Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Komikslandia

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

4/10
postaci: 4/10 grafika: 7/10
fabuła: 3/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

5/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 5,00

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 17
Średnia: 6,71
σ=0,75

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Enevi)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Arte

Rodzaj produkcji: seria TV (Japonia)
Rok wydania: 2020
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • アルテ
Tytuły powiązane:
Widownia: Seinen; Postaci: Artyści; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Europa; Czas: Przeszłość; Inne: Realizm
zrzutka

Egzotyczna i tajemnicza epoka renesansu oczami Japończyków.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Tytułowa bohaterka tej opowieści jest nastoletnią dziedziczką niezbyt zamożnego, ale jednak arystokratycznego rodu w renesansowej Florencji. Dziewczyna już w dzieciństwie wykazywała talent artystyczny, a jej zainteresowania wspierał kochający ojciec. Ten jednak niedawno zmarł, a zdeterminowana, czy może bardziej zdesperowana i twardo stąpająca po ziemi matka chce Arte rysowanie wybić z głowy i jak najszybciej i jak najlepiej wydać ją za mąż, bo w zaistniałej sytuacji to jedyna droga, by zapewnić córce godne życie. Nastolatka chodzi jednak z głową w chmurach i jest na tyle uparta, że na własną rękę szuka mistrza, który przyjąłby ją na termin. Z początku spotyka się z licznymi odmowami i szyderstwami, bo kto to słyszał, żeby kobieta, a w dodatku młoda arystokratka zostawała malarką. Wśród świadków jednej z takich dyskusji, podczas której dosłownie dochodzi do rękoczynów, jest nieprzystępny i mrukliwy artysta­‑samotnik imieniem Leo. Mężczyzna nie miał w zwyczaju przyjmować uczniów, ale dla Arte robi wyjątek. Co prawda jego początkowa decyzja nie jest podyktowana altruizmem, a chęcią utarcia rozpieszczonej arystokratce nosa, ale szybko przekonuje się on do jej dobrego serca, determinacji i niezłomnego ducha…

Arte nie jest tytułem kompletnie nieudanym, ale żeby cieszyć się z seansu, widz musi świadomie przymknąć oko na kilka bardzo istotnych i widocznych już od samego początku wad. Pierwszą z nich jest brak realizmu w prezentacji zarówno świata przedstawionego, jak i bohaterów. Nie jestem ani wielką znawczynią sztuki, ani historii i nie wymagam od czytanych bądź oglądanych przeze mnie tytułów stuprocentowo wiarygodnego odwzorowania danej epoki. Jednakże jeśli ktoś osadza akcję w bardzo konkretnych realiach, to dobrze byłoby zachować chociaż podstawową spójność z nimi. Tymczasem autorka będącej pierwowzorem tej serii mangi, Kei Ookubo, bardzo powierzchownie zapoznała się z okresem renesansu, radośnie ignorując ówczesne zwyczaje i obyczajowość, a z najbardziej charakterystycznych rzeczy robiąc puste ozdobniki. A wszystko to w celu stworzenia naiwnej opowiastki o tym, że determinacja, wytrwałość i dobre serce potrafią zdziałać cuda…

Co właściwie jest z tą historią nie tak? Zacznijmy od tego, że nawet jeśli w tamtych czasach mężczyźni dominowali w świecie sztuki, nie brakowało kobiet, głównie arystokratek i córek artystów, które nie tylko dzięki talentowi, ale też odpowiednim znajomościom zdobywały bardzo lukratywne zlecenia i w efekcie sławę oraz uznanie. Bardzo dobrym tego przykładem były chociażby siostry Anguissola, których historia pokazuje jak absurdalna i niewiarygodna jest droga obrana przez Arte. Być może pierwowzorem protagonistki miała być postać Artemisii Gentileschi, ale jeśli tak, to autorka dwa lub nawet trzy razy powinna się zastanowić skąd czerpie inspiracje… Bo delikatnie pisząc, Artemisia łatwo w życiu nie miała, a jej ojciec nie był arystokratą. W jej biografii przewija się postać starszego mistrza, ale ten nie był dla niej surowym, acz uczciwym nauczycielem, a przede wszystkim gwałcicielem i oprawcą… Tak więc jeśli autorka faktycznie wzorowała Arte na tej barokowej(!) artystce, to jest to mało stosowne nawiązanie.

Nawet w oderwaniu od realiów epoki renesansu fabuła ma zarówno widzom, jak i czytelnikom naprawdę niewiele do zaoferowania. Kolejne epizody z życia młodej adeptki malarstwa sprowadzają się głównie do powtarzanego do znudzenia motywu dzielnej i niezłomnej dziewczyny, która albo z miejsca oczarowuje innych swoim wątpliwym urokiem osobistym, albo jej determinacja, pracowitość itd. przekonują nawet najbardziej zagorzałych jej przeciwników. Proste przesłanie nie musi być złe, ale tutaj mamy prezentowanie truizmów z gracją słonia w składzie porcelany i lekkością walca drogowego. Poszczególne historyjki są do bólu przewidywalne, schematyczne i urocze, ale ten urok jest bardzo wymuszony i można go porównać do szczękościsku, który słodkim uśmiechem jest tylko na pierwszy rzut oka.

Serial za bardzo stara się być również „wyluzowany”, bo najlepiej pasowałyby tutaj okruchy życia, czasem zabawne, czasem poważniejsze, ale ogólnie o raczej stonowanym klimacie. W Arte tymczasem zbyt często próbuje się rozluźniać atmosferę poprzez wrzucanie niepotrzebnie przerysowanych gagów. Z drugiej strony niektóre wątki prezentowane są z tak naiwną sentymentalnością, iż widać, że próbowano dogodzić jednocześnie miłośnikom komedii oraz dramatu, ale twórcom kompletnie to nie wyszło. Uczciwie trzeba jednak oddać twórcom, że nie próbują na siłę uatrakcyjniać opowieści fanserwisem, co w sumie nie byłoby całkowicie wykluczone, biorąc pod uwagę współczesne trendy.

Kolejną bolączką anime jest niezauważalny upływ czasu. Wprawdzie zadbano np. o to, żeby włosy Arte stopniowo odrastały, ale poza tym mamy fabularne status quo (głównie w przedstawieniu relacji międzyludzkich), a z od niechcenia rzuconego komentarza nagle dowiadujemy się, że minęło pół roku. Jak i kiedy, widz nie będzie miał pojęcia, więc trzeba wierzyć twórcom na słowo.

Renesansowe społeczeństwo miało konkretny system wartości, obyczajowość i tradycje, o których współcześnie wiadomo naprawdę dużo, a w dobie internetu naprawdę łatwo jest te informacje odnaleźć. Tymczasem autorka każe nam wierzyć, że wychowana w typowym dla szesnastowiecznej Florencji arystokratycznym domu dziewczyna będzie miała mentalność współczesnej japońskiej nastolatki. Arte to pełen zapału do działania wolny duch, wiecznie uśmiechnięta i kipiąca pozytywną energią dziewczyna, która wierzy w równouprawnienie i szanse dla wszystkich bez względu na płeć czy pochodzenie. Szlachetna to i godna naśladowania postawa, ale trudno nie dostrzec, że Arte nie miała żadnych wzorców, by nabrać tak współczesnych i wyzwolonych poglądów.

Wyjątkowość głównej bohaterki starano się pokazać za wszelką cenę. O determinacji i zaradności młodej i chowanej pod kloszem arystokratki ma bowiem na przykład świadczyć to, że świetnie radzi sobie z młotkiem i gwoździami, w ekspresowym tempie i – co najważniejsze – samodzielnie budując prowizoryczną chatę. Podobne przykłady można by mnożyć, ale „przyjemność” ich odkrywania zostawię potencjalnym widzom. Twórcom niezwykle zależało, by pokazać bohaterkę niezależną, silną psychicznie i o szlachetnym serduszku, ale Arte jawi się bardziej jako nieziemsko irytująca, rozpuszczona ignorantka i kompletna egoistka, której słodycz przyprawia o ból zębów. Jest jednak coś, co jeszcze bardziej kole w oczy. Na schematyczność i płytkość charakteru w zestawie z uwspółcześnieniem można jeszcze od (wielkiej) biedy przymknąć oko, ale już japońskiego manieryzmu (pokłony oraz inne charakterystyczne dla Japończyków gesty) w zachowaniu postaci, a przede wszystkim protagonistki, niczym nie da się wytłumaczyć…

Zalet Arte ma niewiele, zwraca uwagę tym, iż mimo że promieniuje determinacją, energią i dobrocią, nie próbuje nikogo na siłę przekonać do swojego punktu widzenia pretensjonalnymi przemowami. Gorzej, że pomaga jej w tym odpowiednio skonstruowany scenariusz. Na koniec mały plusik: Arte przechodzi pewną przemianę i staje się minimalnie bardziej interesującą postacią pod wpływem pewnych wydarzeń, ale w perspektywie anime następuje to zdecydowanie za późno i donikąd nie prowadzi, bo mało prawdopodobne, żebyśmy dostali kontynuację serii. Być może zachęci to widzów do sięgnięcia po mangę, ale ja jej na pewno długim kijem nie dotknę.

Mistrz Leo to również chodzący schemat, ale nie gra na nerwach tak jak główna bohaterka, co należy uznać za sukces. To człowiek mrukliwy i nieprzystępny, a choć traktuje Arte surowo i często rzuca ją na głęboką wodę, wykazuje się również dużą dozą cierpliwości i zawsze jest wobec niej uczciwy. Pod tą oschłością kryje się oczywiście złote serce, które bohaterka w ekspresowym tempie zdobywa swoją postawą życiową. Oczywiście nie w romantycznym sensie (przynajmniej nie na tym etapie, choć bardzo dosadnie sugeruje się, że Arte się w nim zadurzyła). Ich wzajemne relacje są jednak poprawne i brak w nich jakichkolwiek podtekstów, co w sumie można uznać w tym przypadku za zaletę, biorąc pod uwagę wspomniane kilka akapitów wyżej prawdopodobne źródło inspiracji.

Bohaterów drugoplanowych jako grupę charakteryzuje wybiórcza ignorancja wobec norm społecznych renesansu i sztuczne spolaryzowanie postaw względem głównej bohaterki. Albo ktoś z miejsca darzy ją sympatią i akceptuje z całym dobrodziejstwem inwentarza, albo początkowo jest zaślepionym szowinistą (w przypadku mężczyzn) lub niezrozumianą przez otoczenie biedną istotką działającą w trybie obronnym. Ponieważ punkt widzenia głównej bohaterki jest jedynym słusznym, ci, których z miejsca do siebie nie przekonała, szybko zmieniają zdanie, widząc jej determinację i talent. Straszliwie naiwne to rozwiązanie fabularne, ale idealnie pasuje do całości…

Chyba najbardziej interesującą postacią drugoplanową jest Veronica, znajoma Leo i bogata kurtyzana, której odarty ze złudzeń i nieco cyniczny światopogląd pięknie kontrastuje z naiwnością głównej bohaterki. Początkowo nawet ładnie zarysowano między nimi konflikt ideologiczny, ale niestety wątek Veronici szybko zepchnięto na bok, by zrobić miejsce dla innych „ofiar” protagonistki. A szkoda, bo gdyby zamienić te bohaterki miejscami, seria wiele by zyskała. Pod sam koniec anime pojawia się również wątek młodziutkiej arystokratki, która ma w sobie więcej charakteru i uroku niż Arte, ale po rozwiązaniu swoich problemów szybko zostaje oddelegowana do roli przyjaciółki korespondencyjnej… Z drugiej strony mamy z kolei nieciekawe wypełniacze pustki w postaci młodego ucznia innego artysty, Angelo Parkera(!) i nastoletniej szwaczki imieniem Darcia, którzy pojawiają się w serii chyba tylko po to, aby Arte miała wokół siebie pozytywnie do niej nastawionych osobników w podobnym wieku. Są też inni, ale niewiele do serii wnoszą poza spełnianiem ściśle określonych funkcji narzędzi fabularnych.

Istnieje szansa, że gdybym recenzowała mangę, a nie anime, byłabym trochę łagodniejsza w swojej ocenie, bo czego, jak czego, ale umiejętności rysowniczych nie można Kei Ookubo odmówić. Projekty postaci są naprawdę miłe dla oka, choć nieszczególnie charakterystyczne, ale to nie one przykuwają wzrok, a szczegółowe i bardzo ładnie wykonane stroje, wnętrza i tła. Ile z tego udało się przenieść na ekran? Cóż, na stopklatkach postaci wyglądają bardzo podobnie jak w mandze, ale gdy przychodzi co do czego i zaczynają się ruszać, to zdarzają się okazjonalne czkawki i krzywizny, choć w dalszym ciągu animacja wypada całkiem nieźle. Nie można jej nazwać szczególnie dynamiczną, często mamy do czynienia z nieruchomymi kadrami, ale w tego typu produkcji to raczej nie przeszkadza. Poszczególne ujęcia nie pękają od nadmiaru detali, ale też nie świecą pustkami, więc wyglądają ładnie. Moje oko bardzo ucieszył również minimalny udział efektów 3D i szczerze powiedziawszy, już wolę nieruchome tłumy niż poruszające się jak roboty trójwymiarowe maszkarony.

Muzyka nie jest czymś, na co w Arte zwraca się szczególną uwagę – większość utworów gra ledwo słyszalna w tle wydarzeń, ale zdarzają się momenty, kiedy jej głośność jest wystarczająca, by stwierdzić, że miło się tego słucha, chociaż, kolokwialnie pisząc, szału nie ma. Na ścieżkę dźwiękową składają się melodie grane na instrumentach klasycznych, choć niewykluczone, że coś elektronicznego w tle przemknęło tu i ówdzie, ale raczej starano się muzykę dopasować do klimatu i tematyki. W ucho zdecydowanie wpada energiczna piosenka z czołówki – Clover w wykonaniu Maayi Sakamoto. Spokojniejszy ending, który śpiewa Kiyono Yasuno, nie przypadł mi już tak do gustu, ale podejrzewam, że ma szansę się spodobać nie tylko fanom artystki. W obsadzie znajdziemy same znane nazwiska, jak np. Mikako Komatsu, Sayaka Ohara, Katsuyuki Konishi czy chociażby Kousuke Toriumi, Rie Tanaka, Haruka Tomatsu i Kiyono Yasuno, którzy użyczyli głosów postaciom drugoplanowym. Nie były to być może najbardziej wymagające z ról, ale na tyle, ile mogli, seiyuu spisali się dobrze.

Cenię realizm i wiarygodność w serialach, a już zwłaszcza takich, które opowiadają o czasach historycznych. W przypadku Arte to, co najpierw mangaczka w komiksie, a potem twórcy w anime przedstawili, z codziennością renesansu niewiele ma wspólnego. Pewnie, znalazło się miejsce na pokazanie kilku ciekawostek, ale ostatecznie nikną one w oparach absurdu i sztampy. Jeśli ktoś liczył na coś podobnego do Opowieści panny młodej lub Emmy, to niech szuka dalej albo powtórzy seans i lekturę dzieł Kaoru Mori. W teorii miały to być również urocze i przyjemne w odbiorze okruchy życia, ale twórcy starają się tak bardzo, że im to zupełnie nie wychodzi, więc jeśli ktoś z kolei szuka czegoś podobnego do Arii, tylko w klimatach renesansowych, to niech nie tyka recenzowanej serii długim kijem. Cóż, biorąc pod uwagę obecne czasy pandemiczne, teoretycznie można by napisać, że na bezrybiu i rak ryba, ale równie dobrze można sięgnąć po starsze i znacznie lepsze tytuły w tym gatunku. Gwarantuję, że takie znajdziecie.

Enevi, 25 sierpnia 2020

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Seven Arcs Pictures
Autor: Kei Ookubo
Projekt: Chieko Miyakawa, Chikai Okado, Gouichi Iwahata, Satoko Miyachi
Reżyser: Takayuki Hamana
Scenariusz: Reiko Yoshida
Muzyka: Gorou Itou