Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Komikslandia

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 7/10 grafika: 8/10
fabuła: 7/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 5 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,80

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 71
Średnia: 6,73
σ=1,56

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (fm)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Tales of Phantasia

zrzutka

Tales of Phantasia – przygoda, w której czas i przestrzeń nie stanowią bariery. Udana adaptacja gry znanej z Super Nintendo, PSX i GBA.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

„Zaprawdę, jeśli istnieje zło na tym świecie, to kryje się ono w sercach ludzi”. Te słowa rozpoczynały znaną z Super Nintendo grę Tales of Phantasia, a jednocześnie dobrze oddają to, co muszą na początku czuć bohaterowie anime. Ich wioski zostały obrócone w perzynę, rodziny wymordowane, a wszystko po to, by przebudzić wroga ludzkości – Dhaosa. Jedyną nadzieją na zwycięstwo jest wsparcie magów, którzy niegdyś zdołali odeprzeć jego armię, więc Cless Alvein wraz ze swoją przyjaciółką, Mint Adnade, wyruszają 100 lat w przeszłość.

Spotkałem się z opinią, że bez znajomości gry widz nic nie zrozumie z tej serii. Uważam, że tyle w tym prawdy, co w stwierdzeniu, że przed obejrzeniem Noein należy przestudiować podręcznik mechaniki kwantowej. Dobrze mieć szerszą perspektywę, ale spokojnie można się bez niej obejść. Z początku widz rzeczywiście może czuć się trochę zagubiony, ponieważ twórcy, pomijając wprowadzenie, rzucają nas w wir wydarzeń. W miarę rozwoju fabuły dostajemy jednak wyjaśnienia w postaci umiejętnie dozowanych retrospekcji.

Pod względem fabuły nie ma się czego obawiać. Postacie czerpią swój rodowód z gry, więc mamy dosyć standardową drużynę (wojownik, kapłanka, łucznik itd.) w misji ratowania świata. Tales of Phantasia od konkurencyjnych pozycji odróżnia się wprowadzeniem wątku podróży w czasie i sposobem prowadzenia fabuły. W trakcie seansu miałem wrażenie, że twórcy dają z siebie wszystko, by wykorzystać każdą sekundę. Nie brakuje scen wypełnionych akcją, lecz wiadomo, że nadmiar wrażeń powodowałby przesyt. Tempo potrafi więc zwolnić, a my możemy obserwować rozwój postaci i tworzące się między nimi więzi.

Bohaterowie mają swoje mocniejsze i słabsze strony. Nawet Cless – zdawałoby się, uosobienie takich cech młodego wojownika, jak odwaga i determinacja – potrafi w pewnym momencie zwątpić w sens misji. Arche Klaine (moja ulubiona postać) pomimo tego, że lata na miotle, ma najbardziej przyziemne podejście do życia i odniosłem wrażenie, że bardziej interesuje ją znalezienie nowego chłopaka, niż ratowaniem świata. Poza tym swoim przekomarzaniem się z innymi bohaterami wprowadza trochę humorystycznych elementów, choć przeszłość i na niej odcisnęła swoje piętno. Dhaos, którego wszyscy nazywają Królem Zła, także okazał się niejednoznaczną postacią. Jeśli ktoś spodziewa się demonicznego śmiechu imperatora, który dąży do totalnej destrukcji, będzie zawiedziony. Jego motywy można nawet uznać do pewnego stopnia za szlachetne. Najmniej przypadła mi do gustu Mint. Z zachowania i wyglądu bardzo przypominała Belldandy z Oh! My Goddess (nie powinienem się dziwić, ponieważ za projekty postaci odpowiadał autor tamtej mangi – Kousuke Fujishima), czyli chodzące dobro, słodycz i nijakość.

Do wyglądu bohaterów nie mam zastrzeżeń. Muszę przyznać, że już choćby naukowiec, który ze względu na ubiór, tatuaże i magiczne rytuały sprawia wrażenie szamana, wyjątkowo zapisał się w mojej pamięci. Pomimo w miarę nieskomplikowanych twarzy postacie potrafią wyrazić całą gamę emocji bez uciekania się do takich sztuczek jak łezki czy też deformacje (najbliższy temu byłby okazjonalny wytrzeszcz oczu). Natomiast reszta grafiki to sam miód. Magia wraz z towarzyszącymi efektami świetlnymi w równym stopniu robi wrażenie stosowana do obrony, jak i w roli broni masowego rażenia. Niezależnie od tego, czy bohaterowie znajdowali się w górach, w lesie, na zamku, czy też w podziemiach, nigdy nie czułem, że graficy dysponowali ograniczonym budżetem. Bogactwo szczegółów aż bije po oczach. Być może nie każdemu spodoba się stonowana kolorystyka, jednak dla mnie świetnie pasuje ona do klimatu. W fantasy wyjątkowo nie lubię pstrokacizny i do tej pory ze zgrozą wspominam Nowe przygody Robin Hooda, oglądane swego czasu na Polsacie.

Oprawa muzyczna przypadła mi do gustu. W czołówce i na zakończenie możemy usłyszeć nastrojowe ballady w wykonaniu Masami Suzuki. O ile pierwsza ma bardziej melancholijny charakter, o tyle spokojny ending koi zmysły. Brakuje tutaj monumentalnych symfonicznych kompozycji, jednak uważam, że przyjemnie się słucha zarówno podkładu scen bitewnych, jak i bardziej spokojnych kawałków.

Chętnie bym poprzestał na samych pochwałach, ale czasem czułem, że opowiadana historia rozsadza ramy, w jakich została umieszczona. Można pochwalić ambicję twórców, lecz ze względu na niecałe dwie godziny czasu widzimy trochę cięć i przeskoków akcji. Parę razy o aktualnych wydarzeniach informuje nas narrator, a jednak oglądanie byłoby przyjemniejsze, gdybyśmy te fakty poznawali razem z bohaterami.

Trochę szkoda, że nie ma co liczyć na wydanie specjalne, rozszerzone o dodatkowe sceny w stylu poszczególnych części Władcy Pierścieni. Nie wątpię, że wtedy Tales of Phantasia zostałoby zapamiętane jako jedno z klasycznych dzieł swojego gatunku. Tym niemniej otrzymujemy udane fantasy z bardzo niewielkimi elementami techniki (żadne mechy nie wyskoczą zza krzaka), które z pewnością warto obejrzeć.

fm, 22 marca 2007

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Actas
Autor: Bandai Namco Games
Projekt: Kousuke Fujishima, Tokuyuki Matsutake
Reżyser: Takao Tominaga
Scenariusz: Ryuunosuke Kingetsu
Muzyka: Kimio Nomura