Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Otaku.pl

Komentarze

Star Wars: Visions

  • Avatar
    A
    Tomik 15.01.2022 05:13
    Disney nie miał nic wspólnego z całą serią odcinków. Także sprawdź info zanim napiszesz. Studia anime dostały ogromny budżet jak na jednej odcinek i całkowitą wolność. To co osiągnęły to jest obraz nędzy i rozpaczy. W ogóle nie wykorzystały poteciału. Bo to pokazuje obraz japońskiej animacji, a mianowicie brak poteciału.
    • Avatar
      Łowca czarownic 15.01.2022 12:32
      Bo Gwiezdne
      Gwiezdne Wojny zaś to doskonały nieskończony potencjał:D
  • Avatar
    A
    Daerian 20.11.2021 11:16
    To jest recenzja, czy prywatne wylewanie żalów na nową Trylogię?

    jak w przypadku filmu Riana Johnsona, historia jest nudna, wtórna i ponownie w wielu momentach przeczy zasadom uniwersum

    Chyba to drugie.

    Tak przy okazji natomiast:

    Jednakowoż pomimo tylu niekwestionowanych zalet nie da się ukryć, iż pod względem fabularnym mamy tu do czynienia z kolejnym plagiatem – tym razem historii przedstawionej w filmie Siedmiu samurajów


    W takim razie jest w wyśmienitym towarzystwie, biorąc pod uwagę, że wpływy Siedmiu Samurajów na oryginalny film Star Wars są dyskutowane od początku istnienia tego filmu.

    Mamy tu bowiem do czynienia nie tylko z bardzo podobnym tytułem, ale i zaistniałą sytuacją – w galaktyce Jedi praktycznie wyginęli, ostatni ocalały mistrz przyzywa do siebie wszystkich czułych na Moc, aby odbudować zakon


    Jak dokładnie odwrotne założenia fabularne do Ostatniego Jedi mają być plagiatem?

    • Avatar
      Daerian 20.11.2021 11:21
      ponownie w wielu momentach przeczy zasadom uniwersum (wykuwanie mieczy świetlnych, uzależnianie koloru miecza od nastroju itp.)


      Wszystkie te „zasady” pochodzą z Expanded Universe i są, zgodnie z oficjalną linią, obecnie niekanoniczne. I biorąc pod uwagę co było w owym Expanded Universe, bardzo dobrze (szkoda Mary Jade).

      Nie zmienia to faktu, że nie stosowanie się do nieistniejącego kanonu nie jest w żadnym stopniu problemem Visions.
      • Avatar
        Filmowit R 20.11.2021 13:40
        Co się zaś tyczy kanonu, to kanonem jest to, co zatwierdził George Lucas w pierwszych sześciu filmach i serialu ,,Wojny klonów”. Cała reszta musi być w zgodzie z tymi dziełami i nie może im przeczyć. Jeśli to czyni, to nie może być ta reszta nazywana kanoniczną. Tak samo jak niekanoniczne jest stare ,,Expanded Universe”, które stanowi tylko zbiór różnorodnych fanfików (jednych lepszych , drugich gorszych), nie uznawanych przez Georga Lucasa za kanoniczne, a tylko on jako autor ma decydujący głos w sprawie tego czy coś jest kanoniczne czy też nie!
        • Avatar
          Daerian 20.11.2021 19:12
          Co się zaś tyczy kanonu, to kanonem jest to, co zatwierdził George Lucas w pierwszych sześciu filmach i serialu ,,Wojny klonów”. Cała reszta musi być w zgodzie z tymi dziełami i nie może im przeczyć.


          George Lucas na szczęście nie ma już nic do powiedzenia w sprawie tego franchise… i bardzo dobrze, bo prequelami już prawie całkiem zamordował magię Star Wars, a swoimi reedycjami zamienił wyśmienite New Hope w żmudny film z toną zbędnych scen… dokładnie to, przed czym wcześniej nas uchroniła jego była żona.
    • Avatar
      Filmowit R 20.11.2021 13:29
      Tak, to jest recenzja. A różnica pomiędzy prawdziwymi ,,Gwiezdnynymi wojnami” a podróbkami od Disney'a (do których ,,Star Wars: Visions” się niewątpliwie zalicza) jest taka, że tamte filmy tylko lekko inspirowały się innymi dziełami kultury, prztwarzając je w nowy, interesujący sposób, opowiadając przy okazji oryginalną historię George Lucasa (można zaryzykować nawet stwierdzenie, iż pierwsze sześć części to kino autorskie – to autor decydował w nich, co ma do opowiedzenia, a nie wykresy w excelu, podług których produkowane są wszystkie wytwory Myszki Miki), a nie stanowiły nigdy bezpośredniej kalki – natomiast jeśli przyjrzeć się dokładnie tyrlogii sequeli, to dostrzeże się, że struktura tych filmów jest identyczna ze strukturą oryginalnej trylogii, z tym że akurat w tym przypadku pomieszano bez ładu i składu najważniejsze wydarzenia, sprawiając, iż nie mają one najmniejszego znaczenia. Nie są to więc żadne sequele tylko paździerzowe remaki, starające się na każdym kroku zdewaluować oryginalną trylogię oraz zaprzeczyć ukazanym w niej dziejom.

      Problem z recenzowanym anime jest zaś taki, że ono ma tylko sprawiać pozory wartościowego dzieła. I muszę przyznać, iż dzięki w miarę sprawnej reżyserii sztuka ta się mu udaje. Nie zmienia to jednak faktu, że w rzeczywistości jest to nudny, wtórny plagiat, który nieudolnie (tak jak trylogia sequeli) stara się umniejszać znaczenie oryginalnej sagi.

      Na czym polega różnica pomiędzy plagiatem a inspiracją? Przede wszystkim na tym, że w przypadku inspiracji porusza się co najwyżej podobne wątki i przedstawia w inny sposób, a w przypadku plagiatu bierze się te same wątki i przedstawia się je praktycznie w identyczny sposób (zmieniając w najlepszym przypadku pojedyńcze elementy – na przykład dodając świecące katany, bo to co tu zostało przedstawione, tak naprawdę na miano mieczy świetlnych nie zasługuje).

      Na zakończenie pozwolę sobie jeszcze na podzielenie się pewnym spostrzeżeniem – ,,Gwiezdne wojny” to prawdziwa świętość kina, a nie kolejna komercyjna franczyza, którą można rozmieniać na drobne przy każdej możliwej okazji. Z tego powodu nie ma (i być nie może) zgody na to, co z tym uniwersum robi Disney, który pod płaszczykiem Dartha Vadera, chce przemycić Marvela i zamienić najważniejszą kinową opowieść wszechczasów w tanią brazylijską telenowelę.
      • Avatar
        Tablis 20.11.2021 16:52
        Jeżeli się używa recenzji, jak i dalszych komentarzy, na wylewanie gorzkich żali na Disneya, to należy się liczyć z tym, że tekst będzie irytujący w lekturze. Nie wiem też dlaczego frustracje te są akurat wylewane na japońskich twórców, którzy z nową trylogią nie mają nic wspólnego i mieli w zrobieniu Visions dużą swobodę twórczą.

        Poza tym aż głupio się czuję, musząc komentować takie trywializmy, ale Visions nie są kanoniczne. Ani trochę. Powinno to być oczywiste dla każdego, kto je widział, ale padło też oficjalnie. Jest to zbiór krótkometrażówek inspirowanych uniwersum Star Wars. Amen.
        • Avatar
          Filmowit R 20.11.2021 18:06
          Otóż nie ma tutaj żadnego wylewania gorzkicb żalów na Disney'a,a jedynie dostrzeganie gorzkiej rzeczywistości, w której coś sygnowanego logiem ,,Gwiezdnych wojen” i reklamowanego jako kreatywna nowość nie ma w zasadzie nic wspólnego ze wspomnianą marką, a poza tym nie oferuje też nic nowego ani odkrywczego.

          Co się zaś tyczy japońskich twórców, to wiązanie ich z trylogią sequeli jest jak najbardziej na miejscu, albowiem wpisują się oni w pewien schemat podejścia do tej marki, który zakłada brak jakichkolwiek nowych historii w tym świecie – Disney pod pozorem trylogii sequeli dokanał nieporadnego remake'u oryginalnej trylogii, a japońscy twórcy pod pozorem kreatywnych wizji dokonali nieporadnych remake'ów paru rodzimych filmów i seriali. Wykazali się w tem równie wielką kreatywnością, jak ktoś, kto w ,,Potopie” Jerzego Hoffmana zamieniłby szable zwykłe na szable świecące różnymi kolorami i stwierdził, że oto mamy polskie ,,Gwiezdne wojny”.
          Owszem, można tak zrobić, tylko trudno wtedy oczekiwać, że ktoś uzna takie działanie za ,,wizjonerskie”.

          Jeśli japońscy twórcy mieli jakąkolwiek swobodę przy podejściu do tej marki, to albo jej w ogóle nie wykorzystali i poszli na łatwiznę, kopiując jeno już istniejące, sprawdzone wzorce, albo (co o wiele bardziej prawdopodobne w przypadku międznarodowej korporacji) cała ta swoboda była tylko chwytem marketingowym, a kluczowe decyzje i tak zapadały w Disney'u – nigdzie niestety w tym anime swobody twórczej nie widać.

          Co się zaś tyczy kanoniczności – to, że jakieś dzieło jest niekanoniczne oznacza tyle, że jego twórcy nie muszą sie specjalnie przejmować już istniejącymi historiami i zgodnością z nimi. Nie oznacza to jednak, że mogą odrzucać dowolnie zasady świata przedstawionego, albowiem zasady świata przedstawionego definiują ten świat i jeśli zmienia się zasady świata przedstawionego, to zmienia się i sam świat, co w konsekwencji prowadzi do tego, że dany świat staje się nowym światem, kompletnie innym od tego jakim był przed zmianą. Wynika z tego, że po zmianie zasad świata przedstawionego, nie mamy już do czynienia ze światem przedstawionym, w którym zasady zmieniliśmy, tylko z nowym, w którym obowiązują już zmienione zasady. Na przykład jeśli w świecie ,,Gwiezdnych wojen” zamienimy miecze świetlne na różdżki, a Moc na magię, to nie mamy już do czynienia ze światem ,,Gwiezdnych wojen” tylko co najwyżej ze światem Harrego Pottera. Dlatego właśnie dbanie o zasady jest tak ważne, bo tylko omawiane przez nas zasady i normy danego uniwersum sprawiają, że to uniwersum jest, tym czym jest – gdyby w jakimś świecie przedmioty spadały do góry, a nie do dołu, to byłby to jakiś świat, ale z całą pewnością nie byłby już to nasz świat, tylko jakiś inny (nawet wtedy, kiedy wszystkie pozostałe zmienne pozostałyby nie zmienione).
          • Avatar
            Daerian 20.11.2021 19:21

            Otóż nie ma tutaj żadnego wylewania gorzkicb żalów na Disney'a,a jedynie dostrzeganie gorzkiej rzeczywistości, w której coś sygnowanego logiem ,,Gwiezdnych wojen” i reklamowanego jako kreatywna nowość nie ma w zasadzie nic wspólnego ze wspomnianą marką

            Obawiam się, że ten poziom narzekania to jest dokładnie wylewanie gorzkich żalów, albo i gorzej.

            nie oferuje też nic nowego ani odkrywczego.


            Ostatni Jedi oferował akurat dużo nowego i odkrywczego, ale dzięki narzekaniom fanów otrzymaliśmy cudowny 9 film.

            Dlatego właśnie dbanie o zasady jest tak ważne, bo tylko omawiane przez nas zasady i normy danego uniwersum sprawiają, że to uniwersum jest, tym czym jest

            Żaden z podanych przez Ciebie przykładów nie zmienia w żaden sposób Star Wars na coś innego. Nawet w wspomnianych przez Ciebie 6 filmach Lucasa nie było ani słowo jak dokładnie powstają miecze świetlne, albo czy mogą zmieniać kolory. To wszystko wiadomości z Expanded Universe, więc sam sobie przeczysz.
      • Avatar
        Daerian 20.11.2021 19:06
        pierwsze sześć części to kino autorskie – to autor decydował w nich, co ma do opowiedzenia

        Czy my na pewno mówimy o tej Nowej Nadziei, która w wykonaniu Lucasa nie nadawała się w zasadzie do niczego i uratowała ją jego ówczesna żona w montażu?

        a nie wykresy w excelu, podług których produkowane są wszystkie wytwory Myszki Miki

        Mówimy o tej samej franczyzie, do której dodano Ewoków, aby sprzedać więcej zabawek dla dzieci, bo Lucas w kontrakcie zachował wówczas wyjątkowo pełne prawa do zabawek na bazie filmów?

        Na zakończenie pozwolę sobie jeszcze na podzielenie się pewnym spostrzeżeniem – ,,Gwiezdne wojny” to prawdziwa świętość kina,

        Nie, Gwiezdne Wojny w żadnym stopniu nie są świętością kina. To miły, przyjemny familijny film SF (czy oznacza to science fiction, czy science fantasy jak wiele osób głosi to inna inszość) i żadnej świętości w tym nie ma.

        a nie kolejna komercyjna franczyza, którą można rozmieniać na drobne przy każdej możliwej okazji.

        Gwiezdne Wojny od początku są jak najbardziej komercyjne, patrz wspomniane Ewoki.

        Z tego powodu nie ma (i być nie może) zgody na to, co z tym uniwersum robi Disney, który pod płaszczykiem Dartha Vadera, chce przemycić Marvela i zamienić najważniejszą kinową opowieść wszechczasów w tanią brazylijską telenowelę.

        Ja to osobiście bym wolał jakby obecna trylogia była robiona na poziomie filmów Marvela. Zresztą prequele też, były o wiele gorsze niż część 7 i 8.
        • Avatar
          Filmowit R 21.11.2021 11:19
          Różnica pomiędzy kinem wartościowym (jakim jest saga Lucasa), a bezwartościowym (jakim są produkcje Disneya) polega na tym czy dane dzieło przekazuje nam jakąś historię i treść. George Lucas starał się o to zadbać w każdym ze swoich filmów nad którym sprawował pieczę – raz wychodziło mu to lepiej, raz gorzej, ale zawsze miał do opowiedzenia większą historię! Na tym właśnie polega ,,świętość” i wyjątkowość tej sagi, które przyniosły jej ogromny sukces. W Disney'u natomiast nikt nic do powiedzenia nie miał i od samego początku studio to starało się zamienić tę markę w Marvela.

          Co się zaś tyczy Ewoków i sprzedaży zabawek na podstawie filmów – skoro historia przedstawiona przez Lucasa i jego wizja SF spodobała się szerszej publiczność, to dlaczego nie spróbować na tym przy okazji trochę więcej zarobić. Zwłaszcza, że rozwiązania Lucasa nie kolidowały z jego wizją historii, którą chce przedstawić. W przypadku Disney'a natomiast nie ma żadnej wizji, a jest tylko chęć zarabiania na marce i wypuszczania co roku nowego filmu z tego uniwersum, bez zastanowienia się czy ma się coś nowego i wartościowego do powiedzenia, czy też nie. Stoi to w oczywistej opozycji do podejścia Georga Lucasa, który kręcił kolejne filmy wtedy, kiedy miał na nie pomysł (przez 35 lat nakręcił tylko 6 filmów, Disney przez 7 lat nakręcił 5 filmów).

          Na tym właśnie polega wartościowa sztuka – na treści!
          I na tym też polega wyjątkowość ,,Gwiezdnych wojen” – na skupianiu się na fabule. Żadna inn franczyza filmowa (poza adaptacjami książek) nie koncentrowała się w takim stopniu na opowiadanej historii jak saga Georga Lucasa. W przypadku większości popularnych marek kolejne części pojawiają się tylko po to, by zarabiać pieniądze. W przypadku ,,Gwiezdnych wojen” kolejne części pojawiały się przede wszystkim po to, by opowiedzieć historię autora i przy okazji zarobić pieniądze – drobna, ale jakże ważna różnica.
          Odnośnie natomiast mieczy świetlnych – z filmów głównej sagi wiemy, że różni Jedi i Sithowie posługiwali się różnymi mieczami świetlnymi i od czasu do czasu zabierali sobie je nawzajem (np. generał Grevious). Miecze te jednak po zmianie właścicela nie zmieniały ani koloru, ani właściwości. Oznacza to, że funkcjonowały one jako obiektywne, zwykłe narzędzia, a nie różdżki czarodziejów uzależnione od emocjonalnych stanów ich posiadaczy. Po drugie w epizodzie szóstym Darth Vader zwraca uwagę Lukowi ma wykonany przez niego miecz świetlny, wskazując tym samym na zakończone przez niego szkolenie na rycerza Jedi. I choć w samym filmie nie pokazano produkcji miecza świetlnego, to jedna z wyciętych scen ,,Powrotu Jedi” ukazuje Luke'a spokojnie składającego swój własny miecz świetlny, co pokazuje nam, że raczej go nie wykuwał. Poza tym jest to chyba oczywiste, że w serii SF, elektroniczny gadżet jakim jest miecz świetlny jest po prostu produkowany, a nie wykuwany. Jeśli przyjąć takie podejście, to można by dojść do wniosku, że również komunikatory i droidy są wykuwane przez kowali, bo przecież nie pokazano w filmie procesu ich produkcji. Jeśli chce się zachować zgodność z oryginalną sagą, to trzeba nie tylko zważać na elementy wprost w niej wyeksplikowane, ale także na to, co stanowi ducha tej serii i czego trzeba się troszeczkę domyślić.
          A na koniec jeszcze słów kilka o ,,Ostanim Jedi” – nie, w żadnym przypadku nie jest to film ani oryginalny, ani odkrywczy. W zasadzie jest to tylko nieudolny remake ,,Imperium kontratakuje” ( właściwie ,,Ostatni Jedi” to dość perfidny dowcip z najlepszego epizodu sagi, zapożyczający od niego wszystkie elementy i układający je w tak przypadkowy sposób, że tracą one jakiekolwiek znaczenie i składają się na najgorsze możliwe wcielenie marki – przynajmniej do czasu premiery epizodu IX, w którym udało się zrobić jeszcze gorszy remake ,,Powrotu Jedi”) pozbawiony jednak charyzmatycznych bohaterów, logiki, sensu i znaczenia. Najlepiej to uwidacznia finał, w którym główni bohaterowie w zasadzie znajdują się w tym samym momencie, co pod koniec części siódmej. Acz trzeba przyznać, że jedna rzecz reżyserowi się w tym filmie udała – był w stanie nakręcić najdłuższą produkcję sygnowaną logiem ,,STAR WARS” i nie powiedzieć w niej absolutnie nic. Faktycznie , jest co podziwiać.
          • Avatar
            Daerian 21.11.2021 12:43
            Całkowicie szczerze, doskonale widać, że o historii powstawania Star Wars nie wiesz w zasadzie nic, stawiając Lucasa na jakimś piedestale, za to masz niesamowitą i nieuzasadnioną nienawiść do Disneya.

            Proponuję w ogóle obejrzeć jako wprowadzenie do wszystkiego ten filmik jak bardzo New Hope zostało uratowane w edycji: [link] , a potem poszukać artykułów i informacji o tym jak wiele w tym filmie było ad­‑lib, lub zmienione zgodnie z uwagami i pomysłami autorów (np. śmierć Obi­‑Wana Kenobiego i jego pośmiertne porady są wynikiem zmian zaproponowanych przez Alec Guinnessa, który ogólnie nie cierpiał tje roli).

            Star Wars nie jest jakąś świętością kina i efektem geniuszu, jest cudem zbiegów okoliczności i szczęścia, które pozwoliły stworzyć naprawdę dobre familijne kino akcji w atmosferze SF.

            Żadna inn franczyza filmowa (poza adaptacjami książek) nie koncentrowała się w takim stopniu na opowiadanej historii jak saga Georga Lucasa.

            Ten znienawidzony przez Ciebie zły Marvel radzi sobie z tym znacznie lepiej na przestrzeni kilkunastu filmów niż Lucas z zaledwie trzema prequelami.

            W zasadzie jest to tylko nieudolny remake ,,Imperium kontratakuje” ( właściwie ,,Ostatni Jedi” to dość perfidny dowcip z najlepszego epizodu sagi, zapożyczający od niego wszystkie elementy i układający je w tak przypadkowy sposób, że tracą one jakiekolwiek znaczenie i składają się na najgorsze możliwe wcielenie marki

            Poziom nienawiści na Disneya naprawdę Cię zaślepia, jeśli uważasz, że Ostatni Jedi nie tylko nie wnosi nic nowego, ale jest też gorszy niż wszystkie prequele.
            Ostatni Jedi wnosi dwie bardzo ważne rzeczy – przywraca mistycyzm Mocy zatracony przez Lucasa za pomocą prequeli, oraz „egalitaryzm” Mocy – ponownie Moc jest czymś co wypełnia cały świat przedstawiony, a dla settingu ważnym można być nie będąc kolejnym pociotkiem Skywalkerów lub Kenobich.
            Wiem też, że słuchanie profesjonalnych krytyków filmowych jest niemodne, ale polecam poczytać co mają do powiedzenia o tym filmie. Niezaskakująco oceny są wyśmienite.
          • Avatar
            Ryuki 21.11.2021 13:27
            Różnica pomiędzy kinem wartościowym (jakim jest saga Lucasa), a bezwartościowym (jakim są produkcje Disneya) polega na tym czy dane dzieło przekazuje nam jakąś historię i treść.


            Obie te rzeczy nie istnieją^^ Sztuka to sztuka a czy ci się podoba czy nie to tylko twoja opinia.

            Wow, osobiście mam gdzieś nową trylogię bo prequele już mnie wystarczająco zniechęciły i z obecnego kanonu interesuje mnie tylko gra Jedi Fallen Order( a i tak czekam aż zostanie wrzucona na PSN+ by zaoszczędzić ) mimo to nie powiem twoja nienawiść do nowych filmów mnie rozbraja. Cóż nic nowego u fanów SW.

            o miły, przyjemny familijny film SF (czy oznacza to science fiction, czy science fantasy jak wiele osób głosi to inna inszość) i żadnej świętości w tym nie ma.


            Ja taki zabieg ogólnie nazywam zwyczajnie hybrydą SF i Fantasy^^ Ta mieszanka gatunkowa jest niesamowicie popularna w jrpg natomiast to, że SW się do niej zalicza jest dość unikalne bo zachód aż tak za nią nie przepada. Ogólnie moim zdaniem nie ma czegoś takiego jak świętość w mediach. Jeśli remake, nowe odsłony czy schrzaniona adaptacja mi się nie spodoba lub nie zainteresuje jest to w zupełności moja opinia, nie zmienia to tego, że ta produkcja ma prawo istnieć( ciężko mi to przez gardło przechodzi zwłaszcza jak sobie przypomnę adaptację Percy Jacksona chyba najgorszy film pod względem przeniesienia książki na ekran jaki kiedykolwiek widziałam ). Przy SW jest to jeszcze łatwiejsze do przełknięcia bo Lucas dosłownie oddał serię następnemu pokoleniu twórców. Możliwe, ze krytyka prequeli na niego dość mocno zadziałała.
            • Avatar
              Daerian 21.11.2021 13:48
              Ta mieszanka gatunkowa jest niesamowicie popularna w jrpg

              Final Fantasy nawet nie udaje jak bardzo się SW inspiruje :D
              • Avatar
                Ryuki 21.11.2021 13:58
                Final Fantasy nawet nie udaje jak bardzo się SW inspiruje :D


                Racja :D Chociaż w głowie akurat miałam Star Ocean, co prawda jeszcze mocniejszą tam inspiracją jest Star Trek ale i motywów z SW nie brakuje, zwłaszcza w Last Hope. Ogólnie SW było ogromną inspiracja w jakiejkolwiek fantastyce.
            • Avatar
              Tablis 21.11.2021 16:27
              Różnica pomiędzy kinem wartościowym (jakim jest saga Lucasa), a bezwartościowym (jakim są produkcje Disneya) polega na tym czy dane dzieło przekazuje nam jakąś historię i treść.

              Obie te rzeczy nie istnieją^^ Sztuka to sztuka a czy ci się podoba czy nie to tylko twoja opinia.


              Nie zgodzę się, sztuka może być lub nie być wartościowa, trzeba tylko doprecyzować, jakie „wartości” mamy na myśli. Nie chciałbym popadania w nihilizm kulturowy, w którym wszystko jest jedynie „opinią”. Nie oznacza to, że istnieje jakowaś „obiektywna/wartość” ocena filmu/serii itp., ale że jeżeli możemy zrozumieć kryteria piszącego i co na ich podstawie zawyrokował, to możemy je odnieść do swoich. Poza tym pewne rzeczy są mało dyskusyjne, np że w fabule Ep. 9 brakuje elementarnej logiki. Kwestią indywidualną jest natomiast, czy nam to przeszkadza.

              Problem z omawianym tekstem jest taki, że startuje on ze specyficznej pozycji SW 1­‑6 będących „najważniejszą kinową opowieścią wszechczasów” i całą resztą będącą „profanacją” (cytaty). Jedną częścią tego problemu jest dogmatyczne odrzucanie jakichkolwiek „wpływów” na Star Wars. Jak tu padało Star Wars od początku czerpało z czego wlezie. Nie będące kanonem wyprodukowane w Japonii anime Star Wars jest krytykowane za posiadanie wpływów japońskich i anime. Fragmenty w stylu narzekań na obecność zantropomorfizowanych królików (sic!) nie poprawiają sytuacji. Brzmi to szczególnie dziwnie na portalu poświęconym mandze i anime.


              Drugą częścią problemu jest wydźwięk emocjonalny. Stwierdzenie, że
              twoja nienawiść do nowych filmów mnie rozbraja

              to trochę mocne słowa, ale w sumie zasłużone. Można tych filmów nie lubić, ba – i ja ich nie lubię, ale lepiej odbiera się oceny wyrażone z… pewnym poziomem emocjonalnego dystansu, tak to ujmijmy. Szczególnie, jeżeli chodzi o emocje negatywne.
              • Avatar
                Ryuki 21.11.2021 17:27
                Nie zgodzę się, sztuka może być lub nie być wartościowa, trzeba tylko doprecyzować, jakie „wartości” mamy na myśli.


                Rozumiem o co ci chodzi ale dla mnie to też pewnego rodzaju opinia. Ogólnie czy coś nas usatysfakcjonowało czy nie. Nie widzę tutaj nihilizmu. Jednak tak czy siak niezależnie jak to oboje widzimy, łatwo się po kontekście kapnąć o jaką wartość chodziło. Odezwałam się ogólnie bo zapachniało mi to elitaryzmem. Z resztą opinii w 100% się zgadzam.

                to trochę mocne słowa, ale w sumie zasłużone. Można tych filmów nie lubić, ba – i ja ich nie lubię, ale lepiej odbiera się oceny wyrażone z… pewnym poziomem emocjonalnego dystansu, tak to ujmijmy. Szczególnie, jeżeli chodzi o emocje negatywne.


                Wiesz sama przyznaje się, że są tytuły których naprawdę nie lubię. Często są to słabe adaptacje jak chociażby wspomniana ekranizacja Percy'ego( dodajmy, że to moja ulubiona seria książek więc reakcja była dość mocna ) czy jeśli chodzi o anime chociażby takie Flame of Recca czy Violinist of Hameln, moje recenzje wtedy przypominałyby jeden wielki rant i dużą ilość jadu :D Człowiek w końcu jest emocjonalna istotą. Rzecz w tym by nie próbować tego wrzucić jako fakt i mieć trochę do swojej opinii dystansu.
          • Avatar
            Cthulhoo 22.11.2021 15:32
            Różnica pomiędzy kinem wartościowym (jakim jest saga Lucasa), a bezwartościowym (jakim są produkcje Disneya) polega na tym czy dane dzieło przekazuje nam jakąś historię i treść. George Lucas starał się o to zadbać w każdym ze swoich filmów nad którym sprawował pieczę – raz wychodziło mu to lepiej, raz gorzej, ale zawsze miał do opowiedzenia większą historię! Na tym właśnie polega ,,świętość” i wyjątkowość tej sagi, które przyniosły jej ogromny sukces. W Disney'u natomiast nikt nic do powiedzenia nie miał i od samego początku studio to starało się zamienić tę markę w Marvela.

            W tym momencie zgniłem wewnętrznie. Ta „święta” historia GW jest prosta jak budowa cepa, w wielu miejscach infantylna, zaś taka „Wojna Klonów” to w większości kiepsko wyreżyserowana akcja z pretekstową fabułą.

            Co się zaś tyczy Ewoków i sprzedaży zabawek na podstawie filmów – skoro historia przedstawiona przez Lucasa i jego wizja SF spodobała się szerszej publiczność, to dlaczego nie spróbować na tym przy okazji trochę więcej zarobić. Zwłaszcza, że rozwiązania Lucasa nie kolidowały z jego wizją historii, którą chce przedstawić. W przypadku Disney'a natomiast nie ma żadnej wizji, a jest tylko chęć zarabiania na marce i wypuszczania co roku nowego filmu z tego uniwersum, bez zastanowienia się czy ma się coś nowego i wartościowego do powiedzenia, czy też nie. Stoi to w oczywistej opozycji do podejścia Georga Lucasa, który kręcił kolejne filmy wtedy, kiedy miał na nie pomysł (przez 35 lat nakręcił tylko 6 filmów, Disney przez 7 lat nakręcił 5 filmów).

            Wersja tl;dr: Lucas chce zarobić: dobrze. Disney chce zarobić: źle. Taka mentalność Kalego. I to takie pomijanie faktów, że Lucas w między czasie robił też inne filmy, bo ten wywód brzmi tak, jakby żył samymi Gwiezdnymi Wojnami, co jest oczywistą bzdurą i takim przestawianiem faktów, żeby pasowały do tezy.

            Na tym właśnie polega wartościowa sztuka – na treści!

            Eee… Nie.

            I na tym też polega wyjątkowość ,,Gwiezdnych wojen” – na skupianiu się na fabule. Żadna inn franczyza filmowa (poza adaptacjami książek) nie koncentrowała się w takim stopniu na opowiadanej historii jak saga Georga Lucasa.

            Serio, brzmi to tak, jakbyś w swoim życiu obejrzał tylko Gwiezdne Wojny i Władcę Pierścieni. I, nie, opowiadanie historii w filmach nie jest niczym wyjątkowym. Powiedziałbym, że to dość pospolite zjawisko.

            Odnośnie natomiast mieczy świetlnych – z filmów głównej sagi wiemy, że różni Jedi i Sithowie posługiwali się różnymi mieczami świetlnymi i od czasu do czasu zabierali sobie je nawzajem (np. generał Grevious). Miecze te jednak po zmianie właścicela nie zmieniały ani koloru, ani właściwości. Oznacza to, że funkcjonowały one jako obiektywne, zwykłe narzędzia, a nie różdżki czarodziejów uzależnione od emocjonalnych stanów ich posiadaczy. Po drugie w epizodzie szóstym Darth Vader zwraca uwagę Lukowi ma wykonany przez niego miecz świetlny, wskazując tym samym na zakończone przez niego szkolenie na rycerza Jedi. I choć w samym filmie nie pokazano produkcji miecza świetlnego, to jedna z wyciętych scen ,,Powrotu Jedi” ukazuje Luke'a spokojnie składającego swój własny miecz świetlny, co pokazuje nam, że raczej go nie wykuwał. Poza tym jest to chyba oczywiste, że w serii SF, elektroniczny gadżet jakim jest miecz świetlny jest po prostu produkowany, a nie wykuwany. Jeśli przyjąć takie podejście, to można by dojść do wniosku, że również komunikatory i droidy są wykuwane przez kowali, bo przecież nie pokazano w filmie procesu ich produkcji. Jeśli chce się zachować zgodność z oryginalną sagą, to trzeba nie tylko zważać na elementy wprost w niej wyeksplikowane, ale także na to, co stanowi ducha tej serii i czego trzeba się troszeczkę domyślić.

            Ten zaś akapit pokazuje, że jesteś ślep zapatrzony w jedyną słuszną wizję, bo drzesz szaty o coś, co ma tyle znaczenia, co… w sumie nic, patrząc na ogólne założenia Visions. Serio, poczułem się teraz jak podczas rozmowy z polskim fandomem Touhou, który dostaje białej gorączki, gdy tylko widzi coś, co choć trochę odbiega od ich jedynego i słusznego kanonu.

            A na koniec jeszcze słów kilka o ,,Ostanim Jedi” – nie, w żadnym przypadku nie jest to film ani oryginalny, ani odkrywczy.

            O kurczę, brzmi to jak opis całej sagi :D

            Btw: muszę sam obejrzeć Vision, bo sam koncept takiego Star Warsowego Animatrixa mnie zaciekawił, tylko ostatnio trochę mało czasu mam na wszystko.