Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Yatta.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 5/10 grafika: 8/10
fabuła: 4/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 33
Średnia: 7,85
σ=1,31

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Kurubuntu
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Gekijouban Chainsaw Man: Reze Hen

Rodzaj produkcji: film (Japonia)
Rok wydania: 2025
Czas trwania: 100 min
Tytuły alternatywne:
  • Chainsaw Man – The Movie: Reze Arc
  • 劇場版チェンソーマン レゼ篇
Tytuły powiązane:
Widownia: Shounen; Postaci: Anioły/demony, Przestępcy; Rating: Przemoc; Pierwowzór: Manga/komiks; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Supermoce
zrzutka

Bezpośrednia kontynuacja głośnego serialu z 2022 roku w modnej formie pełnometrażowego filmu. Artystycznie słabe, za to dobra rozrywka.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: ukloim

Recenzja / Opis

Recenzję tego specyficznego filmu rozpocznę od dość górnolotnej tezy, że żyjemy w świecie artystycznych powidoków. Przybywa ludzi niezainteresowanych Oscarami, nieamerykańskie kino „egzotyczne” (np. koreańskie i japońskie) coraz śmielej rozpycha się w mainstreamie, zaś anime coraz rzadziej dostaje łatkę „głupich chińskich bajek dla smutnych piwniczaków”. Mimo tych zmian odnoszę wrażenie, że szeroka publika wciąż wierzy w niezachwianą hegemonię Hollywood i jego niezawodne recepty na stworzenie finansowych megahitów. Oczywiście, system wciąż trzyma się całkiem nieźle i nawet skutecznie przekonuje świat, że nowi gracze to tymczasowa moda. Po prostu uważam, że ten kolos zaczyna słabnąć i to w dość szybkim tempie.

Doskonałym przykładem tej utraconej hegemonii jest omawiany dziś film. Gekijouban Chainsaw Man: Reze Hen odniósł sukces, który jeszcze dekadę temu byłby szokujący, zaś dziś stanowi zrozumiałą część większego trendu. I wcale nie mam na myśli przynależności gatunkowej. Pojawiały się wcześniej anime, które odniosły triumf finansowy w kinach: Twoje imię, Ruchomy zamek Hauru lub W krainie bogów. Sęk w tym, że zarówno bohater dzisiejszej recenzji, jak i emitowane w podobnych latach Kimetsu no Yaiba lub Jujutsu Kaisen nie są przedstawicielami „ambitnej” X muzy, a rozrywkowymi adaptacjami znanych komiksów, przeznaczonymi głównie dla fanów wcześniej wyemitowanych seriali. Mimo tego, osiągnęły one w kinach niebagatelny sukces – na przykład filmowy Chainsaw Man zarobił ok. 190 milionów dolarów przy budżecie rzędu 4 milionów (ewentualnie szacuje się dodatkowe 2 miliony na promocję). Zważywszy na wręcz ostentacyjnie hermetyczny charakter dzieła to wynik, który powinien dać do myślenia Hollywood. Jednak jeżeli ktoś zaproponuje wam wspólny seans i nie znacie pierwszego sezonu serii, to polecałbym wykazać się asertywnością i wystąpić z kontrpropozycją. Pomimo całej prostoty historii, scenariusz nie kwapi się, by objaśniać to uniwersum niewtajemniczonym. Z tego powodu recenzja zawiera spojlery do pierwszej odsłony.

Ponieważ wydarzenia i postaci z filmu są mocno zespolone z serialem, chciałbym najpierw poświęcić akapit na moje odczucia wobec poprzednika. Uważam, że wielki sukces tej serii opiera się na dwóch filarach. Pierwszym jest nieskrępowana, balansująca na granicy kina klasy B próba redefinicji shounenowych klimatów w modnej, brutalniejszej formie – jest prymitywnie, krwawo i lubieżnie, a przy tym zaskakująco świeżo. I chyba właśnie ten ostatni element wprowadza nas do drugiego filaru, którym jest bardzo umiejętne pozorowanie głębi. Świetnie ujął to Karo w swojej recenzji: Wyraźnie trzeba zaznaczyć, że nie jest to twórczość dla każdego i gdy myślę o grupie docelowej, do głowy przychodzą mi osoby łączące miłość do brukowej fantastyki i filmów klasy B ze skłonnością do snucia kreatywnych (nad)interpretacji i szukania pośrednich znaczeń. Uważam się za miłośnika kina, który lubi szukać drugiego dna, więc chyba zaliczam się do odpowiedniej grupy docelowej. Zresztą, znalazłem w internecie liczne, nieraz fantazyjne teorie o tej serii, zatem chyba nie jestem osamotniony w tej kwestii. Czy to sprawia, że polubiłem ten serial? Nie. Odnoszę wrażenie, że reżyseria oraz kompozycja kadrów nie sprostała wizji mangaki, a gdy znalazłem swój klucz interpretacyjny, to anime stało się dla mnie dość radosną sieczką klasy B, która jedynie w ciekawy sposób zdekonstruowała gatunek.

Z takimi przekonaniami wziąłem się za film pełnometrażowy. Nie miałem wielkich oczekiwań, jednak liczyłem na chociaż udaną rozrywkę. Choć muszę przyznać, że ten drugi aspekt działa całkiem nieźle, to daleko mi do ogłoszenia tego kina wybitnym.

Wspomniałem, że w recenzji pojawią się spojlery do pierwszego sezonu, ale prawda jest taka, że historię Reze Hen rozgryzłem już nawet nie na bazie jakiegokolwiek zwiastuna, tylko plakatów promocyjnych i paru informacji zamieszczonych w internecie. Główny bohater serii, Denji, przypadkiem spotyka atrakcyjną Rosjankę Reze, która wyraźnie daje mu do zrozumienia, że jest nim zainteresowana. Nasz władający piłami protagonista spędza sielankowe chwile z piękną cudzoziemką i sprawia wrażenie człowieka, który w końcu zaznał szczęścia. Sęk w tym, że dość szybko poznajemy przerażające bojowe możliwości Reze. Jednocześnie w czasie ich randki reżyser „subtelnie” wprowadza ujęcie pająka pożerającego ćmę. Zatem co czeka na bohatera, który już w serialu zaprezentował się nam jako napakowany testosteronem dzikus, gotów zrobić wszystko dla ładnej kobiety, nieważne jak podejrzanej? Sądzę, że większość z was może się domyślić.

Poza częściową powtórką z rozrywki, nie mamy tu za dużo „fabuły w fabule”. Wprowadzono krótki romans, odrobinę miejsca poświęcono bohaterom drugiego planu (aczkolwiek, jeżeli liczycie na to, że spędzicie z nimi dużo czasu, to porzućcie tę nadzieję), ale od pewnego momentu film staje się wielką siekaniną, która trwa prawie do końca seansu. Niestety, ten segment sprawia mi niemałą trudność w ocenie, bowiem ominęła mnie kinowa premiera. Choć z mojej perspektywy to nieco przeciągnięty popis kopnięć, szarż i niekonwencjonalnych ataków z użyciem specjalnych mocy, to mogę uwierzyć, że na dużym ekranie ta szaleńcza bitwa robi wrażenie. Nie zmienia to faktu, że poza nią w filmie zwyczajnie niewiele się dzieje.

Oczywiście od marki, która jest przede wszystkim radosną dekonstrukcją shounenowych klisz nie oczekuję niewiarygodnie złożonej historii, więc mógłbym bezproblemowo wybaczyć filmowi pretekstową fabułę, jeżeli dałoby to nam fajnych bohaterów. Niestety, w tej kwestii jest prawie równie źle. Uważam, że postacie z Reze Hen cierpią na dość typową dla kinowych „dodatków do serialu” przypadłość symbolicznej ewolucji. Niby coś się dzieje, ale jeżeli po wersji pełnometrażowej powstanie kolejny serial i ktoś przegapi tę pozycję, to nie poczuje większego dyskomfortu, obserwując fabułę i zachowanie bohaterów.

Ten zabieg szczególnie mocno boli w przypadku Denjiego. Moim zdaniem w pierwszym sezonie był on najciekawszą postacią i tym punktem scenariusza, gdzie odnalazłem swoje interesujące interpretacje (lub, jak wspomniałem – nadinterpretacje). To postać, która w fascynujący sposób zgrabnie łączy kilka typowych dla gatunku schematów: skrajnie nieśmiały i zdziczały społecznie, zimny w stosunku do otoczenia (np. totalnie nie przejmuje się śmiercią cywili w trakcie walk), obdarzony supermocą niczym przeciętniaczek z isekaja… No i przede wszystkim – nieraz kierujący się wyłącznie tym, co ma między nogami, co często prowadzi go do najbardziej ryzykownych i niebezpiecznych misji. Co więcej, serialowy Denji nieco się zmienia. Powoli nabiera ogłady, buduje relacje z najbliższym otoczeniem, godzi się z zastanym porządkiem świata i dopuszcza do siebie myśl, że spełnianie każdej zachcianki atrakcyjnych pań może się dla niego źle skończyć.

Ten ostatni podpunkt wymaga dłuższego komentarza. W moim odczuciu Chainsawman ogrywa typowe dla współczesnych shounenów schematy, zwłaszcza w kwestii kreacji kobiecych bohaterek. Marka doi na potęgę szalenie modny fetysz niegodziwej, ale zakochanej w protagoniście femme fatale/sukubicy/czarownicy, jednak robi to inaczej niż zwykle. Zamiast dać kolejny wianek „pożeraczek męskich serc z jakiegoś nieznanego powodu zauroczonych protagonistą”, wprowadza grupę „pożeraczek męskich serc”. Pod tym kątem Reze Hen może pochwalić się jedną całkiem ambitną sceną, kiedy Makima i Denji wspólnie spędzają dzień w kinie. Epizod świetnie pokazuje jak młoda manipulatorka traktuje swojego nieformalnego niewolnika, by ten wciąż radośnie ryzykował dla niej życiem.

Pod tym kątem wszystko, co następuje później, staje się dość problematyczne. Choć Denji zaczyna swoją kinową przygodę, znów ulegając podszeptom zaborczej syreny, miałem nadzieję, że może właśnie w tej historii bohater wprowadzi w swoim życiu zasadnicze zmiany. Niestety, film korzysta dokładnie z tych samych receptur, co serial, i Denji daje się zmanipulować już trzeciej femme fatale. Jasne, jest to problem „z naszej perspektywy”, bowiem chłopak nie podejrzewa swojego nowego obiektu westchnień o złe intencje, jednak nie sposób uciec od wrażenia powtórki z rozrywki. Na plus mogę policzyć, że Reze sprawia wrażenie najmniej niegodziwej z dotychczasowych oblubienic protagonisty, nawet jeśli pozostaje w kategorii „złych kobiet”. No i mogę zaakceptować kontrargument, że powtarzalność błędów jest czymś, co leży w ludzkiej naturze. Mimo to, nawet taką lekcję można pokazać bez uciążliwego poczucia déjà vu.

Jednak zgodnie z nagłówkiem recenzji ta produkcja to przede wszystkim rozrywka i w moim odczuciu działa ona nadzwyczaj dobrze. Choć ubolewam nad tym, że pierwsza część dzieła to zbudowana na kliszach fasada, kiedy w końcu rozpoczynamy wielkie rąbanie, dzieje się i to dużo. Nie będę nikogo okłamywać, dla mnie był to trochę męczący festiwal shounenowych ujęć, natomiast nie jestem grupą docelową tej serii, więc nie będę marudzić. Tym bardziej że w kinie ten seans musiał robić olbrzymie wrażenie i mogę sobie wyobrazić zachwyconą publikę opuszczającą salę projekcyjną. No, powiedzmy, że wyższej oceny nie dałem, bo mimo wszystko chyba mogę domagać się odrobinę większej oryginalności – trochę przesadzono z tymi długimi retrospekcjami, wsparciem w ostatniej chwili, powrotem do walki po pozornej klęsce i „ostatecznymi atakami”.

Z muzyką mam pewien problem – uważam, że soundtrack sam w sobie jest wyśmienity, jednak pojawia się dość kłopotliwa kwestia piosenki śpiewanej przez Reze. Żaden ze mnie ekspert od języka rosyjskiego, ale mimo to uważam, że Reina Ueda nie poradziła sobie z wymową. Na jej obronę wspomnę, że w czasie zbierania materiałów do recenzji znalazłem też głosy bardziej przychylne, także ze strony Rosjan. Natomiast nie ukrywam – scena z rosyjską piosenką wybiła mnie z seansu i to na długo. Boli to tym bardziej, że przecież to produkcja kinowa, więc w moim odczuciu studio mogło sobie na więcej pozwolić przy castingu. Zwłaszcza że istnieją Rosjanki znające japoński albo Japonki, które ukończyły filologię rosyjską. Ba, w świecie anime mamy jedną seiyuu zza Uralu (Jenya) i obywatelkę Kraju Kwitnącej Wiśni z tej drugiej kategorii (Sumire Uesaka). Na szczęście cała reszta muzycznie jak najbardziej się broni.

Muszę też wspomnieć o jeszcze jednym ważnym rozrywkowym podpunkcie. Mianowicie, na ile poważnie należy traktować Chainsawmana? Moim zdaniem – ta marka całkiem nieźle się broni jako satyra na „brudne” anime. Mnóstwo krwi, mnóstwo seksualizowania, mnóstwo mroku… Tylko to wszystko ma według mnie sznyt niczym z kina Rodrigueza i ten brutalny festiwal długich walk sprawia wręcz humorystyczne wrażenie. Zatem jeżeli ktoś śmieje się do rozpuku przy tej lub innej mrocznej scenie i czuje się przy tym niezręcznie, to mogę zapewnić, że nie jest sam.

Zdecydowałem się na ocenę „6/10”, ponieważ według opisu to nota najbliższa neutralnej opinii. Uważam, że film to bardzo fajna, choć niekoniecznie szaleńczo ambitna rozrywka i wiele zależy od waszych oczekiwań. To jeden z tych tytułów, gdzie równie łatwo uzasadnić ocenę „1/10” jak i „10/10”. Ci pierwsi mogą być oburzeni wtórną fabułą i średnim rozwojem postaci, drudzy zaś – po prostu chcieli się dobrze zabawić i dokładnie to dostali. To, które punkty składowe są dla was kluczowe, jest już wyłącznie waszą sprawą.

Sulpice9, 8 czerwca 2026

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Mappa
Autor: Tatsuki Fujimoto
Projekt: Kazutaka Sugiyama, Kiyotaka Oshiyama, Riki Matsuura, Shun, Souta Yamazaki
Reżyser: Tatsuya Yoshihara
Scenariusz: Hiroshi Seko
Muzyka: Kensuke Ushio