Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Yatta.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

3/10
postaci: 5/10 grafika: 7/10
fabuła: 3/10 muzyka: 5/10

Ocena redakcji

5/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 4,67

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 68
Średnia: 6,25
σ=2

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Domestic na Kanojo

Rodzaj produkcji: seria TV (Japonia)
Rok wydania: 2019
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Domestic Girlfriend
  • ドメスティックな彼女
Tytuły powiązane:
Gatunki: Dramat, Romans
zrzutka

Gdy nie umie się stworzyć normalnego dramatu i romansu, zawsze można pójść w kontrowersyjne tematy, nie?

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Nastoletni Natsuo Fujii mieszka z ojcem (mama zmarła przed dziesięcioma laty) i chodzi do szkoły średniej. Właśnie przeżywa wielką miłość, ale niestety obiektem westchnień chłopaka jest jego nauczycielka, Hina. Zapewne z tego powodu bez większych oporów Natsuo zgadza się iść do łóżka z dopiero co poznaną dziewczyną, Rui. W domu czeka go kolejna niespodzianka, tata bowiem oznajmia, że zamierza ponownie się ożenić, ba, od razu przedstawia synowi nową partnerkę, Tsukiko Tachibanę, z którą pojawiają się jej dwie córki, a są nimi… Hina i Rui. Wkrótce cała piątka zamieszkuje razem. Ten zwrot akcji, jakkolwiek wydaje się pogarszać i tak już beznadziejną sytuację Natsuo, z czasem okazuje się dla niego pewną szansą.

Trudne życie z przyrodnimi siostrami, z których z jedną uprawiało się seks, a drugą darzy się uczuciem, chciałoby się w skrócie powiedzieć. Ale byłaby to jedynie część prawdy, gdyż Kei Sasuga, autorka mangi, na podstawie której stworzono anime, porusza szereg innych tematów potrafiących wywołać skrajne emocje, czasem w formie ważnego dla fabuły wątku, czasem jako niewielki dodatek. Kontrowersyjne kwestie dotyczą zarówno głównych postaci, jak i pobocznych, choć z wiadomych względów na tych drugich seria skupia się w znacznie mniejszym stopniu. Właśnie, pora na mój pierwszy z wielu zarzut wobec tytułu: czy warto było wciskać w niego tyle nieprzyjemnych elementów? Nie mam pretensji o relacje Natsuo z siostrami czy o rzeczy ściśle z tym wątkiem powiązane, w końcu na nim opiera się anime, choć i tu nie omieszkam ponarzekać, część wątków sprawia jednak wrażenie dodanych na siłę, aby tylko zaszokować widzów, co, jak łatwo się domyślić, ostatecznie daje odwrotny rezultat. Ba, nie brakuje nawet takich jedynie zasugerowanych w jednej­‑dwóch scenach, by następnie bezczelnie uderzyć widza (i bohatera) twierdzeniem, że mu się przywidziało, że chodziło o coś innego. Ja się pytam – po co? Już sam zakazany romans spokojnie by wystarczył do stworzenia dobrego dramatu (zakładając, oczywiście, że byłby zgrabnie poprowadzony). Ponadprogramowe wątki są też o tyle szkodliwe, że bez nich można by było poświęcić więcej uwagi temu głównemu, a tym samym lepiej go przedstawić. Od razu uprzedzam zarzut, jakobym domagała się wyrzucenia wszelkich tematów pobocznych: dobrze, że się pojawiają, ale w takiej ilości i bez konkretnego znaczenia (z większości nic specjalnego nie wynika) bardziej śmieszą niż wywołują odpowiednią reakcję, czy tym bardziej zachęcają do przemyśleń.

Kwestie drugoplanowe to jednak pikuś przy tym, na co widz musi patrzeć w związku z perypetiami miłosnymi Natsuo. Tylko z pozoru są one ciekawsze niż typowy nastoletni romans, jaki zwykle mamy okazję oglądać w anime. Powiedziałabym wręcz, że są dużo gorsze. O ile bowiem po sztampowych romansach raczej wiadomo, czego się spodziewać i nikt nie powinien mieć pretensji, jeśli seria go nie zaskoczy, to po tytule, który wyraźnie pretenduje do miana dojrzałego (przynajmniej ja odniosłam takie wrażenie), można oczekiwać znacznie więcej. Tymczasem owe oczekiwania ani trochę nie zostają zaspokojone. Dostajemy mocno przeciętne patrzydło nieumiejętnie starające się być „inne niż wszystkie”, przede wszystkim zaś mało wciągające. No niestety, anime może przyciągać zawiązaniem akcji, rozwojowi wydarzeń daleko jednak do miana pasjonującego. Owszem, odczuwa się jakieś tam zainteresowanie, kogo wybierze bohater (oczywiście o ile nie zna się mangi), ale z drugiej strony, gdy się wszystko dokładnie przeanalizuje, okazuje się, że przebieg historii jest aż do bólu banalny. Nie pomagają także zwroty akcji, bo bliżej im do tanich chwytów niż zagrań zwiększających zainteresowanie serią; z kolei, jak wspomniałam, wątki poboczne też są słabe, więc i one nie ratują produkcji. Nieważne, czy oceniać anime jako dramat, czy jako romans – jest zwyczajnie nudne i rozczarowujące. Możliwe, że nie narzekałabym aż tak bardzo, gdyby porządne wykonanie pozwalało przymknąć oko na poszczególne zgrzyty, ale niestety, i tym seria nie może się pochwalić. Nie, żeby było szczególnie źle, anime da się oglądać, nic jednak poza tym – w żadnym momencie nie zachwyca reżyserską maestrią.

Chociaż seria zapowiadała się na trójkąt romantyczny, z czasem pojawiają się inne dziewczyny, które w jakiś sposób kręcą się wokół Natsuo. Na etapie anime są to raptem dwie dodatkowe bohaterki, harem więc na razie tworzy się niewielki, w moim przekonaniu zaś zbędny, niewnoszący niczego ciekawego do fabuły oraz niewykorzystujący potencjału tak rozszerzonego wątku romansowego. Obydwie dziewczyny otrzymują swoje „pięć minut”, nawiązują z protagonistą jakieś stosunki, po czym ich znaczenie w fabule spada, a one dołączają do grona sporadycznie pojawiających się na ekranie osób, mających wpływ na przebieg wydarzeń tylko w nielicznych momentach. Złośliwie stwierdzę wręcz, że wyglądały, jakby zostały pomyślane bardziej na potrzeby wątku klubu literackiego niż miłosnego. Nie trzeba traktować tego jako poważnej wady, dla mnie jednak obserwowanie do niczego nieprowadzących relacji Natsuo z dziewczynami było drażniące, bo miałam wrażenie, że na tym miejscu powinno znaleźć się coś istotniejszego albo że przy odrobinie dobrej woli można by z tych wątków wycisnąć znacznie więcej.

Natsuo – nieobdarzony specjalnie interesującą osobowością pechowiec i szczęściarz w jednym, okazuje się też osobnikiem niezasługującym na jakikolwiek szacunek. Dobra, może przesadzam, choć z drugiej strony, widząc jego zachowanie wobec sióstr, zastanawiam się, czy naprawdę jest on ofiarą okrutnego zbiegu okoliczności, czy człowiekiem wykorzystującym zaistniałą sytuację do pobawienia się to z Rui, to z Hiną – bo, doprawdy, nie ma specjalnych oporów, by krzywdzić obie dziewczyny na przemian, zwłaszcza Rui. Jego postępowanie jest tym bardziej karygodne, że wciąż darzy płomiennym uczuciem starszą Tachibanę, a przynajmniej tak uważa i tak twórcy każą nam myśleć, co nie bardzo im wychodzi, chemii bowiem między nimi jak na lekarstwo. Już więcej jej w duecie z Rui, choć nie na tyle, bym z wypiekami na twarzy oglądała każdą scenę z ich udziałem. Abstrahując jednak od tej kwestii, bądź co bądź trudnej do obiektywnego ocenienia, protagonista jest po prostu nijaki i nie da się go lubić.

O dziewczynach – wszystkich czterech – mogę na szczęście powiedzieć więcej dobrego. Rui z Hiną z początku prezentują duet przeciwieństw (jedna spokojna, z problemami komunikacyjnymi, druga beztroska), z czasem jednak dają się poznać z ciekawszej strony, tak że przestają być jedynie urokliwymi schematami, choć ani na moment nie stają się szczególnie interesującymi postaciami mogącymi uratować słabą historię – zdecydowanie odradzam zabieranie się za serię tylko ze względu na nie (ze względu na protagonistę tym bardziej). Podobnie rzecz się ma z dwiema „dodatkowymi” paniami. Momo Kashiwabara, koleżanka Rui, początkowo mnie zraziła swoją dziecinnością (ten głosik…) połączoną z przyczepioną łatką „łatwej dziewczyny”, którą zresztą zbytnio się nie przejmowała. Wydała się zatem osobą zbyt pewną siebie i dopiero szczera rozmowa z Natsuo pokazała, że wcale nie jest tak dzielna, na jaką stara się wyglądać. Niestety, jak pisałam wyżej, gdy tylko staje się interesująca, prawie znika z ekranu. Inna sprawa, że problemy, z którymi musi się mierzyć, w anime nie zostały zbyt dobrze omówione, tak więc trzeba sięgnąć po mangę lub do internetu, jeśli chce się ją bliżej poznać. Na koniec pozostała Miu Ashihara, przewodnicząca klubu literackiego, najnormalniejsza i najspokojniejsza z dziewczyn – jej relacje z Natsuo przy pozostałych wypadają cudownie zwyczajnie. Anime wyraźnie zarysowuje wątek związany z nią i opiekunem klubu, Reijim Kiriyą, no ale, właśnie, jedynie zarysowuje. Zastanawiam się, czy było warto wplatać w akcje te pojedyncze sceny, skoro ostatecznie do niczego nie prowadziły.

Z trzecioplanowymi postaciami miałam za to problem, ba, nawet nie jeden. Po pierwsze, większość z nich, jak nie wszyscy, została przerysowana. Zazwyczaj są to dziwacy z nadmiarem energii lub chodzące stereotypy – wspomnę chociażby o Fumiyi Kurimoto, najlepszym przyjacielu Natsuo, jego pracodawcy, Masakim, czy o kolegach protagonisty ze szkoły, Yuuyi Masaoce i Kazushim Kine. Po drugie, niektórzy bohaterowie nie wiadomo po co są wprowadzani. Myślę tu głównie o Alexie J. Matsukawie, nowym znajomym Natsuo – po paru zmianach sceny z jego udziałem spokojnie mógłby przejąć ktoś inny. Inna sprawa, że postaci poboczne są traktowane po macoszemu, jak na przykład ojciec głównego bohatera i jego nowa partnerka, a szkoda, bo patrzyło się na nich całkiem przyjemnie.

Oprawa graficzna wydaje się tu trzymać najlepszy poziom. Kreska nie jest specjalnie oryginalna, ale w miarę porządna, z prostymi projektami postaci i ładną kolorystyką. Tła się niczym nie wyróżniają, bywa nierzadko wręcz nieprzyjemnie pusto, ale z drugiej strony to nie ten typ serii, żeby to poważnie przeszkadzało. Bardziej raziły mnie ujęcia pań przygotowujących się do oddania pocałunku, w zamierzeniu zapewne seksowne, w praktyce raczej budzące wstręt. A skoro jesteśmy przy intymnych kwestiach, nagości w anime nie brakuje, na szczęście pokazanej ze smakiem, nie na zasadzie nachalnego podtykania widzom pod oczy pośladków czy biustu bohaterek. Muzyka natomiast robi dobre wrażenie, choć też bez rewelacji – w przeciwieństwie do wielu, nie zachwyciłam się openingiem, Kawaki o Ameku w wykonaniu Minami, podobnie jak żadnym z endingów (Wagamama i always śpiewane przez Alisę Takigawę). Ot, nie moje klimaty. W serii słyszymy wielu ciekawych seiyuu, m.in. Maayę Uchidę (Hiyori Iki z Noragami, Nanaka Kotegawa z Grand Blue) w roli Rui czy Takuyę Eguchiego (Hachiman Hikigaya z Yahari Ore no Seishun Love Comedy wa Machigatteiru, Nero Vanetti z 91 Days) jako Fumiyę. Głównego bohatera z kolei zagrał mało mi znany, a pewnie dzięki temu dobrze dla mnie brzmiący (ile można oglądać anime z tymi samymi głosami…) Taku Yashiro (Vulcan Joseph z En’en no Shouboutai, Shinichi Yasuhara z Ahiru no Sora). Radzi sobie ze swoim zadaniem przyzwoicie, choć nie trzeba dodawać, że przy paniach (orócz wspomnianej Maayi Uchidy są to Youko Hikasa, Haruka Yoshimura i Konomi Kohara) wypada średnio.

Po zakończeniu seansu przyszła mi do głowy jedna myśl: trudne tematy nie sprawią, że dramat stanie się lepszy, a kontrowersyjne związki, że romans wyda się bardziej intrygujący. Już wolałabym dostać banalną, ale dobrze zrobioną serię miłosną niż po raz drugi oglądać nieudolne próby stworzenia dojrzałego anime, które przyciąga uwagę wyłącznie zawiązaniem akcji, dalej zaś podąża w oczywistym kierunku. Nie zgadzam się z opiniami, jakoby Domestic na Kanojo stanowiło przykład dobrego połączenia dramatu z romansem w poważnym wydaniu. Wręcz przeciwnie, uważam, że widzowie szukający czegoś ambitnego w tych gatunkach poważnie się zawiodą; także ci, których interesowałaby ciekawa haremówka, powinni sięgnąć po coś innego. Seria nie broni się też bohaterami. Ze swej strony nie polecam więc anime nikomu – za dużo powstało znacznie porządniejszych tytułów, by tracić czas na ten. No chyba że widziało się już wszystko albo ciekawość zżera, czy recenzentka dobrze prawi, czy jak zwykle przesadza – wtedy zerknijcie, ale na własną odpowiedzialność.

Ancietejka, 4 października 2020

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Diomedea
Autor: Kei Sasuga
Projekt: Naomi Ide
Reżyser: Shouta Ibata
Scenariusz: Tatsuya Takahashi
Muzyka: Masato Kouda