x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w polityce prywatności.
Anonimowa bez zalogowania
2.06.2026 19:37 Fanserwis i pracoholizm
Dla mnie ten serial do pewnego momentu był wybitnie męczący.
Chciałam obejrzeć lekki, miły, obyczajowy iyashikei…
...a dostałam rzecz o tym, że główna bohaterka bezmyślnie i nadgorliwie pracoholizuje,
nie ma za grosz asertywności
i daje się wykorzystywać innym w imię utrzymania klienteli swojego mikrobiznesu.
A może… dzieje się tak na ekranie tylko dlatego, że nie ma ona życia osobistego i jest singielką?
Tak by wynikało po części z treści, po części z jej interakcji z jej „życzliwymi” (czytaj: wścibskimi) klientkami. Dla mnie ten seans to zgroza (pod tymi względami).
Pal sześć fanserwis, bo wiem, że wielu mężczyzn uwielbiało i nadal lubi oglądać kobietę przy pracy fizycznej, w różnych fanserwisowych pozycjach. Zresztą mi w takich obyczajowych pseudoromansach fanserwis nie wadzi. Nawet kiczowato upychany gdzie się da (dopóki nie jest zbyt niesmacznie kadrowany).
Ale przekazywanie szkodliwego wzorca osoby „tak miłej, że godzi się ona na wszystko”? No NIE.
Widząc sceny, gdzie dwudziestoletnia dziewczyna pada z wycieńczenia obok miejsca pracy, a jakaś baba jeszcze ją potem wykorzystuje do pomocy sąsiedzkiej – traumowało mnie to i włos mi się jeżył na głowie. Zwłaszcza… że niestety wiem, dokąd prowadzi pracoholizm w sytuacji, gdy się ma własną działalność.
Przecież ona nawet nie robiła nic dla wypoczynku i relaksu w swoje wolne dni…
A może przeciwnie – ktoś pomyślał, że pod pozorem fanserwisowego iyashikei zwróci ludziom uwagę na skutki pracoholizmu? (Nagminnego tutaj, niestety).
Szkoda tylko, że ubrał to wszystko w piórka fanserwisowego niemal‑romansu dorosłej właścicielki pralni z uczniem liceum.
Bo to sprawia, że podana i ważna tematyka jest tu, według mnie, strywializowana….:/
Od razu zaznaczam że przejrzałem ino 5‑6 odcinków.
Rozważając dłużej temat, uświadomiłem sobie, że „za moich czasów” (powiedzmy, w okolicach 2012, kiedy zacząłem przygodę z anime) ten serial według mnie bezproblemowo dostałby tag „ecchi”.
W świetle tego co na MAL‑u dostaje tag 'ecchi', ciężko mi się z powyższym zgodzić. Oznaczenie to jest dodawane wtedy kiedy mamy jednoznaczne odniesienia do seksu, zero dwuznaczności, a erotyka jest elementem humoru/fabuły/narracji. I tak podając przykłady z około roku 2012, które sam widziałem:
Highschool of the Dead (2010)- scena strzelania z karabinu wyborowego przez majtające cyce. ->[link]
Panty & Stocking with Garterbelt (2010) – bez komentarza. -> [link]
Nisemonogatari (2012) – scena z szczoteczką niektórym pewnie się przyśniła – nie ma jej nawet na yt
Upotte (2012) – scena uniesienia SAKO RK95 – nawet nie szukam
Kill la Kill (2013) – tu też komentarz zbędny.
Oczywiście w Kirei fanserwisu jest od groma, tuta nie mam zamiaru dyskutować. Ale jest to fanserwis dość klasyczny, swego czasu było tego wszędzie. A to tu razi, bo raz, współczesne anime trochę się uspokoiło pod tym względem, a dwa, jest tu tego multum.
No faktycznie, jest to zagadnienie dość problematyczne. Jak wspomniałem w recenzji (pozwolę sam siebie zacytować):
Tak więc, może po prostu ja zrobiłem się za stary i ten anime‑pociąg mi już odjechał? Dla innych to będzie jedynie urocza seria obyczajowa, tylko lekko pieprzna.
Z drugiej strony, ostatni człon podanej definicji:
erotyka jest elementem humoru/fabuły/narracji.
Doskonale wpisuje się do tej serii. Jeżeli to anime nie jest zbudowane wokół prezentowania wdzięków głównej bohaterki, to tak naprawdę… o czym jest?
Żeby nie było – nie twierdzę, że moje teorie są w 100% słuszne, może faktycznie „Kirei ni Moraemasu ka” nie miałoby w tamtych czasach jakichkolwiek tagów odnośnie seksualizacji (przyznam też, że żaden ze mnie ekspert w tym gatunku). Tylko jak inaczej określić serię, która buduje się wyłącznie na fanserwisie?
A to tu razi, bo raz, współczesne anime trochę się uspokoiło pod tym względem, a dwa, jest tu tego multum.
Ja dodałbym jeszcze „trzy” – w przeciwieństwie do np. „Ruri no Houseki” nie mamy fabuły i postaci, które by to w jakikolwiek sposób balansowały. :)
Ja, ja wiem o czym to jest \(^ヮ^)/
To jest anime o praniu, suszeniu i wywabianiu plam. Każdy porzucony facet, zmuszony robić sobie pranie, powinien to obejrzeć! Nawet czytanie metek jest w jednym z odcinków. A że praczka urocza i nadaje się na waifu, to tym lepiej – wiedza sama wchodzi do głowy (¬‿¬ )
Szczerze cieszę się, że jednak są osoby, które znalazły coś więcej poza fanserwisem ;) Natomiast dla mnie to za mało, zwłaszcza, że zwykle są tu rzeczy mi znane albo takie, które wymagają specjalistycznego sprzętu używanego w pralni ;)
Pomyślałem sobie, że wrzucę krótki komentarz odnośnie serii, gdzie mam już za sobą pierwsze trzy odcinki. Może komuś taka zajawka pomoże.
Przed serią opowiadano mi, że manga to fajna seria obyczajowa, dobry iyashikei na japońskiej prowincji. Po pierwszym odcinku zastanawiałem się jak bardzo fani komiksu muszą być rozczarowani. W zasadzie nic tu nie działa – aktorzy drugoplanowi wypowiadają swoje kwestie jak roboty, niektóre pomysły fabularne to absurd nad absurdy ( kliknij: ukryte w trzecim odcinku bohaterka zamyka pralnie na jeden dzień. Kiedy stałe klientki znajdują kartkę „Przepraszamy, dzisiaj nieczynne”, za najrozsądniejszą decyzję uznają, że któryś z młodych obywateli włamie się na piętro i sprawdzi co tam u niej), brzydkie to, słabo udźwiękowione i przede wszystkim – zawiera gigantyczne ilości fanserwisu (a to naprawdę obyczajowa seria o pralni w małym miasteczku).
Na trzy typy not (drop/kontynuuję, ale z dawką ostrożności/kontynuuję z entuzjazmem) – drop. Być może spróbuję, gdybym chciał zrobić recenzję „ku przestrodze”, jednak to tyle.
Fanserwis i pracoholizm
Chciałam obejrzeć lekki, miły, obyczajowy iyashikei…
...a dostałam rzecz o tym, że główna bohaterka bezmyślnie i nadgorliwie pracoholizuje,
nie ma za grosz asertywności
i daje się wykorzystywać innym w imię utrzymania klienteli swojego mikrobiznesu.
A może… dzieje się tak na ekranie tylko dlatego, że nie ma ona życia osobistego i jest singielką?
Tak by wynikało po części z treści, po części z jej interakcji z jej „życzliwymi” (czytaj: wścibskimi) klientkami. Dla mnie ten seans to zgroza (pod tymi względami).
Pal sześć fanserwis, bo wiem, że wielu mężczyzn uwielbiało i nadal lubi oglądać kobietę przy pracy fizycznej, w różnych fanserwisowych pozycjach. Zresztą mi w takich obyczajowych pseudoromansach fanserwis nie wadzi. Nawet kiczowato upychany gdzie się da (dopóki nie jest zbyt niesmacznie kadrowany).
Ale przekazywanie szkodliwego wzorca osoby „tak miłej, że godzi się ona na wszystko”? No NIE.
Widząc sceny, gdzie dwudziestoletnia dziewczyna pada z wycieńczenia obok miejsca pracy, a jakaś baba jeszcze ją potem wykorzystuje do pomocy sąsiedzkiej – traumowało mnie to i włos mi się jeżył na głowie. Zwłaszcza… że niestety wiem, dokąd prowadzi pracoholizm w sytuacji, gdy się ma własną działalność.
Przecież ona nawet nie robiła nic dla wypoczynku i relaksu w swoje wolne dni…
A może przeciwnie – ktoś pomyślał, że pod pozorem fanserwisowego iyashikei zwróci ludziom uwagę na skutki pracoholizmu? (Nagminnego tutaj, niestety).
Szkoda tylko, że ubrał to wszystko w piórka fanserwisowego niemal‑romansu dorosłej właścicielki pralni z uczniem liceum.
Bo to sprawia, że podana i ważna tematyka jest tu, według mnie, strywializowana….:/
W świetle tego co na MAL‑u dostaje tag 'ecchi', ciężko mi się z powyższym zgodzić. Oznaczenie to jest dodawane wtedy kiedy mamy jednoznaczne odniesienia do seksu, zero dwuznaczności, a erotyka jest elementem humoru/fabuły/narracji. I tak podając przykłady z około roku 2012, które sam widziałem:
Highschool of the Dead (2010)- scena strzelania z karabinu wyborowego przez majtające cyce. ->[link]
Panty & Stocking with Garterbelt (2010) – bez komentarza. -> [link]
Nisemonogatari (2012) – scena z szczoteczką niektórym pewnie się przyśniła – nie ma jej nawet na yt
Upotte (2012) – scena uniesienia SAKO RK95 – nawet nie szukam
Kill la Kill (2013) – tu też komentarz zbędny.
Oczywiście w Kirei fanserwisu jest od groma, tuta nie mam zamiaru dyskutować. Ale jest to fanserwis dość klasyczny, swego czasu było tego wszędzie. A to tu razi, bo raz, współczesne anime trochę się uspokoiło pod tym względem, a dwa, jest tu tego multum.
No faktycznie, jest to zagadnienie dość problematyczne. Jak wspomniałem w recenzji (pozwolę sam siebie zacytować):
Z drugiej strony, ostatni człon podanej definicji:
Doskonale wpisuje się do tej serii. Jeżeli to anime nie jest zbudowane wokół prezentowania wdzięków głównej bohaterki, to tak naprawdę… o czym jest?
Żeby nie było – nie twierdzę, że moje teorie są w 100% słuszne, może faktycznie „Kirei ni Moraemasu ka” nie miałoby w tamtych czasach jakichkolwiek tagów odnośnie seksualizacji (przyznam też, że żaden ze mnie ekspert w tym gatunku). Tylko jak inaczej określić serię, która buduje się wyłącznie na fanserwisie?
Ja dodałbym jeszcze „trzy” – w przeciwieństwie do np. „Ruri no Houseki” nie mamy fabuły i postaci, które by to w jakikolwiek sposób balansowały. :)
To jest anime o praniu, suszeniu i wywabianiu plam. Każdy porzucony facet, zmuszony robić sobie pranie, powinien to obejrzeć! Nawet czytanie metek jest w jednym z odcinków. A że praczka urocza i nadaje się na waifu, to tym lepiej – wiedza sama wchodzi do głowy (¬‿¬ )
Serdecznie pozdrawiam :)
Też chciałem to dodać, ale że nie widziałem całości… xd
No właśnie, o czym to jest? Na ecchi‑ecchi jest za delikatne, mimo to opiera się na fanserwisie.
Odcinki 1-3 - komentarz
Przed serią opowiadano mi, że manga to fajna seria obyczajowa, dobry iyashikei na japońskiej prowincji. Po pierwszym odcinku zastanawiałem się jak bardzo fani komiksu muszą być rozczarowani. W zasadzie nic tu nie działa – aktorzy drugoplanowi wypowiadają swoje kwestie jak roboty, niektóre pomysły fabularne to absurd nad absurdy ( kliknij: ukryte w trzecim odcinku bohaterka zamyka pralnie na jeden dzień. Kiedy stałe klientki znajdują kartkę „Przepraszamy, dzisiaj nieczynne”, za najrozsądniejszą decyzję uznają, że któryś z młodych obywateli włamie się na piętro i sprawdzi co tam u niej), brzydkie to, słabo udźwiękowione i przede wszystkim – zawiera gigantyczne ilości fanserwisu (a to naprawdę obyczajowa seria o pralni w małym miasteczku).
Na trzy typy not (drop/kontynuuję, ale z dawką ostrożności/kontynuuję z entuzjazmem) – drop. Być może spróbuję, gdybym chciał zrobić recenzję „ku przestrodze”, jednak to tyle.