodatku znają się i nie mają nic przeciwko zgodnej współpracy, wydaje się, że ich droga we Freyjagardzie, bo tak się świat nazywa, będzie usłana różami. Jednakże kontynent, na którym się znaleźli, jest rządzony żelazną ręką przez potężnego imperatora, zaś szlachta na każdym szczeblu wyzyskuje i uciska ile wlezie prosty lud. Jako że bohaterowie są czuli na krzywdę społeczną, już niebawem splot wydarzeń stawia ich na czele powstania mającego na celu wydzielenie wolnego i demokratycznego państwa – z czasem zaś nawrócenie na ideały równości, wolności i braterstwa całego kontynentu. Ostatecznie mamy do czynienia z geniuszami, więc rewolucja jest tuż za rogiem!

Nie liczyłam na produkcję odkrywczą czy pasjonującą, ale miałam nadzieję na niezłą rozrywkę, najlepiej w stylu przypominającym nieodżałowane Mondaiji­‑tachi ga Isekai kara Kurusou Desu yo?. Dostałam natomiast rzecz, którą owszem, obejrzałam do końca, kierowana jednak niezdrową fascynacją, jakie jeszcze idiotyzmy i ułatwienia da się wcisnąć do scenariusza. Na początku należy bowiem uprzedzić potencjalnego widza, że fabuła – jak na warunki isekaja – jest stuprocentowo poważna (acz niepozbawiona tu i ówdzie wstawek komediowych). To, co sprawdziłoby się jako zwariowana komedia z dystansem do siebie, rozkłada się na płasko, kiedy stara się przekonać odbiorcę, że powinien się przejmować. Dostajemy bowiem skrajnie schematyczny świat, gdzie pośród prostych i szlachetnych wieśniaków rozmieszczono groteskowe czarne charaktery, które grabią, palą, gwałcą, mordują, dręczą oraz wykorzystują finansowo maluczkich z zapałem nakręcanych marionetek w szopce. Po drugiej stronie ustawiono natomiast japońską młodzież, której specjalizacje przedstawiają się następująco: biznesmen, lekarka, wojowniczka, iluzjonista, wynalazczyni, dziennikarka (w rzeczywistości ninja) oraz polityk. Przy czym, jeśli polityk – to nastoletni premier Japonii; jeśli lekarka – to zdolna wskrzeszać zmarłych i przeprogramowywać ludziom mózgi; jeśli wojowniczka – to pokonująca jednym ciosem niezniszczalne potwory i tnąca pociski w locie… Choć gdybym miała wskazać najbardziej przegiętą pod względem możliwości postać, byłaby to wynalazczyni, która w prymitywnym świecie jest w stanie wyciągnąć (chyba z obszernej tylnej części ciała) absolutnie dowolne wynalazki, łącznie z działającym reaktorem atomowym.

Można powiedzieć, że w sumie mało która seria tego typu jest realistyczna, co więc szkodzi, że tym razem umiejętności bohaterów podkręcono ciut bardziej niż zwykle? Przekłada się to jednak bezpośrednio na zaangażowanie widza w pokazywane wydarzenia. Kiedy pojawia się nowy problem lub zagrożenie, najpierw obowiązkowo słyszymy ochy i achy miejscowych, jak bardzo niemożliwe jest poradzenie sobie z czymś takim. Potem następuje losowo jedna z dwóch rzeczy: bohaterowie rozwiązują sprawę pstryknięciem palców lub też okazuje się, że nie mają żadnego rozwiązania i to zagrożenie jest naprawdę groźne. Problem polega na tym, że wybór między tymi opcjami przypomina rzucanie monetą – nie daje się przewidzieć i nie wynika w żaden sposób z wcześniejszych decyzji lub pokazanych przygotowań. Nie pomaga także i to, że autor bardzo wyraźnie nie miał zamiaru gromadzić wiedzy potrzebnej do przekonującego zaprezentowania umiejętności bohaterów. Wynalazczyni gromadzi materiały i konstruuje machiny poza kadrem, żeby nie trzeba było się zastanawiać, jak udało jej się zrobić je od podstaw. Biznesmen zdobywa szturmem nowe rynki w sposób, przy którym Maoyuu Maou Yuusha wydaje się dopracowanym traktatem ekonomicznym (z dwojga złego prędzej uwierzę w ziemniaki niż w majonez!). Iluzjonista posługuje się czymś nieodróżnialnym od magii, bez zawracania sobie głowy jakimiś tam przygotowaniami. Właściwie o fabule można powiedzieć jedną dobrą rzecz: nie jest nudna. Jest idiotyczna, niekonsekwentna, pełna dziur i urywa się w nieodpowiednim momencie, ale przyznaję, nudzić się nie ma czasu.

Pomiędzy wydarzenia związane z postępującą rewolucją społeczno­‑przemysłowo­‑militarną wpleciono oczywiście obszerne retrospekcje przybliżające trudne życie małoletnich geniuszy. Tu dochodzimy do kolejnej bolączki serii: nie napiszę, że postacie są płaskie, bo to by zakładało jakąś spójność ich charakterów. Tymczasem co do sztuki bohaterowie zostali skonstruowani z potrzebnych autorowi cech charakteru, bez żadnej dbałości o to, by stworzyć coś, co ma chociaż pozory życia. W efekcie wydają się nie tyle schematyczni, co nieludzko wręcz sztuczni. Widać to na przykładzie absolutnie każdej postaci, ale szczególną uwagę zwraca w przypadku Genialnego Polityka, Tsukasy, kreowanego na coś w rodzaju głównego bohatera. Właściwie powinnam chyba policzyć jako plus niezamierzone walory komediowe związanych z nim wątków – zwłaszcza dramatycznej retrospekcji, prezentującej go jako japońskiego Pawlika Morozowa, chociaż niewiele ustępuje im scena, w której wszyscy wychwalają go za użycie broni masowej zagłady i podkreślają, jak szlachetne i humanitarne jest to rozwiązanie. Niestety, pod tym względem pozostali nie dorastają mu do pięt, choć być może po prostu najbardziej soczyste kawałki z ich udziałem nie załapały się do adaptacji.

Nie będę nieuczciwa i przyznam, że seria ma niebrzydkie projekty postaci – charakterystyczne i dość zróżnicowane nawet w przypadku ważniejszych statystów. Przyłożono się także do tła, szczególnie wnętrz i detali w rodzaju mebli czy tkanin na ścianach. Tyle tylko, że zabrakło spójności – postaci wyraźnie odcinają się od tła stylem i wyglądają jak nałożone na dekoracje do innego tytułu. Oczywiście starano się także oszczędzać nakłady pracy na scenach zbiorowych (wiwat ujęcia nieruchomego tłumu) i kiedy się da, pokazywać puste ulice lub bohaterów z takiej perspektywy, by nie trzeba było prezentować zbyt wiele z ich otoczenia. Śmiechu warte są „sceny walki”, oparte na kiepskich komputerowych efektach w rodzaju zajmujących cały ekran płomieni, a także na starych jak świat sztuczkach w postaci zatrzymanych kadrów i starannego panelowania, czego tylko się da. O ile oszczędności na statystach nie przeszkadzają tak bardzo, o tyle niedbałość tych scen zwraca uwagę, ponieważ potrafią zajmować dłuższe fragmenty odcinków.

Czołówka, Hajimete no Kakumei!, to radosna idolkowa pioseneczka, pasująca do treści serii jak pięść do nosa. Nieco lepiej wypada nastrojowy ending, Dear My Distance, śpiewany przez Akari Kitou, ale też nie jest to utwór wart zapamiętania. Muzyka w odcinkach to dzieło Hiromiego Mizutaniego – byłaby nawet niezła, gdyby nie tragiczna sztampowość jej wykorzystania, z obowiązkowymi rzewnymi fortepianowo­‑skrzypcowymi kawałkami w scenach wzruszających. Z całą pewnością nie zazdrościłabym seiyuu, zmuszonym do odczytywania natchnionych dialogów i monologów tonem pełnym szczerego patosu. Nie jest chyba przypadkiem, że znajdziemy tu niewiele zwracających uwagę nazwisk, i to raczej w pomniejszych rolach drugoplanowych. Główne role grają seiyuu z jakimś tam dorobkiem, ale zwykle niezbyt olśniewającym, i nie są to kreacje, które warto będzie kiedykolwiek przypominać.

Omawiana tu seria znajduje się bardzo blisko kategorii „tak złe, że aż warto obejrzeć”, a może nawet w nią wpada – nie jest to jednak kategoria, którą mogłabym z przekonaniem komukolwiek polecić. Tak jak pisałam wcześniej, nie jest nudna, chociaż w poszczególnych odcinkach zdarzają się niepotrzebne dłużyzny – zawsze jednak „wynagradza” je kolejny zakręt fabularny, który wydawałby się zbyt głupi, żeby ktokolwiek zechciał go użyć. Amatorom szczególnej chały i kiczu (bo są i tacy) proponuję spróbować bez zobowiązań; reszta świata lepiej zrobi, omijając to badziewie szerokim łukiem.

Avellana, 14 marca 2020

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: project No. 9
Autor: Riku Misora
Projekt: Akane Yano, Sacraneko
Reżyser: Shinsuke Yanagi
Scenariusz: Deko Akao
Muzyka: Hiromi Mizutani