Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Komentarze

Baronowa Znaks

  • Avatar
    Baronowa Znaks 19.04.2020 23:34
    Me too
    Komentarz do recenzji "Yesterday o Utatte"
    Ja też. Się nastawiłam na coś dobrego po komentarzach na Tanuki. Moim zdaniem fabułę poszczególnych odcinków można streścić w paru punktach. Nie tego oczekiwałam. Szkoda, bo myślałam, że coś dla mnie.
  • Avatar
    Baronowa Znaks 19.03.2020 19:35
    Re: 6/10
    Komentarz do recenzji "Miasto beze mnie"
    Oglądałam to anime rok temu ciurkiem na Netflixie. Teraz nie pamiętam już wszystkiego. Niektóre Twoje sugestie brzmią rozsądnie i może rzeczywiście tak było. Nie potrafię się jednak zgodzić z kilkoma odpowiedziami, na czele z szóstą. Jak dla mnie to oczywistość – skoro dziecko ginie w aucie, to trzeba sprawdzić, do kogo samochód należał. To doprowadza śledczych do wypożyczalni i osoby, która wypożyczyła sprzęt. Rozumiem, gdyby nauczyciel go ukradł, to owszem, ślepy zaułek. ;) Ale chyba wypożyczalnie wymagają podawania wielu danych… Sfałszował je? Zabrakło wyjaśnienia. Mógłby się w końcówce anime „pochwalić” głównemu bohaterowi, jak to oficerowie nie umieli trafić na jego trop, bo ich wykiwał.

    Widziałam podobne zachowania u 9 latków.


    Też mam sporadycznie kontakt z dziećmi w tym wieku i nadal wydają mi się bardzo pod wpływem dorosłych. Robienie „tajemnicy” i dotrzymywanie jej kojarzy mi się bardziej z dziećmi 12­‑13+, zaczynającymi dojrzewać. Może to indywidualna kwestia, zależna od samych dzieci. ;)

    Tak samo odpowiedź na punkt 7 – istnieje typ widza, który przyjmie „ma supermoc, to ma, po co drążyć”, ale mnie to nie wystarczyło. Twórcy mogliby dorzucić jakąś sugestię, nie wiem – np. jest to dziedziczona, legendarna umiejętność, nikt nie wierzy w jej istnienie, ktoś w rodzinie o tym wspominał, ale matka Satoru uważa, że to bujda… cokolwiek, co by ją uzasadniało. W końcu świat przedstawiony nie jawi się jako miejsce, gdzie takie zdolności są na porządku dziennym.
  • Avatar
    R
    Baronowa Znaks 10.02.2020 10:47
    *
    Komentarz do recenzji "Happy Sugar Life"
    Ta recenzja jest boska! Napisana z polotem, wnikliwością i dużą precyzją. Aż musiałam się podzielić moimi odczuciami, mimo że anime o podobnej tematyce nie tknęłabym kijem ;)
    „Jest jak sadomasochistyczny hentai próbujący wmówić widzowi, że seks oralny to skrajna perwersja” – ujęło mnie to porównanie.
  • Avatar
    A
    Baronowa Znaks 24.05.2019 19:40
    Bajka o ratowaniu świata albo opowieść rodzinna
    Komentarz do recenzji "Summer Wars"
    Za stara chyba jestem na animu… Miałam dłuższą przerwę od oglądania japońskich bajek i powróciłam do tego dopiero niedawno. Tym, co mnie w nich drażni (i w tej serii również) są przesadne emocjonalne reakcje nastoletnich bohaterów. Rumieńce, piski, krzyki, żywa gestykulacja, tarzanie się w ziemi z zażenowania, krzykliwe zachowania – czy naprawdę nie da się wyrazić emocji bardziej subtelnie? Czy przeciętny odbiorca w wieku gimnazjalno­‑licealnym, który jest prawdopodobnie w grupie docelowej, nie domyśliłby się uczuć targających postaciami na ekranie, gdyby nie te cyrki z nadmierną egzaltacją i wymachiwaniem kończynami?

    Co do Summer Wars, obejrzałam, bo spodobała mi się recenzja. Opis serii brzmiał intrygująco i znalazłam gdzieś wzmiankę, że film został obsypany nagrodami, bodajże m.in. za najlepszą animację i scenariusz. Byłam ciekawa połączenia historyjki obyczajowej z s­‑f, która – tak się domyślałam – miała nieść jakieś przesłanie o tym, co może się przytrafić się społeczeństwu, gdy zaufa nadmiernie wirtualnej rzeczywistości. Oczekiwań nie miałam wygórowanych, ot, żeby dobrze się oglądało.

    Niestety, film w ogóle do mnie nie trafił i pozostawił po sobie gorzkie poczucie, że zmarnowałam czas. Nie obejrzałam również do końca, przewijałam tę opowieść gdzieś od połowy.

    Zgodzę się z zarzutami recenzenta o tym, że ta filmowa hybryda prawdopodobnie nie trafi całkowicie do żadnego z fanów gatunków. Miłośnicy opowieści obyczajowych mogą czuć się rozdrażnieni wirtualnymi bijatykami, a fani s­‑f (chociaż tutaj ,,s­‑f” to takie z przymrużeniem oka) – znudzeni perypetiami rodzinnymi. Zgodzę się również z absurdami fabularnymi wytkniętymi przez innych użytkowników tego portalu, chociaż jestem w stanie przymknąć oko na wiele nieścisłości i umowność świata przedstawionego. W tym przypadku jednak ich ilość była przytłaczająca.

    Zalety? Nieliczne… Temat miał potencjał. To mogła być dobra historia, gdyby – moim zdaniem – wyciąć albo jeden główny wątek, albo drugi. Gdyby twórcy zrobili z SW obyczajówkę pełną gębą albo naiwną bajkę o ratowaniu świata przez nastolatków, to całość (może) wypadłaby lepiej.

    Bohaterowie mnie nie interesowali. Zapomniałam już, co to znaczy, że jakaś postać zachowuje się ,,naturalnie”, bo można to rozumieć jako ,,naturalnie jak na standardy typowego animu” albo ,,naturalnie, jeżeli odnosimy zachowania do normalnych ludzi”. Jeśli to pierwsze – faktycznie, bohaterowie Summer Wars mogą wydawać się względnie naturalni, ale jeśli drugie, odmówiłabym im tego, zwłaszcza młodszym postaciom. Starsze ujdą.

    Wydaje mi się, że animacja rzeczywiście trzymała poziom, ale nie znam się na tym, więc pewnie nawet gdyby kulała, nie dostrzegłabym tego (chyba że byłyby to przewijane slajdy). Muzyka dopasowana do scen, budowała klimat. Czyli wszystko to, co nie dotyczy warstwy scenopisarskiej, nie budziło negatywnych emocji.

    Oceny nie wystawię, bo uczciwość nakazywałaby oceniać całość, a nie połowę z wyrwanymi z kontekstu scenami i dialogami, które odpalałam ze znudzeniem. Raczej nie poleciłabym tego filmu żadnym znajomym 15+, zwłaszcza płci męskiej. Młodsi może będą się przy tym dobrze bawić, ale raczej w tym przypadku nie jest to kwestia przede wszystkim wieku, lecz oczekiwań. Moje nie zostały spełnione.
  • Avatar
    A
    Baronowa Znaks 2.04.2019 13:59
    6/10
    Komentarz do recenzji "Miasto beze mnie"
    Obejrzałam, ale nie wiem, czy było warto. Seria w moim odczuciu specyficzna, łącząca różne gatunki i przez to nie realizująca niektórych założeń. Z jednej strony ma strukturę kryminału, przez co trzyma w napięciu, ale samo rozwiązanie ,,intrygi” wydaje się przewidywalne i niezadowalające dla wielu zwolenników takich historii. Z drugiej strony to dramat obyczajowy, jednak bohaterowie nie wydawali mi się szczególnie ciekawi, a relacje między nimi odbierałam jako nudne. Brakowało tego ,,czegoś”. Przeszkadzały mi niedociągnięcia w fabule, które być może wynikają z moich błędnych przekonań o rzeczywistości albo nieuważnego oglądania.

     kliknij: ukryte 
  • Avatar
    Baronowa Znaks 23.01.2019 21:59
    Drama is coming
    Komentarz do recenzji "Domestic na Kanojo"
    Raczej nie spodziewają się, że te dzieci wywijają im za plecami takie numery.


    Widzę to tak: rodzice od dłuższego czasu byli sami, zakochanie spadło na nich jak grom z jasnego nieba i skupiają się na przeżywaniu tego uczucia, więc niejako ignorują niewygodne fakty albo je przeoczają. Z tego powodu nie do końca liczą się z uczuciami dzieci. Na przykład tata Natsuo ukrywa przed syna nową znajomość – konfrontuje go z nią dopiero, gdy dom jest kupiony i wszyscy mają razem zamieszkać. To niedojrzałe podejście do sprawy.

    Sądzisz, że lojalność wobec rodziców miałaby krępować bohaterów? Dlaczego i jaka lojalność? Lojalność spod znaku: ,,Akceptujemy waszą decyzję i potulnie odegramy takie role, jakie nam narzuciliście, dlatego wszyscy będziemy szczęśliwą rodzinką”? Jestem w stanie to zrozumieć, chociaż się z tym nie zgadzam. Owszem: nastolatkowie żyją na koszt rodziców, podlegają ich zasadom, ale czy to obejmuje również kształt relacji, jaka się między nimi wywiąże? Zwłaszcza w przypadku, w którym dorośli niczego z nimi nie ustalili, lecz wrzucili je bez przygotowania w nową sytuację? Nie wspomnę o nauczycielce, która sama już decyduje o sobie. Co do młodszych: w świetle japońskiego prawa będą pełnoletni dopiero po dwudziestym roku życia. W takim razie uznałabym, że muszą się podporządkować woli rodziców, póki żyją na ich koszt.

    Rozumiem, skąd może brać się dyskomfort związany z obserwowaniem miłosnych perypetii postaci z tej serii. Mnie odrzuca w tej serii co innego:  kliknij: ukryte 
  • Avatar
    Baronowa Znaks 18.02.2018 21:15
    Re: Wrażenia po pięciu odcinkach
    Komentarz do recenzji "Koi wa Ameagari no You ni"
    Póki co seria nie próbuje zbytnio komplikować sytuacji.

    To raczej typ historii, który kończy się twardym zderzeniem z rzeczywistością


    Słuszne uwagi. Co do moich wcześniejszych słów – nie o pikanterię mi chodziło, tylko o uczucie. Tak sobie myślę, że menadżer może mimo wszystko zauroczyć się tą dziewczyną. Co nie oznacza, że będzie z tego związek – stawiam raczej na dramę wynikającą z zagubienia obojga bohaterów (takiego ogólnego, w życiu – nie tylko w uczuciach) i smutku związanego z przemijaniem, minioną młodością (menadżer) czy niespełnionymi marzeniami (Akira). A zresztą… nie ma co gdybać, lepiej czekać na kolejne odcinki. ;p
  • Avatar
    Baronowa Znaks 16.02.2018 01:08
    Re: Wrażenia po pięciu odcinkach
    Komentarz do recenzji "Koi wa Ameagari no You ni"
    cała reszta bohaterów jest tylko tłem do historii i podkreśleniem kontrastu relacji pomiędzy pracownikami, a Akirą/menadżerem.


    Nie zmienia to faktu, że otoczenie mogłoby być ciekawsze i albo lepiej podkreślać ten kontrast (nie tylko w sposób powierzchowny, jedynie poprzez swoje infantylne zachowania/wygląd). Marnowany potencjał – przynajmniej takie są moje odczucia. Ewentualnie może ktoś jeszcze zauważy, co się kroi między 17­‑latką a menadżerem i zrobi się trochę ciekawiej. Przydałby się w tym teamie bardziej spostrzegawczy pracownik, który wniósłby coś wartościowego do serii, a nie tylko żarty, okrzyki i piski. Przynajmniej takie są moje odczucia…

    jest to raczej typ historii, który kończy się twardym zderzeniem z rzeczywistością


    Zgadzam się. Takie rozwiązanie wątku współgrałoby z klimatem tej anime i też go oczekiwałam, ale… piąty odcinek zdaje się preludium do poważniejszej uczuciowej relacji między bohaterami.  kliknij: ukryte 
  • Avatar
    Baronowa Znaks 14.02.2018 19:05
    Re: Wrażenia po pięciu odcinkach
    Komentarz do recenzji "Koi wa Ameagari no You ni"
    Wybacz, nie wiem, skąd mi się wzięła ta Haruhi. Dzięki za cynk :P
  • Avatar
    A
    Baronowa Znaks 14.02.2018 15:52
    Wrażenia po pięciu odcinkach
    Komentarz do recenzji "Koi wa Ameagari no You ni"
    Przyjemna i zaskakująca seria, dojrzale podchodząca do tematu. Początkowo przerysowane zachowania bohaterów, gagi z krzykliwym amantem głównej bohaterki, nieco absurdalny opening i nieładna kreska odstraszyły mnie od oglądania, ale nim rozbrzmiały pierwsze nuty endingu, zdążyłam wciągnąć się w opowiadaną historię. Z przyjemnością odpalam kolejne odcinki i nie nudzę się podczas seansu. Anime jest zabawne i nostalgiczne, momentami też przygnębiające, słodko­‑gorzkie. Przyjemna ścieżka dźwiękowa, sympatyczne postacie i refleksje dotyczące młodości składają się na subtelny klimat serii.

    Natomiast za znaczącą wadę uznaję nudne otoczenie protagonistów. Koleżanki Haruhi są idealne bezpłciowe, a osoby pracujące w restauracji – schematyczne, sklejone z paru cech. Odnoszę wrażenie, że nie wnoszą wiele do fabuły poza komediowymi gagami, tzn. nie wpływają praktycznie w ogóle na główną parę albo ich relację. Choćby wielbiciel Haruhi – póki co, jego rola zakończyła się na tym, że  kliknij: ukryte . Trochę za mało, by w sensowny sposób uzasadnić, czemu autorka wprowadziła go w środowisko restauracyjne. Ale może jego rola z czasem nabierze znaczenia.

    Brakuje mi charakternego otoczenia, które bardziej oddałoby różnice między główną parą. Na przykład  kliknij: ukryte 

    Mam nadzieję, że seria utrzyma dotychczasowy poziom. Póki co, elementy komediowe ładnie przeplatają się z tymi poważniejszymi.

    Z jednej strony, wszystko zdaje się być realistyczne (cały proces zbliżania się do siebie dwojga początkowo obcych sobie ludzi), z drugiej – jakoś nie do końca wierzę w postać menadżera… Samotny facet w wieku 45 lat, sympatyczny i niedojrzały, chłopięcy, a jednocześnie trzymający zdrowy dystans i nie chcący wykorzystać młodej pięknej dziewczyny, która tak się do niego klei i jest nim ogromnie zafascynowana? Toż to rzadkość :)

    Przez cały dotychczasowy seans chodziła mi po głowie uporczywa myśl: co z ojcem Haruhi?  kliknij: ukryte 

    Czemu dojrzała ponad wiek (sprawia takie wrażenie) licealistka nie rozważa konsekwencji takiego związku? Czy jeśli będą razem, to odbiorca powinien uznać to za happy end? Miłość miłością, ale rozsądek przede wszystkim! Sytuacja Tauchiego i to, w co może wplątać się dziewczyna w tak młodym wieku nie prezentuje się korzystnie dla niej…
  • Avatar
    Baronowa Znaks 31.10.2017 18:24
    Komentarz do recenzji "Koi to Uso"
    Mam bardzo podobne odczucia. Recenzję przeczytałam z zainteresowaniem, ale podświadomie ciągle czekałam, aż trafię na akapit, w którym autor poruszy temat: czy warto oglądnąć to anime i dlaczego? Niestety, nie znalazłam odpowiedzi na to pytanie (albo nie umiem czytać między wierszami?). Niemniej sam tekst jest przyjemny, tylko mi zabrakło tych własnych wrażeń dotyczących seansu.
  • Avatar
    Baronowa Znaks 31.10.2017 08:51
    Komentarz do recenzji "Koi to Uso"
    Haha, w punkt :D
  • Avatar
    A
    Baronowa Znaks 10.10.2017 18:44
    Arcydzieło? Nie do końca, ale...
    Komentarz do recenzji "Kino no Tabi: The Beautiful World"
    Gdyby tworzono więcej takich anime, częściej oddawałabym się rozrywce ich oglądania. Mam niedosyt, mimo że dawkowałam sobie te każdą historię, zachowując odstęp czasowy, by nie łyknąć wszystkiego ,,na szybko” i każdym się delektować.

    Nie pamiętam, kiedy ostatnio przytrafiła mi się seria, przy której czułam rozczarowanie, widząc ,,przerywnik” informujący o tym, że minęła już połowa odcinka. Seans był rozkoszny – odprężający i zachęcający do przemyśleń. Naprawdę cieszę się, że miałam okazję trafić na coś tak wspaniałego.

    Kino no Tabi prezentuje świat, relacje międzyludzkie oraz zjawiska, z jakimi stykamy się na co dzień w nowy, oryginalny sposób. Bardzo podobała mi się bezstronność, jaką zachowuje zarówno bohaterka, jak i twórcy. Właśnie dzięki niej historie zawarte w anime zrobiły na mnie takie wrażenie. Przekaz jest wyrazistszy i mocniej uderza.

    Kino jest dobrą główną postacią, ciekawą, ale nie wydaje mi się zbyt realistyczna. Trudno mi uwierzyć w jej zobojętnienie i chłód. Do Hermesa szybko przywykłam, chociaż jego seiyuu działał mi na nerwy. Ten piskliwy, naiwny chłopięcy głosik – wiem, że taki miał być pewnie w zamyśle, ale naprawdę…

    Długo nie mogłam się przekonać, by zacząć oglądać Kino no Tabi. Przyznam, że przez większość pierwszego odcinka – pomijając końcówkę – po głowie obijała mi się mało wyszukana myśl: ,,Co ja paczę?”. Animacja mi się nie podobała, a opening wydawał mi się jakimś żartem – doceniłam go dopiero później. Najbardziej jednak denerwowały mnie wstawki tekstowe – przez nie prawie porzuciłam tę serię – powtórki kwestii, jakie wypowiedziano, podane na kolorowym tle. Odniosłam wrażenie, że twórca chce nadać im głębi poprzez powtarzanie ich. Oczywiście znalazły później uzasadnienie, ale i tak uważam, że było ich za wiele w pierwszym epizodzie.

    A potem zostałam oczarowana. Uważam, że najlepszą historią jest ta  kliknij: ukryte 

    Naprawdę polecam. Mam nadzieję, że Kino No Tabi: Animated Series dorówna swojemu poprzednikowi.
  • Avatar
    Baronowa Znaks 26.09.2017 00:37
    Re: Kandydat na Oskara?
    Komentarz do recenzji "Kimi no Na wa"
    Byli też tacy, którzy już za życia dorobili się szmalu, dobrze bawili i wiodło im się dostatnie. ;)
  • Avatar
    Baronowa Znaks 15.09.2017 19:49
    Komentarz do recenzji "Death Note [2017]"
    Nie wiem, czy to porównanie (DN do Pitbulla) jest tutaj adekwatne. Odnoszę wrażenie, że nie widziałeś tej adaptacji, bo w przypadku DN koktajl popularnych chwytów zawodzi, przynajmniej w mojej opinii. Nie wiem, jak w Pitbullu, nie widziałam.

    Widz nie lubi się nudzić, jakiś suspens musi być, choćby i naciągany, a w DN go nie ma. To sklejka niemal niepowiązanych ze sobą logicznie scen, w których niby wiele się dzieje (paf! strzały! pościgi! policja na karku!), ale zupełnie tego nie czuć – osobiście się wynudziłam.

    Dałoby się w wersji zamerykanizowanej zrobić wciągający film. Naprawdę. Byłam nastawiona na brutalność, na agresję, na rż… znaczy, pikantniejsze sceny, ale nie na taką głupotę, jaką otrzymałam. Słabizna straszna. To nawet nie musiałaby być wielce górnolotna rozrywka, bo sam oryginał takiej nie zapewnia. Po prostu: choćby przeciętny film. A ten jest dnem.


  • Avatar
    Baronowa Znaks 15.09.2017 15:30
    Komentarz do recenzji "Death Note [2017]"
    Ja mam właśnie odmienne wrażenie, że nad scenariuszem pracowali idioci. Wyszli z założenia, że nastolatek = kretyn i jako widz przełknie wszystko, nieważne, jak absurdalne by nie było. Ważne, żeby na ekranie pojawiły się:

    a) brutalność i przemoc
    b) miłość
    c) seks
    d) szkoła
    e) bohater ,,taki jak każdy” wymierzający sprawiedliwość

    - i co z tego, że to wszystko wiruje jak w pralce automatycznej i za grosz nie trzyma się kupy?

    W oczach scenarzystów wystarczy podawać odbiorcom papkę migających świateł, wulgaryzmów i wrzasków, by stworzyć dobry film, bo odbiorca i tak to kupi – wszak pojawiają się motywy, które są pożądane w tego typu produkcjach. Na pewno wszystko pójdzie cacy!

    Wliczam się jeszcze (chyba) w grupę docelową i nie umiem sobie wyobrazić, by Death Note od Netflixa podobał się mnie albo moim znajomym, nawet tym lubującym się w oglądaniu seriali bardzo niskich lotów. Może kogoś to przekonuje, na pewno są tacy ludzie, ale mnie odepchnęło. Nie sprawdza się nawet jako rozrywka.

    Spartaczyć w celu większej oglądalności? Możliwe, że chodziło im o szum, chociaż sądzę, że gdyby zrobili dobry film, obejrzałoby go więcej osób. Inne nie będą na to traciły czasu, widząc wszechobecne niskie oceny.
  • Avatar
    A
    Baronowa Znaks 15.09.2017 15:21
    Komentarz do recenzji "Death Note [2017]"
    To była porażka. Nie piszę to jako fanka DN, ale jako przeciętny odbiorca, świadomy tego, że siada do filmu stricte rozrywkowego, w którym wybuchy, szybkie samochody i życie nastolatka krzyżują się z ,,deathnote­‑podobną” fabułą.

    Jestem ciekawa, jakie wrażenia zrobił na innych widzach, zwłaszcza tych, którzy o pierwowzorze mają zerowe pojęcie. Nie widzę ani jednej zalety tego gniota, niczego, co mogłoby spodobać się zarówno fanom oryginału, jak i serialomaniakom, którzy włączą sobie Notatnik Śmierci ot tak, by zobaczyć, co to. Szkoda – liczyłam po cichu, że film będący adaptacją jednej z najpopularniejszych japońskich serii na tak popularnej platformie jak Netflix może przekona co niektórych do mangi i anime. Nie w tym przypadku, oj nie…

    Po zwiastunach (swoją drogą, lepiej zrobionych niż sam film) spodziewałam się przeciętnej produkcji z chłopakiem ,,takim jak każdy”, który pragnie naprawić świat. Myślałam, że reżyser pójdzie w stronę pokazania bardziej ludzkiego głównego bohatera, nie tak idealnego jak pierwowzór postaci. To by miało sens: zamiast zaprezentować nierealistycznego, przystojnego i diabelnie inteligentnego ucznia, podstawić widzowi młodego, pogubionego nastolatka, mającego swoje słabości. Można się łatwiej utożsamić i tak dalej.

    Myliłam się. Yagami wydaje się przy Turnerze barankiem. On chociaż zabijał przez zawał serca, szybko i niekłopotliwie – a nie  kliknij: ukryte 

    Jedynie pierwsze dwie minuty filmu są moim zdaniem… nie tyle dobre, co obiecujące. Potem widz dostaje w głowę obuchem. Netflixowy Notatnik Śmierci – poza nazwiskami postaci – ma wspólnego z oryginałem niewiele. Właściwie jeszcze tylko to, że pojawia się notatnik (ma zupełnie inne zasady niż w oryginale), którym można zabijać. Nic to! Znam różnice między słowem ,,adaptacja” i ,,ekranizacja”, a odnowiony motyw może również być całkiem dobry, jeśli za pisanie scenariusza zabierze się odpowiednia osoba.

    Tutaj to nie wyszło. Sam główny bohater jest postacią tak sztuczną – zarówno w grze aktorskiej, jak i założeniach – że przez 1,5h tylko czekałam, aż zginie. kliknij: ukryte 

    Intelektualne starcia? Intrygująca fabuła? Charyzmatyczne postaci? Trzymająca w napięciu akcja? Nie tutaj. Lepiej szukać tego w oryginale, bo toto ma poziom śmiecia. Plot twisty (słabe) z kapelusza, które twórcy uzasadniają jakąśtam zasadą, której nawet nie pokazali na ekranie, żeby było 'wow'.

    Jednym słowem: rozczarowanie.

    Tak: też się sobie dziwię, że chciało mi się tyle pisać i wskazywać błędy w czymś, co samo w sobie jest wielkim błędem.
  • Baronowa Znaks 15.09.2017 15:04:54 - komentarz usunięto
  • Baronowa Znaks 14.09.2017 18:42:09 - komentarz usunięto
  • Avatar
    Baronowa Znaks 2.09.2017 15:24
    Re: Roku de Nashi Majutsu Koushi to Akashic Records i ocena tanuki z czapy...
    Komentarz do recenzji "Roku de Nashi Majutsu Koushi to Akashic Records"
    Wydaje mi się, że ,,obiektywna recenzja” to pojęcie sprzeczne, bo recenzja zawsze bazuje na odczuciach, a one nigdy nie będą obiektywne. Aczkolwiek na pewno opinia jest bardziej przydatna, gdy osoba pisząca ma już pewne rozeznanie i wymagania odnośnie danej serii, czyli np. zna schematy i potrafi docenić, że anime ich nie powiela.

    Nie wiem, jak jest w tym przypadku – nie oglądałam tego anime.
  • Avatar
    Baronowa Znaks 24.08.2017 21:33
    Re: Fajne
    Komentarz do recenzji "Cossette no Shouzou"
    Twoje wrażenia odnośnie endingu zdradzają coś o fabule i zasługują na zaznaczenie spoilera?  kliknij: ukryte 
  • Avatar
    A
    Baronowa Znaks 14.08.2017 21:10
    Dziecinne, ale można zobaczyć
    Komentarz do recenzji "Shugo Chara!"
    Po latach powróciłam do oglądania ,,Shugo Chara”. Wspominam tę serię anime z sentymentem, ponieważ była pierwszą przeze mnie obejrzaną. Dziwiłam się, że kreskówka może być tak ładnie narysowana i mieć wielowarstwową fabułę (nie twierdzę, że z takową mamy do czynienia tutaj – wydawała mi się rozwinięta na tle innych bajek, z którymi się stykałam).

    Nie żałuję powtórnego seansu po latach. Wciągnęłam się. Gdybym miała córkę, puszczałabym jej to zamiast chłamu, jaki można znaleźć ostatnio na kanałach dla dzieci.

    Przyjemne anime, odprężające i poruszające ważne tematy młodych nastolatków. Raczej nie aspiruje do bycia czymś więcej, mimo iż tematyka miała potencjał. Zgadzam się z recenzentką, że twórcy mogli bardziej rozwijać postaci. Relacje między nimi są dość wtórne i mało zaskakujące. Szkoda, bo bardziej od wątku Shugo Chara interesowała mnie część obyczajowo­‑szkolna: przyjaciółki, chłopaki, codzienne życie, dorastanie.

    Moimi faworytami wśród postaci są – co pewnie nie budzi zdziwienia – Ikuto i jego siostra. Czekałam na odcinki, w których się pojawiają. Wreszcie jacyś bohaterowie z charakterem, niejednoznaczni, będący (w zamyśle i wykonaniu) czymś więcej niż kalką kilku cech.

    Uwielbiam te wymyślne stroje w Shugo Chara! Nie ma to jak pieścić oko widza nowymi, fantazyjnymi kreacjami :) Duży plus, bo żałuję, kiedy graficy lekceważą ten aspekt.
  • Avatar
    Baronowa Znaks 26.05.2017 21:23
    Re: Kandydat na Oskara?
    Komentarz do recenzji "Kimi no Na wa"
     kliknij: ukryte 
  • Avatar
    A
    Baronowa Znaks 20.05.2017 13:25
    Kandydat na Oskara?
    Komentarz do recenzji "Kimi no Na wa"
    Widzę, że będę odosobniona w swojej opinii. Nie rozumiem fenomenu Kimi no Na wa. Zachęcona entuzjastyczną recenzją i wieloma pozytywnymi komentarzami na tym portalu, obejrzałam z uwagą to dzieło.

    Nie odniosłam wrażenia, że obcuję z czymś wybitnym, zasługującym na Oskara (z takimi zdaniami spotkałam się choćby na filmwebie). Moim zdaniem nie wnosi niczego nowego do gatunku, ani nie mówi nic, czego by nie przekazywały inne filmy lepiej. Nie miałam wygórowanych oczekiwań wobec tej produkcji – liczyłam na dobrą, ciekawą, wzruszającą historię ubraną w piękną szatę graficzną.

    Uważam, że Your Name jest anime przeciętnym. Płakałam przy niektórych scenach – trzeba mu oddać, że potrafi zaangażować i wzbudzić sympatię do bohaterów, ale czy nazwałabym to ,,wyrafinowanym graniem na uczuciach widza”? Nie wzruszył mnie bardziej niż inne anime. Nie zauważyłam, by było w nim coś oryginalnego, absolutnie niezwykłego, co pozwoliłoby mi określić je jako wyjątkowe.

    Pierwsza część filmu sprawia wrażenie szkolnej komedii, powielającej schematy, które są częste dla dzieł poruszających tematykę zamiany ciał. O dziwo, tę część anime oglądało mi się najprzyjemniej – miło śledziło się losy głównych bohaterów, modyfikacje, jakie wprowadzają nawzajem w swoim życiu, a także to, w jaki sposób plecie się ich relacja. Niekoniecznie przemówiło do mnie macanie się po biuście jako scenka komediowa – ileż można powtarzać ten sam gag? Irytujące. Tak samo jak to, że  kliknij: ukryte 

     kliknij: ukryte 

    Inne absurdy:
     kliknij: ukryte 

    Trzecia część filmu to już tani wyciskacz łez. Poziom tej produkcji jest bardzo nierówny. Wątek  kliknij: ukryte  też do mnie nie przemówił. Idea dobra, ale wykonaniu trochę brakuje.

    6/10
  • Avatar
    Baronowa Znaks 14.05.2017 13:21
    Re: Wnioski na temat anime przeplatane z wnioskami na temat mangi
    Komentarz do recenzji "Notatnik Śmierci"
    Raito zabijał słabszych, a to że z początku wmawiał sobie(?) [to zagranie w ogóle nie ma sensu w anime], że chce pozbyć się zła, to inna bajka. Porównanie z królem też nietrafione, bo nie myślał w sposób „pozbyć się zła, żeby innym lepiej się żyło”, tylko „pozbyć się zła, bo jest złe”. Dość szybko widać, że po prostu lubi sobie udowadniać, że stoi wyżej od innych i nie ma co przypisywać mu jakichś „wyższych celów”.


    To trochę jak z filantropią – ktoś może być egoistą i megalomanem, wpłacać pieniądze, by czuć się lepszym, jednak mnie (osobę, która potrzebuje wsparcia finansowego np. na operację) to nie obchodzi, ponieważ robi coś dobrego – obojętnie z jakich pobudek. On przynajmniej nie jest obojętny na krzywdę. Dlatego dla mnie ,,dualizm” Raito nie jest problemem.

    Poza tym podział na dobro i zło jest prymitywny i nie ma miejsca w dzisiejszym świecie.


    Fakt, ale w produkcjach filmowych (zwłaszcza komercyjnych) podział na dobro i zło jest wręcz wymagany. Statystyczny widz lubi biel i czerń. Co do życia, zgadzam się.