Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Otaku.pl

Komentarze

Tongari Boushi no Atelier

  • Dodaj komentarz
  • Recenzja anime
  • Avatar
    R
    Akawashi 22.09.2026 00:15
    Śmieszy komentarz sugerujący brak rzetelności, kiedy napisało się coś takiego.

    Takie porównania mogą zwodzić. Przykładowo: mój przedmówca w swojej recenzji pisał: Jestem szczególnie mocno wkurzony na ten element, ponieważ w mojej opinii uniemożliwia nazwanie tego serialu „nieszkodliwym kinem dla najmłodszych”. Czego my chcemy nauczyć w tym anime? Że wszystko uchodzi płazem, więc ryzykuj, ile wlezie? Że możesz być najbardziej antypatyczną i oschłą osobą, ale za żadne ze swoich świństewek nie poniesiesz konsekwencji?. Otóż: jak pisałem, jestem zwykłym barbarzyńcą, a gust mój jest prostacki. Łatwo ulegam też nastrojom motłochu. Jednak wśród nas, przedstawicieli koczowniczych ludów huńsko­‑awarskich, takie tezy nazywamy „błędem przesunięcia kategorialnego”. Po pierwsze: to jest seinen. Po drugie: to jest fantasy. Seinen oznacza tytuły przeznaczone dla demografii 18+, czyli ludzi już dojrzałych i dorosłych. W odróżnieniu od dzieci, które uczą się głównie przez naśladownictwo, po takich ludziach oczekuje się raczej zdolności do korzystania z doświadczenia i dokonywania samodzielnych ocen moralnych na bazie wykształconych w procesie wychowawczym postaw. A przynajmniej my tak robimy w naszej ordzie. Po drugie: to jest fantasy. Wiecie, skąd pochodzi nazwa fantasy? Otóż: nasz plemienny bajarz opowiada sagę, według której nazwa ta pochodzi od podtytułu czasopisma „Unknown: Fantasy Magazine”, w którym pisał gość nazywający się Fritz Leiber. Dlatego też utwory podobne do jego twórczości zaczęto nazywać „fantasy”. Rozpropagowali ją jednak zupełnie niezależnie dwaj inni pisarze: C. S. Lewis w Wielkiej Brytanii oraz Lin Carter w Stanach Zjednoczonych, którzy szukali nazwy dla takiej literatury, jaką pisał Tolkien, aby odciąć ją od bajki dziecięcej. Fantasy to jest między innymi (choć na szczęście nie tylko) Conan, Berserk, Slaine, Achaja… Mówiąc krótko: odcięte głowy, wyprute flaki i wypięte cycki. Tak więc nie wiem, skąd komuś do głowy przyszło, że ma być przykładem i wzorem dla dzieci.


    Przykłady podaje się z omawianego utworu. Nie twierdzę, że w utworze ich nie ma (bo są już w pierwszym odcinku), ale w tym akapicie na pewno brak. Za to są definicje. Akapit ma charakter jedynie moralizatorski w stosunku do poprzedniego recenzenta. Nie jest to odpowiednie miejsce. Do wywalenia, ohydne.

    Niektórzy recenzenci mają niemiłe poczucie wyższości. Trzymajcie na wodzy, bo jedynie autor oryginalnej recenzji póki co zachował się z klasą (jak to ktoś przypisał drugiemu recenzentowi), nie dając się sprowokować. Przynajmniej do tej pory.

    Jeszcze bardziej śmieszy komentarz o skrzywdzeniu serii. Nie wiem jakie macie wyniki wyświetleń recenzji, ale mam pewność, że żadna recenzja na tym portalu nie ma nawet marginalnego wpływu na oglądalność jakiejkolwiek serii. To już naprawdę trzeba mieć ego.

    A najśmieszniejsze jest, że jak usuniecie ocenę liczbową i wycieczki osobiste, to te recenzje są sobie bliżej niż dalej, tylko inaczej wartościujecie poszczególne zalety i wady.

    Autor o grafice

    O geniuszu omawianego tytułu świadczy przede wszystkim szata graficzna. A dokładniej: wyobraźnia graficzna. Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek – z wyjątkiem dzieł studia Ghibli oraz Makoto Shinkaia – widział anime charakteryzujące się nią w takim stopniu. W zasadzie już pierwsze sceny nam to ukazują. Widzimy bowiem sielski krajobraz, jednak coś w nim: w kolorystyce, wyglądzie roślinności, stylach architektonicznych woła, że to nie jest Ziemia. I nie są to przypadkowe elementy lub tanie sztuczki na zasadzie „tu pokażę wam smoka, a tu wielkie drzewo; nie wiem, jakie kwiatki rosną w lesie, więc namaluję takie cudaczne”, a przemyślany plan artystyczny, który jest cały czas realizowany. Przenosimy się do rozległego świata cechującego się dość surowym, lecz przyjaznym ludziom klimatem. Jest to kraina niewielkich wiosek, miast dalekich od bycia metropoliami, niedużych, acz wygodnych domów, budzących trwogę zamczysk i potęgującej owo poczucie surowości pustki. Jeśli w którymś momencie anime jest bliskie Tolkienowi, to właśnie na poziomie zamiłowania do przyrody. Tym bardziej że czasem przenosi nas ono w naprawdę dziwne miejsca i pozwala spotkać naprawdę dziwne stwory.


    Kilka akapitów niżej xD

    Na szczęście serię ratuje oprawa. Tongari Boushi no Atelier to bardzo niestety rzadko spotykane połączenie grafiki mającej własny oryginalny styl z wielką starannością w jej wykonaniu. Tak więc przenosimy się do rządzącej się odmiennymi prawami rzeczywistości. Nie jest to Europejska Epoka Wielkiego Snu à la król Artur i Tolkien, ale niezależny magiczny świat pozbawiony odniesień do naszej rzeczywistości. Mamy więc uniwersum z własną modą, własnym stylem architektonicznym, a nawet własną biosferą… I nie mam tu na myśli tego, że od czasu do czasu przeleci smok albo spadnie zielony deszcz. Zacznijmy od tego, że wyraźnie przemyślano wygląd tej krainy. Wydaje się ona leżeć w dość chłodnym i wilgotnym klimacie. Poznaję to po tym, że niebo jest blade, co wskazuje na dużą obecność wilgoci w powietrzu. Woda natomiast jest niebieska z dodatkiem szarości, co raczej wskazuje na padanie światła pod kątem. Kolory natomiast, mimo że jest ich całe mnóstwo, są przytłumione. Jest to bowiem świat barwnej, funkcjonalnej, acz wymyślnej odzieży, kolorowych domów, rozwiniętego zdobnictwa oraz bogatej, acz niezbyt bujnej roślinności – widzimy wiele kwiatów, ale także skał, kamieni, zeschłych traw i tym podobnych. Klimat wydaje się dość surowy: rozległe równiny żółtej trawy pełne wystających z niej kamieni raczej nie wskazują na żyzną glebę i wysoko rozwiniętą agrokulturę. Od jakiegoś roku trochę maluję (wprawdzie tylko modele), mogę wam więc powiedzieć, że stworzenie takich kompozycji wymaga bardzo dobrego oka, warsztatu i wiedzy o teorii koloru. Animacja tak naprawdę wydaje się momentami aż nazbyt płynna. Postacie potrafią wykonywać ruchy z taką gracją, że wydaje się ona nieosiągalna dla prawdziwego człowieka.


    Wystarczy to przeczytać, żeby zrozumieć skąd ocena liczbowa na miarę IGN, pomimo wymienienia sporej ilości wad. I spoko, bo ocena liczbowa nie jest częścią recenzji i w gruncie rzeczy ona może być niespójna, bo utwór się komuś po prostu podoba.

    Żeby nie było, oryginalna recenzja też ma swoje problemy, ale nie napisała jej „elyta”.

    A ja mogę napisać, że anime to gówno i nie uzasadniać, bo nie piszę recenzji. Dziękuję.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Sharpedo 20.09.2026 12:11
    Abstrahując już od opinii autora recenzji (jeśli faktycznie to jest recenzja), zwróciłbym uwagę na to, że ten tekst realizuje kanibalizujące się strategie retoryczno­‑narracyjne.
    Z jednej strony autor nazywa siebie barbarzyńcą dłubiącym w nosie. Z drugiej strony traktuje o przesunięciu kategorialnym, i stara się erudycyjnie rzucać kategoriami. Więc zamiast jasno ustanowionej perspektywy krytycznej, autor chce mieć ciastko i je zjeść. Chce być swoimi porównaniami do trędowatych i BHP zarówno dla niedzielnego odbiorcy; jak i poprzez poważniejszy język, do tych oczekujących więcej (co nie znaczy, że lepiej).
    Podobnie jeśli chodzi o to, o czym autor pisze. Z jednej strony zaczyna od analizy dyskursu wokół tego dzieła. Z drugiej strony, w ostatniej części recenzji, próbuje skupić się na samym dziele. Ale tak jak z językiem, i personą kreowaną, autor nie uporządkował tego w przejrzysty, i wynikający z siebie sposób.
    Więc: w tekście brakowało spójności i uporządkowania. Bez poprawienia tego, w tym tekście, całość czyta się dalece nieprzyjemnie.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 2
    I. 20.09.2026 09:59
    Burza wokół tej serii tylko bardziej mnie przekonuje żeby nie zbliżać sie do niej ani jej ultra fanów, dzięki.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Daerian 19.09.2026 19:37
    Zmieniona recenzja
    Chciałem szczerze podziękować portalowi za usunięcie intensywnego ableizmu z oryginalnej recenzji.
    Odpowiedz
  • Avatar
    R
    odpowiedzi: 1
    Shorexen 19.09.2026 07:29
    Tongari Boushi no Atelier
    Ze skrajności w skrajność. :D No ale niech będzie, przynajmniej teraz wychodzi średnia na jaką ta seria raczej zasługuje.
    Odpowiedz
  • Avatar
    R
    odpowiedzi: 6
    xx 19.09.2026 00:46
    Po pierwsze: jest to opowieść traktująca wprawdzie o dzieciach, ale nieprzeznaczona dla dzieci. Demografia mangi to bowiem seinen, czyli grupa dorosła.

    Tak… ale też i nie. To znaczy, tak, manga jest seinenem, wychodzi w cyfrowym magazynie Morning Two, ale jednocześnie sama autorka uważa za główną grupę docelową dzieci w wieku głównej bohaterki:
    So in Japan, manga is usually categorized by the target demographics of the magazines they run in. For example, shōnen is for the younger male audience, josei is for the mature female audience, and so forth, but seinen is kind of unique in a sense. It's kind of like a mixed bag of topics. It doesn't quite fit into a particular demographic, and it's really just a matter of exploring the stories. So when I got a chance to write for a seinen magazine, I started thinking that this manga wasn't just for a mature male audience, but for a wider audience as well.

    In that sense, seinen manga is like a genre of all genres in Japan. As for my own manga, I do actually consider children around the same age as the characters the main target audience for the story, but I also like to make the story enjoyable for a broader audience.

    Źródło.
    (nie jest to jedyny taki przypadek – np. kultowe swego czasu Chi's Sweet Home również było seinenem, nawet wychodziło w magazynie z tej samej linii co Atelier, i bardzo mocno było promowane jako manga dobra dla dzieci, w Japonii i poza nią)
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 3
    Klemens 18.09.2026 22:51
    Piękna recenzja.
    ocena 4 na 10 wystawiona Tongari Boushi no Atelier przez poprzedniego recenzenta to grube przegięcie
    Zatem słucham, jakie są argumenty kontr-„recenzenta” przemawiające, że jest to ocena za niska.

    Akapit 1 – wycieczka personalna.
    Akapity 2­‑4 – opis anime.
    Akapity 5­‑8 – coś tam o budowie światów fantasy i porównywanie tego do wielkich twórców, bo przecież Atelier wielkim anime jest, wszak tak było reklamowane, więc tak trzeba je rozpatrywać.
    Akapit 9 – więcej wycieczek personalnych i coś tam o kategoryzacji anime.
    Akapit 10 – jest, w końcu! Argument pierwszy – anime ma świetną grafikę. Tylko czekaj… To samo zostało wspomniane w pierwotnej recenzji.
    Akapit 11 – dalszy opis czym jest anime.
    Akapity 12­‑16 – oho! Wspomnienie o minusach serii, wspaniale!
    Akapity 17­‑19 – audiowizualia, świat przedstawiony i gra aktorska na plus.
    Akapity 20­‑21 – podsumowanie, wycieczka personalna, argumentum ad MAL scorum, „jak wam się nie podoba to się nie znacie”, „imo spoko, polecam!”.

    No, to z tego tekstu dowiedziałem się, że:
    - jego autor ma problem z autorem pierwszej recenzji i ewidentnie za nim nie przepada,
    - oprawa audiowizualna i gra aktorska są na wysokim poziomie,
    - seria ma minusy,
    - autor poleca,
    - ???
    To w sumie… Gdzie ta kontr­‑recenzja? W sumie, to gdzie recenzja? Ja nadal nie rozumiem, dlaczego ten tytuł miałby się komuś podobać poza dźwiękiem i obrazkami, nadal nie wiem skąd te porównania do największych dzieł, skąd właściwie fenomen tego tytułu, poza
    Atelier spiczastych kapeluszy reklamowane było jako „japońska odpowiedź na Władcę Pierścieni”.
    Nadal nie rozumiem, w jaki sposób fabuła w jakikolwiek sposób chociażby przybliża się do poziomu twórców, do których jest porównywana.

    A tak na poważnie, to jestem zszokowany, że coś takiego poszło do redakcji, ktoś to przeczytał i pomyślał sobie „no, to jest recenzja, to się nadaje na portal!”. Aż dziw mnie bierze, że autor zamiast usłyszeć „po prostu napisz mu w wiadomości prywatnej, że go nie lubisz, jest głupi i się nie zna”, to wrzucono ten tekst na stronę.
    Autor poświęcił swój czas, żeby stworzyć… opis… tekst… coś, co z grubsza zgadza się w wielu punktach z recenzją pierwotną, a główną rzeczą, do której się przyczepia – i to dwukrotnie – jest argument o tym, że to nie jest anime dla dzieci, więc dlaczego autor wspomina o kinie dla dzieci. I to tyle. Jaki jest jego cel? No bo na 100% nie jest to kontr­‑analiza tekstu Sulpica. Jest to tekst, w którym autor wyładował swoje negatywne emocje, idąc w jakieś wycieczki personalne, okraszony dużą ilością tekstu, żeby może nikt się nie skapnął.

    Ja rozumiem, że portal przeglądają 3 osoby na krzyż, ale zdaje mi się, że recenzje, to nie jest miejsce na szydery z osób, za którymi się nie przepada – od tego jest sekcja komentarzy, ewentualnie wiadomości prywatne.
    Odpowiedz
  • Avatar
    R
    odpowiedzi: 1
    Rinsey 18.09.2026 19:58
    Do recenzji ( w sumie dwóch)
    No i ekstra :). Jak ja lubię Tanuka. Dlatego właśnie siedzę tu jak dinozaur. Jak ładnie i z klasą można pokazać swój sprzeciw względem jednej recenzji, po prostu pisząc swoją :).

    Zagarmistrzu, bardzo zgadzam się z Twoją opinią (też się nieźle pośmiałam :D, super tekst!) i wyjątkowo fajnie, że alternatywna recenzja w tym przypadku powstała.

    Sulpice9, Twoje recenzje są zawsze mega, z tą akurat się nie do końca zgadzam, ale Twoja praca na Tanuku jest nieoceniona ;).
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Arde 27.07.2026 16:04
    7/10
    O mandze słyszałam od dawna, widziałam ochy i achy, a jej warstwa graficzna z tego, co mi się przewinęło, jest przecudna, więc wyczekiwałam anime. Obejrzałam pierwszy odcinek gdzieś w maju, ale dopiero w lipcu ja i mój kompan do oglądania mieliśmy czas na resztę. W międzyczasie zerkałam tu na opinie, więc podchodziłam do seansu z pewnymi obawami… Po paru odcinkach obawy zamieniły się w próbę zrozumienia, czemu akurat ta seria wywołała tak silne negatywne emocje u niektórych, ale nie udała mi się ta sztuka.

    Zaczynając od słonia w pokoju – świat przedstawiony ma głupotki.  kliknij: ukryte  Z mojego punktu widzenia tego typu rzeczy jest stosunkowo mało bądź są dość nieistotne, bym nie miała problemu z cieszeniem się seansem. Jednocześnie totalnie rozumiem, że jeśli ktoś nie przymknie oka na tego typu rzeczy, to może mu to popsuć oglądanie. Tylko sporo zarzutów czy to z komentarzy, czy z recenzji jest dla mnie nieadekwatnych albo wprost zaprzeczających temu, co pokazano w serialu  kliknij: ukryte 

    Wszystkie postacie polubiłam, choć Richeh nieco mi działała na nerwy pod koniec. Bardzo lubię Qifreya, acz jako nauczyciel trochę za łatwo puszcza pewne rzeczy płazem. Na ten moment chyba najbardziej ciekawi mnie  kliknij: ukryte  Względem postaci, zwłaszcza dziewczynek, jest chyba jeszcze więcej zarzutów, ale trudno z nimi polemizować, bo w głównej mierze zaliczają się do „nie lubię postaci, więc są źle napisane”. Przyznaję, że nie ogarniam, czemu akurat ci bohaterowie tak bardzo rozeźlili niektórych – anime przecież nie narzeka na brak wkurzających czy niedojrzałych postaci, i to starszych nastolatków lub dorosłych. Zarzuty względem dziewczyn to to, że… mają wady, które muszą przezwyciężyć albo że działają w zgodzie ze swoimi charakterami. Czy nie na tym polega rozwój bohatera?  kliknij: ukryte  Dzieci zachowują się jak dzieci, mają lekcje do nauczenia się i różne osobowości z ich wadami i zaletami, ale są czasem trochę irytujące (trochę dziwne, jakby nie były, mówimy o dzieciach) albo dorośli nie zawsze wyciągają należyte konsekwencje, więc to czyni z dziewczynek złe postacie? Nie ogarniam.

    Zakończenie dosyć rozczarowujące przez  kliknij: ukryte  Aż miałam flashbacki do Dandadan.

    Należy jeszcze obowiązkowo wspomnieć o bardzo dobrej animacji i muzyce.

    Spodziewałam się serii 8/10, dostałam „tylko” 7/10 – przyzwoita, sympatyczna rzecz z ciekawymi pomysłami, acz potykająca się o pewne głupotki światotwórcze.
    Odpowiedz
  • Avatar
    R
    odpowiedzi: 4
    masuriku 15.07.2026 23:50
    Recenzja autorstwa Sulpice9 to jakiś szczyt dziwacznego czepialstwa z użyciem Żelaznej Logiki w stylu „dlaczego orły nie mogły zawieźć Frodo na plecach do Mordoru”, pomieszanego z creme de la creme krytyki anime, czyli „jest słabe, bo postać jest niemiła i nie zachowuje się racjonalnie”.

    Jeszcze pal sześć, jakby ta bezwzględna wiwisekcja fabuły fantastycznej bajki z użyciem skalpela jedynej słusznej logiczności i racjonalności autora była celna, ale naszemu badaczowi trzęsą się ręce i cechuje go komiczna niecelność.

    Weźmy kilka cytatów pod lupę:
    Zacznijmy od tego, że początkowo poinformowano nas, że magowie stronią od ludzkich skupisk, lecz już kilka odcinków później dowiadujemy się o istnieniu miast znanych z tego, że są zamieszkane tylko przez czarowników. Nie są oddalone od zwykłych osiedli, zaś magiczni obywatele prowadzą rozmaite interesy, do których na pewno potrzebują „zwyczajnych” mieszkańców jako majstrów i usługodawców.

    W porządku, zaczyna się delikatnie – chociaż nie wiem, dlaczego z informacji o tym, że magowie unikają skupisk ludzi, autor wyciągnął jednoznaczny wniosek że miasto magów, w którym żyją zwykli ludzie jest jakąś fabularną niemożliwością. No ale dobra.
    Innym razem bohaterowie muszą wymyślić jak odwrócić uwagę gawiedzi, by nie zauważyła pracy nad magicznym kręgiem, podczas gdy odcinek później dowiadujemy się, że istnieje niewidzialny atrament, który w zupełności by wystarczył.

    Trudno mi zrozumieć ten argument – w ukrywaniu się przed zwykłymi ludźmi chodzi o całe ukrycie procesu rysowania zaklęć, aby magia wydawała się czymś mistycznym i tajemniczym. Co ma dać pisanie niewidzialnym atramentem, jeśli przy tym i tak ludzie zobaczą, że ta niesamowita magia to po prostu skrobanie w notatniku?
    Dalej, władający magią posiadają pióra i męczą się z wyrysowywaniem kręgów, ale jednocześnie nawet w domowym zaciszu nie rozważają korzystania z cyrkli.

    To już jakieś skrajne niezrozumienie zasad świata przedstawionego, które anime nam wykłada prosto jak dziecku. Przecież ideą nauki ręcznego rysowania zaklęć jest wyćwiczenie ręki, tak aby można je szybko i bezbłędnie rysować np. w szybkim ruchu. Jest to jasno przedstawione w ostatnich odcinkach, gdzie pojawia się postać ucznia, który próbuje zdać egzamin mając wyrysowane wcześniej zaklęcia w notatniku (i która to strategia okazuje się być strzałem w piętę). Mają przy sobie nosić cyrkiel, linijkę i kątomierz i żonglować nimi w sytuacjach zagrożenia życia?
    Skoro mowa o zapleczu, najpierw zostaliśmy poinformowani, że atrament pozyskuje się z soku specjalnego drzewa, by później odkryć, że można wykorzystać do jego produkcji także inne ciecze.

    To nie wiem skąd autor wziął, bo wyjaśnione jest, że atrament powstaje tylko z Silverwood Trees. Pokazane są dodatki, którymi można atrament wzbogacić o dodatkowe właściwości, ale nie kojarzę nic o zamienniku samego atramentu – może coś przeoczyłem?
    Wszystko razem sugeruje, że magiem może zostać każdy, a ludowa wiedza o kręgach i wzorach powinna wystarczyć, by guślarstwo i nielegalne praktykowanie magii kwitło w najlepsze.

    Częściowo to prawda, chociaż autor zdaje się sugerować, że jest to argument do krytyki fabuły, ale w zasadzie jest to element głównego konfliktu w świecie przedstawionym – z jednej strony elitarni magowie próbujący ukryć tajemnice magii przed „ciemnym ludem”, a z drugiej tajemnicza opozycja, próbujący magię uwolnić. Jest to w moim odczuciu wątek najciekawszy w całej serii.
    Niestety, cierpi on na specyficzny rodzaj daltonizmu i nie odróżnia kolorów znalezionych eliksirów. Co więc robi czarodziejka? Ano zamiast wyjaśnić mu, w której fiolce jest która barwa, pomimo słabego samopoczucia (i niewielkiego doświadczenia) tworzy magiczne zaklęcie, dzięki któremu jej tymczasowy lekarz sprosta zadaniu.

    Autora dziwi, że czarodziejka nie wytłumaczyła osobie nie widzącej barw, jakie są kolory.
    Wspomniałem o mało legalnym praktykowaniu magii, co wydaje się zadziwiająco łatwym zadaniem, bowiem grupa uderzeniowa ścigająca nielegalnych czarowników to już czwarta gęstość absurdu. (...)

    O ile ogólnie do boleśnie logicznej krytyki w tym akapicie nie mogę się przyczepić tak bardzo, jakbym chciał, to pozostaje mi na nią tylko głęboko westchnąć. Fakt, że autor jest w stanie w ogóle oglądać jakiekolwiek anime nie potrafiąc w takich kwestiach zastosować zawieszenia niewiary, sprawia, że trochę się o niego martwię. Tak, fakt że magowie biją się w mieście, jest hałas i nikt nie reaguje byłby w znanym nam świecie raczej mało realistyczny, trudno się nie zgodzić.
    Choć Atelier Szpiczastych Kapeluszy miało potencjał, by stać się właśnie taką pełną niedopowiedzeń opowieścią, gdzie nie wszystko musi mieć sens, zaprzepaściło to innym potężnym problemem. Mianowicie każdą swoją głupotę próbuje zracjonalizować, w dodatku przykrywając ją kolejnymi bzdurami. Świetnym przykładem jest wspomniany kazus miasta czarodziejów. Na późniejszym etapie dostajemy informację, że siedziba magów znajduje się na wyspie, zaś w pozostałych dzielnicach mieszkają zwykli obywatele. Fabularnie to nawet nie jest złe rozwiązanie. Sęk w tym, że w tym samym odcinku jeden z czarodziejów próbuje wrócić do domu, ale strażnik go nie przepuszcza. Dlaczego? Ponieważ czarownik zgubił czapkę. A zatem wszystko wskazuje na to, że jedynym kryterium dotarcia na wyspę magów jest posiadanie odpowiedniego ubrania.

    W zasadzie dlaczego tak trudno zaakceptować, że w świecie przedstawionym czapka jest czymś w rodzaju dowodu osobistego dla magów? Szczególnie że na początku akapitu autor złapał trop, że może ta opowieść ma elementy baśniowe, a nie stara się wszędzie silić na realizm. Wydaje mi się, że większość oglądających akceptuje to intuicyjnie, bo kwestia czapki tworzy tutaj przyzwoity przyczynek dla wątku fabularnego, bez zajmowania czasu zbędną ekspozycją kierowanej tylko obsesyjną potrzebą wyjaśnienia każdego detalu.
    Co więcej, ma okropną skłonność do niewyciągania wniosków ze swoich eskapad. Koko potrafi tylko notorycznie przepraszać: a to sknoci komuś krąg na przedmiocie, a to narazi koleżanki na walkę za straszliwymi bestiami, a to zdekoncentruje kogoś przy opracowaniu planu ucieczki z tarapatów, w które sama wszystkich wplątała. No, ale mamy ją lubić, bo przecież „ona jest taka dobra i tak bardzo chce, byśmy byli szczęśliwi”. Jeżeli podobnie jak ja nie cierpicie tego schematu, to zdecydowanie odradzam seans.

    Tutaj zaczyna się narzekanie na bohaterkę (niedoświadczone i naiwne dziecko) za to, że zachowuje się jak niedoświadczone i naiwne dziecko. Podpowiadam, przedłużając moja troskę o dobrobyt autora, że nie musi czuć osobistej sympatii do rysunkowych fikcyjnych postaci na ekranie, a może je traktować jako element opowieści.
    Zacznijmy od Agaty, współlokatorki Koko i trzeciej najważniejszej osoby w tej serii. (...) Być może nie narzekałbym aż tak na ten zbiór klisz ubrany w magiczne szatki (bo trudno to nazwać osobowością), jednak swoim zachowaniem dziewczyna zdecydowanie przekracza cienką czerwoną linię. Dzieje się to już w trzecim odcinku, kiedy Agata decyduje się pozbyć swojej współlokatorki. I to dosłownie – pod nieobecność mistrza wysyła Koko na szaleńczo trudną misję, argumentując, że prawdziwa uczennica czarodzieja z łatwością sprosta takiemu wyzwaniu. Inaczej mówiąc, manipuluje nieświadomą Koko, teleportując ją w sam środek głuszy (...) Być może nie wszystkim takie zachowanie przeszkadza, ale dla mnie jest spora różnica między oschłym perfekcjonizmem a rekreacyjną próbą morderstwa.

    W tym miejscu autor jako argument za niską jakością dzieła podaje to, że jedna z bohaterek zachowuje się nie w porządku.
    Riche odrzuca tę formę edukacji, bo chce robić zaklęcia sama, bez żadnych wpływów, dając upust swojej artystycznej kreatywności. Przypominam tylko, że czary w tym świecie opierają się o precyzję i prace badawcze (choć każda inkantacja jest odrobinę inna, więc pozostaje pewien margines swobody), zaś efekty niestaranności w aplikowaniu nauki poznaliśmy już w pierwszym odcinku. Cóż, zgodnie z popularną maksymą „jak coś jest niedozwolone, ale się chce, to można”.

    Riche mimo wszystko była od dziecka szkolona jako mag, nigdzie w serii nie jest powiedziane, że nie da się tworzyć własnych zaklęć, a jej podejście jest też skonfrontowane w ostatnim odcinku, kiedy jej braki w standardowych zaklęciach nie pomagają w ratowaniu  kliknij: ukryte  Nie razi mnie tu żaden absurd, a autor też pomija kwestie takie jak lekko zasugerowana neuroatypowość Riche, albo to, że jej wątek wpisuje się w ogólny konflikt świata Witch Hat Atelier (elityzm i rygorystyczne nauczanie vs. dziecięca swoboda odkrywania i wolny dostęp do magii).
    W omawianym tutaj anime bohaterowie mogą robić, co chcą, bez żadnych obaw.(...)Jestem szczególnie mocno wkurzony na ten element, ponieważ w mojej opinii uniemożliwia nazwanie tego serialu „nieszkodliwym kinem dla najmłodszych”. Czego my chcemy nauczyć w tym anime? Że wszystko uchodzi płazem, więc ryzykuj, ile wlezie? Że możesz być najbardziej antypatyczną i oschłą osobą, ale za żadne ze swoich świństewek nie poniesiesz konsekwencji?

    Dziwaczne jest oczekiwanie, że seria anime z gatunku fantasy ma jakieś wielkie moralizatorskie zadanie uczenia młodzieży o naturze rzeczywistości i tym co dobre, a co złe. Fakt, że bohaterowie nie bardzo odczuwają konsekwencje swoich działań jest moim zdaniem słusznym zarzutem dla Witch Hat Atelier – często zagrożenie zdaje się tam nagle wyparowywać, i dostajemy dziwne przeskoki w nastroju. Z tajemniczej i pełnej niebezpieczeństwa sytuacji nagle przeskakujemy w radosny slice­‑of­‑life, w którym świat wydaje się być zrobiony z pluszu i słodyczy. Autor recenzji zdaje się to odczuwać, ale zamiast sensownej krytyki bawi się w oceny moralne i sklecone na kolanie logiczne analizy worldbuildingu.

    Nawet nie uważam tego anime za cokolwiek wybitnego, ale ocena taka, jakbyśmy mieli do czynienia z niskobudżetową haremową komedyjką, wydaje mi się pewnym nieporozumieniem. Seria jest bardzo ładnie wykonana na poziomie audiowizualnym, świat przedstawiony ma kilka ciekawych i unikatowych wątków (wspomniany wyżej konflikt), kolejne odcinki z wyczuciem podrzucają kolejne strzępki tajemnicy, jednocześnie pogłębiając historie bohaterów i pokazując ich z różnych stron (np. niejasna postać Qifreya, w moim odczuciu dość ciekawe Riche i Agott).
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 2
    GLASS 6.07.2026 06:32
    Powtórzę się, ale jak dla mnie złość nie powinna iść w stronę dziewczyn, a w stronę Qifrey'a, ponieważ nie dyscyplinuje swoich podopiecznych w należyty sposób. Dziewczyny mają prawo się tak zachowywać, ponieważ są młode i niedoświadczone (jak to dzieci) – od tego są właśnie dorośli, aby je uczyć, kiedy się wstrzymać z komentarzami oraz karać, kiedy faktycznie popełniły błąd/naraziły innych na niebezpieczeństwo. A tego w tej serii brakowało, co jest moim największym zarzutem. I wydaje mi się, że większości osób tutaj też.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    B Z 6.07.2026 04:28
    Dla mnie recenzja w porządku
    Po przeczytaniu omawianej poniżej recenzji stwierdzam, że… hm, w sumie to ciekawe, do jakich rzeczy czytający recenzje potrafią się przyczepić.
    Fakt, że nie było mi dane zapoznać się z mangą i anime o Atelier – sprawia, że mogę w miarę możliwości obiektywnie ocenić sam utwór literacki, jakim jest krytykowana poniżej produkcja spod pióra Sulpice.
    Dla mnie jest ona całkiem w porządku.

    Moralizatorskie krzyki niektórych czytelników poniżej – wręcz mnie zmierziły. No bo… stawać w obronie potencjalnych poszkodowanych, w sposób, który tychże poszkodowanych piętnuje wrzuceniem do worka z etykietą „ludzie niepełnosprawni”? Serio?
    Każdy człowiek ma określone, rozwinięte potencjały i określone dysfunkcje, czasami nieuświadomione. I grzmieć moralizatorsko, że ktoś śmiał wspomnieć o daltonizmie… No proszę.

    Zarzut drugi, że nie wolno nazywać rzeczy po imieniu. Jeżeli dziecko zachowuje się w niewłaściwy sposób, to w takiej Japonii do niedawna można było mu zwrócić uwagę, nawet jeśli to nie była nasza pociecha. A Pan Recenzent według niektórych nie ma prawa skrytykować określonych wad zachowania postaci z anime. I to tylko dlatego, że są one dziećmi? Czy może chodzi o to, że są to poszkodowane przez los postacie? Bo, jak wiadomo, trudne dzieciństwo i traumy sprawiają, że z automatu nabywamy prawa do możliwości niestosownych zachowań. A autor, który owe niestosowności zachowań u postaci wskazał – został nieomal poddany publicznemu linczowi. Hm. Nie wiem, jakimi motywacjami kierowały się osoby hejtujące, ale gdy przychodzę i czytam podobne hejty moralnie rozdmuchane, to aż (tu nie dokończę).

    Odnośnie akapitu o moralizowaniu w recenzji. Hm. Autor określił przypuszczalną grupę docelową, jej prawdziwe potrzeby, niezaspokojenie tych potrzeb omówionym anime i tyle.
    Odpowiedz
  • Avatar
    R
    Shorexen 5.07.2026 09:47
    Krótki komentarz do recenzji
    Sulpice, trochę się na Tobie zawiodłem. Mam w dalszym ciągu szacunek do Twoich recenzji, ale tutaj według mnie po prostu przesadziłeś. Seria oczywiście ma według mnie swoje wady, ale nigdy bym się nie spodziewał, że akurat Ty obierzesz za główny punkt krytyki to, że dzieci (dodajmy po ciężkich przejściach życiowych) zachowują się jak… no właśnie, jak dzieci, które dopiero uczą się życia. Oczekiwanie, że w tak krótkim czasie staną się w pełni racjonalne w sytuacjach, które je przerastają, jest moim zdaniem nietrafione. Dziwi mnie to tym bardziej, że jesteś fanem twórczości Miyazakiego. Filmy takie jak Hauru czy Czapla operują na podobnej narracji, gdzie postacie często działają w sposób emocjonalny czy wręcz nielogiczny i tam jednak nie miałeś do tego większych zastrzeżeń, a w Atelier stosujesz niezwykle surowe określenia, które są zwyczajnie nieadekwatne. Technicznie recenzja jest jak zawsze bardzo dobrze napisana, ale merytorycznie uważam ją za bardzo niesprawiedliwą. Już za bardziej zasadne uznałbym krytykowanie 1000­‑letniej elfki, która często podejmuje decyzje irracjonalne, nieodpowiedzialne i sprzeczne z samą sobą. Zważywszy na przeżycie wielu pokoleń, powinna reprezentować o wiele większy poziom dojrzałości (decyzyjnej, nie emocjonalnej), zamiast strzelać czarami i robić za mema z grymuarami. Jeśli tak ostra krytyka występuje w stosunku do 12­‑letniej Coco i innych bohaterów w jej wieku, to powinna tym bardziej dotyczyć Frieren, czy protagonistów z wspomnianych wyżej filmów. Czyżby podwójne standardy? Atelier jasno komunikuje, czym chce być, a Ty traktujesz ją jak jakiś protokół techniczny, szukając błędów tam, gdzie powinno liczyć się przede wszystkim pokazanie pełnego procesu dojrzewania.

    A na koniec chciałbym dodać jeszcze jedną rzecz. Logika i spójność w narracji nie polegają na tym, że każdy bohater zawsze podejmuje racjonalne decyzje. Polegają na tym, czy te decyzje są wiarygodne w kontekście postaci, ich obecnej sytuacji i wieku. No nie wiem… od takiego Ayanokoujiego wymagamy żelaznej logiki, bo był do tego szkolony od małego w przystosowanym do tego celu środowisku, to jest jego fundament. Od 12­‑letnich dzieci z Coco na czele, które zderzają się z brutalną rzeczywistością świata magii, powinniśmy wymagać przede wszystkim autentyczności, a nie chłodnego wyrachowania. Warto czasem spojrzeć na świat ich oczami i zadać sobie pytanie, czy w ich wieku i sytuacji sami bylibyśmy w stanie zachować się spójnie oraz racjonalnie.
    Odpowiedz
  • Avatar
    R
    odpowiedzi: 3
    Tablis 4.07.2026 17:41
    Tekst recenzji zajmuje się w wielu fragmentach oceną moralną postaci fikcyjnych, jak też wartościuje jak w serii ich zachowania są przyjęte. Wartościowanie zależy od przyjętej skali, tu obecna rozważa wartość dydaktyczną serii dla najmłodszych. Drastycznie zawęża to framework interpretacyjny, szczególnie zważywszy, że gatunek serii to seinen, co jest tu ważnym kontekstem. Rozważając co przedstawiono należy być ostrożnym z rozróżnianiem co jest stosowne wobec fikcji, a co rzeczywistości. Wydaje się jednak stosowne przyjąć, że same standardy oceny postaci można przełożyć na standardy oceny ludzi, szczególnie kiedy dotyczą sytuacji mających przeniesienie na codzienność. W związku z tym pozwolę sobie je przełożyć.

    Omawiane postaci mają od 10 do 12 lat. Są to więc dzieci, co więcej dzieci ze szczególnymi potrzebami, przyjęte pod dach przez dorosłego mającego świadomość ich sytuacji, którego priorytetem bardziej niż nauczenie ich magii wydaje się być dostarczenie im potrzebnego wsparcia. Mając to na uwadze, zobaczmy, jak owe dzieci są w tekście określane:
    - naiwna niezguła, niezdara stanowiąca zagrożenie dla siebie i otoczenia, potrafi tylko notorycznie przepraszać
    - pracoholiczka, zerowe umiejętności społeczne, antypatyczny i brutalny charakter, rekreacyjna próba morderstwa – tu też warto podkreślić, że postać nie miała świadomości jakie niebezpieczeństwo wywołuje (był to standardowy egzamin magiczny)
    - akceptowalny stereotyp
    - głupie pomysły, odrzuca edukację – to o postaci, która ma cechy autystyczne
    - małostkowość – co więcej “nieuzasadniona trudnym dzieciństwem” (??!)

    Mam dwie rzeczy do powiedzenia o tej liście:
    1) Odrzucam przedstawianie postaci o tych cechach jako świadczące źle o dziele kultury, uważam wręcz przeciwnie.
    2)Używanie takich określeń akurat w stosunku do dzieci budzi mój niesmak.

    Ponownie podkreślam – mówimy o postaciach fikcyjnych, więc formalnie wszystko jest dozwolone. Jeżeli jednak recenzja ocenia moralnie serię, tym bardziej można ocenić moralnie recenzję. Weźmy więc dla przykładu z tekstu: mamy 10­‑12 latkę Koko, która ledwo przeżyła straszne zdarzenie, straciła matkę – jedynego opiekuna – trafiła pod opiekę obcej jej osoby, i w tej sytuacji recenzja stwierdza, że sympatia dla niej jest niezasłużona, gdyż Koko “potrafi tylko notorycznie przepraszać”. ...
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 8
    Daerian 4.07.2026 15:45
    Przyzwolenie na ableizm w recenzji?
    Od dawna nie byłem aktywny na portalu i przyznaję, że nie chcę komentować ogólnego poziomu recenzji, ani wdawać się w dyskusje o jakości serii, ale jedna rzecz moim zdaniem warta jest poruszenia. Z powodu jej znaczenia dla realnych, istniejących ludzi.

    Niestety, cierpi on na specyficzny rodzaj daltonizmu i nie odróżnia kolorów znalezionych eliksirów. Co więc robi czarodziejka? Ano zamiast wyjaśnić mu, w której fiolce jest która barwa


    Czy autor recenzji zdaje sobie sprawę, jak wyjątkowo obrzydliwym poziomem ableizmu wykazuje się w tym miejscu? Jak tekst z tym stwierdzeniem w ogóle przeszedł przez opinię redakcji?
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Uratugo 28.06.2026 18:43
    Nierówne
    Mamy tu świetne światotwórstwo, jednak z dość średnią fabułą. Akcja jest ciekawa, ale konstrukcja postaci pozostawia wiele do życzenia. Gdyby zadbać o szczegóły, to mogłaby to być perełka, ale niestety.

    A zakończenie? Tak złego dawno nie widziałem- i bynajmniej nie chodzi tu o fabułę, ale o najgorszy cliffhanger jaki widziałem od lat.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Sulpice9 27.06.2026 10:41
    No jest źle, niestety...
    Nie lubię czepiać się aż tak mocno dziur fabularnych, ale to tutaj, to już jest zdrowa przesada. Planowałem uroczą, miłą recenzję, ale po seansie… Cóż, będzie źle. Ogólnie zdecydowanie nie polecam.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 1
    blob 27.06.2026 09:14
    Jakby od początku poszli w ten mroczniejszy, poważniejszy ton i nie skupiali się na próbach nadania logiki temu jak działa magia w tym świecie, to może byłoby ostatecznie lepiej. Bo dostajemy chyba coś na kształt produkcji studia Ghibli (trochę magicznie, trochę straszno), ale z fatalnymi postaciami i nudnymi jak flaki slice of life choć na szczęście czasem coś się dzieje. No właśnie – niewątpliwie najsłabszym elementem serii są jej bohaterowie. Ten świat ma sporo do zaoferowania, ale męczenie się w każdym odcinku z tymi niedojrzałymi emocjonalnie bachorami i ich przerysowanymi emocjami odbiera całą przyjemność z seansu. Najlepszym podsumowaniem postaci jest reakcja takiej Agott w ostatnim odcinku, na kłopoty –  kliknij: ukryte . No właśnie, postacie:
    1. Ciamajda protagonistka której jedynym atutem jest że „się stara” i jest… miła?
    2. Wredna samolubna/zazdrosna kujonica obrażona na świat w związku z jakąś rodzinną „dramą” dot. jej rodowodu, która niby ma być tą z „zimną krwią”, a której nieodpowiedzialne postępowanie m. in. mogło doprowadzić do tragedii ( kliknij: ukryte 
    3. Rozpuszczona „artystka” która się ciepie że inni ją „ograniczają” (choć tu przynajmniej w ostatnim odcinku widzimy że może jeszcze zrewiduje swoje poglądy)
    4. No i oczywiście obowiązkowa „wesołkowata” tej bandy która właściwie nie wyróżniła się w serii niczym tylko tym że jak pojawiły się kłopoty to wystawiła protagonistkę

    Ja rozumiem że twórcy (zapewne) stworzyli te postacie tak żeby „dorastały” wraz z serią, ale czemu widz musi się przy tym tak męczyć…

    Na koniec nie mogę wspomnieć o chyba najbardziej idiotycznym koncepcie magii jakikolwiek widziałem – rysowanie „schematów”. Miałoby to sens gdyby nie totalnie nierówny power scaling. Niby najpierw próbuje się tę magię zamknąć w jakiś zbiór zasad po czym właściwie pojawia się koncept „zakazanej magii” z którą robią co chcą albo akurat zawsze mają wzorek czy kartkę która akurat wywoła potrzebny efekt z pogranicza fizyki i czasem chemii. Uczą się że nawet najdrobniejszy błąd może wywołać katastrofalny efekt, po czym w locie wyciągają/rysują „schemacik” który idealnie zamraża im ścieżkę. Nie chce mi się nawet wymieniać ile tu jest niespójności, lepiej by już dla nich było jakby magia w tej serii to było „piu piu” wyczarowywane z dłoni…

    Daje 5/10 za grafikę. Może ze 6 za Brimmed Caps bo to fajni edgelordzi (ja bym wogóle wywalił te dzieci i zrobił serię o konflikcie Wiedźm i „Czapek” wokół tematu zakazanej magii).
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    GLASS 23.06.2026 09:50
    Przyznam, że aż tak silnych emocji wobec tej serii jak inni komentujący nie mam :D Osobiście uważam, że to było łatwa, niezobowiązująca seria w ładnej oprawie audio­‑wizualnej. Brakowało mi trochę większej dyscypliny ze strony Qifrey'a w stosunku do dziewczyn ( kliknij: ukryte ), ale tak to cała historia była w porządku. Tylko to urwane zakończone jest koszmarne; zakładam, że drugi sezon się pokaże, ale tak bez oficjalnego potwierdzenia, to pozostaje ogromny niedosyt.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Patka 22.06.2026 20:46
    A miano najbardziej przehajpowanej serii sezonu, jak nie roku, a może nawet i dekady otrzymuje…*

    Jak ktoś już wspomniał – ładna, ale pusta wydmuszka, nic sobą ciekawego nie prezentująca, wywołująca masę irytacji, względnie – w najlepszym przypadku – po prostu nudna i nieangażująca. Nieprzemyślany system magiczny i świat przedstawony, w większości kiepscy bohaterowie (ten ostatni chłopak… o jezu…) – na drugi sezon, który nie wątpię, że się pojawi, zerknę tylko w ostateczności. Tak więc zakończenie czy wręcz bezczelne urwanie serii także nie zrobiło na mnie wrażenia.

    3/10

    *jak coś, nie oglądałam ani Frieren, ani Zielarki, heh
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 1
    Klemens 8.06.2026 19:39
    Gratuluje autorce tej opowieści. Stworzenie tak nijakiej, irytującej, bezsensownej i głupiej postaci jak ta niebieskowłosa musiało być nie lada wyczynem.

    Podsumowując serię, jest ona niczym wielkanocna wydmuszka – ładnie udekorowana z zewnątrz, kompletnie pusta od środka i krucha niczym… skorupka od jajka… czy coś.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 1
    Jajaja 21.05.2026 12:54
    Ja nie wiem, my chyba oglądamy całkiem inne anime, bo ja kocham tą historię, postacie, świat.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 4
    Klemens 27.04.2026 21:30
    Brak jakiejkolwiek konsekwencji czy to w prowadzeniu fabuły czy zachowaniu spójności przekazu jest na równie wysokim poziomie co grafika i animacja.
    Chociaż nie, jednego ten tytuł się trzyma – konsekwentnie dąży do tego, żeby nie polubić Coco. Tylko wątpię, żeby to było celowe.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Patka 27.04.2026 21:11
    odcinek 5
    No, mówiłam, dziewczyny dostały  kliknij: ukryte , który nie dość, że pozwala im  kliknij: ukryte  Ale to było żenujące.
    Potem  kliknij: ukryte  bez pomyślunku… O tyle dobrze, że w drugiej rundzie już sprawę  kliknij: ukryte  załatwił  kliknij: ukryte 
    Coco wciąż głupiutka, naiwna, irytująca coraz bardziej ze swoją dobrocią, przepraszaniem –  kliknij: ukryte . Uh…

    I serio, jakkolwiek ten odcinek pod względem animacyjnym wyglądał świetnie – chyba nawet był najlepszy, znaczy tu twórcy ze względu na dużo akcji mogli się wykazać – tak przez te wszystkie głupotki, zachowania bohaterów plus raczej średnie wstawki komediowe nie jestem w stanie cieszyć się z seansu. Nie należę do osób, którym ładne opakowanie wystarcza. Plus animacja jak dla mnie jest aż „za bardzo”, napuszona, jakby twórcy wołali: „patrz i się zachwycaj!”. Pokażcie od strony historii, bohaterów (może, patrząc na końcówkę odcinka,  kliknij: ukryte  okaże się ciekawszy, bo na dziewczyny nie liczę… plus czekam na drugiego pana z plakatu), świata przedstawionego itp., że jest się czym zachwycać, bo na same ładne obrazki to ja się nie nabiorę jak inni.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 10
    Kurubuntu 26.04.2026 04:04
    Swoją drogą, wpływ na popularność Atelier może mieć aktualny renesans Potteromanii. Jak myślicie? Ludzie są głodni tego typu historii?
    Odpowiedz
  • Dodaj komentarz
  • Recenzja anime