x
Tanuki.pl korzysta z plików cookie w celach prowadzenia
reklamy, statystyk i dla dostosowania wortalu do
indywidualnych potrzeb użytkowników, mogą też z nich korzystać współpracujący z nami reklamodawcy.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Szczegóły dotyczące stosowania przez wortal Tanuki.pl
plików cookie znajdziesz w polityce prywatności.
Gratuluje autorce tej opowieści. Stworzenie tak nijakiej, irytującej, bezsensownej i głupiej postaci jak ta niebieskowłosa musiało być nie lada wyczynem.
Podsumowując serię, jest ona niczym wielkanocna wydmuszka – ładnie udekorowana z zewnątrz, kompletnie pusta od środka i krucha niczym… skorupka od jajka… czy coś.
A
Jajaja
21.05.2026 12:54
Ja nie wiem, my chyba oglądamy całkiem inne anime, bo ja kocham tą historię, postacie, świat.
Brak jakiejkolwiek konsekwencji czy to w prowadzeniu fabuły czy zachowaniu spójności przekazu jest na równie wysokim poziomie co grafika i animacja.
Chociaż nie, jednego ten tytuł się trzyma – konsekwentnie dąży do tego, żeby nie polubić Coco. Tylko wątpię, żeby to było celowe.
- moja pierwsza myśl… nikt w tym świecie nie wpadł na koncepcję cyrkla?
- Z wszystkich pomysłów jakie mogli mieć – „zrobimy poduszkę dla smoka, to go uspokoi…” bo Coco ma PRZECIEŻ TAKIE WIELKIE SERDUCHO jak na protagonistkę przystało…
- Ludzie w necie podniecają się tym czarem w formie smoka… ja myśle sobie „takiego overkilla nie widziałem chyba w żadnym shounenie”... Przepalili „pół budżetu” (to sarkazm btw) na bezsensowny pokaz że „magia” w tym świecie nie trzyma się żadnych reguł. Ja się dziwie że ta ich planeta jeszcze się nie rozpadła jak z papierka czy bazgroła na rękawie można wyczarować coś takiego…
- scena z rozkminianiem czarów to jakaś tragedia – niby ma być takie DIY, a jest parodia
- puste miasto , mimo że właśnie ktoś odpalił zakazany czar w samym centrum, nikt nie przyleciał żeby zobaczyć co się stało. I to mimo że dopiero co nabijaliśmy się jak zaludnione są miasta Wiedźm‑inów…
Tępa wydmuszka. I to nie chodzi że człowiek się na siłę czepia – nie po prostu w momencie jak zaczynasz się doszukiwać logiki w „bajce o czarowaniu” to wiesz że twórcy schrzanili robotę… to niestety coś czego widzę na pęczki we współczesnych scenariuszach, szkoda że w anime też…
Jedyne co się wyniosłem z tego odcinka to że tak jak przypuszczałem w tym świecie jest jakaś instytucja/policja od pilnowania magii.
2. Porzucenie całej koncepcji tłumaczenia jak działa system magii, bo nagle okazuje się, że nie da się wytłumaczyć magicznej chmurki prostymi żywiołami, a całość jest tak skomplikowana, że fizycznie nie da się tego wepchnąć w ramy odcinka, więc rzucamy jakieś losowe słowa na potrzeby historii i miejmy nadzieję, że nikt nie będzie zadawał pytań.
Hitem będzie, jak za tydzień znowu wrócimy do zabierania czasu antenowego na tłumaczenie jak wszystko działa w tym świecie, ALE nie poruszymy tematu tego, co widzieliśmy w tym odcinku.
A, no i zapomniałbym – nie tylko policja, ale też jakieś „biuro do spraw legalizacji” xD
Po co przejmować się czy magia jest legalna czy zakazana, lepiej istnieć w szarej strefie, niczego nie rejestrować i sobie żyć ze świadomością, że jak będzie potrzeba, to masz w zanadrzu czar, który może uratować ci dupę, a jak ktoś się przypierdzieli, że to magia zakazana, to mówisz, że jeszcze nie zgłosiłeś tego czaru, dopiero co go stworzyłeś no i taka była sytuacja, no musiałeś użyć… I tyle.
Pod warunkiem, że ktoś w ogóle cię przyłapie, bo jak widać, o czym sam wspomniałeś, można rzucić zakazaną magię w samym centrum miasta i absolutnie nikt się tym nie przejmie. Więc co niby ci się stanie, jak nikt tego nie będzie widział, albo lepiej – nie przeżyje, żeby to zgłosić?
No te problemy logiczne będą się ciągnęły przez całą tę serię… można to było na tyle sposobów wyjaśnić… nie wiem, magia wysysa życie z otoczenia dlatego jest zakazana albo potrzeba jakiś potężnych katalizatorów żeby używać większych czarów. Ale nie, wystarczy kartka papieru i pióro…
Rozumiem że idea była – „magia jest niebezpieczna, trzeba kontrolować jej dostęp”. Dobra podstawa do budowy świata. Ale oni tego naprawdę nie przemyśleli – widać to było po tym „pięknym czarze” z odcinka o smoku. To bajka, ale ten świat kompletnie nie rządzi się żadnymi zasadami – co animatorzy wy*rają, to się przyjmie.
No, mówiłam, dziewczyny dostały kliknij: ukryte durnego smoka, który nie dość, że pozwala im kliknij: ukryte na spokojnie wymyślać i realizować plan jego pokonania, to jeszcze się na to nabiera, i jest miło i zabawnie… Ale to było żenujące.
Potem kliknij: ukryte złamanie pieczęci bez pomyślunku… O tyle dobrze, że w drugiej rundzie już sprawę kliknij: ukryte ze smokiem załatwił kliknij: ukryte Qifrey Coco wciąż głupiutka, naiwna, irytująca coraz bardziej ze swoją dobrocią, przepraszaniem – kliknij: ukryte oczywiście każdy jej wybacza i koniec końców wychodzi, że ona jest super. Uh…
I serio, jakkolwiek ten odcinek pod względem animacyjnym wyglądał świetnie – chyba nawet był najlepszy, znaczy tu twórcy ze względu na dużo akcji mogli się wykazać – tak przez te wszystkie głupotki, zachowania bohaterów plus raczej średnie wstawki komediowe nie jestem w stanie cieszyć się z seansu. Nie należę do osób, którym ładne opakowanie wystarcza. Plus animacja jak dla mnie jest aż „za bardzo”, napuszona, jakby twórcy wołali: „patrz i się zachwycaj!”. Pokażcie od strony historii, bohaterów (może, patrząc na końcówkę odcinka, kliknij: ukryte Qifrey okaże się ciekawszy, bo na dziewczyny nie liczę… plus czekam na drugiego pana z plakatu), świata przedstawionego itp., że jest się czym zachwycać, bo na same ładne obrazki to ja się nie nabiorę jak inni.
Szczerze mówiąc, to ja bym nawet ujął to mocniej – odnoszę wrażenie, iż od czasu jacksonowego „Władcy pierścieni” głód na fantastykę w stylu zachodnim jest tak wielki, że wszystko co jest choć trochę lepsze od, powiedzmy, netflixowego „Wiedźmina” lub „Pierścieni władzy” z Amazona dostaje od razu duże fory. Aczkolwiek na pewno nowa odsłona „Harry'ego Pottera” na HBO pomaga. :)
xx
26.04.2026 12:45
To mogło się przyczynić, ale wg mnie niekoniecznie o to chodzi, albo nie tylko o to, bo Atelier zbudowało spory fandom już ładnych parę lat temu. Może w fandomie bardziej skupionym na anime tego tak nie widać, ale manga jest całkiem popularna, także na Zachodzie i także wśród ludzi którzy nie czytają zbyt wielu mang (btw tak samo było ze wspomnianym niżej Dungeon Meshi). Bardzo przyczyniła się do tego kreska, kiedy ludzie rozmawiali o Atelier ładne rysunki były wymieniane wśród głównych zalet. Zapewne pomogło też, że to seria „bezpieczna” – o młodych bohaterkach, pozbawiona fanserwisu, spokojna, łagodna, nadająca się dla dzieci oraz dla starszych fanów chcących relaksu, w dodatku odchodzi od stereotypowej mangowej estetyki, więc nie straszy ludzi z alergią na moe ;) No i na pewno atmosfera „klasycznego” zachodniego fantasy zrobiła swoje.
Właściwie, powinniśmy jeszcze wspomnieć, że trochę tych „około‑Potterowych” serii się pojawiło – „Little Witch Academia”, teraz drugi sezon „Wistorii” lub „Nanatsu no Maken ga Shihai Suru”. Ciekawa rzecz, że wszystkie te serie łączy generalnie niski poziom ;p (no dobra, „Wistorię” od drugiego sezonu).
xx
27.04.2026 18:49
Tak w sumie to szkoły z internatem zawsze były w miarę lubianym tropem, także w mangach, więc ma sens, że magiczne szkoły z internatem też się sprzedadzą…
BTW swego czasu widywałam komentarze ze strony czytelników z UK, że dla nich Potter nie był czymś rewolucyjnym ani niesamowitym, bo wychowali się na brytyjskich powieściach o szkołach z internatem, więc dla nich była to stara, znana historia, tylko że z czarodziejami :D Za to dla wielu czytelników z innych krajów to była pierwsza powieść tego typu z którą mieli styczność.
Potteromania nigdy nie odeszła :P Widziałeś co działo się z Hogwart's Legacy czy co dzieje w parkach HP Universal?
Ale fakt – jest coś w tej popularności 'magicznych szkół” co przyciąga ludzi i Harry Potter może tu mieć jakiś wpływ. Ja osobiście wolę high fantasy (elfy, smoki, wielkie konflikty), ale po tym ile w ostatnich latach dostaliśmy szamba z Hollywood to mi się trochę odechciało…
Ale na darmo Harry Potter jest nazywany „Gwiezdnymi Wojnami Millenialsów” – co oznacza coś z czym wychowało się całe pokolenie i jest mega popularne. Ja nawet w pracy mam ze dwie trzy osoby które dalej się z Harrym Potterem obnoszą – mają jakieś gadżety i wkręcają w to swoje dzieci.
Nie chce mi się logować
27.04.2026 04:25
nawet w pracy mam ze dwie trzy osoby które dalej się z Harrym Potterem obnoszą – mają jakieś gadżety i wkręcają w to swoje dzieci.
Trochę boli mnie, jak słyszę, że rodzice swoje dzieci wkręcają w HP, po czym zaczynają mnie boleć plecy i przypomina mi się, że Kamień Filozoficzny jes filmem sprzed 25 lat…
Nie ma nic lepszego niż nić pokoleniowa. Jak masz o czym gadać z dzieckiem to będziecie fajnie spędzać wspólnie czas. Coś czuje że HBO strzeliło sobie w kolano pewnymi decyzjami – dziś mówi się głównie o kontrowersjach wokół serialu.
Tu na przykład sprawę zawalił Disney – tak bardzo chcieli przypodobać się panującym trendom i skupili na poszukiwaniu nowych widzów że zapomnieli iż są firmową tworzącą bezpieczne kino familijne. Nie mówiąc już co zrobili z Pixarem – który kiedyś wyznaczał trendy i kierunki w animacji. Dziś bardzo ciężko jest zachęcić młodzież z nosem w Tik Toku do oglądania filmów a oni stracili „rodziców” – tych którzy wychowali się na ich bajkach. Jeżeli rodzić nie widzi nowych filmów Disneya jako wartych uwagi czy „bezpiecznych”, to swoich dzieci do nich nie zachęci. Zwróćcie uwagę że Disney dziś zarabia głównie na (wątpliwej jakości) sequelach lub remake‑ach swoich starszych bajek.
xx
27.04.2026 18:32
Coś czuje że HBO strzeliło sobie w kolano pewnymi decyzjami – dziś mówi się głównie o kontrowersjach wokół serialu.
A ja myślę, że właśnie o to im chodziło. Nieważne, jak mówią, byleby mówili. I do wielu osób dotrze, i wielu oburzonych też obejrzy, żeby się powkurzać.
Wiesz, z jednej strony to prawda, że Disney zraził widownię, z drugiej – Zwierzogród też można uznać za próbujący się wpisać w trendy, a to przecież jeden z ich najlepiej sprzedających się filmów. Podobnie wypuszczona w tym samym roku Vaiana. Abstrahując od wszystkich kontrowersji, większość ich nowych filmów jest zwyczajnie słaba i robiona byle jak. A sequele, remake'i, spinoffy to jest akurat problem całego rynku, nie tylko Disneya. Odgrzewane kotlety znacznie łatwiej sprzedać, niż nowe projekty, nie trzeba też się przy nich starać, bo pchani sentymentem widzowie łykną wszystko (słabe Inside Out 2 to najlepiej sprzedający się film Pixara, zostawiający daleko w tyle większość produkcji z ich najlepszej ery). Popatrz tylko, ile starszych filmów dostaje ostatnio kontynuacje. Nawet w anime widać różne powroty do przeszłości.
Trochę boli mnie, jak słyszę, że rodzice swoje dzieci wkręcają w HP, po czym zaczynają mnie boleć plecy i przypomina mi się, że Kamień Filozoficzny jes filmem sprzed 25 lat…
Mnie ostatnio przygnębiło, że jestem już starszy od aktorki wcielającej się w serialową ciotkę Petunię…
A ja myślę, że właśnie o to im chodziło. Nieważne, jak mówią, byleby mówili. I do wielu osób dotrze, i wielu oburzonych też obejrzy, żeby się powkurzać.
Mogło tak być. Szczerze mówiąc, miałem cichą nadzieję, że ekipa od castingu inaczej rozwiąże problem castingu. Zgadzam się, że koszmarną robotę będzie miał prawie każdy aktor, który spróbuje zastąpić śp. Alana Rickmana. Natomiast wydawało mi się, że jest proste rozwiązanie by uniknąć porównań – niech nowy aktor będzie po prostu… młodszy. O ile Rickman zrobił świetną robotę jako Snape, o tyle był tak naprawdę dużo za stary w stosunku do książkowego. Jak zresztą większość filmowych bohaterów z pokolenia rodziców Harry'ego, Rona i Hermiony. HBO podjęło inną decyzję i… cóż, w grudniu będą rezultaty. :)
Popatrz tylko, ile starszych filmów dostaje ostatnio kontynuacje. Nawet w anime widać różne powroty do przeszłości.
Ogólnie sequeloza jest czymś bardzo typowym dla historii kina i cała masa dziś klasyków kina to remaki („Człowiek z blizną”, „Ben Hur”, „Za garść dolarów”). Równie często sięga się po adaptacje („Małe kobietki” dostały już chyba z 7 filmów, podobnie „Duma i uprzedzenie” albo „Opowieść wigilijna”). Problem w tym, że współcześnie bawimy się w sequele i prequele serii które powstały nieraz w tym samym stuleciu. Ba, w zasadzie jeżeli jakiś serial lub film osiągnie wielki sukces, to szanse, że dostanie kolejną część lub spin‑off są gigantyczne (nawet jeśli całość jest spójna).
Generalnie uważam, że to żadne cudowne czasy kina, choć wciąż da się znaleźć wartościowe dzieła.
xx
27.04.2026 21:12
Problem w tym, że współcześnie bawimy się w sequele i prequele serii które powstały nieraz w tym samym stuleciu.
A widzisz – moim problemem są głównie sequele robione po wielu latach, to się bardzo rzadko udaje, a większość z nich jest doklejana do zamkniętych historii, w których trudno znaleźć jakieś wątki do ciągnięcia dalej. Czasem widzę informacje o kolejnym sequelu jakiegoś umiarkowanego hitu sprzed 20‑30 lat i myślę, że chyba kończą się filmy do kontynuowania (najnowsza ofiara: Pamiętnik Księżniczki 3). To plus nawał adaptacji popularnych serii dla młodzieży z początku tego stulecia (Harry Potter, Percy Jackson, zapowiedziane Animorphs), plus coraz chętniej robione aktorskie wersje kreskówek, też niezbyt starych, i jakaś era nostalgii się robi…
Nie wiem też, czy remake w erze streamingu, kiedy wszystko jest na wyciągnięcie ręki, ma tyle sensu, co dawniej, kiedy starsze produkcje były znacznie mniej dostępne. W czasach, kiedy filmy można było znaleźć właściwie tylko w kinie, a potem telewizji, remake stanowił dla wielu młodszych widzów jedyną szansę na zapoznanie się z historiami z klasyków. Dzisiaj możemy po prostu zobaczyć oryginał. Choć oczywiście pozostaje argument, że kiedyś filmy kręciło się inaczej i produkcje sprzed kilku dekad mogą być niestrawne dla współczesnego widza…
Zabawne, że wspominasz o adaptacjach, ostatnio myślałam, że w sumie teraz toczą się dyskusje o wierności adaptacji, a wiele klasyki kina to adaptacje bardzo niewierne, nieraz nawet wypaczające to jak dana historia jest postrzegana przez większość ludzi i to jak robione są kolejne adaptacje, np. Dracula. Ale to już zupełnie na marginesie…
A
Sulpice9
24.04.2026 21:30 Równie ładne, co rozczarowujące
W sumie, chyba nie opowiem więcej od pozostałych. A przynajmniej w konkluzjach, bo można by jeszcze sporo się naprodukować nad głupotami fabularnymi i kreacją postaci. Miało być anime roku, póki co, mamy rozczarowanie roku. Co z tego, że to śliczne, jak mamy fatalne postacie, głupoty w historii i przewidywalne rozwiązania. Do tego świat przedstawiony jest bez sensu – w sumie jak kliknij: ukryte człowiek się do właściwego drzewa i założy „bimbrownię atramentu” to każdy może tu robić za magicznego heretyka. Ale dobra, jak zacznę omawiać wszystkie głupoty, to zrobi się recenzja. ;)
Ogólnie sezon wiosenny ma kilka mocnych pozycji, ale to na razie nie ta ;D
ZSRRKnight
25.04.2026 07:43 Re: Równie ładne, co rozczarowujące
i właściwie chyba tylko tu na tanuki jest tak zimne przyjęcie tego serialu – przynajmniej nigdzie indziej nie widziałem, by ktokolwiek się tak rozpisywał o świecie przedstawionym, logice itd. No, żeby nie było – w zasadzie to się z większością tych opinii zgadzam, ale i tak mimo tego ogląda się to anime całkiem przyjemnie, choćby ze względu na świetną animację i dizajny no, wszystkiego w sumie xd.
W sumie to mam wrażenie, że w rzeczywistości po Frieren, Dungeon Meshi i podobnych seriach poprzeczka jest zawieszona wysoko dla serii fantasy i Atelier Spiczastych Kapeluszy, który póki co jest bliższy typowym schematom anime ma bardzo pod górkę, by zdobyć uznanie niektórych widzów, szczególnie że naprawdę potyka się pod względem budowania świata…
Sulpice9
25.04.2026 22:00 Re: Równie ładne, co rozczarowujące
Trudno mi komentować za wszystkich, aczkolwiek trochę mnie smuci brak choćby drobnego krytycyzmu na wielu portalach.
Odnoszę wrażenie, że przybywa „baniek”, gdzie albo wychwala się dany tytuł pod niebiosa, albo krytykuje go za wszystko od początku do końca. W ten oto sposób coraz trudniej o fajną, merytoryczną dyskusję.
W ogóle to chyba coraz powszechniejsze zjawisko nie tylko w anime – bardzo polecam jako lekturę „Biały Irys” (jeden z nowych albumów o przygodach Asteriksa), gdzie właśnie omówiono to zagadnienie.
Kurubuntu
25.04.2026 22:34 Re: Równie ładne, co rozczarowujące
Nom, tą polaryzacje widać wszędzie – albo hit, albo kit.
Poza tym wydaje mi się, że „przeciętny widz” średnio zwraca uwagę na dziury fabularne lub niekonsekwencje świata przedstawionego. Ot, gra i buczy więc fajnie.
Tanuki ma też tą właściwość, że tu siedzą same stare konie :D
I może sam miałem ciut za duże oczekiwania?
rzeczywistości po Frieren, Dungeon Meshi i podobnych seriach poprzeczka jest zawieszona wysoko dla serii fantasy i Atelier Spiczastych Kapeluszy, który póki co jest bliższy typowym schematom anime ma bardzo pod górkę,
To jest w punkt. Spodziewałem się wyżej wymienionych, a dostaliśmy ładną wymduszke (póki co).
Klemens
25.04.2026 23:26 Re: Równie ładne, co rozczarowujące
Tanuki ma też tą właściwość, że tu siedzą same stare konie
Nie tyle stare konie, co po prostu osoby, które oglądają anime od dawna.
Pomijając efekt polaryzacji, bo ten oczywiście jest rzeczą, która występuje i nie ma co się nawet wykłócać, o tyle zdaje mi się, że właśnie „bańka” świata anime pękła i dostało się do niej mnóstwo ludzi, którzy wcześniej nie mieli do czynienia z tym medium.
Przez długie, długie, DŁUGIE, lata, anime było postrzegane jako „hińskie bajki dla dzieci i zboczeńców”, biorąc za przykłady jakieś najgłupsze serie, hentaje i tytuły pokroju „Pokemony”. Dopiero niedawno anime wlało się do świata globalnego mainstreamu (albo raczej mainstream do świata anime) i ludzie, którzy kiedyś hejtowali i wyśmiewali, teraz powoli i ostrożnie, ale jednak podchodzą do tego medium, chociażby dzięki takiemu Netflixowi.
No i rzecz w tym, co uważam jest clou problemu, że ci ludzie nie mają za bardzo odniesienia do innych tytułów. Dla nich to wszystko jest nowe. Oni odkrywają to, co my widzimy po raz pięćdziesiąty piąty.
I widać nawet to wśród tych „starych koni”, którzy dają się w pułapkę tego hajpu na mainstream złapać, bo przecież Dungeon Meshi nie ma w ogóle podejścia do takich tytułów jak Księżniczka Kaguya, Księżniczka Mononoke (czy właściwie cokolwiek innego od Ghibli), Guardian of the Spirits czy wielu innych tytułów. A jednak wymieniacie Dungeon Meshi w swojej dyskusji jako tytuł, który stawiany jest na piedestale topowych opowieści fantasy.
Kurubuntu
26.04.2026 03:59 Re: Równie ładne, co rozczarowujące
Nie tyle stare konie, co po prostu osoby, które oglądają anime od dawna.
Czyli stare konie :P Ale fakt, niefortunny skrót myślowy.
No i rzecz w tym, co uważam jest clou problemu, że ci ludzie nie mają za bardzo odniesienia do innych tytułów. Dla nich to wszystko jest nowe. Oni odkrywają to, co my widzimy po raz pięćdziesiąty piąty.
Klemens, tu problemem nie jest liczba obejrzanych anime a elementarnie zjebane światotwórstwo. Nie ma znaczenia ile anime obejrzałeś, czy ile doświadczyłeś kultury jako takiej. Tu szwankuje logika i zdrowy rozsądek. Magia ma być tajna, elitarna i sekretna a magów prawie tyle co mugoli. Atrament, kluczowy składnik czarowania, którego formuła powinna być schowana w najgłębszych czeluściach a chłop se na wyj**** robi w biały dzień.
A najśmieszniejsze jest to, że zasady świata przedstawionego mamy wyłuszczone w 1‑2 odcinku, a już w 4 mamy tego zaprzeczenie :D
Dungeon Meshi w swojej dyskusji jako tytuł, który stawiany jest na piedestale topowych opowieści fantasy.
DM jedną rzecz robi wybornie – próbuje urealnić świat fantasy. Pokazując jego ekologie, mieszkańców, ekonomie, prawa. To jak te rzeczy wpływają na działania bohaterów, jakie daje im możliwości a jakie ograniczenia. I jest to dość unikatowe.
A co do np. K. Mononoke, to faktycznie jest to może lepszy obraz, ale patrząc przez pryzmat elementów fantastycznych, to DM jest zwyczajnie ciekawsze.
blob
26.04.2026 21:44 Re: Równie ładne, co rozczarowujące
Pomijając efekt polaryzacji, bo ten oczywiście jest rzeczą, która występuje i nie ma co się nawet wykłócać, o tyle zdaje mi się, że właśnie „bańka” świata anime pękła i dostało się do niej mnóstwo ludzi, którzy wcześniej nie mieli do czynienia z tym medium.
Mówisz o tzw. „turystach”. I to nie tylko m&a – do wielu rzeczy (np. DnD, Warhammer – można wymieniać be końca) przybyło wielu takich ludzi którzy później negatywnie wpływają na nie – bo chcą żeby były „pod nich”. Kiedyś wydawało się że im więcej ludzi tym weselej, ale to było przed czasami aktywizmu i social media. Dziś ludzie potrafią skutecznie obrzydzić ci każde hobby. Niech sobie oglądają, tylko jak zaczynają natrętnie oceniać inne kultury z punktu widzenia własnych (np. „zachodnich” wrażliwości i standardów), atakują twórców i „żądają zmian” – to robi się nieciekawie. Do tego stopnia że sami Japończycy zaczęli przyjmować defensywną postawę.
A popularność m&a np. w Stanach eksplodowała bo ich własne komiksy stały się żałosne. Pamiętam artykuły o półkach w księgarniach pękających od ciężaru mang i amerykańskich komiksach relegowanych do pojedynczych półek (oczywiście problem jest szerszy, ale generalnie ludzie po prostu poszli tam gdzie są ciekawsze historie).
Niemniej, cieszy mnie że chociaż tutaj ludzie widzą Atelier taką jaka jest (póki co) – ładną wydmuszką. To nie jest zła seria, ale ma to co nie cierpię – wredne (ta cała Agott to niezła sucz) i fajtłapowate dzieci i „startujemy od zera”. Ponadto faktycznie – koncepcja magii w tym świecie jest idiotyczna, choć z drugiej strony przynajmniej próbują czegoś innego. Ale ja jak chce serie o magii to wolę takie Ancient Magus Bride.
xx
26.04.2026 22:55 Re: Równie ładne, co rozczarowujące
Do tego stopnia że sami Japończycy zaczęli przyjmować defensywną postawę.
To akurat nic nowego, Japończycy gaijinów nigdy specjalnie nie lubili, nieraz nawet na ich pieniądze kręcili nosem.
Irytujący „turyści” to w sumie też nienowe zjawisko, co ileś lat jest napływ nowych irytujących fanów, tyle że teraz (niestety!) mają konta na mediach społecznościowych i mogą bezpośrednio pisać do twórców, kiedyś mogli najwyżej pojęczeć na forach/blogach/stronach, których twórcy nigdy nie oglądali. Niektórzy też twierdzą, że teraz zjawisko ma większą skalę przez COVID, więcej ludzi siedziało w domach i z braku innych zajęć wzięło się za oglądanie.
A popularność m&a np. w Stanach eksplodowała bo ich własne komiksy stały się żałosne.
Po części tak, ale też – mangi są znacznie bardziej zróżnicowane niż te popularne komiksy (również te ileś dekad temu) i wydawcy umieli to wypromować. Wiele osób, które nie sięgają po komiksy amerykańskie, bo zakładają, że to tylko peleryniarze i Garfield, znalazło w mangach coś dla siebie. Np. w latach 00. pojawiały się w Stanach artykuły komentujące, że mangi dotarły do nastoletnich dziewcząt, czego komiksy na szerszą skalę nie dokonały nigdy. Pomogło też to, że mangi są postrzegane jako medium w które łatwiej się wkręcić – nawet jeśli komuś spodobało się MCU, to większość popularnych bohaterów ma masę różnych serii tworzonych przez dekady, nie wiadomo, od czego zacząć. Za to jeśli komuś spodoba się anime na bazie shounena, to wystarczy znaleźć mangę z tym samym tytułem i czytać od pierwszego tomu. Ostatecznie doszło do sytuacji, gdzie komiksy nie potrafią przyciągnąć nowych fanów, a starych odstraszają (choć są wyjątki).
blob
27.04.2026 17:02 Re: Równie ładne, co rozczarowujące
Pomogło też to, że mangi są postrzegane jako medium w które łatwiej się wkręcić – nawet jeśli komuś spodobało się MCU, to większość popularnych bohaterów ma masę różnych serii tworzonych przez dekady, nie wiadomo, od czego zacząć. Za to jeśli komuś spodoba się anime na bazie shounena, to wystarczy znaleźć mangę z tym samym tytułem i czytać od pierwszego tomu. Ostatecznie doszło do sytuacji, gdzie komiksy nie potrafią przyciągnąć nowych fanów, a starych odstraszają (choć są wyjątki).
I tak i nie. A USA jest jeden łącznik który pozwalał ludziom wejść w ich domowe komiksy – tzw. „comic book guys”, czyli sklepy komiksowe. Ale to akurat współczesna branża komiksiarska w USA praktycznie zarżnęła – nie będę wchodził w całą tę dramę, można o tym poczytać w necie. Ale wystarczy poczytać o bankructwie „Diamond Comics” (który był monopolistą), wciskaniu sklepom komiksiarskim współczesnego chłamu którego nikt nie kupował (n‑te próby lansowania niepopularnych postaci jak Ms. Marvel czy America Chavez lub kompletne przepisywanie i eksperymentowanie z uznanymi bohaterami + mieszanie ich w politykę), lub postawa współczesnych przedstawicieli branży którzy zniechęcili fanów na różne sposoby m. in. nazywając ich bigotami: „nie podobają ci się moje komiksy – nie kupuj ich”. Wielu z nich skończyło marnie, żebrząc wręcz o wsparcie. Ci co postanowili działać na własną rękę np. freelancerzy, całkiem dobrze radzą sobie dzięki crowdfundingu (znani artyści jak Mark Millar, Chuck Dixon czy Graham Nolan). Mamy generalnie tam renesans niezależnych komiksów jak Rippaverse – gość w kilka lat stworzył od zera własne uniwersum i sieć dystrybucyjną (wydaje już nawet książki/komiksy innym) – każdy kolejny album jaki wydaje zarabia po kilka baniek. Tak że kto wie. Ledwo zipie głównie mainstream komiksowy w USA na rzecz mangi.
Teraz trochę tę lukę „doradców” wypełniają kanały na YT – wielu ludzi pyta właśnie ich od czego zacząć – niektórzy to ludzie z wieloletnim doświadczeniem w branży np. prowadzili sklepy (trzeba samemu ocenić którzy wiedzą co mówią a którzy to pozerzy). I co odpowiadają ludzie którzy w komiksach siedzą od dzieciaka? Wszystko tylko nie współczesne komiksy amerykańskie (z małymi wyjątkami np. Transformers czy niektóre Batmany)... To samo z animacją w USA – coraz więcej zwolnień (też temat na długie dyskusje), ale jak ludzie którzy wiele lat są w branży i przez kilka lat o tym przestrzegali że bańka pęknie (wielu ludzi się kształciło w kierunku animacji w USA, nawet na studiach) to ich wyzywali. Teraz mogą powiedzieć „a nie mówiliśmy”?
A anime i manga king i mają się dobrze.
xx
27.04.2026 18:07 Re: Równie ładne, co rozczarowujące
Zdążyłam zapomnieć o Diamond Comics, to była jakaś masakra… Ale tak, o większości wymienionych przez ciebie problemów myślałam pisząc o odstraszaniu starych fanów. Ostatecznie fani posłuchali rady wymienionych przedstawicieli – przestali kupować ;D
Żeby było śmieszniej – pośród całego upadku amerykańskiego mainstreamu i szału na mangi – najlepiej sprzedający się komiks w Stanach to amerykański komiks o superbohaterze (Dogman) :D
Cóż, w branży anime też od lat ostrzegają, że bańka pęknie. Zobaczymy, jak to będzie…
xx
26.04.2026 12:37 Re: Równie ładne, co rozczarowujące
Poza tym wydaje mi się, że „przeciętny widz” średnio zwraca uwagę na dziury fabularne lub niekonsekwencje świata przedstawionego. Ot, gra i buczy więc fajnie.
Wystarczy popatrzeć na rozmaite dyskusje o logice w popularnych seriach – główna linia obrony to „no ale fajnie się ogląda, no ale ładnie wygląda, a w ogóle to jest rozrywka, czego się czepiacie, trzeba wyłączyć mózg i się cieszyć, to nie jest seria do myślenia”.
Sulpice9
26.04.2026 15:13 Re: Równie ładne, co rozczarowujące
To znaczy ja nie mam nic przeciwko anime, które są radosnymi głupawkami lub po prostu czystą rozrywką ze średnim scenariuszem – to co jest problematyczne, to pomijanie przy tym jakiejkolwiek krytyki. Sam kiedyś recenzowałem „Nanatsu no Maken ga Shihai Suru” – serię, przy której bawiłem się fenomenalnie, co nie zmienia faktu, że to serial z całym katalogiem problemów. Dlatego dostała ode mnie znacznik serii ulubionej i 4/10. :D
Brakuję mi trochę większego dystansu i świadomości wad tych tytułów, które nawet bardzo lubimy. Dobrze, że przynajmniej tutaj można pogadać tak szczerze o problemach poszczególnych serii. Nawet takich, które się lubi :)
xx
26.04.2026 16:48 Re: Równie ładne, co rozczarowujące
Ja niby też (moje ukochane Hokuto no Ken z fabułą pisaną na kolanie), ale irytują mnie hasła, że brak logiki w fabule to w ogóle nie może być wada, a jak coś się nie podoba to to ty jesteś problemem. Czyli no właśnie, brak dystansu ;)
A
mana
24.04.2026 13:17
kliknij: ukryte Skoro wielkość kręgu niema znaczenia tylko proporcje to po co rysować czary ręcznie można zrobić małe pieczątki i to powinno działać. Można to też robić jakoś maszynowo typu mini drukarenka z ruchowymi znakami.
Po czterech odcinkach – ładna średniawka. Choć w sumie kreska nie jest aż tak świetna/oryginalna, by się nią zachwycać.
I gdyby na tym się skończyło, to ok, ale ilość głupotek, budzących wątpliwości kwestii, nieprzemyślanych rozwiązań (przynajmniej na tym etapie tak wyglądających – może otrzymamy jakieś w miarę sensowne wyjaśnienia) robi się coraz więcej i boję się, co będzie dalej…
Przedmówcy napisali już wiele o zasadach magii i świecie przedstawionym i całkowicie się z nimi zgadzam. Ja o ile trzy pierwsze odcinki jakoś obejrzałam – bez zachwytów – to czwarty wystawił moją cierpliwość na sporą próbę.
- nie wiem, czy wszystkie kliknij: ukryte smoki w tym świecie są tak durne, czy po prostu kliknij: ukryte dziewczyny miały szczęście w nieszczęściu i im się taki trafił, no ale uh… Jak jeszcze okaże się, że kliknij: ukryte bohaterki same stwora pokonają albo, nie daj boże, kliknij: ukryte zrobi to samodzielnie protagonistka w przypływie wielkiej mocy, to opluję ze śmiechu monitor.
- kliknij: ukryte Agottwydziera się na kliknij: ukryte Coco, że uniemożliwiła jej kliknij: ukryte narysowanie magicznego okręgu, po czym stwierdza: kliknij: ukryte nie mam czasu narysować nowy. Dziewczyno, gdybyś się nie darła, dałabyś radę, poza tym przy tak niezbyt bystrym kliknij: ukryte okazie smoka, którego dało się przechytrzyć kliknij: ukryte latającym strojem, myślę, że byś kliknij: ukryte z tysiąc znaków narysowała.
- kwestia kliknij: ukryte zawczasu przygotowanych okręgów, żeby tylko w odpowiednim momencie domknąć całość i zaatakować: jakkolwiek doceniam pomysł, to mimo wszystko wygląda na dość kłopotliwe; stres, działanie pod presją czasu itp. i już łatwo o niepowodzenie. W ogóle im więcej myślę o tych kliknij: ukryte magicznych okręgach, w sensie że trzeba je rysować/dokańczać, tym mam większe wątpliwości, czy takie czarowanie jest wygodne.
- bohaterowie nie pomagają przetrwać seansu… protagonistka nie ma w sobie za grosz oryginalności, ot dobre, z lekka głupiutkie, ciamajdowate dziewczę, irytujące też niestety, choć na razie nie aż w takim stopniu, by nie dało się oglądać. Inne dziewczyny też chodzące stereotypy, Qifrey też nie przekonuje. Mam tylko nadzieję, że opowieść nie pójdzie w stronę „słodkie dziewczynki robią słodkie rzeczy” i że rozwój Coco to nie będzie w kierunku najpotężniejszej wiedźmy świata…
Na razie 5/10. Oglądam 14 serii w sezonie i Tongari Boushi no Atelier jest najbliższe do dropu.
No i tyle, jeśli chodzi o wiarygodność świata przedstawionego. Wiedźmy mają własne miasta i dzielnice, a magiczny atrament robi się z marszu, wystarczy woda i konkretne drzewo…
Ta rysowana magia jest w beznadziejna, gdy mamy „pracujące” elementy. Jak te buty, byle gówno i po zabawie. Ciekawe czy ktoś wpadł na pomyśl wydrążenia tych symboli w jakimś materiale, zalania ich atramentem i zabezpieczeniem.
4 epek dał nadzieje na bardziej mroczne, naturalistyczne podejście. Zobaczymy.
Musiałem się upewnić, że dobrze zrozumiałem w pierwszym czy tam drugim odcinku, żeby tylko 'garstka' ludzi mogła władać magią, aby się to nie rozprzestrzeniło jak kiedyś.
Tymczasem..
W trzecim odcinku, miasto wiedźm pod wodą. Okej, spoko. Jest ukryte, no i jak na cały świat to takie miasto ma sens.
Odcinek 4, drugie miasto. Ludzi więcej niż na krupówkach w sezonie, a wygląda na to, że tych miast jest więcej bo te znajduje się najbliżej ich chatki x.x
No ogólnie fajnie ukrywają te magię, coś jak w tym memie z niesamowicie otyłem chłopem chowającym się za słupem ;)
Od siebie dodam – aż dziw bierze człowieka, że w tak dużym społeczeństwie nagminnie nie pojawiają się osoby chcące eksperymentować z zakazaną magią. Bo tę grupę magów w maskach uznałbym raczej za ichniejszą wersję organizacji terrorystycznej. Idąc dalej, gdzie jakieś patrole w mieście? Czy społeczeństwo wiedźm to utopia, gdzie każdy cieszy się życiem i nie potrzeba żadnego nadzoru nad taką masą ludzi potrafiących władać nadnaturalnymi fenomenami? Jakim cudem ten typ w masce porusza się po mieście niezauważony? Czy nikt nie zdaje sobie sprawy z zagrożenia poza mistrzem? Gdzie jest granica między zakazaną magią, a tym co można? Czy to, co zrobiła Agata nie zahacza już o ten aspekt?
To też dosyć ciekawe, niby zakazane jest to co może krzywdzić ludzi jak np. teleportacja, bo były wojny itp..
No chyba że jest to ściana ognia z podręcznego notatnika, która może całkowicie spalić człowieka to wtedy jest git, jako że magia ognia jest całkowicie dozwolona w tym świecie bo można sobie płomień pod garnek zrobić.
Im więcej człowiek się zastanawia nad tym światem, tym więcej takich głupot znajduje, a to dopiero czwarty odcinek.
Coś mam przeczucie, że wyjaśnienie tego będzie równie durne lub całkowicie pominie, bo tak jest i już, a poza tym to nie interesuj się bo kociej mordy dostaniesz..
Im bardziej się człowiek zastanowi nad tym, jakie są prawa i zasady tej magii, tym bardziej absurdalne to się staje.
Skoro cały system opiera się właściwie na kreatywności użytkownika, to co go ogranicza w stworzeniu „legalnych” czarów do krzywdzenia ludzi?
A jeżeli to użycie czarów na rzecz krzywdzenia ludzi jest zakazane, to co właściwie blokuje wiedźmę przed możliwością teleportacji w celu zwykłego przyspieszenia podróży, a nie nagłego przerzucenia wojsk z punktu A do punktu B?
Nie wiem, jak dla mnie ta cała otoczka fabularna jest grubymi nićmi szyta – autor chciał stworzyć oryginalny koncept i o ile sam pomysł jest dość ciekawy, to jego wykonanie woła o pomstę do nieba.
wyjaśnienie tego będzie równie durne lub całkowicie pominie
Też sobie pomyślałem w trakcie seansu że ten świat zostawia furtke do tylu nadużyć… jak nawet dzieci mogą bez problemu tworzyć „potężna broń”.
Chyba jedynym sensownym wytłumaczeniem byłoby gdyby był jakiś rodzaj policji‑inkwizycji która bezwględnie poluje na takich wyskokowców. Ew mogliby wymyślić że używanie magii zużywa jakieś zasoby albo powoduje niestebilność świata… Tymczasem najwyraźniej tutaj po prostu 99% wiedźm jest „grzecznych”
Seria widać że dopracowana i po prostu pięknie narysowana… z mojej perspektywy tylko szkoda że ten potencjał jest marnowany na kolejną serię w stylu „młoda uczennica uczy się od podstaw a widz wraz z nią”. Mogłoby być coś w stylu Frieren, a będzie slice of life z (pewnie) jakimiś pojedynczymi epizodami z większą akcją. I ten potencjał 8 lat tworzenia serii pójdzie w taki slowburn…
Oczywiście to kwestia tego co kto od anime oczekuje – myślę że seria znajdzie wielu fanów.
potencjał jest marnowany na kolejną serię w stylu „młoda uczennica uczy się od podstaw a widz wraz z nią”
O, to to. Dodam jeszcze od siebie, że od samego początku mamy narysowany konflikt z jakimś większym złem, rozpoczęty z powodów związanych z FMC i niech jeszcze niech dojdzie do tego aspekt „główna bohaterka tak naprawdę jest giga OP”, a historia będzie wypchana nawalankami i okaże się, że mamy do czynienia z kolejną opowieścią w stylu JJK/Demon Slayer/Black Clover/Nanatsy no Taizai/Bleach/Naruto, czyli kolejny bitewniak, tylko z bardziej wholesome settingiem.
Mangi nie znam, ale mocno czuję, że to pójdzie w tym kierunku.
Shorexen
10.04.2026 12:52 Odpowiedź na komentarz użytkownika blob
Mogłoby być coś w stylu Frieren, a będzie slice of life z (pewnie) jakimiś pojedynczymi epizodami z większą akcją.
Coś chyba nie wyszło z tym punktem odniesienia, albo po prostu źle ubrałeś w słowa to co miałeś na myśli, bo trochę zaprzeczyłeś sam sobie. Dlaczego? Ponieważ Frieren w dużej mierze opiera się właśnie na spokojnej slice of lifeowej podróży, codziennych interakcjach i pomaganiu napotkanym ludziom, a większe walki pojawiają się raczej sporadycznie. Od siebie dodam tylko, że całe szczęście iż Atelier nie idzie i oby nie poszło w stronę Frieren. Dla mnie jedna tak schematyczna, bez fabularna i bez zasad świata przedstawionego seria w zupełności wystarczy.
blob
10.04.2026 14:29 Re: Odpowiedź na komentarz użytkownika blob
Tak, jak to przeczytałem to nie miało to takiego sensu jak założyłem…
Chodziło mi o to że dostajemy serię dopracowaną jak Frieren, ale też o innym tonie. Tu mogę się mylić – nie znam pierwowzoru, może „odpali” i dostaniemy nawet coś pokroju Made in Abyss xD Tak, rzeczywiście i tu i tu jest slice of life, ale jednak Frieren to mimo wszystko dojrzała seria – nie ma taryfy ulgowej dla bohaterów i nie „uczą się magii” tylko nawalają z demonami lub rywalami. Tu mam wrażenie że dostaniemy kolejny „school life”, tylko w ładniejszej oprawie – formuła strasznie już wykorzystana. Po prostu szkoda mi że różne ciekawe serii fantasy są realizowane na słabym poziomie, a tymczasem dostajemy bardzo ładnie opakowany „school life” z dziecięcymi bohaterami.
Osobiście to osobista preferencja, być może takich serii nigdy za wiele na te trudne czasy :)
A
Shorexen
9.04.2026 07:31 Tongari Boushi no Atelier po 2 odcinku
Zapowiada się to na naprawdę obiecujące, pełnoprawne fantasy, w którym magia gra pierwsze skrzypce, a całość dodatkowo zachwyca pod względem wizualnym. Jedyny zgrzyt jaki dostrzegam na początku, to nauczyciel Qifrey, który zachowuje się dość nierozważnie jak na kogoś strzegącego największego sekretu tego uniwersum. Z drugiej strony możliwe, że wystarczającym wyjaśnieniem jest tu bezpiecznik systemu magii w postaci wymazywania pamięci. Być może właśnie dlatego większość czarodziejów w tym świecie będzie zbyt pewna siebie, a czasem nawet ignorować zasady, skoro zawsze istnieje łatwe wyjście z sytuacji, gdyby coś wyszło na jaw. Niemniej zdecydowanie widać tu potencjał i jest duża ochota śledzić to dalej.
Kurubuntu
10.04.2026 05:26 Re: Tongari Boushi no Atelier po 2 odcinku
A mi ten system magiczny (mówiąc stricte o sposobie czarowania), trochę zgrzyta. No bo co, serio nikt na świecie nie jest w stanie skojarzyć, że oni to rysują? Nikogo nie zastanawia dlaczego tak się z tym kryją? A co z papierem i atramentem, przecież jakaś produkcja gdzieś musi się odbywać.
No chyba, że magów jest tylko garstka.
No i ciekawi mnie fakt, jak radzą sobie z postępem technicznym. No bo wyobraźcie sobie, nagle pojawia się taki Gutenberg… Czyli co muszą latać po świecie i 'wymazywać' wynalazców?
Ciekawe jak do tego odniesie się manga.
Kurubuntu
10.04.2026 10:23 Re: Tongari Boushi no Atelier po 2 odcinku
*Ciekawe jak do tego odniesie się anime.
Shorexen
10.04.2026 12:23 Odpowiedź na komentarz użytkownika Kurubuntu
No bo co, serio nikt na świecie nie jest w stanie skojarzyć, że oni to rysują? Nikogo nie zastanawia dlaczego tak się z tym kryją?
Napisałem o tym dosyć jasno. Zapewne nie, skoro takim osobom, które coś „skojarzyły” lub zobaczyły spokojnie mogli wyczyścić pamięć, prawda? Łatwy fabularny bezpiecznik, ale działa i wprost o tym informują na początku serii, co akurat w tej kwestii doceniam. Poza tym jest również informacja, że obecne społeczeństwo zostało wychowane w przekonaniu, że magia to wrodzony dar, więc nie doszukują się czegoś, co dostaje się w trakcie narodzin, albo wcale.
A co z papierem i atramentem, przecież jakaś produkcja gdzieś musi się odbywać.
Papier nie ma znaczenia, już pierwszy odcinek to łatwo pokazał. Co do atramentu – nie wiem, nie czytałem pierwowzoru. Nie będę strzelał, że chociażby w miejscach takich jak ta wieża z księgami, do której dostęp mają tylko czarodzieje, bo może seria sama nam na to pytanie odpowie z czasem, ale teraz tego nie wiadomo – to fakt. Natomiast wspomnieli, że to jakiś specjalny rodzaj atramentu, a nie jakiś standardowy i może mieć to jakieś znaczenie gdzie i jak go wytwarzają.
No bo wyobraźcie sobie, nagle pojawia się taki Gutenberg… Czyli co muszą latać po świecie i 'wymazywać' wynalazców?
A pojawił się? Gdybologię odstawiam na bok, ale odpowiadając na pytanie, pewnie tak. Ciężko stwierdzić po dwóch odcinkach, nie sądzisz? To już jest kwestia jak autor pierwowzoru ma zaplanowane budowanie świata na przyszłość.
Kurubuntu
10.04.2026 13:58 Re: Odpowiedź na komentarz użytkownika Kurubuntu
Zapewne nie, skoro takim osobom, które coś „skojarzyły” lub zobaczyły spokojnie mogli wyczyścić pamięć, prawda? Łatwy fabularny bezpiecznik (...)
No właśnie średni bezpiecznik, bo najpierw muszą wiedzieć, że ktoś wie. Chyba że cyklicznie robią czystkę. No bo co, w tym świecie nie ma arystokracji, szpiegów, potentatów, ludzi szukających wiedzy lub władzy? Przecież wystarczy, że będą siedzieć cicho i elo.
Z papierem i atramentem chodzi mi zwyczajnie o to, że łatwo zauważyć, ewentualny, duży popyt w konkretnym miejscu.
Oczywiście, wszystko zależy od liczby wiedźm. Jeśli jest ich śladowa ilość, to moje zarzuty nie mają znaczenia.
A co do gdybologii, jest to raczej wesołe bajdurzenie na temat świata przedstawionego. Poza tym, tak egalitarny system magiczny sam nasuwa pewne pytania.
Shorexen
10.04.2026 15:31 Odpowiedź na komentarz użytkownika Kurubuntu
No właśnie średni bezpiecznik, bo najpierw muszą wiedzieć, że ktoś wie. Chyba że cyklicznie robią czystkę. No bo co, w tym świecie nie ma arystokracji, szpiegów, potentatów, ludzi szukających wiedzy lub władzy? Przecież wystarczy, że będą siedzieć cicho i elo.
Pytanie brzmi jak zachowuje się osoba, która coś wie/czegoś się dowie. Czy trzyma gębe na kłódkę i używa jej po kryjomu, czy obwieszcza na około ten fakt jak największej liczbie ludzi. W pierwszym przypadku ciężko się o takiej osobie dowiedzieć – to fakt, więc wtedy bezpiecznik nie działa, w tym drugim łatwo namierzyć konkretne osoby i użyć bezpiecznika w postaci czyszczenia pamięci nawet na większą skalę. Za mało wiemy / wiem na obecną chwilę, więc nie bawie się jeszcze w osądy. Sam bezpiecznik na razie działa, ale to prawda, że istnieją sytuacje w których łatwo o szpiega, który wykradł informacje i dobrze się ukrywa z tą wiedzą, no i może nawet takie jednostki są, kto wie…
Z papierem i atramentem chodzi mi zwyczajnie o to, że łatwo zauważyć, ewentualny, duży popyt w konkretnym miejscu.
No jeśli atrament powstaje z jakiegoś innego specyfiku niż normalnie, albo z konkretnego miejsca o którym wiedzą tylko czarodzieje, to raczej o popyt w świecie przedstawionym nie ma się co martwić.
Z resztą się zgadzam, bo sam mam wiele pytań na które odpowiedzi jeszcze nie ma. Dlatego seria ma duży potencjał, ale też może zaliczyć spektakularny upadek. Doceniam sam fakt intencji i chęci autora do postarania się w tej kwestii – przynajmniej na początku.
Podsumowując serię, jest ona niczym wielkanocna wydmuszka – ładnie udekorowana z zewnątrz, kompletnie pusta od środka i krucha niczym… skorupka od jajka… czy coś.
Chociaż nie, jednego ten tytuł się trzyma – konsekwentnie dąży do tego, żeby nie polubić Coco. Tylko wątpię, żeby to było celowe.
- moja pierwsza myśl… nikt w tym świecie nie wpadł na koncepcję cyrkla?
- Z wszystkich pomysłów jakie mogli mieć – „zrobimy poduszkę dla smoka, to go uspokoi…” bo Coco ma PRZECIEŻ TAKIE WIELKIE SERDUCHO jak na protagonistkę przystało…
- Ludzie w necie podniecają się tym czarem w formie smoka… ja myśle sobie „takiego overkilla nie widziałem chyba w żadnym shounenie”... Przepalili „pół budżetu” (to sarkazm btw) na bezsensowny pokaz że „magia” w tym świecie nie trzyma się żadnych reguł. Ja się dziwie że ta ich planeta jeszcze się nie rozpadła jak z papierka czy bazgroła na rękawie można wyczarować coś takiego…
- scena z rozkminianiem czarów to jakaś tragedia – niby ma być takie DIY, a jest parodia
- puste miasto , mimo że właśnie ktoś odpalił zakazany czar w samym centrum, nikt nie przyleciał żeby zobaczyć co się stało. I to mimo że dopiero co nabijaliśmy się jak zaludnione są miasta Wiedźm‑inów…
Tępa wydmuszka. I to nie chodzi że człowiek się na siłę czepia – nie po prostu w momencie jak zaczynasz się doszukiwać logiki w „bajce o czarowaniu” to wiesz że twórcy schrzanili robotę… to niestety coś czego widzę na pęczki we współczesnych scenariuszach, szkoda że w anime też…
Jedyne co się wyniosłem z tego odcinka to że tak jak przypuszczałem w tym świecie jest jakaś instytucja/policja od pilnowania magii.
1. Agata wyciągająca kartę ofiary,
2. Porzucenie całej koncepcji tłumaczenia jak działa system magii, bo nagle okazuje się, że nie da się wytłumaczyć magicznej chmurki prostymi żywiołami, a całość jest tak skomplikowana, że fizycznie nie da się tego wepchnąć w ramy odcinka, więc rzucamy jakieś losowe słowa na potrzeby historii i miejmy nadzieję, że nikt nie będzie zadawał pytań.
Hitem będzie, jak za tydzień znowu wrócimy do zabierania czasu antenowego na tłumaczenie jak wszystko działa w tym świecie, ALE nie poruszymy tematu tego, co widzieliśmy w tym odcinku.
A, no i zapomniałbym – nie tylko policja, ale też jakieś „biuro do spraw legalizacji” xD
Po co przejmować się czy magia jest legalna czy zakazana, lepiej istnieć w szarej strefie, niczego nie rejestrować i sobie żyć ze świadomością, że jak będzie potrzeba, to masz w zanadrzu czar, który może uratować ci dupę, a jak ktoś się przypierdzieli, że to magia zakazana, to mówisz, że jeszcze nie zgłosiłeś tego czaru, dopiero co go stworzyłeś no i taka była sytuacja, no musiałeś użyć… I tyle.
Pod warunkiem, że ktoś w ogóle cię przyłapie, bo jak widać, o czym sam wspomniałeś, można rzucić zakazaną magię w samym centrum miasta i absolutnie nikt się tym nie przejmie. Więc co niby ci się stanie, jak nikt tego nie będzie widział, albo lepiej – nie przeżyje, żeby to zgłosić?
Rozumiem że idea była – „magia jest niebezpieczna, trzeba kontrolować jej dostęp”. Dobra podstawa do budowy świata. Ale oni tego naprawdę nie przemyśleli – widać to było po tym „pięknym czarze” z odcinka o smoku. To bajka, ale ten świat kompletnie nie rządzi się żadnymi zasadami – co animatorzy wy*rają, to się przyjmie.
odcinek 5
Potem kliknij: ukryte złamanie pieczęci bez pomyślunku… O tyle dobrze, że w drugiej rundzie już sprawę kliknij: ukryte ze smokiem załatwił kliknij: ukryte Qifrey
Coco wciąż głupiutka, naiwna, irytująca coraz bardziej ze swoją dobrocią, przepraszaniem – kliknij: ukryte oczywiście każdy jej wybacza i koniec końców wychodzi, że ona jest super. Uh…
I serio, jakkolwiek ten odcinek pod względem animacyjnym wyglądał świetnie – chyba nawet był najlepszy, znaczy tu twórcy ze względu na dużo akcji mogli się wykazać – tak przez te wszystkie głupotki, zachowania bohaterów plus raczej średnie wstawki komediowe nie jestem w stanie cieszyć się z seansu. Nie należę do osób, którym ładne opakowanie wystarcza. Plus animacja jak dla mnie jest aż „za bardzo”, napuszona, jakby twórcy wołali: „patrz i się zachwycaj!”. Pokażcie od strony historii, bohaterów (może, patrząc na końcówkę odcinka, kliknij: ukryte Qifrey okaże się ciekawszy, bo na dziewczyny nie liczę… plus czekam na drugiego pana z plakatu), świata przedstawionego itp., że jest się czym zachwycać, bo na same ładne obrazki to ja się nie nabiorę jak inni.
BTW swego czasu widywałam komentarze ze strony czytelników z UK, że dla nich Potter nie był czymś rewolucyjnym ani niesamowitym, bo wychowali się na brytyjskich powieściach o szkołach z internatem, więc dla nich była to stara, znana historia, tylko że z czarodziejami :D Za to dla wielu czytelników z innych krajów to była pierwsza powieść tego typu z którą mieli styczność.
Ale fakt – jest coś w tej popularności 'magicznych szkół” co przyciąga ludzi i Harry Potter może tu mieć jakiś wpływ. Ja osobiście wolę high fantasy (elfy, smoki, wielkie konflikty), ale po tym ile w ostatnich latach dostaliśmy szamba z Hollywood to mi się trochę odechciało…
Ale na darmo Harry Potter jest nazywany „Gwiezdnymi Wojnami Millenialsów” – co oznacza coś z czym wychowało się całe pokolenie i jest mega popularne. Ja nawet w pracy mam ze dwie trzy osoby które dalej się z Harrym Potterem obnoszą – mają jakieś gadżety i wkręcają w to swoje dzieci.
Tu na przykład sprawę zawalił Disney – tak bardzo chcieli przypodobać się panującym trendom i skupili na poszukiwaniu nowych widzów że zapomnieli iż są firmową tworzącą bezpieczne kino familijne. Nie mówiąc już co zrobili z Pixarem – który kiedyś wyznaczał trendy i kierunki w animacji. Dziś bardzo ciężko jest zachęcić młodzież z nosem w Tik Toku do oglądania filmów a oni stracili „rodziców” – tych którzy wychowali się na ich bajkach. Jeżeli rodzić nie widzi nowych filmów Disneya jako wartych uwagi czy „bezpiecznych”, to swoich dzieci do nich nie zachęci. Zwróćcie uwagę że Disney dziś zarabia głównie na (wątpliwej jakości) sequelach lub remake‑ach swoich starszych bajek.
A ja myślę, że właśnie o to im chodziło. Nieważne, jak mówią, byleby mówili. I do wielu osób dotrze, i wielu oburzonych też obejrzy, żeby się powkurzać.
Wiesz, z jednej strony to prawda, że Disney zraził widownię, z drugiej – Zwierzogród też można uznać za próbujący się wpisać w trendy, a to przecież jeden z ich najlepiej sprzedających się filmów. Podobnie wypuszczona w tym samym roku Vaiana. Abstrahując od wszystkich kontrowersji, większość ich nowych filmów jest zwyczajnie słaba i robiona byle jak. A sequele, remake'i, spinoffy to jest akurat problem całego rynku, nie tylko Disneya. Odgrzewane kotlety znacznie łatwiej sprzedać, niż nowe projekty, nie trzeba też się przy nich starać, bo pchani sentymentem widzowie łykną wszystko (słabe Inside Out 2 to najlepiej sprzedający się film Pixara, zostawiający daleko w tyle większość produkcji z ich najlepszej ery). Popatrz tylko, ile starszych filmów dostaje ostatnio kontynuacje. Nawet w anime widać różne powroty do przeszłości.
Mnie ostatnio przygnębiło, że jestem już starszy od aktorki wcielającej się w serialową ciotkę Petunię…
Mogło tak być. Szczerze mówiąc, miałem cichą nadzieję, że ekipa od castingu inaczej rozwiąże problem castingu. Zgadzam się, że koszmarną robotę będzie miał prawie każdy aktor, który spróbuje zastąpić śp. Alana Rickmana. Natomiast wydawało mi się, że jest proste rozwiązanie by uniknąć porównań – niech nowy aktor będzie po prostu… młodszy. O ile Rickman zrobił świetną robotę jako Snape, o tyle był tak naprawdę dużo za stary w stosunku do książkowego. Jak zresztą większość filmowych bohaterów z pokolenia rodziców Harry'ego, Rona i Hermiony. HBO podjęło inną decyzję i… cóż, w grudniu będą rezultaty. :)
Ogólnie sequeloza jest czymś bardzo typowym dla historii kina i cała masa dziś klasyków kina to remaki („Człowiek z blizną”, „Ben Hur”, „Za garść dolarów”). Równie często sięga się po adaptacje („Małe kobietki” dostały już chyba z 7 filmów, podobnie „Duma i uprzedzenie” albo „Opowieść wigilijna”). Problem w tym, że współcześnie bawimy się w sequele i prequele serii które powstały nieraz w tym samym stuleciu. Ba, w zasadzie jeżeli jakiś serial lub film osiągnie wielki sukces, to szanse, że dostanie kolejną część lub spin‑off są gigantyczne (nawet jeśli całość jest spójna).
Generalnie uważam, że to żadne cudowne czasy kina, choć wciąż da się znaleźć wartościowe dzieła.
A widzisz – moim problemem są głównie sequele robione po wielu latach, to się bardzo rzadko udaje, a większość z nich jest doklejana do zamkniętych historii, w których trudno znaleźć jakieś wątki do ciągnięcia dalej. Czasem widzę informacje o kolejnym sequelu jakiegoś umiarkowanego hitu sprzed 20‑30 lat i myślę, że chyba kończą się filmy do kontynuowania (najnowsza ofiara: Pamiętnik Księżniczki 3). To plus nawał adaptacji popularnych serii dla młodzieży z początku tego stulecia (Harry Potter, Percy Jackson, zapowiedziane Animorphs), plus coraz chętniej robione aktorskie wersje kreskówek, też niezbyt starych, i jakaś era nostalgii się robi…
Nie wiem też, czy remake w erze streamingu, kiedy wszystko jest na wyciągnięcie ręki, ma tyle sensu, co dawniej, kiedy starsze produkcje były znacznie mniej dostępne. W czasach, kiedy filmy można było znaleźć właściwie tylko w kinie, a potem telewizji, remake stanowił dla wielu młodszych widzów jedyną szansę na zapoznanie się z historiami z klasyków. Dzisiaj możemy po prostu zobaczyć oryginał. Choć oczywiście pozostaje argument, że kiedyś filmy kręciło się inaczej i produkcje sprzed kilku dekad mogą być niestrawne dla współczesnego widza…
Zabawne, że wspominasz o adaptacjach, ostatnio myślałam, że w sumie teraz toczą się dyskusje o wierności adaptacji, a wiele klasyki kina to adaptacje bardzo niewierne, nieraz nawet wypaczające to jak dana historia jest postrzegana przez większość ludzi i to jak robione są kolejne adaptacje, np. Dracula. Ale to już zupełnie na marginesie…
Równie ładne, co rozczarowujące
Ogólnie sezon wiosenny ma kilka mocnych pozycji, ale to na razie nie ta ;D
Re: Równie ładne, co rozczarowujące
W sumie to mam wrażenie, że w rzeczywistości po Frieren, Dungeon Meshi i podobnych seriach poprzeczka jest zawieszona wysoko dla serii fantasy i Atelier Spiczastych Kapeluszy, który póki co jest bliższy typowym schematom anime ma bardzo pod górkę, by zdobyć uznanie niektórych widzów, szczególnie że naprawdę potyka się pod względem budowania świata…
Re: Równie ładne, co rozczarowujące
Odnoszę wrażenie, że przybywa „baniek”, gdzie albo wychwala się dany tytuł pod niebiosa, albo krytykuje go za wszystko od początku do końca. W ten oto sposób coraz trudniej o fajną, merytoryczną dyskusję.
W ogóle to chyba coraz powszechniejsze zjawisko nie tylko w anime – bardzo polecam jako lekturę „Biały Irys” (jeden z nowych albumów o przygodach Asteriksa), gdzie właśnie omówiono to zagadnienie.
Re: Równie ładne, co rozczarowujące
Poza tym wydaje mi się, że „przeciętny widz” średnio zwraca uwagę na dziury fabularne lub niekonsekwencje świata przedstawionego. Ot, gra i buczy więc fajnie.
Tanuki ma też tą właściwość, że tu siedzą same stare konie :D
I może sam miałem ciut za duże oczekiwania?
To jest w punkt. Spodziewałem się wyżej wymienionych, a dostaliśmy ładną wymduszke (póki co).
Re: Równie ładne, co rozczarowujące
Nie tyle stare konie, co po prostu osoby, które oglądają anime od dawna.
Pomijając efekt polaryzacji, bo ten oczywiście jest rzeczą, która występuje i nie ma co się nawet wykłócać, o tyle zdaje mi się, że właśnie „bańka” świata anime pękła i dostało się do niej mnóstwo ludzi, którzy wcześniej nie mieli do czynienia z tym medium.
Przez długie, długie, DŁUGIE, lata, anime było postrzegane jako „hińskie bajki dla dzieci i zboczeńców”, biorąc za przykłady jakieś najgłupsze serie, hentaje i tytuły pokroju „Pokemony”. Dopiero niedawno anime wlało się do świata globalnego mainstreamu (albo raczej mainstream do świata anime) i ludzie, którzy kiedyś hejtowali i wyśmiewali, teraz powoli i ostrożnie, ale jednak podchodzą do tego medium, chociażby dzięki takiemu Netflixowi.
No i rzecz w tym, co uważam jest clou problemu, że ci ludzie nie mają za bardzo odniesienia do innych tytułów. Dla nich to wszystko jest nowe. Oni odkrywają to, co my widzimy po raz pięćdziesiąty piąty.
I widać nawet to wśród tych „starych koni”, którzy dają się w pułapkę tego hajpu na mainstream złapać, bo przecież Dungeon Meshi nie ma w ogóle podejścia do takich tytułów jak Księżniczka Kaguya, Księżniczka Mononoke (czy właściwie cokolwiek innego od Ghibli), Guardian of the Spirits czy wielu innych tytułów. A jednak wymieniacie Dungeon Meshi w swojej dyskusji jako tytuł, który stawiany jest na piedestale topowych opowieści fantasy.
Re: Równie ładne, co rozczarowujące
Czyli stare konie :P Ale fakt, niefortunny skrót myślowy.
Klemens, tu problemem nie jest liczba obejrzanych anime a elementarnie zjebane światotwórstwo. Nie ma znaczenia ile anime obejrzałeś, czy ile doświadczyłeś kultury jako takiej. Tu szwankuje logika i zdrowy rozsądek. Magia ma być tajna, elitarna i sekretna a magów prawie tyle co mugoli. Atrament, kluczowy składnik czarowania, którego formuła powinna być schowana w najgłębszych czeluściach a chłop se na wyj**** robi w biały dzień.
A najśmieszniejsze jest to, że zasady świata przedstawionego mamy wyłuszczone w 1‑2 odcinku, a już w 4 mamy tego zaprzeczenie :D
DM jedną rzecz robi wybornie – próbuje urealnić świat fantasy. Pokazując jego ekologie, mieszkańców, ekonomie, prawa. To jak te rzeczy wpływają na działania bohaterów, jakie daje im możliwości a jakie ograniczenia. I jest to dość unikatowe.
A co do np. K. Mononoke, to faktycznie jest to może lepszy obraz, ale patrząc przez pryzmat elementów fantastycznych, to DM jest zwyczajnie ciekawsze.
Re: Równie ładne, co rozczarowujące
Mówisz o tzw. „turystach”. I to nie tylko m&a – do wielu rzeczy (np. DnD, Warhammer – można wymieniać be końca) przybyło wielu takich ludzi którzy później negatywnie wpływają na nie – bo chcą żeby były „pod nich”. Kiedyś wydawało się że im więcej ludzi tym weselej, ale to było przed czasami aktywizmu i social media. Dziś ludzie potrafią skutecznie obrzydzić ci każde hobby. Niech sobie oglądają, tylko jak zaczynają natrętnie oceniać inne kultury z punktu widzenia własnych (np. „zachodnich” wrażliwości i standardów), atakują twórców i „żądają zmian” – to robi się nieciekawie. Do tego stopnia że sami Japończycy zaczęli przyjmować defensywną postawę.
A popularność m&a np. w Stanach eksplodowała bo ich własne komiksy stały się żałosne. Pamiętam artykuły o półkach w księgarniach pękających od ciężaru mang i amerykańskich komiksach relegowanych do pojedynczych półek (oczywiście problem jest szerszy, ale generalnie ludzie po prostu poszli tam gdzie są ciekawsze historie).
Niemniej, cieszy mnie że chociaż tutaj ludzie widzą Atelier taką jaka jest (póki co) – ładną wydmuszką. To nie jest zła seria, ale ma to co nie cierpię – wredne (ta cała Agott to niezła sucz) i fajtłapowate dzieci i „startujemy od zera”. Ponadto faktycznie – koncepcja magii w tym świecie jest idiotyczna, choć z drugiej strony przynajmniej próbują czegoś innego. Ale ja jak chce serie o magii to wolę takie Ancient Magus Bride.
Re: Równie ładne, co rozczarowujące
Irytujący „turyści” to w sumie też nienowe zjawisko, co ileś lat jest napływ nowych irytujących fanów, tyle że teraz (niestety!) mają konta na mediach społecznościowych i mogą bezpośrednio pisać do twórców, kiedyś mogli najwyżej pojęczeć na forach/blogach/stronach, których twórcy nigdy nie oglądali. Niektórzy też twierdzą, że teraz zjawisko ma większą skalę przez COVID, więcej ludzi siedziało w domach i z braku innych zajęć wzięło się za oglądanie.
Po części tak, ale też – mangi są znacznie bardziej zróżnicowane niż te popularne komiksy (również te ileś dekad temu) i wydawcy umieli to wypromować. Wiele osób, które nie sięgają po komiksy amerykańskie, bo zakładają, że to tylko peleryniarze i Garfield, znalazło w mangach coś dla siebie. Np. w latach 00. pojawiały się w Stanach artykuły komentujące, że mangi dotarły do nastoletnich dziewcząt, czego komiksy na szerszą skalę nie dokonały nigdy. Pomogło też to, że mangi są postrzegane jako medium w które łatwiej się wkręcić – nawet jeśli komuś spodobało się MCU, to większość popularnych bohaterów ma masę różnych serii tworzonych przez dekady, nie wiadomo, od czego zacząć. Za to jeśli komuś spodoba się anime na bazie shounena, to wystarczy znaleźć mangę z tym samym tytułem i czytać od pierwszego tomu. Ostatecznie doszło do sytuacji, gdzie komiksy nie potrafią przyciągnąć nowych fanów, a starych odstraszają (choć są wyjątki).
Re: Równie ładne, co rozczarowujące
I tak i nie. A USA jest jeden łącznik który pozwalał ludziom wejść w ich domowe komiksy – tzw. „comic book guys”, czyli sklepy komiksowe. Ale to akurat współczesna branża komiksiarska w USA praktycznie zarżnęła – nie będę wchodził w całą tę dramę, można o tym poczytać w necie. Ale wystarczy poczytać o bankructwie „Diamond Comics” (który był monopolistą), wciskaniu sklepom komiksiarskim współczesnego chłamu którego nikt nie kupował (n‑te próby lansowania niepopularnych postaci jak Ms. Marvel czy America Chavez lub kompletne przepisywanie i eksperymentowanie z uznanymi bohaterami + mieszanie ich w politykę), lub postawa współczesnych przedstawicieli branży którzy zniechęcili fanów na różne sposoby m. in. nazywając ich bigotami: „nie podobają ci się moje komiksy – nie kupuj ich”. Wielu z nich skończyło marnie, żebrząc wręcz o wsparcie. Ci co postanowili działać na własną rękę np. freelancerzy, całkiem dobrze radzą sobie dzięki crowdfundingu (znani artyści jak Mark Millar, Chuck Dixon czy Graham Nolan). Mamy generalnie tam renesans niezależnych komiksów jak Rippaverse – gość w kilka lat stworzył od zera własne uniwersum i sieć dystrybucyjną (wydaje już nawet książki/komiksy innym) – każdy kolejny album jaki wydaje zarabia po kilka baniek. Tak że kto wie. Ledwo zipie głównie mainstream komiksowy w USA na rzecz mangi.
Teraz trochę tę lukę „doradców” wypełniają kanały na YT – wielu ludzi pyta właśnie ich od czego zacząć – niektórzy to ludzie z wieloletnim doświadczeniem w branży np. prowadzili sklepy (trzeba samemu ocenić którzy wiedzą co mówią a którzy to pozerzy). I co odpowiadają ludzie którzy w komiksach siedzą od dzieciaka? Wszystko tylko nie współczesne komiksy amerykańskie (z małymi wyjątkami np. Transformers czy niektóre Batmany)... To samo z animacją w USA – coraz więcej zwolnień (też temat na długie dyskusje), ale jak ludzie którzy wiele lat są w branży i przez kilka lat o tym przestrzegali że bańka pęknie (wielu ludzi się kształciło w kierunku animacji w USA, nawet na studiach) to ich wyzywali. Teraz mogą powiedzieć „a nie mówiliśmy”?
A anime i manga king i mają się dobrze.
Re: Równie ładne, co rozczarowujące
Żeby było śmieszniej – pośród całego upadku amerykańskiego mainstreamu i szału na mangi – najlepiej sprzedający się komiks w Stanach to amerykański komiks o superbohaterze (Dogman) :D
Cóż, w branży anime też od lat ostrzegają, że bańka pęknie. Zobaczymy, jak to będzie…
Re: Równie ładne, co rozczarowujące
Wystarczy popatrzeć na rozmaite dyskusje o logice w popularnych seriach – główna linia obrony to „no ale fajnie się ogląda, no ale ładnie wygląda, a w ogóle to jest rozrywka, czego się czepiacie, trzeba wyłączyć mózg i się cieszyć, to nie jest seria do myślenia”.
Re: Równie ładne, co rozczarowujące
Brakuję mi trochę większego dystansu i świadomości wad tych tytułów, które nawet bardzo lubimy. Dobrze, że przynajmniej tutaj można pogadać tak szczerze o problemach poszczególnych serii. Nawet takich, które się lubi :)
Re: Równie ładne, co rozczarowujące
I gdyby na tym się skończyło, to ok, ale ilość głupotek, budzących wątpliwości kwestii, nieprzemyślanych rozwiązań (przynajmniej na tym etapie tak wyglądających – może otrzymamy jakieś w miarę sensowne wyjaśnienia) robi się coraz więcej i boję się, co będzie dalej…
Przedmówcy napisali już wiele o zasadach magii i świecie przedstawionym i całkowicie się z nimi zgadzam. Ja o ile trzy pierwsze odcinki jakoś obejrzałam – bez zachwytów – to czwarty wystawił moją cierpliwość na sporą próbę.
- nie wiem, czy wszystkie kliknij: ukryte smoki w tym świecie są tak durne, czy po prostu kliknij: ukryte dziewczyny miały szczęście w nieszczęściu i im się taki trafił, no ale uh… Jak jeszcze okaże się, że kliknij: ukryte bohaterki same stwora pokonają albo, nie daj boże, kliknij: ukryte zrobi to samodzielnie protagonistka w przypływie wielkiej mocy, to opluję ze śmiechu monitor.
- kliknij: ukryte Agottwydziera się na kliknij: ukryte Coco, że uniemożliwiła jej kliknij: ukryte narysowanie magicznego okręgu, po czym stwierdza: kliknij: ukryte nie mam czasu narysować nowy. Dziewczyno, gdybyś się nie darła, dałabyś radę, poza tym przy tak niezbyt bystrym kliknij: ukryte okazie smoka, którego dało się przechytrzyć kliknij: ukryte latającym strojem, myślę, że byś kliknij: ukryte z tysiąc znaków narysowała.
- kwestia kliknij: ukryte zawczasu przygotowanych okręgów, żeby tylko w odpowiednim momencie domknąć całość i zaatakować: jakkolwiek doceniam pomysł, to mimo wszystko wygląda na dość kłopotliwe; stres, działanie pod presją czasu itp. i już łatwo o niepowodzenie. W ogóle im więcej myślę o tych kliknij: ukryte magicznych okręgach, w sensie że trzeba je rysować/dokańczać, tym mam większe wątpliwości, czy takie czarowanie jest wygodne.
- bohaterowie nie pomagają przetrwać seansu… protagonistka nie ma w sobie za grosz oryginalności, ot dobre, z lekka głupiutkie, ciamajdowate dziewczę, irytujące też niestety, choć na razie nie aż w takim stopniu, by nie dało się oglądać. Inne dziewczyny też chodzące stereotypy, Qifrey też nie przekonuje. Mam tylko nadzieję, że opowieść nie pójdzie w stronę „słodkie dziewczynki robią słodkie rzeczy” i że rozwój Coco to nie będzie w kierunku najpotężniejszej wiedźmy świata…
Na razie 5/10. Oglądam 14 serii w sezonie i Tongari Boushi no Atelier jest najbliższe do dropu.
4 epek
Ta rysowana magia jest w beznadziejna, gdy mamy „pracujące” elementy. Jak te buty, byle gówno i po zabawie. Ciekawe czy ktoś wpadł na pomyśl wydrążenia tych symboli w jakimś materiale, zalania ich atramentem i zabezpieczeniem.
4 epek dał nadzieje na bardziej mroczne, naturalistyczne podejście. Zobaczymy.
kliknij: ukryte Agott ale z ciebie wredna sucz.
Re: 4 epek
Tymczasem..
W trzecim odcinku, miasto wiedźm pod wodą. Okej, spoko. Jest ukryte, no i jak na cały świat to takie miasto ma sens.
Odcinek 4, drugie miasto. Ludzi więcej niż na krupówkach w sezonie, a wygląda na to, że tych miast jest więcej bo te znajduje się najbliżej ich chatki x.x
No ogólnie fajnie ukrywają te magię, coś jak w tym memie z niesamowicie otyłem chłopem chowającym się za słupem ;)
Re: 4 epek
Re: 4 epek
No chyba że jest to ściana ognia z podręcznego notatnika, która może całkowicie spalić człowieka to wtedy jest git, jako że magia ognia jest całkowicie dozwolona w tym świecie bo można sobie płomień pod garnek zrobić.
Im więcej człowiek się zastanawia nad tym światem, tym więcej takich głupot znajduje, a to dopiero czwarty odcinek.
Coś mam przeczucie, że wyjaśnienie tego będzie równie durne lub całkowicie pominie, bo tak jest i już, a poza tym to nie interesuj się bo kociej mordy dostaniesz..
Re: 4 epek
Im bardziej się człowiek zastanowi nad tym, jakie są prawa i zasady tej magii, tym bardziej absurdalne to się staje.
Skoro cały system opiera się właściwie na kreatywności użytkownika, to co go ogranicza w stworzeniu „legalnych” czarów do krzywdzenia ludzi?
A jeżeli to użycie czarów na rzecz krzywdzenia ludzi jest zakazane, to co właściwie blokuje wiedźmę przed możliwością teleportacji w celu zwykłego przyspieszenia podróży, a nie nagłego przerzucenia wojsk z punktu A do punktu B?
Nie wiem, jak dla mnie ta cała otoczka fabularna jest grubymi nićmi szyta – autor chciał stworzyć oryginalny koncept i o ile sam pomysł jest dość ciekawy, to jego wykonanie woła o pomstę do nieba.
Obstawiam tą drugą opcję.
Re: 4 epek
Chyba jedynym sensownym wytłumaczeniem byłoby gdyby był jakiś rodzaj policji‑inkwizycji która bezwględnie poluje na takich wyskokowców. Ew mogliby wymyślić że używanie magii zużywa jakieś zasoby albo powoduje niestebilność świata… Tymczasem najwyraźniej tutaj po prostu 99% wiedźm jest „grzecznych”
Oczywiście to kwestia tego co kto od anime oczekuje – myślę że seria znajdzie wielu fanów.
O, to to. Dodam jeszcze od siebie, że od samego początku mamy narysowany konflikt z jakimś większym złem, rozpoczęty z powodów związanych z FMC i niech jeszcze niech dojdzie do tego aspekt „główna bohaterka tak naprawdę jest giga OP”, a historia będzie wypchana nawalankami i okaże się, że mamy do czynienia z kolejną opowieścią w stylu JJK/Demon Slayer/Black Clover/Nanatsy no Taizai/Bleach/Naruto, czyli kolejny bitewniak, tylko z bardziej wholesome settingiem.
Mangi nie znam, ale mocno czuję, że to pójdzie w tym kierunku.
Odpowiedź na komentarz użytkownika blob
Coś chyba nie wyszło z tym punktem odniesienia, albo po prostu źle ubrałeś w słowa to co miałeś na myśli, bo trochę zaprzeczyłeś sam sobie. Dlaczego? Ponieważ Frieren w dużej mierze opiera się właśnie na spokojnej slice of lifeowej podróży, codziennych interakcjach i pomaganiu napotkanym ludziom, a większe walki pojawiają się raczej sporadycznie. Od siebie dodam tylko, że całe szczęście iż Atelier nie idzie i oby nie poszło w stronę Frieren. Dla mnie jedna tak schematyczna, bez fabularna i bez zasad świata przedstawionego seria w zupełności wystarczy.
Re: Odpowiedź na komentarz użytkownika blob
Chodziło mi o to że dostajemy serię dopracowaną jak Frieren, ale też o innym tonie. Tu mogę się mylić – nie znam pierwowzoru, może „odpali” i dostaniemy nawet coś pokroju Made in Abyss xD Tak, rzeczywiście i tu i tu jest slice of life, ale jednak Frieren to mimo wszystko dojrzała seria – nie ma taryfy ulgowej dla bohaterów i nie „uczą się magii” tylko nawalają z demonami lub rywalami. Tu mam wrażenie że dostaniemy kolejny „school life”, tylko w ładniejszej oprawie – formuła strasznie już wykorzystana. Po prostu szkoda mi że różne ciekawe serii fantasy są realizowane na słabym poziomie, a tymczasem dostajemy bardzo ładnie opakowany „school life” z dziecięcymi bohaterami.
Osobiście to osobista preferencja, być może takich serii nigdy za wiele na te trudne czasy :)
Tongari Boushi no Atelier po 2 odcinku
Re: Tongari Boushi no Atelier po 2 odcinku
No chyba, że magów jest tylko garstka.
No i ciekawi mnie fakt, jak radzą sobie z postępem technicznym. No bo wyobraźcie sobie, nagle pojawia się taki Gutenberg… Czyli co muszą latać po świecie i 'wymazywać' wynalazców?
Ciekawe jak do tego odniesie się manga.
Re: Tongari Boushi no Atelier po 2 odcinku
Odpowiedź na komentarz użytkownika Kurubuntu
Napisałem o tym dosyć jasno. Zapewne nie, skoro takim osobom, które coś „skojarzyły” lub zobaczyły spokojnie mogli wyczyścić pamięć, prawda? Łatwy fabularny bezpiecznik, ale działa i wprost o tym informują na początku serii, co akurat w tej kwestii doceniam. Poza tym jest również informacja, że obecne społeczeństwo zostało wychowane w przekonaniu, że magia to wrodzony dar, więc nie doszukują się czegoś, co dostaje się w trakcie narodzin, albo wcale.
Papier nie ma znaczenia, już pierwszy odcinek to łatwo pokazał. Co do atramentu – nie wiem, nie czytałem pierwowzoru. Nie będę strzelał, że chociażby w miejscach takich jak ta wieża z księgami, do której dostęp mają tylko czarodzieje, bo może seria sama nam na to pytanie odpowie z czasem, ale teraz tego nie wiadomo – to fakt. Natomiast wspomnieli, że to jakiś specjalny rodzaj atramentu, a nie jakiś standardowy i może mieć to jakieś znaczenie gdzie i jak go wytwarzają.
A pojawił się? Gdybologię odstawiam na bok, ale odpowiadając na pytanie, pewnie tak. Ciężko stwierdzić po dwóch odcinkach, nie sądzisz? To już jest kwestia jak autor pierwowzoru ma zaplanowane budowanie świata na przyszłość.
Re: Odpowiedź na komentarz użytkownika Kurubuntu
No właśnie średni bezpiecznik, bo najpierw muszą wiedzieć, że ktoś wie. Chyba że cyklicznie robią czystkę. No bo co, w tym świecie nie ma arystokracji, szpiegów, potentatów, ludzi szukających wiedzy lub władzy? Przecież wystarczy, że będą siedzieć cicho i elo.
Z papierem i atramentem chodzi mi zwyczajnie o to, że łatwo zauważyć, ewentualny, duży popyt w konkretnym miejscu.
Oczywiście, wszystko zależy od liczby wiedźm. Jeśli jest ich śladowa ilość, to moje zarzuty nie mają znaczenia.
A co do gdybologii, jest to raczej wesołe bajdurzenie na temat świata przedstawionego. Poza tym, tak egalitarny system magiczny sam nasuwa pewne pytania.
Odpowiedź na komentarz użytkownika Kurubuntu
Pytanie brzmi jak zachowuje się osoba, która coś wie/czegoś się dowie. Czy trzyma gębe na kłódkę i używa jej po kryjomu, czy obwieszcza na około ten fakt jak największej liczbie ludzi. W pierwszym przypadku ciężko się o takiej osobie dowiedzieć – to fakt, więc wtedy bezpiecznik nie działa, w tym drugim łatwo namierzyć konkretne osoby i użyć bezpiecznika w postaci czyszczenia pamięci nawet na większą skalę. Za mało wiemy / wiem na obecną chwilę, więc nie bawie się jeszcze w osądy. Sam bezpiecznik na razie działa, ale to prawda, że istnieją sytuacje w których łatwo o szpiega, który wykradł informacje i dobrze się ukrywa z tą wiedzą, no i może nawet takie jednostki są, kto wie…
No jeśli atrament powstaje z jakiegoś innego specyfiku niż normalnie, albo z konkretnego miejsca o którym wiedzą tylko czarodzieje, to raczej o popyt w świecie przedstawionym nie ma się co martwić.
Z resztą się zgadzam, bo sam mam wiele pytań na które odpowiedzi jeszcze nie ma. Dlatego seria ma duży potencjał, ale też może zaliczyć spektakularny upadek. Doceniam sam fakt intencji i chęci autora do postarania się w tej kwestii – przynajmniej na początku.