Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Dango

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

4/10
postaci: 4/10 grafika: 3/10
fabuła: 3/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

5/10
Głosów: 4 Zobacz jak ocenili
Średnia: 5,25

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 36
Średnia: 6,22
σ=1,62

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Hachi-nan tte, Sore wa Nai deshou!

Rodzaj produkcji: seria TV (Japonia)
Rok wydania: 2020
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • 8th son? Are you kidding me?
  • 八男って, それはないでしょう!
Tytuły powiązane:
Widownia: Shounen; Postaci: Magowie/czarownice; Pierwowzór: Powieść/opowiadanie; Miejsce: Świat alternatywny; Inne: Magia
zrzutka

Pracownik japońskiej korporacji odradza się jako dziecko w pełnym magii świecie i szybko odkrywa, że nawet tam musi zmagać się z biurokracją i wspinaniem po szczeblach kariery.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Wybawiciel przybywający do alternatywnej rzeczywistości to nie byle ktoś. Magowie, władcy i kapłani robią wszystko, by w chwili próby zaszczycił ich ktoś wyjątkowy, zdolny pokonać siły zła jeszcze przed drugim śniadaniem, nie zmachawszy się przy tym nadmiernie. Kryteria doboru bohatera są wyśrubowane, wobec czego los uśmiecha się do najlepszych, względnie tych obdarzonych największym potencjałem. Nawet przypadkowym przenosinom do nowego świata zazwyczaj towarzyszy odkrycie niemal nieskończonych pokładów mocy, zaś wybraniec z miejsca staje się ulubieńcem tak rządzących, jak i poddanych, korzystającym z wszelakich możliwych przywilejów. Ponieważ to pomysł prosty i powtarzalny, przez lata pojawiało się coraz więcej anime, których twórcy starali się zerwać ze znanym schematem. Wystawiali protagonistów przeciwko nieproporcjonalnie silniejszemu wrogowi, porywali ich wbrew woli, lub też ciężko doświadczali na każdym kroku. Hachi­‑nan tte, Sore wa Nai deshou! zgodnie z japońskim tytułem zalicza się do ostatniej wspomnianej kategorii. Scenariusz przedstawia losy statystycznego Japończyka, który odradza się w ciele Wendelina von Benno Baumeistera – kilkuletniego dziecka, ósmego syna zubożałego szlacheckiego rodu na rubieżach królestwa. Okolica jest nieurodzajna, surowców naturalnych brak i nie przebiegają tędy żadne istotne szlaki handlowe, toteż panowie i poddani solidarnie klepią biedę bez perspektyw na poprawę losu.

Podstawowe założenie jest w teorii interesującym urozmaiceniem polegającym na postawieniu bohatera w mało uprzywilejowanej pozycji, jednakże już pierwsze odcinki udowadniają, że to wyłącznie pozory. Wobec niemożności odziedziczenia jakiegokolwiek majątku – ten przypada w całości pierworodnemu synowi – bohater postanawia pójść w ślady braci, którzy szukają szczęścia w dalekich stronach. W planowaniu kariery pomaga fakt, iż odkrywa u siebie magiczne zdolności, cenione i poszukiwane na całym świecie i otwierające wiele możliwości. Pomny słabej pozycji w rodzie i potencjalnej zazdrości rodzeństwa, które mogłoby poczuć się zagrożone istnieniem utalentowanego krewniaka, ćwiczy w samotności i pewnego dnia przykuwa uwagę doświadczonego maga szukającego następcy. Talent do zaklęć umożliwia zarówno Wendelinowi, jak i autorom łatwe wyjście z każdych tarapatów, zabijające kreatywność i tłumiące napięcie. W efekcie o wiele lepiej byłoby, gdyby anime nie siliło się na pozory i zaprzestało prób przekonywania odbiorcy, że protagonista ma przed sobą ciężką, pełną wyzwań przyszłość. Poza kilkoma wyjątkami to zwyczajna bujda.

Wystarczy przyjrzeć się konstrukcji postaci drugoplanowych oraz przebiegowi walk. Towarzysze Wendelina teoretycznie mają za zadanie wspierać go na drodze życia, ale ich wpływ na wydarzenia jest ograniczony. Jako wasale i przyjaciele jednocześnie, są godni zaufania, pomagają organizować rozmaite sprawy i wspierają bohatera mentalnie, jednak ani razu nie odgrywają istotnej roli w rozwoju wypadków. Pomijając nieuchronne zmierzanie serii w stronę kolekcjonowania sztampowego haremu, który ma przede wszystkim wyglądać i pokrywać jak najszersze spektrum kobiecych stereotypów (dla urozmaicenia z niewielkim pierwiastkiem męskiej przyjaźni), Wendelin radzi sobie doskonale w pojedynkę w obliczu zagrożenia. Tytuł desperacko usiłuje trzymać się narracji, że współpraca i towarzysze są niezbędni, ale sprowadza ich rolę do chodzących apteczek, dodatkowego źródła rezerw many tudzież wyrobników pilnujących, żeby mistrz magii nie fatygował się do walki z szeregowymi potworami. W efekcie poza doświadczonym magiem wykazującym niezdrową fascynację alkoholem i służącym za komentatora wydarzeń nie uświadczyłem żadnej postaci pobocznej, która zapadłaby w pamięć na dłużej. To sympatyczna, ale do bólu nijaka zbieranina przystawek, która przewija się w tle i nie zajmuje na dłużej.

Bitwy i pojedynki są rozczarowujące nie tylko z powodu nikłego znaczenia w nich kogokolwiek poza Wendelinem. Brakuje im kreatywności, tak pod względem technicznym, jak i czysto fabularnym. Jakość oprawy graficznej anime jest po prostu słaba, zaś minimalistyczna animacja i wykorzystywanie najprostszych, brzydkich jak noc efektów komputerowych sprawiają, że śledzenie walk to usypiające przeżycie. Nie pomaga też brak jakichkolwiek prób zaskoczenia odbiorcy. Sukces lub porażka zależą wyłącznie od ilości magicznej mocy, a że Wendelin dysponuje jej największymi pokładami, wynik większości starć jest z góry ustalony. Jedynym pomysłem na urozmaicenie sytuacji jest gigantyczna przewaga liczebna wroga, bądź też chwilowe wyczerpanie magicznej mocy, zmuszające do skorzystania z zasobów kompanów.

Przekornym urozmaiceniem wydarzeń mogło okazać się zestawienie marzeń Wendelina o poszukiwaniu przygód wraz ze swoją wesołą kompanią ze światem polityki i intrygi. Chłopak naiwnie zakłada, że nie narzucając się nikomu i koncentrując na eksploracji nieznanych obszarów, będzie mógł wieść prosty, ale satysfakcjonujący żywot. Z uwagi na swe magiczne moce staje się jednak katalizatorem zmian w królestwie i ofiarą walki o wpływy rozmaitych stronnictw pragnących uczynić z niego narzędzie do przeforsowania własnych politycznych ambicji. Obiecująca na papierze idea rozbija się o oczywistość zamiarów rywalizujących stron. Szybko staje się jasne, że pomijając kilka czarnych owiec, większość wysoko postawionych dostojników rzeczywiście przejmuje się przyszłością kraju i pragnie przemian, wykorzystując młodego maga do realizowania idei sprzecznych ze skostniałą, feudalną machiną. Antagoniści są jednowymiarowi, nieudolni i w oczywisty sposób naznaczeni, przez co nawet gdy tytuł stara się budować intrygę i zasiać niepewność wobec zamiarów poszczególnych stron, szybko dusi wszelkie nadzieje w zarodku, odkrywając wszystkie karty.

To właśnie sposób prowadzenia narracji jest najpoważniejszym czynnikiem ciągnącym w dół ten na pozór przyjemny i obdarzony sporym potencjałem tytuł. Wydaje się, że reżyser nie potrafi powstrzymać pragnienia wytłumaczenia wszystkiego widzowi, jakby wątpiąc w jego zdolności poznawcze. Czyni to w sposób wręcz nachalny, przez co nawet niegłupie rozwiązania wydają się infantylne i nieoryginalne. Jednocześnie wiele wątków realizowano w wyraźnym pośpiechu – zwłaszcza przejścia pomiędzy poszczególnymi odcinkami, pozbawione solidnych spinających wszystko scen właśnie wtedy, gdy przydałaby się bardziej szczegółowa ekspozycja. W efekcie scenariusz przypomina zlepek wątków dzielących tych samych bohaterów i świat, ale niekoniecznie układających się w spójną całość.

Wendelin również nie jest w stanie uciągnąć opowieści, bowiem aż do niemal samego końca serii pozostaje bohaterem pasywnym, działającym jedynie na skutek krytycznie niebezpiecznych okoliczności, lub wyraźnego polecenia innych osób. Anime usilnie stara się wmówić widzowi, że protagonista to osobnik zdeterminowany, by znaleźć własną drogę w nowym świecie, ale on sam czyni niewiele, by podtrzymywać ów obraz. Wiedza z poprzedniego życia znajduje swe ujście wyłącznie w kulinarnych aspiracjach bohatera usiłującego wytworzyć sos sojowy i inne tradycyjnie japońskie specjały. Nie wynika z tego nic, chyba że długofalowym celem fabularnym jest uczynienie z zapyziałej rodzinnej prowincji Baumeisterów światowego lidera w eksporcie nieznanej wcześniej na kontynencie żywności. Tymczasem osadzenie akcji w biednej, przymierającej głodem prowincji aż prosi się o wprowadzenie wątków polegających na usprawnianiu lokalnej gospodarki i budowaniu dobrobytu, podobnie jak choćby w Tensei shitara Slime Datta Ken. Istnieją pewne oznaki, że na tym koncentrować mógłby się ewentualny ciąg dalszy, a pierwszy sezon miał jedynie za zadanie osadzić młodego poszukiwacza przygód w roli lokalnego lorda, ale śmiem wątpić, by po słabym przyjęciu tak przez publiczność, jak i większość krytyków, ktokolwiek ryzykował inwestowanie w kolejną adaptację.

Hachi­‑nan tte, Sore wa Nai deshou! cechuje też kilka drobnych grzeszków charakterystycznych dla seryjnie ekranizowanych isekajów. Budowanie osobistego haremu, tłumaczone obowiązującym systemem prawnym i feudalnymi tradycjami, wypada blado na tle wielu podobnych anime. W relacjach wyraźnie brakuje chemii, ponieważ towarzyszki Wendelina nie wykazują wykraczających poza stereotyp cech osobowości ani też nie wnoszą do historii żadnych wymagających rozwiązania dylematów. Gdyby do zdobycia ich serc potrzeba było czegoś więcej niż kilkuminutowa rozmowa lub ugotowanie posiłku, istniałby przynajmniej cień szansy na urozmaicenie tytułu. Podobnie ma się sprawa z humorem. To zlepek najstarszych na świecie oklepanych gagów, zaś próby rozbawienia odbiorcy poprzez stawianie bohatera w niezręcznej politycznie lub społecznie sytuacji kończą się porażką.

Zagadką, której do tej pory nie mogę rozgryźć, jest to, jak do współpracy udało się nakłonić gromadę znanych seiyuu i tak rozpoznawalną kapelę jak Ali Project. Dzięki ich udziałowi zarówno tło muzyczne, jak i emocje towarzyszące dialogom wynoszą całość na choć minimalnie wyższy poziom, jednocześnie wywołując żal, iż żaden inny element serii im nie dorównuje.

Reasumując, mamy do czynienia z serialem niskich lotów, absolutnie przeciętnym i pozbawionym wyraźnych zalet mogących wyróżnić go z tłumu. Mimo to udało mi się obejrzeć go do końca bez przejmującego poczucia straconego czasu czy rozczarowania. Pod grubą warstwą przeciętności i licznych wad kryje się ciepła, sympatyczna seria potrafiąca czasem wywołać podstawowe emocje i zachęcić do trzymania kciuków za przynajmniej niektórych bohaterów. Nie powinna nikogo odrzucić, jednakże łatwo może uśpić, tak więc każdy potencjalny widz musi ostatecznie sam zadecydować, czy wobec setek, jeśli nie tysięcy lepszych anime, chce swój czas poświęcać właśnie na to.

Tassadar, 26 lipca 2020

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Shin-Ei Animation, Synergy Japan
Autor: Y.A
Projekt: Fujichoco, Kenji Tanabe
Reżyser: Tatsuo Miura
Scenariusz: Takeshi Miyamoto
Muzyka: Minako Seki

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Hachi-nan tte, Sore wa Nai deshou! - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl