Komentarze
Tongari Boushi no Atelier
- Kiedy ktoś jeździ po autorze recenzji zamiast stworzyć rzetelny tekst : Raz : 28.07.2026 23:50:11
- 7/10 : Arde : 27.07.2026 16:04:04
- komentarz : Arde : 27.07.2026 13:36:39
- komentarz : Karo : 16.07.2026 09:31:57
- komentarz : masuriku : 15.07.2026 23:50:17
- Re: Qifrey : GLASS : 9.07.2026 09:53:48
- Qifrey : B.Z. : 9.07.2026 09:00:42
- komentarz : GLASS : 6.07.2026 06:32:05
- Dla mnie recenzja w porządku : B Z : 6.07.2026 04:28:08
- Re: Przyzwolenie na ableizm w recenzji? : Karo : 5.07.2026 13:03:03
7/10
Zaczynając od słonia w pokoju – świat przedstawiony ma głupotki. kliknij: ukryte Ukrywanie rysowania kręgów średnio ma sens jako koncept, bo ze zwykłym tuszem i tak nic się nie stanie. Dlaczego czarownicy nie mieliby wmówić gawiedzi, że to magia w wybrańcach nadaje kręgom moc? Dużo praktyczniejsze. Oczywiście jest opcja, że to efekt paranoi wiedźm (traktują ukrywanie prawdziwej natury magii tak poważnie, że aż chcieli wymazać pamięć dziewczynce bez choćby usłyszenia jej linii obrony, o procesie czy obecności jej opiekuna nie wspominając), ale dopóki nikt tego nie wytknie w fabule, to będę to traktowała jako głupotkę. Brak poruszenia w miejscu, gdzie były rzucane jakieś dzikie czary w mieście – też głupotka. Przy pokazaniu podwodnego miasta mój kompan zastanawiał się, po co pod wodą spiczaste dachy. Jak do tej pory nie widzieliśmy zaklęć używających barwników, nawet przy tych z ogromnym rozmachem jak to Qifreya w odcinku ze smokiem, więc czemu dziadek nie mógłby nauczyć swojego wnuka choćby podstaw? Nie przedstawiono dość dobrze tego, jak ważne są barwniki. Z mojego punktu widzenia tego typu rzeczy jest stosunkowo mało bądź są dość nieistotne, bym nie miała problemu z cieszeniem się seansem. Jednocześnie totalnie rozumiem, że jeśli ktoś nie przymknie oka na tego typu rzeczy, to może mu to popsuć oglądanie. Tylko sporo zarzutów czy to z komentarzy, czy z recenzji jest dla mnie nieadekwatnych albo wprost zaprzeczających temu, co pokazano w serialu kliknij: ukryte (oczywisty błąd – tusz jest robiony z jednej rośliny, barwniki do niego z innych; nie robi się z nich samego tuszu, tylko zmienia nimi jego właściwości). Przykładowo kwestia Tartah, który widzi w szarości. To, że na barwnikach czy lekach nie ma etykiet, ewidentnie dokłada się do jednego z głównych motywów w serii – wykluczenia. Na każdym kroku jest pokazywane albo mówione wprost, że podejście wiedźm do inności to brak tolerancji czy udogodnień. Od niemalże początku widać, że historia nie zmierza ku obronie status quo (w przeciwieństwie do wspominanego tu „Harry'ego Pottera”, z którym podobieństwa w sumie kończą się na czarodziejach w szatach i smokach), tylko jakiejś zmianie, bo obecny stan rzeczy krzywdzi ludzi, np. zakazana magia lecznicza. I tak choćby odpowiednie oznaczenia pomogłyby chłopakowi. Natomiast nie ogarniam, jak Coco miałaby mu powiedzieć, co jest w której fiolce. „To jest zielone, tamto brązowe, a tam masz jeszcze ciemniejszy odcień brązu” – co z tego? Dla niego to różne odcienie szarości, co zresztą było nam pokazane. Miałby na pamięć uczyć się, że roślina X po zmieleniu ma jasnozielony odcień dla innych, a roślina Y ciemnozielony? Nadal potrzebowałby kogoś mówiącego mu kolor każdej jednej fiolki. Sama seria sugeruje, że odpowiednie oznaczenia rozwiązałyby jego problem. Albo kwestia cyrkli – muszą umieć dobrze rysować poza domem, bez mnóstwa narzędzi i często bardzo szybko. Cyrkle czy linijki utrudniałyby ten proces albo czyniły go wręcz niemożliwym. Skoro i tak wiedźmy muszą umieć rysować koła i proste linie od ręki, to po co im cyrkle w domu?
Wszystkie postacie polubiłam, choć Richeh nieco mi działała na nerwy pod koniec. Bardzo lubię Qifreya, acz jako nauczyciel trochę za łatwo puszcza pewne rzeczy płazem. Na ten moment chyba najbardziej ciekawi mnie kliknij: ukryte jego motywacja – to, co mu zabrano. Jest też tajemnica, czemu Ronda tak upatrzyły sobie Coco. Względem postaci, zwłaszcza dziewczynek, jest chyba jeszcze więcej zarzutów, ale trudno z nimi polemizować, bo w głównej mierze zaliczają się do „nie lubię postaci, więc są źle napisane”. Przyznaję, że nie ogarniam, czemu akurat ci bohaterowie tak bardzo rozeźlili niektórych – anime przecież nie narzeka na brak wkurzających czy niedojrzałych postaci, i to starszych nastolatków lub dorosłych. Zarzuty względem dziewczyn to to, że… mają wady, które muszą przezwyciężyć albo że działają w zgodzie ze swoimi charakterami. Czy nie na tym polega rozwój bohatera? kliknij: ukryte Empatyczna Coco nie chce próbować zabić smoka (zresztą też dlatego, że ani ona, ani jej koleżanki nie byłyby w stanie tego zrobić), ale traktuje go jako żyjącą istotę, która cierpi i postanawia spróbować go uspokoić (co zresztą wpisuje się w jeden z głównych motywów – że magia albo szerzej tworzenie mają przynosić radość innym). Agott jest tak skupiona na sobie, zasadach i chęci przykrycia swojego syndromu oszusta, że krzyczy na Coco (w kryzysowej sytuacji, gdzie każdemu, zwłaszcza dziecku, mogą puścić nerwy) zamiast zająć się rysowaniem. W jej przypadku można mieć pretensje o to, że Qifrey nie wyciągnął konsekwencji, gdy była nastawiona wrogo do Coco, ale patrząc na to, ile postów odnosi się do głównej bohaterki z nawet większą pogardą niż Agott, trochę wątpię, że to zmieniłoby ich opinię o postaciach. Richeh przez własną traumę nie rozumie, że nie ma co wymyślać koła na nowo i że znajomość już istniejących zaklęć nie odbiera jej możliwości tworzenia własnych – tu Qifrey zresztą właśnie tego chciał ją nauczyć, wysyłając ją na egzamin, i mamy tę lekcję dosłownie powiedzianą wprost przez Agott. Dzieci zachowują się jak dzieci, mają lekcje do nauczenia się i różne osobowości z ich wadami i zaletami, ale są czasem trochę irytujące (trochę dziwne, jakby nie były, mówimy o dzieciach) albo dorośli nie zawsze wyciągają należyte konsekwencje, więc to czyni z dziewczynek złe postacie? Nie ogarniam.
Zakończenie dosyć rozczarowujące przez kliknij: ukryte ten cliffhanger. Wiem, że będzie kontynuacja, ale w ogóle nie czułam, że to koniec sezonu przez to, jak był urwany. Aż miałam flashbacki do Dandadan.
Należy jeszcze obowiązkowo wspomnieć o bardzo dobrej animacji i muzyce.
Spodziewałam się serii 8/10, dostałam „tylko” 7/10 – przyzwoita, sympatyczna rzecz z ciekawymi pomysłami, acz potykająca się o pewne głupotki światotwórcze.
Jeszcze pal sześć, jakby ta bezwzględna wiwisekcja fabuły fantastycznej bajki z użyciem skalpela jedynej słusznej logiczności i racjonalności autora była celna, ale naszemu badaczowi trzęsą się ręce i cechuje go komiczna niecelność.
Weźmy kilka cytatów pod lupę:
W porządku, zaczyna się delikatnie – chociaż nie wiem, dlaczego z informacji o tym, że magowie unikają skupisk ludzi, autor wyciągnął jednoznaczny wniosek że miasto magów, w którym żyją zwykli ludzie jest jakąś fabularną niemożliwością. No ale dobra.
Trudno mi zrozumieć ten argument – w ukrywaniu się przed zwykłymi ludźmi chodzi o całe ukrycie procesu rysowania zaklęć, aby magia wydawała się czymś mistycznym i tajemniczym. Co ma dać pisanie niewidzialnym atramentem, jeśli przy tym i tak ludzie zobaczą, że ta niesamowita magia to po prostu skrobanie w notatniku?
To już jakieś skrajne niezrozumienie zasad świata przedstawionego, które anime nam wykłada prosto jak dziecku. Przecież ideą nauki ręcznego rysowania zaklęć jest wyćwiczenie ręki, tak aby można je szybko i bezbłędnie rysować np. w szybkim ruchu. Jest to jasno przedstawione w ostatnich odcinkach, gdzie pojawia się postać ucznia, który próbuje zdać egzamin mając wyrysowane wcześniej zaklęcia w notatniku (i która to strategia okazuje się być strzałem w piętę). Mają przy sobie nosić cyrkiel, linijkę i kątomierz i żonglować nimi w sytuacjach zagrożenia życia?
To nie wiem skąd autor wziął, bo wyjaśnione jest, że atrament powstaje tylko z Silverwood Trees. Pokazane są dodatki, którymi można atrament wzbogacić o dodatkowe właściwości, ale nie kojarzę nic o zamienniku samego atramentu – może coś przeoczyłem?
Częściowo to prawda, chociaż autor zdaje się sugerować, że jest to argument do krytyki fabuły, ale w zasadzie jest to element głównego konfliktu w świecie przedstawionym – z jednej strony elitarni magowie próbujący ukryć tajemnice magii przed „ciemnym ludem”, a z drugiej tajemnicza opozycja, próbujący magię uwolnić. Jest to w moim odczuciu wątek najciekawszy w całej serii.
Autora dziwi, że czarodziejka nie wytłumaczyła osobie nie widzącej barw, jakie są kolory.
O ile ogólnie do boleśnie logicznej krytyki w tym akapicie nie mogę się przyczepić tak bardzo, jakbym chciał, to pozostaje mi na nią tylko głęboko westchnąć. Fakt, że autor jest w stanie w ogóle oglądać jakiekolwiek anime nie potrafiąc w takich kwestiach zastosować zawieszenia niewiary, sprawia, że trochę się o niego martwię. Tak, fakt że magowie biją się w mieście, jest hałas i nikt nie reaguje byłby w znanym nam świecie raczej mało realistyczny, trudno się nie zgodzić.
W zasadzie dlaczego tak trudno zaakceptować, że w świecie przedstawionym czapka jest czymś w rodzaju dowodu osobistego dla magów? Szczególnie że na początku akapitu autor złapał trop, że może ta opowieść ma elementy baśniowe, a nie stara się wszędzie silić na realizm. Wydaje mi się, że większość oglądających akceptuje to intuicyjnie, bo kwestia czapki tworzy tutaj przyzwoity przyczynek dla wątku fabularnego, bez zajmowania czasu zbędną ekspozycją kierowanej tylko obsesyjną potrzebą wyjaśnienia każdego detalu.
Tutaj zaczyna się narzekanie na bohaterkę (niedoświadczone i naiwne dziecko) za to, że zachowuje się jak niedoświadczone i naiwne dziecko. Podpowiadam, przedłużając moja troskę o dobrobyt autora, że nie musi czuć osobistej sympatii do rysunkowych fikcyjnych postaci na ekranie, a może je traktować jako element opowieści.
W tym miejscu autor jako argument za niską jakością dzieła podaje to, że jedna z bohaterek zachowuje się nie w porządku.
Riche mimo wszystko była od dziecka szkolona jako mag, nigdzie w serii nie jest powiedziane, że nie da się tworzyć własnych zaklęć, a jej podejście jest też skonfrontowane w ostatnim odcinku, kiedy jej braki w standardowych zaklęciach nie pomagają w ratowaniu kliknij: ukryte przemienionego w zwierzę ucznia. Nie razi mnie tu żaden absurd, a autor też pomija kwestie takie jak lekko zasugerowana neuroatypowość Riche, albo to, że jej wątek wpisuje się w ogólny konflikt świata Witch Hat Atelier (elityzm i rygorystyczne nauczanie vs. dziecięca swoboda odkrywania i wolny dostęp do magii).
Dziwaczne jest oczekiwanie, że seria anime z gatunku fantasy ma jakieś wielkie moralizatorskie zadanie uczenia młodzieży o naturze rzeczywistości i tym co dobre, a co złe. Fakt, że bohaterowie nie bardzo odczuwają konsekwencje swoich działań jest moim zdaniem słusznym zarzutem dla Witch Hat Atelier – często zagrożenie zdaje się tam nagle wyparowywać, i dostajemy dziwne przeskoki w nastroju. Z tajemniczej i pełnej niebezpieczeństwa sytuacji nagle przeskakujemy w radosny slice‑of‑life, w którym świat wydaje się być zrobiony z pluszu i słodyczy. Autor recenzji zdaje się to odczuwać, ale zamiast sensownej krytyki bawi się w oceny moralne i sklecone na kolanie logiczne analizy worldbuildingu.
Nawet nie uważam tego anime za cokolwiek wybitnego, ale ocena taka, jakbyśmy mieli do czynienia z niskobudżetową haremową komedyjką, wydaje mi się pewnym nieporozumieniem. Seria jest bardzo ładnie wykonana na poziomie audiowizualnym, świat przedstawiony ma kilka ciekawych i unikatowych wątków (wspomniany wyżej konflikt), kolejne odcinki z wyczuciem podrzucają kolejne strzępki tajemnicy, jednocześnie pogłębiając historie bohaterów i pokazując ich z różnych stron (np. niejasna postać Qifreya, w moim odczuciu dość ciekawe Riche i Agott).
Dla mnie recenzja w porządku
Fakt, że nie było mi dane zapoznać się z mangą i anime o Atelier – sprawia, że mogę w miarę możliwości obiektywnie ocenić sam utwór literacki, jakim jest krytykowana poniżej produkcja spod pióra Sulpice.
Dla mnie jest ona całkiem w porządku.
Moralizatorskie krzyki niektórych czytelników poniżej – wręcz mnie zmierziły. No bo… stawać w obronie potencjalnych poszkodowanych, w sposób, który tychże poszkodowanych piętnuje wrzuceniem do worka z etykietą „ludzie niepełnosprawni”? Serio?
Każdy człowiek ma określone, rozwinięte potencjały i określone dysfunkcje, czasami nieuświadomione. I grzmieć moralizatorsko, że ktoś śmiał wspomnieć o daltonizmie… No proszę.
Zarzut drugi, że nie wolno nazywać rzeczy po imieniu. Jeżeli dziecko zachowuje się w niewłaściwy sposób, to w takiej Japonii do niedawna można było mu zwrócić uwagę, nawet jeśli to nie była nasza pociecha. A Pan Recenzent według niektórych nie ma prawa skrytykować określonych wad zachowania postaci z anime. I to tylko dlatego, że są one dziećmi? Czy może chodzi o to, że są to poszkodowane przez los postacie? Bo, jak wiadomo, trudne dzieciństwo i traumy sprawiają, że z automatu nabywamy prawa do możliwości niestosownych zachowań. A autor, który owe niestosowności zachowań u postaci wskazał – został nieomal poddany publicznemu linczowi. Hm. Nie wiem, jakimi motywacjami kierowały się osoby hejtujące, ale gdy przychodzę i czytam podobne hejty moralnie rozdmuchane, to aż (tu nie dokończę).
Odnośnie akapitu o moralizowaniu w recenzji. Hm. Autor określił przypuszczalną grupę docelową, jej prawdziwe potrzeby, niezaspokojenie tych potrzeb omówionym anime i tyle.
Krótki komentarz do recenzji
A na koniec chciałbym dodać jeszcze jedną rzecz. Logika i spójność w narracji nie polegają na tym, że każdy bohater zawsze podejmuje racjonalne decyzje. Polegają na tym, czy te decyzje są wiarygodne w kontekście postaci, ich obecnej sytuacji i wieku. No nie wiem… od takiego Ayanokoujiego wymagamy żelaznej logiki, bo był do tego szkolony od małego w przystosowanym do tego celu środowisku, to jest jego fundament. Od 12‑letnich dzieci z Coco na czele, które zderzają się z brutalną rzeczywistością świata magii, powinniśmy wymagać przede wszystkim autentyczności, a nie chłodnego wyrachowania. Warto czasem spojrzeć na świat ich oczami i zadać sobie pytanie, czy w ich wieku i sytuacji sami bylibyśmy w stanie zachować się spójnie oraz racjonalnie.
Omawiane postaci mają od 10 do 12 lat. Są to więc dzieci, co więcej dzieci ze szczególnymi potrzebami, przyjęte pod dach przez dorosłego mającego świadomość ich sytuacji, którego priorytetem bardziej niż nauczenie ich magii wydaje się być dostarczenie im potrzebnego wsparcia. Mając to na uwadze, zobaczmy, jak owe dzieci są w tekście określane:
- naiwna niezguła, niezdara stanowiąca zagrożenie dla siebie i otoczenia, potrafi tylko notorycznie przepraszać
- pracoholiczka, zerowe umiejętności społeczne, antypatyczny i brutalny charakter, rekreacyjna próba morderstwa – tu też warto podkreślić, że postać nie miała świadomości jakie niebezpieczeństwo wywołuje (był to standardowy egzamin magiczny)
- akceptowalny stereotyp
- głupie pomysły, odrzuca edukację – to o postaci, która ma cechy autystyczne
- małostkowość – co więcej “nieuzasadniona trudnym dzieciństwem” (??!)
Mam dwie rzeczy do powiedzenia o tej liście:
1) Odrzucam przedstawianie postaci o tych cechach jako świadczące źle o dziele kultury, uważam wręcz przeciwnie.
2)Używanie takich określeń akurat w stosunku do dzieci budzi mój niesmak.
Ponownie podkreślam – mówimy o postaciach fikcyjnych, więc formalnie wszystko jest dozwolone. Jeżeli jednak recenzja ocenia moralnie serię, tym bardziej można ocenić moralnie recenzję. Weźmy więc dla przykładu z tekstu: mamy 10‑12 latkę Koko, która ledwo przeżyła straszne zdarzenie, straciła matkę – jedynego opiekuna – trafiła pod opiekę obcej jej osoby, i w tej sytuacji recenzja stwierdza, że sympatia dla niej jest niezasłużona, gdyż Koko “potrafi tylko notorycznie przepraszać”. ...
Przyzwolenie na ableizm w recenzji?
Czy autor recenzji zdaje sobie sprawę, jak wyjątkowo obrzydliwym poziomem ableizmu wykazuje się w tym miejscu? Jak tekst z tym stwierdzeniem w ogóle przeszedł przez opinię redakcji?
Nierówne
A zakończenie? Tak złego dawno nie widziałem- i bynajmniej nie chodzi tu o fabułę, ale o najgorszy cliffhanger jaki widziałem od lat.
No jest źle, niestety...
1. Ciamajda protagonistka której jedynym atutem jest że „się stara” i jest… miła?
2. Wredna samolubna/zazdrosna kujonica obrażona na świat w związku z jakąś rodzinną „dramą” dot. jej rodowodu, która niby ma być tą z „zimną krwią”, a której nieodpowiedzialne postępowanie m. in. mogło doprowadzić do tragedii ( kliknij: ukryte wpuszczenie Coco w test
3. Rozpuszczona „artystka” która się ciepie że inni ją „ograniczają” (choć tu przynajmniej w ostatnim odcinku widzimy że może jeszcze zrewiduje swoje poglądy)
4. No i oczywiście obowiązkowa „wesołkowata” tej bandy która właściwie nie wyróżniła się w serii niczym tylko tym że jak pojawiły się kłopoty to wystawiła protagonistkę
Ja rozumiem że twórcy (zapewne) stworzyli te postacie tak żeby „dorastały” wraz z serią, ale czemu widz musi się przy tym tak męczyć…
Na koniec nie mogę wspomnieć o chyba najbardziej idiotycznym koncepcie magii jakikolwiek widziałem – rysowanie „schematów”. Miałoby to sens gdyby nie totalnie nierówny power scaling. Niby najpierw próbuje się tę magię zamknąć w jakiś zbiór zasad po czym właściwie pojawia się koncept „zakazanej magii” z którą robią co chcą albo akurat zawsze mają wzorek czy kartkę która akurat wywoła potrzebny efekt z pogranicza fizyki i czasem chemii. Uczą się że nawet najdrobniejszy błąd może wywołać katastrofalny efekt, po czym w locie wyciągają/rysują „schemacik” który idealnie zamraża im ścieżkę. Nie chce mi się nawet wymieniać ile tu jest niespójności, lepiej by już dla nich było jakby magia w tej serii to było „piu piu” wyczarowywane z dłoni…
Daje 5/10 za grafikę. Może ze 6 za Brimmed Caps bo to fajni edgelordzi (ja bym wogóle wywalił te dzieci i zrobił serię o konflikcie Wiedźm i „Czapek” wokół tematu zakazanej magii).
Jak ktoś już wspomniał – ładna, ale pusta wydmuszka, nic sobą ciekawego nie prezentująca, wywołująca masę irytacji, względnie – w najlepszym przypadku – po prostu nudna i nieangażująca. Nieprzemyślany system magiczny i świat przedstawony, w większości kiepscy bohaterowie (ten ostatni chłopak… o jezu…) – na drugi sezon, który nie wątpię, że się pojawi, zerknę tylko w ostateczności. Tak więc zakończenie czy wręcz bezczelne urwanie serii także nie zrobiło na mnie wrażenia.
3/10
*jak coś, nie oglądałam ani Frieren, ani Zielarki, heh
Podsumowując serię, jest ona niczym wielkanocna wydmuszka – ładnie udekorowana z zewnątrz, kompletnie pusta od środka i krucha niczym… skorupka od jajka… czy coś.
Chociaż nie, jednego ten tytuł się trzyma – konsekwentnie dąży do tego, żeby nie polubić Coco. Tylko wątpię, żeby to było celowe.
odcinek 5
Potem kliknij: ukryte złamanie pieczęci bez pomyślunku… O tyle dobrze, że w drugiej rundzie już sprawę kliknij: ukryte ze smokiem załatwił kliknij: ukryte Qifrey
Coco wciąż głupiutka, naiwna, irytująca coraz bardziej ze swoją dobrocią, przepraszaniem – kliknij: ukryte oczywiście każdy jej wybacza i koniec końców wychodzi, że ona jest super. Uh…
I serio, jakkolwiek ten odcinek pod względem animacyjnym wyglądał świetnie – chyba nawet był najlepszy, znaczy tu twórcy ze względu na dużo akcji mogli się wykazać – tak przez te wszystkie głupotki, zachowania bohaterów plus raczej średnie wstawki komediowe nie jestem w stanie cieszyć się z seansu. Nie należę do osób, którym ładne opakowanie wystarcza. Plus animacja jak dla mnie jest aż „za bardzo”, napuszona, jakby twórcy wołali: „patrz i się zachwycaj!”. Pokażcie od strony historii, bohaterów (może, patrząc na końcówkę odcinka, kliknij: ukryte Qifrey okaże się ciekawszy, bo na dziewczyny nie liczę… plus czekam na drugiego pana z plakatu), świata przedstawionego itp., że jest się czym zachwycać, bo na same ładne obrazki to ja się nie nabiorę jak inni.
Równie ładne, co rozczarowujące
Ogólnie sezon wiosenny ma kilka mocnych pozycji, ale to na razie nie ta ;D
I gdyby na tym się skończyło, to ok, ale ilość głupotek, budzących wątpliwości kwestii, nieprzemyślanych rozwiązań (przynajmniej na tym etapie tak wyglądających – może otrzymamy jakieś w miarę sensowne wyjaśnienia) robi się coraz więcej i boję się, co będzie dalej…
Przedmówcy napisali już wiele o zasadach magii i świecie przedstawionym i całkowicie się z nimi zgadzam. Ja o ile trzy pierwsze odcinki jakoś obejrzałam – bez zachwytów – to czwarty wystawił moją cierpliwość na sporą próbę.
- nie wiem, czy wszystkie kliknij: ukryte smoki w tym świecie są tak durne, czy po prostu kliknij: ukryte dziewczyny miały szczęście w nieszczęściu i im się taki trafił, no ale uh… Jak jeszcze okaże się, że kliknij: ukryte bohaterki same stwora pokonają albo, nie daj boże, kliknij: ukryte zrobi to samodzielnie protagonistka w przypływie wielkiej mocy, to opluję ze śmiechu monitor.
- kliknij: ukryte Agottwydziera się na kliknij: ukryte Coco, że uniemożliwiła jej kliknij: ukryte narysowanie magicznego okręgu, po czym stwierdza: kliknij: ukryte nie mam czasu narysować nowy. Dziewczyno, gdybyś się nie darła, dałabyś radę, poza tym przy tak niezbyt bystrym kliknij: ukryte okazie smoka, którego dało się przechytrzyć kliknij: ukryte latającym strojem, myślę, że byś kliknij: ukryte z tysiąc znaków narysowała.
- kwestia kliknij: ukryte zawczasu przygotowanych okręgów, żeby tylko w odpowiednim momencie domknąć całość i zaatakować: jakkolwiek doceniam pomysł, to mimo wszystko wygląda na dość kłopotliwe; stres, działanie pod presją czasu itp. i już łatwo o niepowodzenie. W ogóle im więcej myślę o tych kliknij: ukryte magicznych okręgach, w sensie że trzeba je rysować/dokańczać, tym mam większe wątpliwości, czy takie czarowanie jest wygodne.
- bohaterowie nie pomagają przetrwać seansu… protagonistka nie ma w sobie za grosz oryginalności, ot dobre, z lekka głupiutkie, ciamajdowate dziewczę, irytujące też niestety, choć na razie nie aż w takim stopniu, by nie dało się oglądać. Inne dziewczyny też chodzące stereotypy, Qifrey też nie przekonuje. Mam tylko nadzieję, że opowieść nie pójdzie w stronę „słodkie dziewczynki robią słodkie rzeczy” i że rozwój Coco to nie będzie w kierunku najpotężniejszej wiedźmy świata…
Na razie 5/10. Oglądam 14 serii w sezonie i Tongari Boushi no Atelier jest najbliższe do dropu.
4 epek
Ta rysowana magia jest w beznadziejna, gdy mamy „pracujące” elementy. Jak te buty, byle gówno i po zabawie. Ciekawe czy ktoś wpadł na pomyśl wydrążenia tych symboli w jakimś materiale, zalania ich atramentem i zabezpieczeniem.
4 epek dał nadzieje na bardziej mroczne, naturalistyczne podejście. Zobaczymy.
kliknij: ukryte Agott ale z ciebie wredna sucz.
Oczywiście to kwestia tego co kto od anime oczekuje – myślę że seria znajdzie wielu fanów.
Tongari Boushi no Atelier po 2 odcinku