Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Otaku.pl

Komentarze

Modao Zushi

  • Dodaj komentarz
  • Recenzja anime
  • Avatar
    A
    ShoriChan 4.02.2021 21:44
    Kocham
    Z twórczością MXTX miałam styczność po raz pierwszy przy oglądaniu ekranizacji Tian Guan Ci Fu i po prostu nie mogłam wyjść z podziwu jak świetna była to opowieść, bohaterowie, świat i po prostu wszystko. Zważywszy na okrutny wręcz cliffhanger na końcu donghuy, postanowiłam przeczytać nowelkę, w której również się zakochałam, nawet chyba bardziej, niż w wersji animowanej. I tak moje ochy i achy trwały przez kilka tygodni, po czym nastała depresja poodstawieniowa… bo coś tak dobrego skończyło się tak szybko i nie mogłam tego przeżyć. Wtedy doradzono mi bardzo prostą rzecz – jeśli czujesz ogromny niedosyt i smutek po przeczytaniu chińskiej nowelki, weź się za następną. I tak właśnie zrobiłam.

    Moją drugą nowelką od MXTX nie było jednak Mo Dao Zu Shi, o które tu się przecież rozchodzi, a pierwsza powieść tej autorki – Scumbag Villian Self­‑Saving System. I cóż… nie byłam pod wrażeniem. Do tego stopnia, że dropnęłam koło 40 rozdziału i może jeszcze kiedyś do tego wrócę, ale niczego nie obiecuję.

    Po rozczarowaniu jakim było SVSSS, zabrałam się wreszcie za Mo Dao Zu Shi. Doskonale wiedziałam, że istnieje zarówno nowelka (duh) jak i donghua na jej podstawie, ale nie byłam pewna w jakiej kolejności je przyswoić. Ostatecznie włączyłam pierwszy odcinek MDZS i nawet nie obejrzałam go do końca, bo tak bardzo nie wiedziałam co się dzieje. Stwierdziłam „nie, muszę sięgnąć do korzeni”, więc wzięłam się za nowelkę. And oh boi, that was a wild ride… Pożarłam rozdziały jak szakal i kiedy byłam już przy końcówce, stwierdziłam, że poznałam materiał źródłowy na tyle, by w końcu obejrzeć ekranizację. I tak też zrobiłam. Obejrzałam pierwszy odcinek jeszcze raz, a potem poleciałoooo. Połknęłam oba sezony w dwa dni.

    Faktem jest, że dla kogoś kto ani nie czytał noweli, ani nie oglądał dramy The Untamed może strasznie się pogubić w animacji. Zwłaszcza przy natłoku chińskich imion i nazw… bo dosłownie wszystko ma swoje nazwy – miejsca, bronie, przedmioty, budynki… Potrafi być to niesamowicie przytłaczające i szczerze mówiąc, nawet po dwukrotnym przeczytaniu noweli nadal nie pamiętam imion wszystkich postaci.

    Pomijając jednak tę kwestię, uważam że pierwszy sezon jest naprawdę udany. Pięknie ożywili postać Wei Wuxiana, chociaż i tak w tej ekranizacji jest mniej komiczny niż w nowelce (nic go tam nie może przebić, przysięgam) głównie dlatego, że w powieści mamy dostęp do jego wszystkich myśli, a jego myśli… let me tell you, nadal parskam śmiechem kiedy myślę o jego komentarzu na temat imion trzech psów Jiang Chenga.

    Lan Wangji… jest dokładnie taki, jak go sobie wyobrażałam podczas czytania. Stoicki, bez emocji, mówiący tym śmiertelnie spokojnym, niskim głosem. Chociaż w ekranizacji i tak mam wrażenie, że widać po nim więcej uczuć, niż kiedykolwiek było to opisane w oryginale. I bardzo mnie to cieszy, bo w końcu widać, że mu zależy. Co ciekawe, niesamowicie urzekły mnie melodie, które grał na swoim guqin. Czasami odtwarzałam sobie sceny, w których go używał po kilka razy.

    Oczywiście, trochę rozpaczam, że powycinali niemal wszystkie sceny romantyczne (oraz pijanego Lan Zhana… to ból, ja to chciałam zobaczyć w ruchu…), ale chyba w ramach rekompensaty twórcy dali nam przykokszonego Wuxiana, bo Matko Święta, gość tutaj wymiata. 15 odcinek mogę oglądać w kółko i bez końca, tak bardzo jest epicki.

    Niestety, drugi sezon nieco rozczarowuje. Pierwszy szedł w miarę zgodnie z pierwowzorem, ale w drugim masę rzeczy pozmieniali, pomieszali, przez co zrobił się tam straszny burdel. Dla kogoś, kto nie czytał noweli może się wydawać, że jest okej, ale dla mnie, jako czytelnika w pierwszej kolejności, to się wszystko kupy nie trzyma. Te pierwsze kilka odcinków w ogóle nie mam pojęcia skąd się wytrzasnęły, to miał być jakiś filler czy co? Nie mam pojęcia, ale byłam mocno zmieszana podczas oglądania.

    Ostatecznie jednak bardzo wyczekuję na kolejny sezon. Co prawda ark, który zostanie w nim ukazany nie jest moim ulubionym, ale z miłą chęcią znów popatrzę na te przepiękne postacie i niesamowite sceny walk.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    :) 7.05.2020 23:11
    Perełka, szczególnie polecam weteranom anime którzy są znudzeni obecnym stanem rzeczy lub popadli w dekadencje.
    Wizualnie jest miód połączenie 3d, 2,5d oraz typowego 2d daje świetne rezultaty.
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    Kaczka 1.07.2019 12:03
    cudo
    Jak mogłam zapomnieć o skomentowaniu tej serii?! W końcu tym razem to MDZS wciągnęło mnie znowu w oglądanie anime, chociaż nie było łatwe. Najgorsze co zrobiłam, to obejrzenie dwóch pierwszych odcinków, zrobienie sobie długiej przerwy i od razu włączenie trzeciego. Zupełnie się przez to pogubiłam  kliknij: ukryte 
    Graficznie jest pięknie. Do języka chińskiego już od jakiegoś czasu jestem przyzwyczajona, więc nawet miło było posłuchać czegoś innego niż japoński. Słyszałam, że wiele osób myli postacie i nazwiska, ale mi nie sprawiało to większego problemu.
    Minusem jest dla mnie to, że jakoś tak niektóre walki mnie nudziły. Ale tragedii nie było.
    Nawet nie będę zaczynać o bohaterach, bo mam tam zdecydowanie za dużo ulubieńców. Na pewno plusem jest to, że nie wszyscy są jednoznacznie dobrzy lub źli.
    Oczywiście, później pochłonęłam książkowy oryginał i już nie mogę się doczekać drugiego sezonu… kiedykolwiek on wyjdzie, bo z tego co mi wiadomo, został opóźniony?
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 3
    Ancietejka 4.02.2019 00:24
    Bardzo się cieszę, że wróciłam do oglądania tego anime po dłuższej przerwie. Jest naprawdę warte poznania. Pewnie gdyby było produkcji japońskiej, miałoby więcej oglądaczy, bo dużo osób narzeka na chiński – myślę, że niepotrzebnie, szybko można się przyzwyczaić i nawet kwestie brzmiące, jakby były czytane z kartki nie przeszkadzają w cieszeniu się seansem.
    Graficznie to można tylko się zachwycać. Wei wygląda najlepiej. Na minus jednak animacja chodu bohaterów, wygląda sztucznie. Żółwia przemilczę…
    Sama historia w pewnym momencie niesamowicie się rozkręca i z lekkiej, komediowej serii z wygłupami Weia robi się… no, takie coś. Od jedenastego odcinka (mój ulubiony) nie mogłam oderwać oczu od anime.  kliknij: ukryte 
    Oczywiście nie muszę mówić, że na duet Weia i Lana patrzy się z przyjemnością.

    8/10
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 1
    Xaven 30.01.2019 21:30
    Kwiat lotosu rozkwita w czerni.
    Cicho, huh, prawda, chociaż widzę, że kilka ocen przybyło od czasu kiedy ja obejrzałem.. miałem napisać komentarz na następny dzień, ale jakoś tak mi się odechciało.
    Tak, więc…
    „Wszystko się zaczęło gdy zaatakowała frakcja ognia…”
    Albo nie, inaczej to ujmę:
    Modao Zushi = Świetna bajeczna piękna grafa/animacja, muzyka też nie najgorsza, taka typowa na te klimaty, które anime przedstawia, więc się wpasuje. Anime ma bardzo dobry motyw zemsty i nie boi się podrasować głównego bohatera nieco nikczemnymi mocami by mógł jej dokonać. Chociaż trzeba sporo na to poczekać. Chiński jak chiński, aktorzy głosowi dużo nie zdziałają, imion w cholerę, nie idzie zapamiętać, no ale człowiek ciągnie to dalej, bo to zwykle fabuła/postacie decydują czy brnąć w to dalej, a nie trudność spamiętania jak kto się nazywa.
    Na minus chaos w początkowych odcinkach, nie można było się połapać o co tam chodzi. Ja czytałem komentarze wyjaśniające po kilku odcinkach od ludzi, który znają pierwowzór by zajarzyć kto jest kim, gdzie co jest i co się dzieje. Anime dopiero się później rozkręca by zakończyć z przytupem. Pamiętam, ze emocje były przy oglądaniu, głównie gdzieś po połowie aż do końca, ogólnie git anime, satysfakcjonujące. Czekam na kolejne sezony, które mają być.
    /Nie shipuje, ale jestem świadom, że anime pełne ładnych chłopców, co przypadnie temu „kręgu”, który lubi shipować/
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 6
    tamakara 30.01.2019 12:32
    Taka dobra historia, a tu tak cicho… aż żal. Jestem tymczasem bardziej niż zachwycona. Zachwycona wszystkim, co jest związane z tym tytułem. Wpadłam jak śliwka w kompot i pieję z zachwytów. Kto by pomyślał, że mogę tak piać…?
    materiał filmowy na ten temat
    Odpowiedz
  • Avatar
    A
    odpowiedzi: 1
    Ancietejka 9.11.2018 12:17
    Po dwóch obejrzanych odcinkach moje wrażenia są mieszane, z przewagą jednak tych pozytywnych.

    Plusy:
    - grafika: jest śliczna, świetnie się na to patrzy, choć bywają sceny wyglądające kiepsko (jak np. gdy pokazano z daleka głównego bohatera jadącego na osiołku w pierwszym odcinku). Ogólnie jednak – palce lizać.
    - dobra akcja, jej tempo, walki nie są nudne
    - główny bohater wydaje się sympatyczny, chociaż – patrz: minusy
    - fabularnie też mnie zaciekawiło, wcześniej nie oglądałam podobnych produkcji (albo nie pamiętam); oryginalnością to z pewnością nie grzeszy, ale mam ochotę wiedzieć, jak dalej potoczy się ta historia i jak będą wyglądać przygody Weia i Lana


    Minusy:
    - głosy; nie mam tu na myśli, że chiński mi przeszkadza, nie, łatwo się przyzwyczaić, po prostu wypowiadane kwestie w większości przypadków brzmią bez emocji, jakby zostały „wycięte” z innej produkcji i doklejone do tej (nie wiem, jak to lepiej wytłumaczyć); z pewnym momencie zaczęłam żałować, że tego anime nie zrobili Japończycy, na pewno wyszłoby lepiej
    - Wei momentami się bardzo dziwnie zachowuje, rozumiem, że miały to być wstawki komediowe, ale coś nie wyszło i zamiast banana na ustach pojawia się w myślach jedno wielkie „WTF?!” Choć oczywiście są śmieszne momenty, które rzeczywiście śmieszą.

    Tak czy inaczej, jest, jak na początek, dobrze – o tyle dobrze, że udało mi się obejrzeć dwa odcinki (dodam, że mające po 34 minuty, czyli więcej niż zwykle), gdy tymczasem ostatnio często porzucam jakieś anime, nie kończąc nawet pierwszego epizodu. No i wspomniana już ciekawość, co będzie dalej.
    Odpowiedz
  • Dodaj komentarz
  • Recenzja anime