Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Otaku.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 8/10 grafika: 8/10
fabuła: 6/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 4 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,25

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 52
Średnia: 7,56
σ=1,25

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Somali to Mori no Kami-sama

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2020
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Somali and the Forest Spirit
  • ソマリと森の神様
Tytuły powiązane:
Widownia: Seinen ; Pierwowzór: Manga ; Miejsce: Świat alternatywny ; Inne: Magia
zrzutka

Dziecko, przybrany ojciec i podszyta melancholią podróż przez egzotyczny świat.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Nietypowa dwójka – wielowiekowy Golem i mała dziewczynka, Somali, podróżują w poszukiwaniu ludzi; tyle że ludzie są istotami z legend w świecie zamieszkanym przez liczne i zdecydowanie nieludzkie rasy. Golem jest poważny i stoicko spokojny, co nie powinno dziwić, ponieważ jak sam podkreśla, nie potrafi odczuwać emocji. Natomiast Somali jak to dziecko, jest zafascynowana otaczającym ich światem, a w każdym nowym miejscu widzi milion interesujących rzeczy, które często sprawiają, że znika z oczu swojemu opiekunowi. Nie zmienia to faktu, że jest do niego przywiązana jak do prawdziwego ojca, zaś Golem mimo rzeczowej surowości, stara się jak najlepiej dbać o znajdujące się pod jego opieką dziecko. Co się jednak stało, że ten odwieczny strażnik lasu zdecydował się w ogóle interweniować i pomóc dziecku, które pewnego dnia pojawiło się na jego terenie? I dlaczego wyraźnie zależy mu, by jak najszybciej odnaleźć pobratymców Somali i zostawić u nich małą?

Pozornie w wędrówce bohaterów nie widać pośpiechu, jednak prawie na samym początku dowiadujemy się, że istnieje bardzo określony limit czasowy, zaś Golem nie jest tak niezniszczalny, jak się może wydawać. Co więcej, świat skrywa wiele niebezpieczeństw, więc prawie każdy epizod wiąże się z jakimś zagrożeniem. Sprawia to, że opowieść ma dziwny rytm. Podzielona jest na rozgraniczone epizody, ale jednocześnie ma wyraźnie zaznaczony upływ czasu. Spokojny, niemal senny nastrój przerywają nagłe zwroty akcji i kulminacje pełne emocji i grozy. Świat w jednej chwili jest leciutko baśniowy, a w następnej – brutalnie naturalistyczny w pokazywanej przemocy. Seria zdecydowanie wyróżnia się na tle typowej cosezonowej oferty, a taka mieszanka stylów ma swój urok, ale nie jest niestety wolna od wrodzonych wad. Pierwsza z nich polega na tym, że powtarzane bodźce tracą stopniowo swoją siłę oddziaływania. To podobny problem, jaki w moich oczach miała Mahou Tsukai no Yome – kiedy już wiemy, że po nastrojowym początku każdy epizod nieuchronnie skręci w mroczniejsze klimaty i zakończy się dramatycznym finałem, ten kontrast przestaje nas zaskakiwać i robić wrażenie. Zdecydowanie lepiej sprawdzałoby się w wielu przypadkach, gdyby zagrożenie zostawić w domyśle – nie wiem, jak długi ma być oryginał (nie jest zakończony), ale wydaje mi się, że problemy Golema eskalują o wiele za szybko w stosunku do ogólnego klimatu, jaki ta historia stara się utrzymywać. W ten sposób zamiast okruchów życia, pod którymi czai się coś niepokojącego, otrzymujemy regularne walenie widza po głowie dramatem. Są zapewne amatorzy takiego zabiegu, ale ja do nich niestety nie należę.

Świat przedstawiony jest celowo umowny. Ma wywoływać poczucie obcości (co wychodzi mu nieźle), zaś obsadzenie ludzi w roli mitycznej, wytępionej rasy jest ciekawym odwróceniem zwykłej w takich przypadkach konwencji. Jednakże nawet świat umowny powinien być wewnętrznie spójny, choćby i miał się stosować do logiki baśni, a nie rzeczywistości. Tutaj tego niestety brakuje. Ludzie z jednej strony są prezentowani jako rasa wymarła (wytępiona?) przed wiekami, ale z drugiej spotykamy postaci, które miały z nimi do czynienia na tyle niedawno, że trudno jakkolwiek wyjaśnić całkowity brak plotek i informacji. (Dla uzupełnienia obrazu dodajmy, że mamy do czynienia z małymi społecznościami, bez śladów obecności jakiejś większej instytucji państwowej lub religijnej, która mogłaby świadomie wymazywać wiedzę na ten temat). Powiedzmy jednak, że to od biedy da się tłumaczyć wyrywkowym poznawaniem świata wraz z bohaterami – nie mogę całkiem wykluczyć, czy nie jest to celowy zabieg autora, który kilka razy sugeruje, że wersje historii, które dostajemy, są bardzo subiektywne i niewolne od błędów. Nie da się jednak tak samo usprawiedliwiać nielogicznego postępowania bohaterów. Dla przykładu – w pewnym momencie dowiadują się o istnieniu miasta­‑skarbnicy wiedzy, w którego bibliotekach warto poszukać informacji o ludziach. Pomińmy nawet sens sięgania do zapisków historycznych w sytuacji, gdy (co najmniej) niedobitki ludzkości są nadal obecne gdzieś tam w świecie. Po pierwsze, bohaterom udziela tej informacji osoba, która sama podróżuje w poszukiwaniu cennej, a niedostępnej wiedzy, ale najwyraźniej nie widzi powodów, żeby spróbować szczęścia w rzeczonych bibliotekach. Po drugie, bohaterowie po przybyciu na miejsce dowiadują się od słownie jednej (przypadkowo spotkanej) osoby o istnieniu słownie jednej książki na interesujący ich temat, a następnie opuszczają miasto, nie próbując nawet kontynuować poszukiwań. Analizuję ten epizod, bo jak dla mnie ucieleśnia wady i zalety serii. Sama historia jest nastrojowa i prześliczna wizualnie, jej kulminacja potrafi wzruszyć i właściwie dopiero po chwili widz zaczyna sobie uświadamiać, że coś z nią jest nie tak.

Zdecydowanym plusem, przynajmniej z mojego punktu widzenia, jest uczynienie centralną postacią tej opowieści Golema – stoicko spokojnego i nieprzeniknionego, wyraźnie nieludzkiego, ale uczącego się reagowania na ludzkie emocje. Nie jest to bohater, którego ewolucję śledziłoby się w napięciu (acz zachodzą w nim widoczne zmiany), ale przynajmniej odbiega od wyidealizowanych nastolatków, których mam obecnie po dziurki w nosie. Podobało mi się wyczucie w pokazywaniu, że jego oschłość lub surowość nie wynikają ze złej woli, ale z braku empatii połączonego z praktycznym podejściem do życia – a także, że stara się to zmieniać, jeśli widzi, że sprawia przykrość swojej podopiecznej, tak jakby jej dobrostan emocjonalny był dla niego równie istotny, jak dobrostan fizyczny. Somali jest natomiast w wieku, w którym płeć ma znaczenie czysto informacyjne – nie widzimy tutaj przesłodzonej minikobiety, ale po prostu dziecko. Pod wieloma względami jest przekonująca, szczególnie kiedy po raz kolejny nie potrafi skupić na czymś na dłużej uwagi lub zapamiętać poleceń i zakazów „taty” – tak właśnie powinno to wyglądać. Gorzej wypada, gdy autor chce po raz kolejny wzruszyć odbiorcę. Znowu, problemem jest powtarzalność takich scen z jednej strony, a ich wyraźne wyreżyserowanie z drugiej. Trochę przeszkadza także brak odpowiedzi na wiele pytań, jakie się nasuwają, związanych przede wszystkim z wcześniejszymi doświadczeniami i wspomnieniami Somali.

Inni bohaterowie pojawiają się w poszczególnych epizodach i znikają zazwyczaj wraz z ich zakończeniem. Poznajemy ich historie i charaktery w takim zakresie, w jakim jest to konieczne – zazwyczaj dlatego, że stanowią kontrast lub paralelę do losów Somali i Golema. Dlatego tutaj nie będę stawiać żadnych zarzutów – niektóre postaci wydawały mi się trochę niekompletne lub niekonsekwentne, ale spokojnie mogło to wynikać z wyrywkowości ich zaprezentowania i nie stanowiło wady.

Pierwszą rzeczą, jaka rzuca się w oczy w tym anime, są tła. Troszeczkę umowne, wykorzystujące geometryczne, wielokolorowe plamy, doskonale ilustrują obcość świata i oddają jego niezwykłą urodę. Są przy tym zróżnicowane – bohaterowie podróżują, a każda nowa lokalizacja różni się od poprzednich, choć jednocześnie cały świat pozostaje spójny, nie odnosiłam wrażenia, że to oderwane od siebie plansze jak poziomy w grze komputerowej. Dla samego podziwiania tła warto obejrzeć tę serię. Wypada także pochwalić autora za pomysłowość projektów nieludzkich mieszkańców tego świata. Owszem, w tle widzimy zwykle mniej interesującą mieszankę, ale to, co pojawia się na pierwszym planie, zachwyca łączeniem elementów nawiązujących do najróżniejszych zwierząt w nowy, często zaskakujący, ale funkcjonalny sposób. Nawet postaci z grubsza człekokształtne mają jakieś cechy nietypowe, jak choćby niepokojące, nieludzkie oczy. Na tym tle wyróżniają się tylko czarownice – klasyczne atrakcyjne panie w stereotypowych strojach. Nie mam pojęcia, czemu przypisywać ich wygląd, bo przeciętnością i sztampowością wyraźnie odróżnia się od całej reszty.

Do tego rodzaju grafiki pasuje muzyka wykorzystująca klasyczne instrumenty – i taką właśnie tu słyszymy, bardzo zresztą bogatą i udaną. Wyróżnia się przyjemna ballada w czołówce – Arigatou wa Kocchi no Kotoba, śpiewana przez Naotarou Moriyamę, chociaż odnosiłam wrażenie, że z jej linią melodyczną dzieje się w pewnym momencie coś dziwnego. Bardzo klasycznie brzmi natomiast nastrojowe Kokoro Somali przy napisach końcowych, wykonywane przez Inori Minase i kojarzące mi się z jakiegoś powodu z endingami Natsume Yuujinchou. Skoro o tej seiyuu mowa, wciela się ona w Somali i udowadnia (nie po raz pierwszy), że jest wytrawną aktorką – umie oddać dziecinność swojej postaci, nie przesadzając z jej infantylnością i słodyczą. Jako Golem wystąpił Daisuke Ono, którego też wypada pochwalić. Owszem, jego bohater operuje na bardzo zubożonej skali emocji, ale właśnie dlatego potrzeba talentu, żeby nie brzmiał sztucznie i mechanicznie. W pozostałych rolach seria także zgromadziła całą plejadę gwiazd – od Saori Hayami (Uzoi) i Yuukiego Ono (Haitora) po Tatsuhisę Suzukiego (Yabashira), Yuu Kobayashi (Kikila) i Tomokazu Sekiego (Kokilila).

Ta seria miała absolutnie wszystko, czego potrzeba, żeby mnie zachwycić, ale niestety przeszarżowała trochę zarówno z wyciskaniem wzruszenia, jak i nieco zbyt łopatologicznym wykładaniem delikatnych kwestii uprzedzeń i prześladowań. Oglądałam ją z przyjemnością, ale mniejszym zainteresowaniem, niż się początkowo spodziewałam. Co gorsza, jestem pełna obaw co do tego, czy mangowy oryginał nie będzie w dalszej części opowieści raczej potęgował tych problemów, niż od nich odchodził. Mimo wszystko polecam rzucić okiem, jeśli szuka się czegoś nieszablonowego, acz zastrzegam, że nie potrafiłabym tego tytułu jednoznacznie polecać.

Avellana, 7 czerwca 2020

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Satelight
Autor: Yako Gureishi
Projekt: Ikuko Itou, Jou Tanaka, Sachiko Oohashi
Reżyser: Kenji Yasuda
Scenariusz: Mariko Mochizuki
Muzyka: Ryou Yoshimata